var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

TURBOKOPACZ: Co Mioduski wie o historii Legii? Korona tak bardzo polska, a Engel tak blisko grubego dealu

Autor: Turbokopacz
2020-02-27 14:31:24

Podobno najtrudniejsze w byciu na dnie jest uświadomić sobie, że na tym dnie się jest. I podobno potem może być już tylko lepiej. Dlatego obawiamy się, że w Ekstraklasie długo lepiej nie będzie. Jasne, zdarzą się jakieś pojedyncze wyskoki, może nawet w II rundzie eliminacji Ligi Europy uda się wyeliminować zawsze groźnych Litwinów, ale to wszystko. Tzw. ludzie polskiej piłki będą w tym czasie zajęci udawaniem, że w sumie to jest fajnie.

Zresztą sami spójrzcie. Trzy przykłady.

- Mogę z satysfakcją powiedzieć, choć był to bardzo trudny okres, że Legia przez ostatnie sześć lat, odkąd jestem jej większościowym właścicielem, bo takim w pewnym czasie byłem, a teraz jestem stuprocentowym, ma najlepszy czas w historii. Z największą liczbą tytułów i trofeów. Legia nigdy nie była silniejsza, choć drużyna z lat 90., występująca w LM, mogła mieć nawet wyższy ranking. Po 1970 roku była nawet numerem 7 w Europie. Przed Realem Madryt. Biorąc pod uwagę liczbę trofeów, to jednak ten ostatni czas jest najlepszy. A ja uważam, że my dopiero zaczynamy – oświadczył w rozmowie z TVP Sport Dariusz Mioduski, właściciel Legii.

Nie, to nawet śmieszne nie jest. Zwłaszcza że mówi to człowiek, który:

- 782 razy użył słowa „koncepcja”

- następnie wyrzucił niewiele mniej trenerów, których zatrudnienie odradzało mu pół Europy

- w tej Europie jest znany z odpadnięcia z FC Dudelange (Luksemburg) czy remisu z Europa FC (Gibraltar)

- nie jest dziś nawet mistrzem Polski, bo tak steruje Legią, że ta w zeszłym sezonie przegrała z Piastem, którego do połowy tamtych rozgrywek jarał już sam awans do górnej ósemki.

Mimo to, Mioduski jest usatysfakcjonowany, a „Legia nigdy nie była silniejsza”. Czyli co, gość nie zna historii swojego klubu? OK, pamiętamy, że chodziło mu o samą liczbę pucharów, ale zestawianie trofeów z tak żenująco słabej dziś Ekstraklasy z dawnymi drużynami Legii… No, po prostu nie wypada.

Idźmy dalej. Na przykład do Kielc, gdzie rządzi Krzysztof Zając. I ten Zając w trakcie zimowej przerwy, w rozmowie z TVP Sport, powiedział tak:

- Możemy pochwalić się bardzo dobrą pracą z młodzieżą, nasi juniorzy starsi są mistrzami Polski, w każdej niemal kategorii wiekowej mamy reprezentantów kraju. Nasze rezerwy, w których grają głównie 18-, 19-latkowie, są liderem III ligi. To są fundamenty Korony. (…) Proszę zauważyć, że już od kilku miesięcy inaczej wygląda nasz skład. W podstawowej jedenastce wybiega regularnie pięciu - sześciu Polaków, gdzie inne kluby w Ekstraklasie grają dwoma lub trzema.

Dobra, a teraz fakty.

1. Młodzież jest takim „fundamentem Korony”, że w ostatnich latach ta Korona bije sobie rekordy w ściąganiu szrotu z zagranicy. Duranovicie, Jukicie, Janjicie, Burdeńscy… Lista idzie w dziesiątki nazwisk. Każdy z tych wirtuozów zarabiał w Kielcach pieniądze i na żadnego nie dało się patrzeć. Tego już nie można nawet wyjaśnić hasłem „nie każdy transfer wypali”. To jest patologia.

2. Korona tak regularnie wystawia w pierwszym składzie „pięciu – sześciu Polaków”, że w tym sezonie zrobiła to w aż… 27% meczów. Czyli w 6 z 22 kolejek.

3. Przed startem wiosny Korona ściągnęła cztery nowe zagraniczne nazwiska i młodego 12 lat temu Polaka, Jacka Kiełba.

Wiadomo, ktoś powie, że klub nie ma wyjścia, bo musi bronić się przed spadkiem. Problem w tym, że w Kielcach to nic nowego. Może więc Korona musi to robić właśnie dlatego, że zatrudnia tych wszystkich przebierańców? Tak tylko sugerujemy.

Smutne to wszystko, więc na koniec coś wesołego. A wesoło jest zazwyczaj, gdy głos zabiera Jerzy Engel. 

- Ja bardzo chciałem ściągnąć Red Bulla do Polski, żeby przejął jeden z naszych klubów. Oni cały czas szukali w Europie. Szefem na Europę był Gerard Houllier, z którym znam się bardzo dobrze, przyjaźnimy się – stwierdził w programie „4-4-2”.

Zabrzmiało poważnie. W końcu Engel „bardzo chciał” i „bardzo dobrze zna się z Houllierem”. Wychodzi więc chyba na to, że było bardzo blisko takiego dealu. Tu jednak szok, blisko wcale nie było, a chwilę później Engel sam siebie zaorał: - Houllier powiedział mi: "Nie, nie… Polska zupełnie nie leży na naszej mapie”.

Aha, czyli Engel chciał się w telewizji pochwalić, jak wiele może, ale trochę nie wyszło. Polska piłka w skrócie.

***

Sami widzicie, zachwytów nad polską piłką raczej tu nie znajdziecie 😉 Za dużo w niej po prostu robienia z kibiców idiotów. Tego udawania, o którym pisaliśmy na początku.

Jeśli macie podobne podejście, to widzimy się co tydzień w tym samym miejscu.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się