var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Twitter @WartaPoznan

Licencja na awans. Kto ze szczytu I ligi podołałby ekstraklasowym wymogom?

Autor: Filip Gierszewski
2020-01-23 20:00:13

Za sprawą niedawnych wypowiedzi prezesa PZPN ożywiła się dyskusja dotycząca odwiecznych zgrzytów licencyjnych. Co prawda bezpośrednim podmiotem sporu jest nasza ekstraklasa i kopiące w niej zespoły, ale nieuniknione jest też zamieszanie w niego pierwszoligowców. Zwłaszcza tych, którzy w obecnym sezonie „pędzą” po awans. Stajemy naprzeciw tym rozważaniom i weryfikujemy, kto infrastrukturalnie gotowy jest, aby dołączyć do elity, a przed kim długa droga do choćby pretendowania o miano drużyny z najwyższego szczebla.

Na początek szybki rzut oka na tabelę, aby mieć klarowność dlaczego piszemy o tych, a nie innych zespołach:

A teraz jedziemy z konkretami:

***

WARTA POZNAŃ

Zieloni imponowali jesienią polotem i świeżością, jakie wnieśli na boiska I ligi. W pełni zasłużenie stali się jej czołową ekipą, tydzień w tydzień budując swoją zdobycz punktową, grając przy tym z nienagannym stylem. Niemniej kontynuacja tej pięknej opowieści w najbliższych miesiącach może nie wystarczyć, by Warta mogła spotykać się w następnym sezonie np. ze swoimi rywalami zza między. Dlaczego? 

To proste – brak stadionu. 

Tak, nie przywidziało wam się, brak stadionu. Na tę chwilę obiekt przy Drodze Dębińskiej nie spełnia nawet wymogów licencyjnych zaplecza ekstraklasy. Jesienią Warta zmuszona była do gry w Grodzisku Wielkopolskim przez brak oświetlenia, a budowa tego wciąż trwa. 

W „Ogródku” zainstalowany jest z kolei system podgrzewania murawy. Sęk w tym, że nie został on podłączony do źródła ciepła. Do zniwelowania owego problemu przedsięwzięte zostały już pewne kroki. W grudniu miasto sypnęło groszem w postaci dwumilionowej dotacji, celem której jest wybudowanie kotłowni, a także postawienie tymczasowych kontenerów, mających za zadanie doraźnie zastąpić szatnie w budynku klubowym. Dotychczasowym, bo w miejscu teraźniejszej siedziby Warty wybudowana ma być hala sportowa, a tam znaleźć już będzie można wszystko to, co zespołowi ze szczebla centralnego potrzebne – szatnie, salę konferencyjną oraz pomieszczenia biurowe.

Stan rzeczy, w którym poznańska drużyna przoduje I lidze w zakresie sportowym (np. nie tylko sprowadzanie ciekawych piłkarzy – Szczepaniak – ale też zatrzymywanie obecnych – Kupczak), jednocześnie nie spełniając jej elementarnych wymogów infrastrukturalnych, nazwalibyśmy „zielonym paradoksem”. Mając jednak na względzie to, co działo się przy Drodze Dębińskiej jeszcze rok temu, czyli wojnę z ustępującym zarządem, patrzymy na te niedociągnięcia nieco przychylniejszym okiem.

Tak czy siak, krótko i zwięźle – Warta zwyczajnie nie jest na dziś klubem, którego zaplecze pozwala na bezproblemowe rozgoszczenie się w Ekstraklasy.

***

STAL MIELEC

Odpowiednia arena, solidna infrastruktura, oddana do użytku przed ponad rokiem ogrzewana murawa, plany na budowę zadaszenia okolicznego boiska treningowego – to wszystko wicelider I ligi posiada. Sportowo jesienią FKS też stał całkiem nieźle. Jeśli jednak chodzi o finanse… Cóż, tu już pojawiają się dość wysokie schody. W przeciwieństwie do władz stolicy Wielkopolski, rada miejska w Mielcu postanowiła w grudniu obciąć dotacje na profesjonalny sport w swojej miejscowości. W konsekwencji Stal pozbawiona została miliona złotych z przyszłorocznego budżetu. 

Efekty tej decyzji zaobserwowaliśmy w minionych tygodniach, gdyż właśnie z powodów ekonomicznych podkarpacki klub opuścił już szereg piłkarzy. Ważnych, bo ewakuantami okazali się Josip Soljić, Seweryn Kiełpin, Martin Dobrotka czy Łukasz Janoszka. A okienko potrwa jeszcze przez luty...

Kadra zawęziła się już znacząco, dlatego wymieniając pretendentów do awansu nad mielczanami zastanowilibyśmy się dwa albo trzy razy. Zmiana trenera w środku poprzedniej rundy nie odbiła się negatywnie na grze Stali, ba, FKS rozegrał koniec końców dobrą rundę, bo przecież jak inaczej nazwać drugą lokatę po dwudziestu kolejkach? 

