var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Arsenal.com

Niespełniony talent wyniszczony przez kontuzje. Dejan Iliew miał być nadzieją w bramce Arsenalu, teraz wylądował w Jagiellonii

Autor: Sebastian Czarnecki
2020-01-14 19:50:36

Kiedy Dejan Iliew przychodził do Arsenalu, kibice pukali się w głowy. Dlaczego londyński klub ściąga bramkarza z drugiej ligi macedońskiej akurat w ostatni dzień okna transferowego? Rozwścieczeni kibice spodziewali się wówczas transferu jeszcze defensywnego pomocnika, a otrzymali nieopierzonego 17-latka. Jak się później okazało, miał być on wielkim talentem i zabezpieczeniem bramki w dalekiej przyszłości.

Testowany przez wielkie kluby

Dejan Iliew pochodzi ze sportowej rodziny i poszedł w ślady ojca, który również był bramkarzem. Może nie osiągnął wielkiego sukcesu, ale wykonywał dobrą pracę jako trener w FK Belasica, gdzie pracował między innymi ze swoim synem. W drugiej lidze macedońskiej trudno jednak się przebić do mainstreamu, zwłaszcza że europejscy skauci niechętnie zaglądają aż do tak niskich lig.

Ale co innego na mecze międzynarodowe, zwłaszcza jeśli chodzi o drużyny młodzieżowe. Dejan Iliew był wystarczająco wyróżniającym się zawodnikiem na poziomie krajowym, żeby wywalczyć sobie miejsce w wyjściowym składzie młodych drużyn Macedonii. Właśnie podczas jednego z takich meczów został dostrzeżony przez skautów Interu Mediolan, którzy oglądali spotkanie z Turcją, w którym 15-letni wówczas bramkarz został wybrany najlepszym piłkarzem na boisku.

Włosi od razu zaprosili go na testy, co było spełnieniem wszelkich marzeń dla młodego golkipera. Początkowo przebywał tam tydzień, potem miesiąc, ale ostatecznie do transferu nie doszło. Niepocieszony Iliew wrócił do swojego kraju, gdzie znowu postanowił zawalczyć o swoją szansę. Nie minęło wiele czasu, a znowu został wypatrzony przez skauta z europejskiego giganta – tym razem z Arsenalu.

- Byłem na zgrupowaniu macedońskiej młodzieżówki i skaut Arsenalu z Grecji oglądał mnie w akcji podczas meczów ze Szkocją i Turcją. Po meczach zadzwonili do mnie, żebym stawił się na testach na specjalnym obozie w Atenach. Byłem tam trzy albo cztery dni, oprócz mnie trenowało wówczas trzydziestu innych bramkarzy. Po zakończonych testach podszedł do mnie Tony Roberts, trener bramkarzy Arsenalu, że chciałby mnie zobaczyć w Londynie. Z początku myślałem, że to żart, ale po kilku dniach dostałem maila z oficjalnym zaproszeniem – mówił Dejan Iliew chwilę po podpisaniu kontraktu z londyńskim klubem.

Bohater nietypowego transferu

Choć żaden kibiców Arsenalu nie słyszał wcześniej o Iliewie, to prawdopodobnie zostanie zapamiętany w północnym Londynie jeszcze przez długie lata. Nie ze względu na swoją grę, ponieważ nigdy nie doczekał się oficjalnego debiutu, ale z powodu nietypowego transferu w ostatnim dniu okna transferowego. Choć nikt nic nie miał do Macedończyka, to po prostu… nie był tym, na kogo czekali kibice.

„Kanonierzy” byli wówczas świeżo po utracie Robina van Persiego i Alexa Songa – ważnych i doświadczonych zawodników z wyjściowej jedenastki. I o ile w miejsce Holendra przyszli Olivier Giroud i Lukas Podolski, a do tej śmietanki dołączył również Santiago Cazorla, to kibice w dalszym ciągu czekali na defensywnego pomocnika, który będzie w stanie stworzyć duet z Mikelem Artetą – obecnym trenerem Arsenalu. Wszyscy spodziewali się, że na Emirates Stadium przed końcem okienka dołączy jeszcze przynajmniej jeden zawodnik i… dołączył.

