var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Zbigniew Harazim

Haydary pójdzie śladem Angulo czy Machaja? Jak w Ekstraklasie radzili sobie najlepsi strzelcy I ligi?

Autor: Marcin Łopienski
2020-02-13 16:02:55

Omran Haydary to obecnie najlepszy strzelec na boiskach I ligi, a na wiosnę przyjdzie mu już walczyć w Ekstraklasie. W związku z tym postanowiliśmy cofnąć się aż do sezonu 2010/11 i sprawdziliśmy jak w kolejnych rozgrywkach na najwyższym poziomie w Polsce poradzili sobie piłkarze z największą liczbą bramek na jej zapleczu. Wyróżniliśmy dziesięciu najlepszych strzelców.

W nawiasie wyróżniliśmy kolejno: liczbę bramek w danym sezonie I ligi i w jaki sposób piłkarz następnie dostał się do Ekstraklasy. 

Dariusz Zjawiński (21 goli w sezonie 2013/14 – transfer do Cracovii)

- Bardzo cenię współpracę z trenerem Robertem Podolińskim i cieszę się, że będziemy mogli dalej pracować. Poza tym Cracovia to marka, a gra w tym klubie jest zaszczytem - powiedział Zjawiński zaraz po podpisaniu kontraktu z krakowskim klubem. Nowy napastnik „Pasów” trafił do klubu z Ekstraklasy wspólnie ze swoim trenerem z Dolcanu Ząbki, gdzie w sezonie 2013/14 zdobył aż 21 bramek. Spośród wszystkich zawodników ujętych w tym zestawieniu Zjawiński ma największą liczbę strzelonych goli, ale nie można o nim powiedzieć, że potrafił powtórzyć sukces z I ligi w Ekstraklasie. Podobnie zresztą jak trener Podoliński.

Piłkarz urodzony w Pruszkowie w ciągu dwóch sezonów w Cracovii zdołał zdobyć raptem cztery bramki. Niby dorzucił sześć asyst, ale przecież nie z tego był rozliczany i nie w takim celu sprowadzany. Nie można też powiedzieć, że napastnik przepadł w Ekstraklasie (w końcu ma trzy pełne sezony w CV), ale szału też nie zrobił.

Wojciech Kędziora (18 goli w sezonie 2011/12 – awansował z Cracovią)

Wojciech Kędziora to jeden z wielu wymienionych tutaj piłkarzy, którzy swoimi trafieniami przyczynili się do awansu swoich drużyn do Ekstraklasy. Dawne to czasy, być może sporo kibiców obecnego mistrza Polski tego nie pamięta, ale w sezonie 2011/12 ówczesny napastnik Piasta zdobył w I lidze 18 bramek, czym poprowadził swoją drużynę na piłkarskie salony. Wówczas piłkarzami gliwiczan byli tacy zawodnicy jak Dariusz Trela, Mariusz Zganiacz, Tomasz Podgórski, Ruben Jurado, czy Pavol Cicman. 

Odległe to czasy, dla przypomnienia poniżej zamieszczamy zbiór tych wszystkich trafień Kędziory. Jak napastnikowi Piasta wiodło się później w Ekstraklasie? Nie możemy napisać, że odbił się od tej ligi niczym Maciej Lampe od NBA, bo tak oczywiście nie było, ale o podbiciu tych rozgrywek też nie ma mowy. W dwóch kolejnych sezonach 10 bramek w 33 meczach. Do tego dziewięć trafień w 36 spotkaniach dla Bruk-Betu Termalica Nieciecza. Widzieliśmy lepsze kariery.

Igor Angulo (17 goli w sezonie 2016/17 – awansował z Górnikiem Zabrze)

Przykładem takiej właśnie kariery jest kapitan Górnika Zabrze, który latem opuści 14-krotnego mistrza Polski. Igor Angulo w I lidze pojawił się w sierpniu 2016 roku i po roku wszyscy zastanawiali się, czy podobnym szturmem weźmie on również Ekstraklasę. Okazało się, że na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Polsce był jeszcze lepszy, bo w dwóch kolejnych sezonach przekroczył barierę 20 bramek i dwukrotnie zostawał królem strzelców Ekstraklasy. 