Mimo to, patrząc na obecny skład, chociaż zawierający w sobie dobrze prezentujące się na papierze nazwiska, nie możemy oprzeć się wrażeniu, iż ich lista jest po prostu krótka. W przypadku kontuzji (dźwięki stukania) dwóch czy trzech piłkarzy pierwszego składu, zmienników brak. Wtedy dopiero może pojawić się problem, na który remedium zmuszony będzie znaleźć Dariusz Marzec. Oto jak wiele może zmienić brak miliona w kasie pierwszoligowego klubu.

***

PODBESKIDZIE BIELSKO-BIAŁA

U stóp Beskidu Śląskiego sprawa wygląda najjaśniej w naszym zestawieniu. Górale są doskonale przygotowani na powrót do Ekstraklasy. Otwarty trzy lata z kawałkiem temu nowoczesny stadion na piętnaście tysięcy miejsc – jest. Zabezpieczenie finansowe od miasta w postaci trzech milionów złotych na rok 2020 – jest.  Perspektywiczny, głodny sukcesów trener – jest. Mateusz Marzec, drugi najlepszy strzelec I ligi jesienią – przyszedł z Bełchatowa. Czego chcieć więcej?

Regularności.

Podbeskidzie nie jest liderem I ligi głównie przez to, że potykało się tam, gdzie potykać się nie powinno. Podopieczni Krzysztofa Brede potrafili najpierw rozjechać walcem Stal Mielec, aby tydzień później dostać bęcki w Suwałkach. Bielska ekipa ma zadatki na to, żeby zjeść I ligę na śniadanie, aczkolwiek jesienią nie potrafiła tego udowodnić. Z warunkami sportowymi i okołosportowymi, jakie posiada klub znad Białej, nie bójmy się tego powiedzieć – jego obowiązkiem będzie dopięcie aspiracji, którymi zarzeka się każdy przy Rychlińskiego 19.

***

RADOMIAK RADOM

U rewelacyjnie spisującego się beniaminka zarysowuje się analogiczna sytuacja do tej, jaka panuje  u liderów I ligi. Prowadzona przez Dariusza Banasika drużyna równie przykładnie odcisnęła swoje piętno podczas rundy jesiennej. Skład pozostał zimą nie wzruszony, bo co prawda pozbyto się kilku zawodników, ale są to raczej przypadki z rzadka uwzględniane przy budowie jedenastki, tak więc wychodzi to nawet na plus. Uważamy zatem, że o poziom sportowy Radomiaka martwić się nie powinno. Co innego jeśli chodzi o sprawy pozaboiskowe.

Radomski MOSiR, będący na co dzień stadionem trzecioligowej Broni, nie jest obiektem typowo piłkarskim, toteż nie dziwota, iż nie jest do futbolu dogłębnie przystosowany. Brakuje w nim nie tylko podgrzewanej murawy, o co rozbija się większość spraw licencyjnych, ale chociażby oświetlenia czy wymaganej w ekstraklasie liczby krzesełek (cztery tysiące przy obowiązkowych czterech i pół).

Rozwiązaniem na pierwszy i trzeci z wymienionych problemów jest budowany po drugiej stronie śródmieścia Stadion im. Braci Czachorów. Arena mająca pomieścić piętnaście tysięcy widzów ma zostać oddana do użytku w styczniu przyszłego roku, nie jesienią bieżącego, a to generuje koszty. Budowa oświetlenia nie jest już nielogiczną opcją na pół roku a koniecznością. I w tym przypadku nie obyło się bez problemów, ponieważ na przełomie grudnia i stycznia nastąpił konflikt interesów ws. przetargów – miasto dawało trzy miliony, najniższa oferta wyniosła o ponad milion więcej. Na razie sytuacja jest patowa, planowane jest rozpisanie drugiego przetargu.

Konkluzja jest taka, że czwarty zespół I ligi nie jest na razie gotów do gry w Ekstraklasie. Nawet gdyby awansował, musiałby pół następnego sezonu spędzić na czyimś innym, dostosowanym obiekcie. A jeśli wierzyć słowom Zbigniewa Bońka, na to zgody komisji licencyjnej już by nie było. No chyba, że zastosuje podwójne standardy.

***

OLIMPIA GRUDZIĄDZ

Rok temu w Grudziądzu nie było wiadomo, jak potoczy się najbliższa przyszłość. Piłkarze protestowali, zmieniały się władze klubu, później dowodzono, że te ustępujące defraudowały pieniądze… Nastał jednak awans i wszystkie problemy jakby nagle zniknęły. To trochę dziwne, ale tak rzeczywiście się stało – chyba, że u Olimpijczyków panuje milczenie owiec.

