var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: avfc.co.uk

„Samagoal” receptą na problemy Aston Villi? Napastnik z Tanzanii postara się wywalczyć utrzymanie beniaminkowi

Autor: Sebastian Czarnecki
2020-02-16 13:15:05

Kiedy Aston Villa wydała ponad sto milionów funtów w letnim okienku transferowym, od razu na myśl przyszły nam wydatki Fulham z poprzedniego sezonu, które również szastało gotówką, a i tak nie potrafiło się utrzymać w Premier League. Przypadek tegorocznego beniaminka miał być jednak inny – mówiło się, że pieniądze zainwestowano o wiele mądrzej i jest to wystarczająco mocna kadra, żeby bezproblemowo wywalczyć utrzymanie. Okazuje się jednak, że to nie wystarczyło, żeby spać spokojnie.

Warto tutaj zaznaczyć, że „The Villans” wcale nie muszą podzielić losów Fulham. Do końca sezonu w dalszym ciągu zostało trochę meczów do rozegrania, a podopieczni Deana Smitha wcale nie znajdują się w aż tak beznadziejnym położeniu. Przy dobrych wiatrach i kilku dobrych rezultatach jest to jeszcze do odratowania. Tak się przynajmniej wydaje.

Sytuację zespołu z Birmingham skomplikowały jednak poważne kontuzje, które przyszły półtora miesiąca temu. Z kadry na kilka miesięcy wypadł jedyny nominalny napastnik Wesley Moraes, do tego kontuzja wyłączyła z gry jednego z liderów środka pola Josha McGinna, a także Toma Heatona, który w bramce dokonywał niekiedy prawdziwych cudów.

Wszystkie te kontuzje przyszły praktycznie w jednym momencie, co wywołało prawdziwy chaos w Birmingham. Co teraz? Beniaminek przecież wydał ogromne pieniądze w letnim okienku transferowym, przez co nie za bardzo mógł inwestować zimą, nawet gdyby bardzo chciał. Koniec końców udało się znaleźć 10 milionów funtów na tanzańskiego napastnik KRC Genk – Mbwanę Samattę. To na jego barkach będzie teraz spoczywała odpowiedzialność za strzelanie bramek.

„Samagoal” i jego droga do sukcesu

Prawdopodobnie Samatta nigdy nie zacząłby swojej kariery piłkarskiej, gdyby nie jego ojciec, który namówił go do wstąpienia do młodzieżowej drużyny African Lyon – klubu, który zajmował się także ochroną populacji słoni oraz edukacją młodych ludzi na temat szkodliwości picia brudnej wody, co w afrykańskich krajach niestety jest bardzo popularne.

Po przygodzie w African Lyon trafił do Simba SC, skąd zapracował sobie na swój pierwszy zagraniczny transfer – do kongijskiego TP Mazembe. Dla zawodnika z Tanzanii to było coś. Zespół z Demokratycznej Republiki Konga był jednym z hegemonów w afrykańskim futbolu i regularnie walczył o trofea. Zespół ten był także pod stałą obserwacją światowych skautów, a więc było stamtąd o wiele łatwiej o transfer do Europy.

No i udało się to w 2016 roku po znakomitym sezonie Mazepke w Afrykańskiej Lidze Mistrzów. Klub z Konga wygrał całe rozgrywki, a Samatta w obu finałowych meczach strzelił bramkę, a także został królem strzelców całych rozgrywek. Kiedy przyszła więc oferta z belgijskiego Genku, nikt nie musiał się dwa razy zastanawiać – to była dla niego życiowa okazja. „Samagoal” - taki otrzymał pseudonim po swoich popisach strzeleckich – stał się tym samym zaledwie trzecim piłkarzem z Tanzanii, który zapracował sobie na transfer do europejskiego klubu.

Podzielił losy Lukaku

W Belgii bardzo szybko się zadomowił i stał się ważnym zawodnikiem. Z jednej strony był szybki i dynamiczny, bardzo dobrze wychodził do prostopadłych piłek, a z drugiej imponował warunkami fizycznymi i potrafił wygrywać pojedynki w powietrzu. Był napastnikiem wszechstronnym i dlatego właśnie było mu łatwiej zaadaptować się w nowym otoczeniu.

