var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

Obecny stan Jagiellonii? Kac po Mamrocie

Autor: Bartosz Adamski
2020-02-26 19:00:18

Za nami raptem trzy wiosenne kolejki, a już można zastanawiać się (a nawet powątpiewać), czy zwolnienie Ireneusza Mamrota z Jagiellonii Białystok miało jakikolwiek sens. Drużyna miała dostać nowy impuls po przyjściu Iwajło Petewa, a bliżej jej do spadku niż do pucharów. W dodatku na wierzch wychodzą różne zaniedbania.

W sumie na pierwszy rzut oka całkiem rozsądny to był plan. Skoro w szatni masz aż czternastu obcokrajowców, z czego większość gra w podstawowym składzie, to weź też zagranicznego trenera, który z nimi się dogada. Nazwisko Iwajło Petewa, byłego szkoleniowca Łudogorca Razgrad czy Dinama Zagrzeb, mogło zrobić wrażenie. Stanowiło zapowiedź, że Jaga znów chce się bić o mistrzostwo Polski.

Tymczasem nie ma w Ekstraklasie obecnie drużyny, która grałaby gorzej w piłkę niż Jagiellonia. Podopieczni Petewa po prostu ją kopią w niezrozumiałym dla siebie celu. Lepiej wygląda nawet Korona, która w 23 meczach ma strzelonych zaledwie 12 (słownie: dwanaście) goli, a w tym roku ani jednego, podobnie jak Jaga. W białostockiej ekipie nie funkcjonuje nic – ani atak, ani obrona. Kiepsko prezentują się nowe nabytki, w dodatku zaciął się Jesus Imaz. A sami zawodnicy szukają problemu wszędzie, tylko nie w sobie.

Wyproszenie przez zawodników (!) z konferencji prasowych Kuby Seweryna, czyli człowieka, który w czasach pracy w Jagiellonii zawzięcie bronił i klubu, i zawodników, to całkowity brak charakteru oraz dowód, że w Białymstoku nie radzą sobie z presją. Tym bardziej, że powód był absurdalny, o czym możecie przekonać się poniżej. Chyba zawodnicy sądzili, że były pracownik klubu zawsze już będzie po ich stronie i miłość do barw przesłoni mu trzeźwe spojrzenie na sytuację. A gdy odważył się skrytykować, został kopnięty w tę część ciała, którą Jagna rozłupywała orzechy.

 

 

Tenże Romanczuk stwierdził także ostatnio po blamażu w Warszawie wprost, że brakuje im zrozumienia z Petewem: – Nie wiem, jak skomentować tę porażkę, chyba nie rozumiemy trenera (cytat za przegladsportowy.pl). Ivan Runje przyznał zaś na antenie Weszło FM, że trener nie poznał jeszcze piłkarzy.

I może nawet nie zdążyć tego dokonać. Takie słowa poparte beznadziejnymi wynikami już na starcie pracy Petewa mogą zwiastować jego rychły koniec. Jestem daleki od oceniania szkoleniowca po trzech meczach, bo początki zazwyczaj są trudne, ale zero goli, raptem jeden wymęczony punkt i siedem straconych bramek mówi samo za siebie. Gdyby chociaż Jagiellonia prezentowała jakiś zalążek dobrego futbolu, to na pewno nikt nie mówiłby o potencjalnym szybkim pożegnaniu z Bułgarem. Tymczasem atrakcyjniejszy od patrzenia na wyczyny białostockich zawodników byłby maraton ostatnich filmów Patryka Vegi.

Jagiellonii odjeżdża powoli pierwsza ósemka i za chwilę może okazać się, że zamiast o puchary, grać będą o utrzymanie. W tym bułgarsko-resztoświatowym melanżu póki co niewiele funkcjonuje. Od dawna mówiło się, że w Białymstoku utworzyła się tzw. grupa bankietowa i choć piłkarze najczęściej wyśmiewali te plotki, to jakieś ziarno prawdy musi w nich być. W każdym razie na pewno mieli problem z odpowiednim podejściem do niektórych spotkań. Zatrudniony został zatem trener z rzekomo twardą ręką, który miał mieć zdolność utemperowania zawodników.