 

 

Tyle że nie taki, jakiego oczekiwano. Co najciekawsze, zanim klub oficjalnie ogłosił pozyskanie bramkarza FK Belasica, najpierw wyciekło jego zdjęcie z Arsene’em Wengerem. Francuz nie zawsze potwierdzał nowe nabytki do akademii, więc w tym chłopaku faktycznie musiało być coś specjalnego, co przykuło uwagę legendarnego trenera.

Wpadki w młodzieżówkach i niedoszły transfer do Belgii

Iliew początkowo został włączony do młodzieżówki, ale z czasem wywalczył sobie miejsce w drużynie U-19, gdzie stał się pierwszym bramkarzem. Bronił również w rozgrywkach Next-Gen Series, które wówczas były odpowiednikiem młodzieżowej Ligi Mistrzów. Macedończyk imponował fantastycznym refleksem, ze względu na swoje warunki fizyczne dobrze sobie radził w powietrzu, ale… miał skłonność do popełniania błędów. Poważnych błędów.

Jak chociażby w ćwierćfinałowym meczu z Barceloną, kiedy w głupi sposób wyszedł z bramki, powalił Munira El Haddadiego i sprokurował rzut karny oraz został wyrzucony z boiska za czerwoną kartkę. Zachowując oczywiście pewne proporcje, Iliew przypominał fanom Arsenalu tego młodego i nieokrzesanego jeszcze Wojtka Szczęsnego. Świetnego na linii, ale z tendencją do popełniania kosztownych błędów.

Polski bramkarz miał jednak coś, czego nie miał Macedończyk – charyzmę i niesamowitą pewność siebie. Kiedy Szczęsny coś zawalił, nic sobie z tego nie robił i po prostu dalej wykonywał swoją pracę. Iliew z kolei wyglądał na podłamanego. Czuł, że właśnie takimi błędami traci zaufanie trenerów i przez to nigdy nie zadebiutuje w dorosłej drużynie Arsenalu.

W 2014 roku był nawet bliski opuszczenia Emirates Stadium. Po bramkarza zgłosiło się belgijskie Mechelen, które chciało zaoferować mu czteroletni kontrakt i gwarancję występów w pierwszym zespole. Dla obu stron była to kusząca propozycja, ale Arsenal nie był wtedy w odpowiedniej sytuacji, żeby sprzedawać kolejnego bramkarza. Zespół wcześniej opuścili Vito Mannone i Łukasz Fabiański, Vito Mannone wrócił do Włoch, a Arsene Wenger do dyspozycji miał tylko młodych Szczęsnego i Emiliano Martineza.

Dlatego właśnie transfer został wstrzymany. Przynajmniej do momentu, kiedy Arsenal znajdzie sobie nowego bramkarza. I znalazł, tylko że niecały miesiąc później. Po mistrzostwach świata w Brazylii „Kanonierzy” za 3 miliony sprowadzili Davida Ospinę z Nicei, który miał być konkurentem dla Szczęsnego. Londyńczycy byli już wtedy gotowi, żeby umożliwić Iliewowi odejście, ale Belgowie nie byli już zainteresowani. Macedończyk został więc skazany na walkę o miejsce w składzie U23 w Premier League-2.

Bolesna kontuzja, która zahamowała jego rozwój

Prawdziwy dramat Iliewa zaczął się w 2015 roku, kiedy poważna kontuzja kolana wyeliminowała go z gry na cały rok. Kiedy już wydawało się, że wraca do pełni zdrowia, nastąpił nawrót, przez co potrzebował kolejnej operacji. Łącznie Macedończyk w trakcie swojej kariery poddał się czterem zabiegom, po których do pełnej sprawności doszedł dopiero pod koniec 2017 roku. Przez ten czas zdążył jeszcze rozegrać 8 meczów w lidze rezerw, gdzie powolutku, małymi kroczkami odbudowywał swoją formę.