I choć od samego początku w Genku spisywał się naprawdę nieźle, to przełomowy był dla niego dopiero poprzedni sezon,w którym strzelił aż 20 bramek w lidze i został królem strzelców. Znakomita postawa sprawiła, że zdobył nagrodę dla najlepszego piłkarza z afrykańskimi korzeniami w Belgii, a więc podzielił losy takich zawodników jak Romelu Lukaku, Youri Tielemans, Michy Batshuayi. Marouane Fellaini czy Vincent Kompany. Wszyscy byli przekonani, że to ostatni sezon Tanzańczyka w Genku i zainteresują się nim o wiele lepsze kluby, ale…. o dziwo żadna oferta nie była na tyle atrakcyjna, żeby skusić mistrzów Belgii do sprzedaży.

Kurs STS na mecz Aston Villa vs Tottenham: 1 - 3,64, X - 3,60, 2 - 2,00.

A skoro został w Belgii, to mógł po raz pierwszy w swoim życiu zagrać w rozgrywkach Ligi Mistrzów – tym razem już tej prawdziwej. Tym samym spełniło się jego wielkie marzenie i po raz pierwszy w swoim życiu zmierzył się z zespołem z Premier League, której od dziecka był wielkim fanem. Co prawda od zawsze utożsamiał się z Manchesterem United, ale pojedynek z Liverpoolem to było wielkie wydarzenie nie tylko dla niego, ale także dla całego kraju.

- Kiedy byłem dzieckiem, kibicowałem Manchesterowi United, ale nie przyszedłem tutaj, żeby rozmawiać o Manchesterze United – mówił przed meczem Mbwana Samatta. - Myślę, że jest to wymarzony mecz. Kiedy grasz w piłkę, marzysz o tego typu pojedynkach. Jako dziecko oglądasz tego typu spotkania, a teraz wyjdę na boisko i sam w takim zagram. Wszyscy w Tanzanii mówią o tym meczu. O mnie i o Virgilu van Dijku. Muszę coś zrobić, żeby w jakiś sposób go ominąć, przedryblować.

I może nie udało mu się go przedryblować, ale… bramkę udało mu się zdobyć. Była to wielka chwila nie tylko dla niego, ale także dla całego kraju, ponieważ wcześniej żaden zawodnik z Tanzanii nie strzelił bramki w Lidze Mistrzów.

Wymarzony transfer do Premier League

Zimą kolejny raz wróciła możliwość przenosin do Premier League – jego wymarzonej ligi. Tym razem zgłosiła się Aston Villa, która na zabój potrzebowała nowego napastnika po kontuzji Wesleya Moraesa, który wypadł z gry do końca sezonu. Beniaminek potrzebował kogoś, kto będzie w stanie zagwarantować bramki, ale jednocześnie nie będzie kosztował majątku. A skoro Milan nie chciał zgodzić się na wypożyczenie Krzysztofa Piątka, to trzeba było postawić na mniej oczywiste nazwisko.

I właśnie w taki sposób Samatta trafił do Aston Villi za 10,7 mln funtów i stał się pierwszym reprezentantem swojego kraju w historii ligi angielskiej. Kiedy porównywaliśmy jego statystyki z wyczynami Wesleya Moraesa, po którego zwrócił się zespół z Birmingham pół roku wcześniej, zaczęliśmy się zastanawiać dlaczego w ogóle nie ściągnął Tanzańczyka już pół roku temu?

 

 

Samatta przecież był o wiele bardziej skutecznym zawodnikiem, również miał bardzo dobre warunki fizyczne i miał charakter przywódcy, o czym świadczy fakt, ze był kapitanem nie tylko swojej reprezentacji (co w sumie nikogo nie dziwi, był jej największa gwiazdą), ale także samego Genku. Może po prostu Dean Smith nie szukał wówczas prawdziwego finiszera? Wesley jest wysoki, dobrze gra tyłem do bramki i nadaje się do gry kombinacyjnej, bo bardzo często tworzy miejsce schodzącym do środka skrzydłowym, ale sam niekoniecznie znajduje drogę do bramki przeciwnika.

Samatta strzeli gola? Tak - 3,25.

I teraz ciekawe jaki napastnik będzie bardziej potrzebny Aston Villi, bo choć Samatta również ma dobre warunki fizyczne, to jednak gra całkowicie inaczej od Brazylijczyka, co było widać już w jego debiucie w Premier League, w którym zresztą strzelił bramkę. Czy uda mu się wywrzeć dobre wrażenie na kibicach? Czy po powrocie Wesleya to w dalszym ciągu on będzie podstawowym napastnikiem? Samatta ma niecałe pół roku, żeby udowodnić swoją wartość, chyba że… klub ostatecznie spadnie z ligi, wtedy nie będzie to miało żadnego znaczenia.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się