var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: @DeBruyneKev

Horrendalna cena za minimalizm. Real Madryt - Manchester City 1:2

Autor: Mariusz Bielski
2020-02-26 23:44:00

Naturalnie zdarzały się takie momenty, w których Manchester City prezentował się bardziej okazale od Realu, ale właśnie – były to poszczególne chwile, żadna wielka dominacja. Z przymrużeniem oka można więc napisać, że Królewscy na luzie wygraliby to spotkanie, gdyby nie… oni sami.

Od 60. minuty bowiem prowadzili 1:0 po którejś już – w pewnej chwili przestaliśmy liczyć – stracie zawodnika The Citizens w środku pola. Nieszczęśnikiem był Rodri, potem równie beznadziejnie zachował się Walker. Niby biegł za Viniciusem we własne pole karne, ale bardziej na alibi nie dało się tego zrobić. Efekt? Brazylijczyk na luzie wyłożył piłkę do Isco, a ten wpakował ją do siatki. Miał tyle miejsca i czasu, jakby rywale zupełnie zapomnieli o jego istnieniu.

W zasadzie można byłoby napisać, iż sam skrzydłowy powinien był wygrać to spotkanie dla Królewskich. Przed oczami mamy sytuację z pierwszej połowy. Rozrzucenie przez Casemiro, dośrodkowanie do Benzemy, Ederson popisuje się świetnym refleksem, paruje do boku, tam już czeka Vinicius i… Wywinął orła na trawie. W futbolówkę nawet nie trafił. To jest wręcz nieprawdopodobne jak ten chłopak nie potrafi wykańczać. No, chyba że swoich trenerów. To była taka sytuacja, po której Zidane wyrwałby sobie wszystkie włosy, gdyby je miał. Jego szczęście…

Tak czy siak – Obywatele oczywiście nie usiedli na tyłkach i nie stwierdzili „dobra, 0:1, pozamiatane, nie ma o co grać”, lecz wciąż to madrytczycy bardziej kontrolowali boiskowe wydarzenia. Bez jakichś większych konkretów, ale były takie aspekty, w których podobali nam się znacznie bardziej. Na przykład wiele razy udało im się założyć całkiem wysoki pressing, by dzięki niemu zdusić akcję przeciwnika w zarodku. Nie bez powodu pierwsza groźna sytuacja dla gości miała miejsce dopiero w 20. minucie (de Bruyne wypuścił prostopadle Jesusa z lewej strony), a następna pod koniec pierwszej połowy, kiedy kiks Ramosa niemal z linii wybił Valverde. 

 

 

Ten spokój okazał się jednak zgubny dla Realu. Co zawodnicy Zidane’a odwalili w ostatnim kwadransie, to naprawdę trudno pojąć. Gdyby coś takiego przytrafiło się, sami nie wiemy, Koronie Kielce – okej, taki mamy klimat. Ale Los Blancos?! Po stracie na własnej połowie De Bruyne nagle depnął w pole karne, gdzie zrobił kółeczko i dograł piłkę idealnie na głowę Jesusa, który wygrał pojedynek powietrzny z Ramosem. My orłami z matmy nie jesteśmy, ale żeby tak fatalnie obliczyć tor lotu szmacianki, to naprawdę trzeba mieć (anty)talent.

Do Sergio jeszcze wrócimy, teraz czas na innego ancymona. Minęło 5 minut, a fatalną dyspozycję potwierdził Carvajal, w najgorszy możliwy sposób. Nie miał szans, by interweniować czysto, więc wykosił rywala jak trawkę na wiosnę. Bardziej ewidentnego karnego po prostu nie da się zrobić, to była podręcznikowa… Wróć, podwórkowa wręcz kosa. Za chwilę De Bruyne wygrał pojedynek nerwów z Courtoisem i tak gospodarze pożegnali się ze zwycięstwem.

Ciśnienia chyba nie wytrzymał także wspomniany Ramos, bo w sytuacji, kiedy mogłoby być 3:1 zdecydował się na desperacki i zarazem idiotyczny krok – faul na Jesusie. Wyszedłby sam na sam z bramkarzem, więc czerwona należała mu się niemal z urzędu. Jak podaje MasterChip, Hiszpan ma na swym koncie

- najwięcej żółtych i czerwonych kartek w historii La Ligi

- najwięcej żółtych i czerwonych kartek w historii Ligi Mistrzów

- najwięcej żółtych i czerwonych kartek w historii Realu Madryt

- najwięcej kartek w historii reprezentacji Hiszpanii

W sumie nie wiadomo czy śmiać się, czy płakać.

I o ile ten wpływ tych sabotujących wydarzeń na ostateczny wynik nie ulega wątpliwościom, o tyle warto zauważyć, że Manchesterowi udało się dziś wygrać bez dwóch kluczowych graczy. Sterling, mimo deklaracji, nie był w pełni sił według klubowych lekarzy, więc wszedł dopiero w końcówce. Aguero zaś całe starcie obejrzał z perspektywy ławki rezerwowych. Można było pukać się w głowę, aby na tak ważne spotkanie nie wystawić tego duetu, ale oddajmy też szacunek Jesusowi. Bo nie tylko pod bramką rywala dziś brylował – wiele razy widzieliśmy go cofającego się na własną połowę, gdzie przechwytywał lub odbierał piłkę przeciwnikom. Trenerzy kochają taką pracowitość i nam też Brazylijczyk całkiem zaimponował.

W tym momencie wydaje się więc, iż największym kłopotem dla The Citizens w kontekście rewanżu, a może i reszty rundy wiosennej, będzie kontuzja Aymerica Laporte’a. Francuz ledwo wrócił do gry i znowu zdrowie mu nie dopisało. Szczęście w nieszczęściu, że przynajmniej nie znoszono go na noszach, chociaż początkowo poszły w ruch. Fernandinho co prawda w miarę godnie zastąpił kolegę, aczkolwiek takie rozwiązanie to i wciąż półśrodek.

Mamy też nadzieję, że w drugim spotkaniu, już na angielskiej ziemi, obejrzymy mecz podobny do drugiej połowy dzisiejszego starcia. W pierwszej było za mało konkretów. Okej, jedni fajnie doskakiwali do drugich, wymieniali podania bez nerwówki, choć było w tym wszystkim coś z letniego sparingu. Doceniamy luz, tylko nie w nadmiarze. Druga połówka to było już to, co tygrysy w Lidze Mistrzów lubią najbardziej. Szybsze tempo, większa dokładność, zwroty akcji, gole, piękne zagrania (głównie podania De Bruyne). Panowie, trzymajmy się tego w rewanżu! 

Real Madryt 1:2 Manchester City (0:0)

1:0 Isco 60’ (asysta Vinicius)

1:1 Jesus 78’ (asysta De Bruyne)

1:2 De Bruyne 83’ (rzut karny)

Real Madryt: Courtois – Carvajal, Ramos, Varane, Mendy – Casemiro, Modrić (84’ Vazquez), Valverde, Isco (84’ Jović) – Vinicius (75’ Bale), Benzema

Manchester City: Ederson – Walker, Otamendi, Laporte (33’ Fernandinho), Mendy – Rodri, Gundogan – Mahrez, De Bruyne, Bernardo (73’ Sterling) – Jesus

Sędzia: D. Orsato

Żółte kartki: Valverde, Modrić – Mendy

Czerwone kartki: Ramos


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się