var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: mancity.com

Dwumecz ostatniej szansy. Wykluczenie z Ligi Mistrzów może pokrzyżować plany Guardioli

Autor: Sebastian Czarnecki
2020-02-26 14:00:45

Dwa mistrzostwa krajowe z rzędu i 198 punktów w dwa lata. Jeśli ktoś po takich sezonach Manchesteru City stwierdziłby, że zespół Pepa Guardioli tak szybko wpadnie w kryzys, prawdopodobnie kazalibyśmy mu puknąć się w czoło. Rozczarowująca i przewidywalna do bólu gra sprawiła, że „Obywatele” nie mają już żadnych szans na obronę tytułu, ale to nie koniec ich kłopotów, bo wszystko na to wskazuje, że ten sezon Ligi Mistrzów będzie ostatnim w ciągu najbliższych dwóch lat.

Dwa mistrzostwa krajowe z rzędu i 198 punktów w dwa lata. Jeśli ktoś po takich sezonach Manchesteru City stwierdziłby, że zespół Pepa Guardioli tak szybko wpadnie w kryzys, prawdopodobnie kazalibyśmy mu puknąć się w czoło. Rozczarowująca i przewidywalna do bólu gra sprawiła, że „Obywatele” nie mają już żadnych szans na obronę tytułu, ale to nie koniec ich kłopotów, bo wszystko na to wskazuje, że ten sezon Ligi Mistrzów będzie ostatnim w ciągu najbliższych dwóch lat.

Manchester City nie zamierza jednak poddawać się bez walki. Klub już zapowiedział, że będzie odwoływał się od decyzji UEFA i zrobi wszystko, żeby przynajmniej zmniejszyć karę o rok. Jak na razie stanowisko jest jasne - „Obywatele” zostali wykluczeni z gry w europejskich pucharach na najbliższe dwa sezony, a dodatkowo muszą zapłacić karę w wysokości 30 milionów €, co jest akurat w tej sytuacji najmniejszym problemem.

Sprawa zostanie skierowana do Sportowego Sądu Arbitrażowego, gdzie mistrzowie Anglii będą walczyć o skrócenie kary. Po cichu wszyscy liczą również na to, że sprawa przeciągnie się na tyle długo, że koniec końców Manchester City będzie mógł zagrać jeszcze w nadchodzącej edycji Ligi Mistrzów, a kara zostanie przełożona na kolejne sezony. Nie będziemy się nad tym jednak dłużej rozwodzić, bo całą sprawę obszerniej przedstawiliśmy tutaj.

Utrata lidera

To miał być kolejny wielki sezon Manchesteru City, nawet mimo rodzącej się potęgi Liverpoolu. „Obywatele” przecież utrzymali skład z poprzedniego sezonu, do którego dołożyli dwóch klasowych zawodników, którzy mieli wnieść jeszcze więcej jakości do wyjściowej jedenastki. Rodri miał być tym zawodnikiem, którego tak bardzo brakowało Pepowi Guardioli w środku pola. Kimś, kto jednocześnie będzie potrafił odebrać piłkę, a także wyprowadzić ją celnym podaniem. Registą, którego wcześniej nie posiadał, a którym próbował być Fernandinho.

Brazylijczyk radził sobie bardzo dobrze w nowej roli, ale wszyscy zaczęli zauważać jego powolny zjazd. I nic w tym dziwnego, w końcu na zakończenie sezonu będzie miał już 35 lat. I o ile Rodri spisywał się naprawdę nieźle, tak sprowadzenie Joao Cancelo okazało się wielkim rozczarowaniem. Portugalczyk przegrał walkę o miejsce w składzie z Kyle’em Walkerem, a kiedy już pojawiał się na boisku, to okazało się, że wcale nie wnosi tak dużo do gry w ofensywie, żeby przysłoniło to jego gigantyczne braki w grze z tyłu.

Kurs EWINNER na mecz Real Madryt vs Manchester City: 1 - 2.88; X - 3.46; 2 - 2.46.

To jednak nie jest główny powód, dla którego gra Manchesteru City wygląda w tym sezonie tak, a nie inaczej. Wszystkie problemy zaczęły się w momencie, kiedy poważnej kontuzji doznał Aymeric Laporte – jeden z najważniejszych zawodników w taktyce Pepa Guardioli, który był dla hiszpańskiego trenera tak samo istotnym graczem, jak dla Jürgena Kloppa istotny jest Virgil van Dijk. Francuz w poprzednim sezonie grał we wszystkich meczach, w których tylko mógł i to do niego dobierano partnerów w defensywie, a nie na odwrót. Laporte nie tylko świetnie grał w destrukcji, ale także był pierwszym rozgrywającym w drużynie „Obywateli”. To on rozpoczynał większość akcji, to on kierował całym blokiem defensywnym i to on sprawiał, że John Stones wcale nie wyglądał na pokrakę, jaką znowu stał się w tym sezonie.

