var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

Slisz pójdzie za dobre pieniądze do Legii, a na rynek transferowy przyjdzie normalność?

Autor: Mariusz Bielski
2020-02-27 22:25:09

Ekosystem Ekstraklasy jest naprawdę osobliwy. To środowisko pełne osobników z przedziwnym CV, ludzi przypadkowych, często nieudolnego marketingu, irracjonalnych prezesów… Czasem zdaje się, iż normalność jest na wymarciu. Dlatego tym bardziej ucieszyła mnie wiadomość o transferze Slisza z Zagłębia Lubin do Legii.

Na wstępie zaznaczę, ponieważ ostatnio ludzie lubią nam zarzucać sprzyjanie temu czy tamtemu – nie jestem ani fanem Śląska Wrocław, ani drużyny Aleksandara Vukovicia. Na tę sprawę patrzę tylko z perspektywy rynkowej, która, o czym wspominałem w jednym z ostatnich felietonów, trochę nie martwi. Dokonałem wówczas obliczeń – ilu Polaków przyszło zimą do Ekstraklasy, a ilu z niej odeszło? Kim zostali zastąpieni? Nie był to przyjemny obrazek, nawet jeśli sporą część odpalonych rodaków stanowili gracze za słabi na Ekstraklasę. Inna sprawa, że to tylko dowodziło rozbiórki polskiej piłkarskiej klasy średniej.

No i windowało ceny za naszych ziomków do tego stopnia, iż ruch zawodników w obrębie naszej ligi za gotówkę dało się porównać porównać w ruchem ulicznym w Korei Północnej w czasach największego kryzysu. Wyglądało to mniej więcej tak:

Powiedzmy sobie to otwarcie – Czerwiński nie przeszedłby do Lecha, gdyby nie kończył mu się kontrakt. Zresztą, przecież Kolejorz próbował go pozyskać już teraz i Zagłębie w ogóle nie chciało na ten temat gadać. Nie wierzę, by pojawił się temat wyrwania Starzyńskiego Miedziowym, gdyby jego wcześniejsza umowa trwała do czerwca 2022 roku, a nie 2020. Nie sądzę, aby Udovicić przeszedł do Lechii, gdyby Zagłębie Sosnowiec się utrzymało. W takiej sytuacji Piast raczej nie pozyskałby Milewskiego. Ani Rymianiaka, jeśli Korona umiałaby się z nim dogadać. Cofając jeszcze dalej – wątpię, aby wydarzyły się takie transfery jak Carlitosa do Legii czy Imaza do Jagi, gdyby Wisła Kraków nie stanęła nad przepaścią. Mączyński też nie przeszedłby do Śląska, gdyby Sa Pinto nie umieścił go w rezerwach z nie wiadomo jakiego powodu. Paru innych ruchów nie byłoby w przypadku, kiedy poszczególni zawodnicy mieli szansę na grę w seniorach, a nie z rezerwami. Tu mamy świeży przykład Pietrowskiego, Piasta i Miedzi.

Widzicie prawidłowości? Aby ożywić rynek wewnątrz Ekstraklasy najpierw musi zdarzyć się coś przykrego. Ktoś musi trafić do klubu kokosa, komuś musi brakować pieniędzy na kolejną podwyżkę, komuś kończy się umowa i nie chce siadać do rozmów, gdzieś spóźniają się z wypłatami, więc trzeba szukać stabilniejszego pracodawcy, ktoś inny tonie w długach i dopiero w ramach desperacji decyduje się wypuścić piłkarza w świat za gotówkę.

Hity? Jeśli już są, to w 99% przypadków mówimy o sprowadzaniu graczy z zagranicy, lub sprzedawaniu ich tam. Z racji naszego miejsca w futbolowym łańcuchu pokarmowym niby nic odkrywczego, ale wydaje mi się, iż wizerunkowo to wpływa na Esę niezbyt dobrze. Zagraniczne kluby widzą tę naszą słabość organizacyjno-finansową. Celtic wie, że Legia nie wtrąci mu się w walkę o Klimalę. Albo jeszcze boleśniej – Kajrat Ałmaty zdaje sobie sprawę, iż Lech nie ma z nim szansy w wyścigu po usługi Konrada Wrzesińskiego.

Zobaczcie też jak wyglądały i ile trwały negocjacje w sprawie wykupienia Ramireza z ŁKS-u przez Kolejorza. Łodzianie, czerwona latarnia rozgrywek, klub z drugim najmniejszym budżetem w lidze,  teoretycznie bez większych argumentów, aby zatrzymać swoją gwiazdę. A i tak kilka ofert odrzucono, jakąś wyśmiano i dopiero po paru tygodniach opery mydlanej udało się wszystko dopiąć.