Do nieoczekiwanego zdarzenia doszło natomiast pół roku temu, kiedy Dejan Iliew pojechał z pierwszą drużyną Arsenalu do Baku na finał Ligi Europy z Chelsea. Oczywiście nie miał żadnych szans na grę, ponieważ w wyjściowym składzie znalazł się Petr Čech, dla którego to był ostatni mecz w jego piłkarskiej karierze, a na ławce rezerwowych obok niego zasiadał nominalny pierwszy golkiper Bernd Leno, ale sama obecność w składzie na takie wydarzenie dała mu wielki zastrzyk pewności siebie. Iliew ponownie uwierzył, że jeszcze ma szansę na grę na wysokim poziomie.

Właśnie dlatego latem udał się na wypożyczenie do SKF Sered. W lidze słowackiej rozegrał 18 meczów, w których zachował jedynie 3 czyste konta i stracił aż 26 bramek, ale spisywał się bardzo dobrze jak na to, że przed sobą miał wątpliwej klasy obrońców. Dla Arsenalu to było za mało. W Londynie wiedzieli, że jeśli Iliew jeszcze ma się kiedykolwiek odbudować, musi zacząć grać na wyższym poziomie. Dlatego właśnie przedwcześnie zakończył jego wypożyczenie i postanowił znaleźć mu inny klub.

Jagiellonia ponad League One

Dejan Iliew był bardzo rozchwytywany przez kluby z League One – trzeciego poziomu rozgrywek w Anglii. Transfer do niższej ligi nie wchodził jednak w grę. Chciał się przenieść do europejskiego klubu, który gra w pierwszej lidze. Najbardziej konkretna była Jagiellonia, która zaczęła się rozglądać za nowym bramkarzem na prośbę Iwajło Petewa – nowego trenera białostoczan.

- Iliew zawsze był bardzo ceniony przez trenerów Arsenalu, ale kontuzje zahamowały jego rozwój. Dopiero po czasie rozegrał kilka imponujących meczów w drużynie U23 – mówił w rozmowie z nami Jeorge Bird, właściciel bloga Arsenal Youth, w którym przygląda się zawodnikom z młodzieżówki i rezerw Arsenalu. - Nie jest niezawodnym bramkarzem, ponieważ słabo sobie radzi z piłką przy nodze i ma problemy z ustawianiem się w trudnych sytuacjach. Jest jednak bardzo komunikatywny i potrafi się dobrze porozumiewać z obrońcami, a do tego ma bardzo imponujący refleks. W Arsenalu nie ma już dla niego przyszłości, więc w tym momencie będzie starał się zebrać jak najwięcej doświadczenia.

Wydaje się więc, że przenosiny do Jagiellonii są dobrym wyjściem dla 24-letniego bramkarza. W Białymstoku będzie musiał konkurować z Grzegorzem Sandomierskim i Damianem Węglarzem, jednak żaden z nich nie grał na tyle dobrze, żeby być pewnym miejsca w składzie na rundę wiosenną. Iliew może nie jest jakoś szczególnie doświadczony, ale przecież uczył się od jednych z najlepszych trenerów w Europie, a porad bramkarskich udzielał mu sam Petr Čech. Teraz, kiedy Macedończyk ma już kontuzje za sobą, może zacząć budować swoje nazwisko. Jagiellonia to nie Inter czy Arsenal, ale miejsce, z którego bezproblemowo można się przebić.

- Nie wiem czy Iliew wywalczy sobie miejsce w wyjściowym składzie Jagiellonii i nie wiem czy jest już gotowy do regularnej gry, zwłaszcza że w Sered tracił dość sporo bramek. Teraz jednak trafił do lepszego zespołu i będzie miał przed sobą o wiele lepszych obrońców. To powinno mu pomóc – mówił Jeorge Bird.

Dla Iliewa to już być może ostatnia szansa w karierze. Jeśli teraz sobie nie poradzi i odejdzie z Jagiellonii jako przegrany, prawdopodobnie już nigdy nie znajdzie miejsca w uznanym klubie. Teraz albo nigdy, Macedończyk rozpoczyna walkę o swoją karierę i możemy być pewni, że nie powiedział jeszcze ostatniego zdania.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się