Niespełniona prośba Guardioli

Pep Guardiola najwyraźniej bał się takiego scenariusza, ponieważ przez całe letnie okienko transferowe próbował przekonać zarząd do zakupu stopera. Odejście Vincenta Kompany’ego sprawiło, że Manchester City miał na tej pozycji tylko trzech zawodników, ale tylko o jednym można było powiedzieć, że jest światowej klasy. Stones i Otamendi to były tylko dodatki, które tańczyły tak, jak Laporte im zagrał i tylko dzięki jego przywództwu nie wyglądali na takich, którzy zaraz popełnia kosztowny błąd, jak to miało miejsce w tym sezonie.

Na szczycie listy życzeń Hiszpana był Harry Maguire, który ostatecznie wylądował w Manchesterze United i stał się najdroższym obrońcą na świecie. Mistrzowie Anglii nie mogli sobie pozwolić na taki wydatek, zwłaszcza że doskonale wiedzieli o śledztwie prowadzonym przez UEFA. Klub nie mógł sobie dłużej pozwolić na prowadzenie „kreatywnej księgowości”, dlatego po zakupie Rodriego, Cancelo i Angelino zwyczajnie nie mógł znaleźć legalnych funduszy na to, żeby wydać kolejne 80 milionów na Maguire’a lub 60 na Milana Skriniara, który miał być alternatywą.

Obie drużyny strzelą? Jeśli tak, EWINNER wypłaci nam po kursie 1.63.

Wystarczyła jedna kontuzja Aymerica Laporte’a, żeby cała defensywa Manchesteru City rozpadła się jak domek z kart. Pep Guardiola musiał więc kombinować, a do łask wrócił stary i poczciwy Fernandinho, któremu trener kolejny raz znalazł nietypową rolę na boisku, w której musiał się sprawdzić. I co najważniejsze, poradził sobie całkiem nieźle, bo stał się najlepszym stoperem w klubie. Pozostaje sobie tylko zadać pytanie czy to dobrze świadczy o Brazylijczyku, czy źle o Otamendim i Stonesie. Tak czy inaczej, bez przywództwa swojego lidera, defensywa nie funkcjonowała już tak, jak przed rokiem.

Ostatnia szansa Pepa Guardioli

57 punktów w 27 kolejkach i aż 22 punkty straty do lidera z Liverpoolu. Tutaj nawet cud nie pomoże, bo podopieczni Jürgena Kloppa w pozostałych jedenastu spotkaniach muszą zdobyć zaledwie dwanaście punktów, żeby świętować mistrzostwo. Zawistni kibice w dalszym ciągu się łudzą, że Liverpool znowu stanie się Liverpoolem i sam sobie wsadzi kija w szprychy, jak na tym słynnym memie, ale nie oszukujmy się – nie ma na to nawet najmniejszej szansy.

Dlatego właśnie dzisiejszy mecz z Realem Madryt będzie dla Pepa Guardioli szczególnie istotny. To będzie prawdopodobnie jego ostatnia szansa, żeby sięgnąć po europejskie trofeum z Manchesterem City. Jedynego, którego jeszcze nie dołożył do klubowej gabloty na Etihad Stadium. Kontrakt Hiszpana z „Obywatelami” wygasa pod koniec następnego sezonu, ale jeśli zakaz gry w Lidze Mistrzów faktycznie się utrzyma, być może będzie chciał odejść już w czerwcu.

Na razie nie ma jednak co gdybać, a skupić się na tym, co tu i teraz. Manchester City zrobi wszystko, żeby przejść niezwykle trudnego przeciwnika, jakim jest Real Madryt i awansować do ćwierćfinału, żeby pod koniec maja zagrać w finale i powalczyć o tytuł. Zadanie będzie trudne, ale przecież Pep Guardiola bardzo lubi grać z Realem Madryt.

No, a przynajmniej lubił, bo jego ostatnie zwycięstwo „Królewskimi” miało miejsce w 2012 roku, kiedy jeszcze trenował Barcelonę. To właśnie w stolicy Katalonii świętował swoje największe sukcesy i stał się prawdziwym katem drużyny z Madrytu. Kiedy jednak przeniósł się do Monachium i objął Bayern Monachium, w półfinałowym dwumeczu z Realem poległ aż 0:5, co mogło być jego największym upokorzeniem w całej trenerskiej karierze.

Byle uniknąć serii jedenastek…

Jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi, Manchester City musi zrobić wszystko, żeby koniec końców nie doprowadzić do serii rzutów karnych. Jeśli „Obywatele” chcą awansować, muszą to zrobić w regulaminowym czasie gry, bo inaczej będzie nieciekawie.

Dlaczego? Ano dlatego, że podopieczni Pepa Guardioli koncertowo zmarnowali ostatnie cztery rzuty karne, jakie wykonywali. Raheem Sterling, Gabriel Jesus, Ilkay Gündogan i Sergio Aguero – od grudnia każdy z nich podchodził do piłki ustawionej na jedenastym metrze i albo pudłował, albo zatrzymywał go bramkarz.

 

 

 

I niech o tym wszystkim najlepiej świadczy to, że według Guardioli najlepszym wykonawcą rzutów karnych na treningach jest… Ederson Moraes. Jeśli więc doszłoby do ewentualnej serii jedenastek, kibice City musieliby modlić się, że Brazylijczyk nie tylko obroni pięć strzałów zawodników Realu, ale także samemu pokona Thibauta Courtois.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się