var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

Pokazujmy Ekstraklasę taką, jaka jest. Po co pudrować rzeczywistość?

Autor: Bartosz Adamski
2020-02-19 16:00:35

Za nami kolejka Ekstraklasy, w której padło 11 goli, czyli średnio raptem 1,375 na mecz. Mieliśmy aż trzy bezbramkowe remisy, do tego cztery przestrzelone rzuty karne. Przecież gdyby zgodnie z życzeniem trenera Michała Probierza telewizja miała pokazywać tylko udane zagrania, skrót tej serii gier zmieściłby się w pamiętnym Fleszu TV4.

Michał Probierz jest wręcz medialną bestią. Nie ma z nim nudnych wywiadów, nawet na konferencje prasowe – które w ujęciu standardowym są na ogół kopalnią komunałów – dziennikarzom aż chce się przychodzić. Każda jego wypowiedź jest ciekawa, a często również przekazywana w sposób zupełnie niekonwencjonalny.

Trener Probierz zaskoczył też najpierw na konferencji przed meczem z Lechem Poznań, pokazując kompilację kiksów z najlepszych lig świata, a potem także w niedzielnej Lidze+ Extra, gdy  zaatakował stację transmitującą rozgrywki ligowe, zarzucając im, że regularnie pokazują nieudane zagrania zawodników, przez co nie zachęcają ludzi do przychodzenia na stadion.

O ile jednak mecz Cracovii z Lechem naprawdę przyjemnie się oglądało i bezpośrednio Probierzowi nie można nic zarzucić, o tyle spoglądając na jego wypowiedź w szerszym kontekście, wygląda ona nieco groteskowo. Gdy zerkniemy na zestaw pozostałych spotkań i wyniki, jakie w nich padły, szybko spostrzeżemy, że gdyby Canal+ chciałby wybrać z tego najlepsze smaczki, to skrót całej kolejki trwałby nie więcej niż kilkadziesiąt sekund.

Aż przypomniała mi się historia z Boliguibią Outtarą, który grał pięć-sześć lat temu w Koronie Kielce. Być może go pamiętacie, ale jeśli nie – macie do tego pełne prawo, bo w Polsce kopał się po czole, a potem nie zrobił kariery nawet w Finlandii czy Estonii. Teraz podobno gra gdzieś w Omanie. W każdym razie Ouattara – wiedząc już, że długo w Ekstraklasie nie pogra – poprosił Michała Siejaka o stworzenie kompilacji jego udanych zagrań. Zadanie było to bardzo trudne, nieustraszony "Siejo" się jednak podjął i wyszedł z tego nawet dość okazały filmik.

To pokazuje, że da się nawet z totalnego przeciętniactwa zmontować filmik, który może zachęcić. Pytanie tylko, po co? Przecież prawda i tak prędzej niż później wyjdzie na jaw. Jak się okazało, nawet takie arcydzieło nie pomogło Iworyjczykowi w zrobieniu jakiejkolwiek kariery.

Dlatego w odniesieniu do całej tej, nazwijmy to, "burzy", stoję po stronie Canal+. Nawet jeśli faktycznie stacja pokazywałaby tylko udane zagrania, siała propagandę doskonałości 32. ligi w Europie, to kibic po przyjściu na stadion mógłby poczuć się oszukany. Takie mecze jak Cracovii z Lechem to niestety są w naszej Ekstraklasie wyjątki, a spotkań, w których piłkarskiej jakości jest jak na lekarstwo, mamy po prostu zbyt wiele, by próbować to tuszować.

Przeciętny polski kibic jest wymagający i nie jest naiwny. Nie kupuje słabego produktu. Widać to choćby po oglądalności meczów Ekstraklasy w Canal+. Niektóre spotkania przyciągają przed telewizory mniej osób niż mecze PlusLigi w siatkówkę, która przez piłkarskich fanów jest często marginalizowana. Jednak to w tej dyscyplinie sportu zawodnicy są w stanie zagwarantować znacznie wyższy poziom i lepszą jakość widowiska.

Ekstraklasa przyciąga czymś innym – ciągłymi emocjami, nieprzewidywalnością, profesjonalną otoczką. Kochamy przede wszystkim jej swojskość. A jeśli dojdzie do tego jeszcze jakość, to tylko super. My, wyznawcy tej ligi, jesteśmy przyzwyczajeni do kiksów, potknięć czy różnego rodzaju boiskowych absurdów. I z tym też należy oswajać nowych fanów, a nie przekonywać ich, że będą oglądać najlepszą ligę na świecie. Bo najlepszą z pewnością nie jest nawet w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Za to z pełnym przekonaniem możemy stwierdzić, że Ekstraklasa jest jedną z najciekawszych, a nawet zaryzykuję stwierdzenie, że najciekawszą ligą na Starym Kontynencie. Zawsze należy spodziewać się niespodziewanego, przez co gwarantuje emocje do ostatnich kolejek. I jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że jakiś klub w bliskiej przyszłości skończy sezon z przewagą kilkunastu punktów nad wicemistrzem. To już chyba nie byłaby ta nasza Ekstraklasa, którą znamy. Musielibyśmy ją przyswajać na nowo.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się