Tymczasem na razie zwolnienie Ireneusza Mamrota odbija się włodarzom czkawką. Już pal licho same wyniki, ale fakt, jak wiele rzeczy wychodzi z szatni, jest wręcz zaskakujący. Sami zawodnicy krytykują politykę klubu, a dodatkowo Mamrot uchylił rąbka tajemnicy m.in. w wywiadzie dla Weszło i zdradził, jak wyglądały kulisy ostatnich transferów do Białegostoku.

 

 

Obnażone zostały wszelkie mankamenty procesu decyzyjnego Jagiellonii. Ba, obnażony został wręcz brak profesjonalizmu. Transfery odbywały się wręcz na zasadzie chybił-trafił, na podstawie materiałów video czy telefonów do znajomych, które po prostu mogą być niewiarygodne, co najlepiej widać na przykładzie Ognjena Mudrinskiego: - Wydawał się bardziej dynamiczny na video – przyznał szczerze Mamrot dla Weszło. Pewnie funkcjonuje tak w Polsce wiele klubów, ale Jagę zaliczam do czołówki kraju, więc można oczekiwać większej staranności.

Problemem Jagiellonii nie był zatem Mamrot. Mało tego, on do pewnego czasu nawet potrafił zapanować nad tym towarzystwem, choć podobno brakowało mu twardej ręki. Później zaś postanowiono pójść po linii najmniejszego oporu i go pożegnać, zamiast pomóc, mimo że w ogólnym rozrachunku się sprawdził. Dyscyplinę utrzymać umie (rzekomo) Petew, a tymczasem po trzecim meczu na ławce trenerskiej w Ekstraklasie jego mowa ciała mówi wszystko.

Choć to niespójne z myśleniem zarządzających polskimi klubami, może zamiast zwalniać Mamrota trzeba było po prostu przewietrzyć szatnię? Może komuś u sterów klubu powinna zapalić się lampka ostrzegawcza, że tych obcokrajowców jest po prostu za dużo? Że w ostatnich latach wypalały w zasadzie tylko transfery piłkarzy ogranych w Polsce? Zamiast wymieniać gromadę obcokrajowców na innych obcokrajowców bardziej ekonomicznie byłoby paradoksalnie głębiej sięgnąć do kieszeni, ale za to zminimalizować ryzyko kosztownej pomyłki.

Dziewięciu zagranicznych zawodników w podstawowym składzie to sytuacja skrajnie zła. Przyznaje to nawet Runje. Jak pokazuje obecny sezon, wcale taka liczba obcokrajowców nie gwarantuje określonego poziomu. Wręcz przeciwnie: Jagiellonia osuwa się w tabeli i ma obecnie bliżej do strefy spadkowej niż do podium.

Po odejściu Ireneusza Mamrota na wierzch zaczynają wychodzić wszystkie niedoskonałości klubu z Białegostoku. Dopóki był Mamrot, a wcześniej Michał Probierz, te uchybienia udawało się tuszować wynikami. Ale może przyjście Petewa i obecny stan rzeczy wpłyną na prezesa Cezarego Kuleszę otrzeźwiająco i zobaczy, gdzie popełnia zaniedbania. Bo teraz widać je gołym okiem. Na razie Petew nie wygląda na takiego, który zakryłby ten rozgardiasz, choć trudno jest całkowicie obwiniać go za obecny stan zespołu.

Albo w klubie szybko zrozumieją, gdzie popełniają błąd, albo czeka ich dalsze wyrzucanie pieniędzy w błoto i marnowanie potencjału. Lepiej stracić jeden sezon i zbudować odpowiednio zbalansowany zespół na nowo, niż tkwić w marazmie przez pięć kolejnych lat.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się