17 bramek w I lidze i awans. Później 23 trafienia i nagroda w postaci gry w eliminacjach do Ligi Europy. W poprzednim sezonie 24 gole i uratowanie Górnika przed spadkiem. Nic dziwnego, że o jego perypetiach z nowym kontraktem pisały wszystkie media w Polsce, bo przez te trzy lata Hiszpan stał się dla zabrzan piłkarzem kultowym i nie do zastąpienia. Trudne zadanie czeka Artura Płatka, który musi znaleźć jego następcę. 

Mateusz Machaj (16 goli w sezonie 2017/18 – transfer do Jagiellonii Białystok)

Pierwszy przykład na to, że jednak istnieje jakaś różnica między I ligą a Ekstraklasą. Dla niektórych jest to przepaść nie do nadrobienia. Mateusz Machaj jest piłkarzem, który zaczynał od najwyższego poziomu rozgrywek, przez moment prezentował się na nim całkiem nieźle (sezon 2014/15 w Śląsku Wrocław, gdzie zdobył trzy bramki i zanotował sześć asyst), by później spaść do I ligi i ostatecznie na nim zostać. 

Krainą miodem i mlekiem płynącą była dla pomocnika ziemia głogowska. To tam Machaj w ciągu dwóch sezonów strzelił 23 gole (niektóre naprawdę efektowne, patrzcie powyżej) i dołożył do tego 11 asyst. Latem 2018 roku dało to transfer do Jagiellonii Białystok, ale Ireneusz Mamrot dosyć szybko przekonał się, że Ekstraklasa to dla 30-latka za wysokie progi. W stolicy Podlasia pożegnano go bez żalu, a pomocnik w Chrobrym powoli odzyskuje dawny blask. Co chyba ostatecznie przesądza o jego pobycie na zapleczu.

Jakub Świerczok (16 goli w sezonie 2016/17 – transfer do Zagłębia Lubin)

Ostatnio głośno o nim było w kontekście transferu do Legii Warszawa, ale chyba mało kto pamięta błyskawiczny awans Jakuba Świerczoka z piłkarza pierwszoligowego na międzynarodowego. 27-latek w sezonie 2016/17 zdobył 16 bramek dla GKS Tychy i latem 2017 roku został wykupiony przez Zagłębie Lubin. Obecny piłkarz Ludogorca nie zamierzał marnować swojej szansy i w 21 jesiennych meczach zapakował 16 bramek. Efekt? Błyskawiczny transfer do mistrza Bułgarii i walka nie o puchar maja (o który Świerczokowi ostatecznie nie dane było powalczyć), a o Ligę Europy i Ligę Mistrzów. 

Świerczok to idealny przykład zawodnika, który mocno wybił się na grze w I lidze i nie dość, że nie przepadł w Ekstraklasie, to od razu wybił się z niej wyżej. Należy jednak pamiętać, że napastnik już wcześniej miał za sobą mecze na najwyższym poziomie w Polsce. Co więcej, łącznie dla Zawiszy Bydgoszcz i GKS-u Bełchatów zdobył w Ekstraklasie 11 bramek. Nie był on zatem wcześniej piłkarzem anonimowym, a pobyt w Tychach był jedynie małym krokiem wstecz po to, aby później zrobić olbrzymi krok do przodu. O wyczynach Świerczoka w I lidze nie należy jednak zapominać, bo gdyby snajper tam przepadł, to pewnie dziś poszedłby drogą wcześniej opisywanego Machaja.

Szymon Lewicki (16 goli w sezonie 2015/16 – transfer do Arki Gdynia)

Kolejny przykład na to, że gwiazda I ligi nie musi zaistnieć w Ekstraklasie. Co więcej w przypadku Szymona Lewickiego nie możemy za bardzo mówić o pojawieniu się na najwyższym poziomie, bo raptem cztery minuty w barwach Rakowa w tym sezonie trzeba określić jako prześlizgnięcie się przez te rozgrywki. 

A przecież 31-latek zaliczał świetne sezony na zapleczu. W wyróżnionych rozgrywkach 2015/16 w barwach bydgoskiego Zawiszy zdobył 16 bramek, co zaowocowało transferem do Arki Gdynia. Jak się skończyło? Dwoma meczami w Pucharze Polski. Dwa lata później, konkretnie w sezonie 2017/18 Lewicki strzelił 14 goli w Zagłębiu Sosnowiec, ale zamiast na salony trafił do Częstochowy, gdzie awansował do Ekstraklasy, ale jego dorobek na tym poziomie już wymieniliśmy. 

Jeszcze siedem miesięcy temu napastnik wypowiadał się o swoim kolejnym podejściu do najwyższej klasy rozgrywkowej, ale dziś napastnik terminuje w Tychach. 