Organizacyjnie u beniaminka niedociągnięć praktycznie nie widać. Na stadion wejść może pięć tysięcy osób, z czego trzy pod dach, pod dużym, zielonym prostokątem rozciągnięty jest system grzewczy (podłączony!), a lampy świecą po zmroku tak, że łuna rozciąga się na pół powiatu.

Na samym boisku sprawy mają się trochę biedniej. Grudziądzka ekipa nie należy do najbardziej pociągających w lidze, jej dyspozycja zależała jesienią od humorów ofensywnej pary obcokrajowców Haydary-Alves, z której ostała się już tylko afgańska połówka. Dwa tygodnie temu przy Malinowskiego zawitał Jose Embalo, strzelec sześciu goli dla Puszczy Niepołomice, więc lukę po Portugalczyku może uda się załatać. Niemniej nie upatrywalibyśmy w Grudziądzkim Klubie Sportowym szczególnego kandydata do włączenia się do elity, co oczywiście nie zmienia faktu, że infrastrukturalnie byłby na to gotowy.

***

MIEDŹ LEGNICA

Doskonale wiemy, że Miedzianka w ekstraklasie już grała, toteż licencyjne niesnaski im nie grożą. Legnicki stadion jest jaki jest, jedni powiedzą, że wystarczający, a inni, że szpetny i zespół Dominika Nowaka zasługiwałby na coś więcej. My skłanialibyśmy się raczej ku pragmatycznej alternatywie. Po cóż mnożyć byty bez potrzeby?

Za napompowanym balonem też jest komu w Miedzi biegać. Skład jest bardzo szeroki, rozciągnięty ostatnio o trzy kolejne nazwiska (Soljic, Santana, Chrzanowski), zatem wszystko zostanie w gestii samego szkoleniowca, aby tę machinę złożyć, nakręcić i rozpędzić. Zresztą, te transfery dość jasno określają w co zamierzają mierzyć legniczanie. Tak samo jednak jak Podbeskidziu spadkowiczowi brakowało w minionym półroczu konsekwencji, tyle że w jeszcze większym zakresie, stąd „dopiero” zamykanie przez niego strefy barażowej. Pewne jest, że Miedź stoi na solidnych fundamentach, aby podłączyć się do wyścigu po szybki ekstraklasowy come-back.

***

GKS 1962 JASTRZĘBIE

Zeszłoroczny kopciuszek kontynuuje w tym sezonie tradycję psucia krwi tradycyjnym pretendentom do awansu, pomimo olbrzymich braków okołosportowych. Stadion drugoroczniaka jest, brzydko mówiąc, gruchotem. Z duszą, ale komunistyczną – takim mówimy stanowcze „nie”. Niedokończona niegdyś arena z jedną, niezadaszoną trybuną musi odejść w niebyt, o czym w Jastrzębiu-Zdroju są świadomi. We wrześniu poprzedniego roku rada miejsca śląskiego miasta zatwierdziła uchwałę intencyjną ws. nowego obiektu, który będzie mógł pomieścić do ośmiu tysięcy chętnych. 

Budowa owego stadionu wciąż jest jednak w fazie planowania samej inwestycji. Określono już jej koszt, który opiewać będzie na stu milionach polskich złotych. Teraz radni głowią się, skąd te fundusze pozyskać, wtedy dopiero nadejdą zapowiedzi terminów oddania obiektu do użytku. Nie owijając więcej w bawełnę – nie, GKS Jastrzębie nie spełniłby podstawowych punktów podręcznika licencyjnego i sam wynik sportowy mógłby nie wystarczyć do awansu, gdyby warunki przyznawania licencji egzekwować z najwyższą surowością.

***

GKS TYCHY

Tendencje ekstraklasowe Trójkolorowych sięgają zenitu, czemu trudno się dziwić. GKS ma argumenty do tego, aby z godnością dołączyć do wielkiej szesnastki (a może osiemnastki?). Arena z piętnastoma tysiącami krzesełek stoi już ładnych parę lat, czasem bywa gorzej z nałożoną w jej sercu nawierzchnią, aczkolwiek jeśli chodzi stricte o sprawy, z którymi borykają się niektóre wyżej usytuowane od tyszan zespoły, oni nie muszą się o nie wcale martwić.

Kadrowo ekipa Tarasiewicza zdaje się być kompletna, co wczoraj potwierdził na łamach Katowickiego Sportu sam trener. – Co prawda w szatni nie ma nowych twarzy, bo Boris Kipeya nie spełnił naszych wymagań, ale „stara gwardia” też musi walczyć o miejsce – powiedział szkoleniowiec ósmej ekipy zaplecza ekstraklasy. Wprowadzani są za to młodzieżowcy z tyskiej akademii i to się chwali. Według nas Trójkolorowi są więc w stanie namieszać w walce o baraże, ale nic więcej. Tak czy owak, mogliby wypełnić lukę po ekipie, której braki infrastrukturalne uniemożliwiłyby wdrapanie się o szczebel wyżej.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się