Tylko że to jest jeden przypadek na ile transferów w tym okienku? Z 50? Tak samo jak niegdyś przejście Czerwińskiego do Piasta i tym podobne. Jeśli już się coś trafia, to przeważnie historie typu przejście Tuszyńskiego akurat do Gliwic właśnie, jakieś Cholewiaki, jakieś Pyrdoły. Oczywiście nic do Cholewiaków, Tuszyńskich oraz Pyrdołów nic nie mam, szanuję każdego „solidnego ligowca”, lecz sami widzicie. Prawdziwych bomb transferowych zwyczajnie u nas brakuje.

Zresztą, nawet z perspektywy tego wspomnianego Ramireza przypadek Slisza zdaje się dużo ważniejszy z kliku względów. Mówimy przecież o Polaku a nie obcokrajowcu. Mówimy o 21-latku, a nie 28-latku. Mówimy o chłopaku perspektywicznym, którego wartość będzie jeszcze rosła, a nie odwrotnie. Mówimy o zawodniku, którego już wcześniej obserwowały kluby z sensownych lig europejskich, a nie Azerowie, Mołdawianie i Kazachowie. Mówimy jeszcze nie ukształtowanym w pełni piłkarzu, którego rozwój wciąż można kierunkować. Mówimy o w pełni zdrowym zawodniku, a nie kimś po przejściach. Mówimy o kimś, komu dopiero może wyjść za granicą, a nie robi za syna marnotrawnego.

Krótko rzecz ujmując – mówimy o takim zawodniku, jakiego zwykle za podobną cenę wyrywały jakieś Cagliari, Achmaty oraz im podobne.

Pytanie tylko, czy Slisz dostanie odpowiednio dużo szans na grę. Jakkolwiek spojrzeć idzie do drużyny, w której nawet Walerian Gwilia ma problemy z załapaniem się do wyjściowej jedenastki. A jest to zdecydowanie jeden z najlepszych rozgrywających Ekstraklasy, w każdym innym zespole byłby pewniaczkiem do pierwszego składu. I teraz Sliszowi przyjdzie rywalizować z Gruzinem, Andre Martinsem oraz najlepszym odkąd trafił na Łazienkowską Antoliciem. Znaki zapytania pojawiają się samoistnie. To konkurencja jeszcze mocniejsza niż dla Pyrdoła, który póki co w ekipie ze stolicy gdzieś zaginął, bo ponoć nieco odstaje i fizycznie, i piłkarsko. Slisz oczywiście ma już większe doświadczenie oraz lepsze warunki, był regularnym starterem w Zagłębiu, lecz po przyłożeniu proporcji nadal można mieć tu sporo wątpliwości. Chcąc czy nie, defensywny pomocnik narzucił na siebie sporo presji.

Nie zmienia to jednak faktu, że z perspektywy Legii to jeden z lepszych ruchów jaki można było wykonać. Oczywiście, weryfikacja jego możliwości dopiero nastąpi, aczkolwiek z dzisiejszej perspektywy, w teorii, tu się po prostu wszystko zgadza.

Wypadałoby wręcz życzyć warszawianom, aby ten mariaż napisał się w stylu „success story”. Aby Bartosz powiedzmy za dwa lata został sprzedany z trzy-, czterokrotną przebitką. Coś takiego przecież marzyło się Mioduskiemu – najlepsi i najbardziej perspektywiczni najpierw przychodziliby do Legii, pograli o najwyższe polskie laury i dopiero potem wyjeżdżali za granicę. W planie był jeszcze podpunkt o zaprezentowaniu się w Europie, ale no… Pożartujemy kiedy indziej.

W moim idealnym świecie ten transfer oznaczałby początek zmian na polskim rynku transferowym. Chciałbym zobaczyć tu więcej odwagi zwłaszcza u tych najmocniejszych, by przestali sięgać po zagraniczne półśrodki, zwłaszcza gdy scouting miałby ograniczyć się do rzucenia okiem na parę statystyk czy filmiku w WyScoucie. Przede wszystkim liczę teraz na ożywienie operacji w samej Ekstraklasie. By jedni nie bali się sprzedawać, a drudzy kupować. Bez inwestycji nie ma zysków, prosta sprawa. Tyle przecież narzekamy na oddawanie naszych talentów za ceny śmieszne czy wręcz bezcen. 

Być może właśnie jesteśmy świadkami takiego transferu, który w szerszej perspektywie pomoże nam sprzedawać na resztę świata jeszcze drożej. Tego życzę polskiej piłce. O ile będziemy mieli do czynienia z trendem, a nie pojedynczym wystrzałem.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się