 

Emil Drozdowicz (16 goli w sezonie 2014/15 – awansował z Niecieczą)

Kiedy wypisaliśmy sobie najważniejszych strzelców na boiskach I ligi i zobaczyliśmy w tym gronie Emila Drozdowicza gęby nam się szeroko uśmiechnęły. Bo w sumie tak właśnie wspominamy przygodę Bruk-Betu Termalika Nieciecza w Ekstraklasie i zastanawialiśmy się, czy ktoś jeszcze pamięta o jej najlepszym strzelcu w sezonie 2014/15 w I lidze. 

Skoro uderzamy właśnie w takie nuty, o pamięci o piłkarzu, który kiedyś zaszalał na zapleczu, to łatwo się domyślić, że Drozdowicz był typowym meteorytem Ekstraklasy. Po awansie z Bruk-Betem zagrał w niej 16 meczów i zdobył jedną bramkę. Później był jeszcze w ekstraklasowej Wiśle Płock, ale tam również wyglądało to mizernie. Dziś 33-letni napastnik reprezentuje barwy Chojniczanki.

Maciej Górski (15 goli w sezonie 2015/16 – transfer do Jagiellonii Białystok)

Kolejny zawodnik z Chrobrego Głogów, który wybił się na zapleczu Ekstraklasy, trafił do Jagiellonii Białystok i wyszedł z tego jeden wielki klops. Chociaż chronologicznie to właśnie Maciej Górski był najpierw, a dopiero później w Jadze pojawił się Machaj. 

W sezonie 2015/16 były już snajper „żółto-czerwonych” miał za sobą bardzo udany rok w I lidze. W głogowskim zespole zdobył 15 bramek i dołożył trzy asysty, a jeszcze wcześniej w drugoligowym Zniczu Pruszków również strzelił 15 goli. Górski systematycznie piął się po szczeblach polskiej piłki, ale jak przyszło co do czego i trzeba było wykazać się na krajowych salonach… napastnik brylował w rezerwach Jagiellonii. 

Później były wypożyczenia do Korony Kielce i Chojniczanki Chojnice, ale w żadnym z tych klubów Górski nie przypominał napastnika. A przynajmniej jego dorobek liczbowy tego nie potwierdzał. 

Michał Mak (15 goli w sezonie 2013/14 – awansował z GKS-em Bełchatów)

Dawne to czasy, bo miało to miejsce sześć lat temu, ale jednak Michał Mak na zapleczu Ekstraklasy wykręcił naprawdę ciekawe statystyki: w 32 meczach zdobył 15 bramek i dołożył do tego siedem asyst. W efekcie GKS Bełchatów awansował na najwyższy poziom rozgrywkowy, a ich drogę na salony możecie obejrzeć w filmie poniżej:

Czy skrzydłowy może być do końca zadowolony z tego jak potoczyła się jego dalsza kariera? Nie do końca, ale trzeba też zaznaczyć, że sporo dołożyły do tego kontuzje. Niemniej jednak w premierowym sezonie w Ekstraklasie Mak zdobył tylko dwie bramki (spora różnica na minus w porównaniu do I ligi), ale zanotował 10 asyst. Jak na skrzydłowego wynik dobry i w podobny sposób ocenili go właściciele Lechii Gdańsk, którzy sprowadzili go do siebie. Tam w pierwszym sezonie było dobrze (sześć bramek i dwie asysty), wszystko co później należy wyrzucić z pamięci. 

I to stara się czynić Michał Mak w Krakowie.

Vladimir Boljević (15 goli w sezonie 2012/13 – awansował z Cracovią)

Mamy nadzieję, że kojarzycie takiego wielkiego czarnogórskiego napastnika (mogącego również grać w pomocy), który sześć lat temu opuścił Cracovię na rzecz AEK Larnaki. Wielkiej kariery nad Wisłą on nie zrobił, Ekstraklasy nie podbił, ale jego 15 bramek w sezonie 2012/13 pomogło Cracovii awansować na najwyższy poziom rozgrywkowy w Polsce. Skrót jego trafień macie poniżej. 

A jak to wyglądało już w Ekstraklasie? No właśnie nijak, bo karierę Vladimira Boljevicia na piłkarskich salonach można porównać do komika, który popisał się dwoma ciekawymi żartami, a później odszedł w niepamięć. I tak też było z Czarnogórcem latem 2014 roku.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się