var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Rafał Makowski Instagram

Rafał Makowski dla 2x45: Mam żal do Zagłębia, że przekazało nieprawdziwe informacje

Autor: rozmawiał Łukasz Kościelniak
2020-03-01 12:30:21

Rafał Makowski to jeden z najciekawszych zawodników w pierwszej lidze. Jesienią wyróżniał się w meczach Radomiaka Radom i nic dziwnego, że szybko trafił do notesów skautów. Ostatecznie jednak wychowanek Legii powalczy o awans z beniaminkiem pierwszej ligi. W rozmowie z nami pomocnik „Zielonych” wyjaśnia kwestie swojej dalszej przyszłości, opowiada o czasie spędzonym w Legii Warszawa oraz prostuje kłamstwa, które powstały na jego temat w związku z odejściem z Zagłębia Sosnowiec.

W poniedziałek rozpoczynacie rundę wiosenną Fortuna I ligi. Od razu zaczynacie „z wysokiego c”, bo mierzycie się z liderem, Wartą Poznań i to jeszcze na jego terenie. 

Tak, to bardzo ważny mecz, który może nam ustawić przebieg całej rundy. Jesteśmy dobrze przygotowani, ciężko przepracowaliśmy ten zimowy okres i z optymizmem podchodzimy do spotkania z Wartą. Mamy swoje atuty, które będziemy chcieli zaprezentować w tym pojedynku.

Po raz drugi z rzędu zimą udaliście się na zgrupowanie do Włoch. Tym razem warunki mieliście jednak zdecydowanie lepsze. Główną atrakcją był bez wątpienia sparingowy mecz z Atalantą Bergamo, czyli uczestnikiem tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. Przegraliście go 3:6, ale zostawiliście po sobie bardzo dobre wrażenie. 

Niewątpliwie sparing z taką drużyną to dla nas zawodników bardzo duża atrakcja. Widać było różnicę poziomu, ale z podniesioną głową mogliśmy schodzić z boiska. Chyba nikt nie spodziewał się, że możemy osiągnąć tak dobry wynik. OK, przegraliśmy, ale strzeliliśmy trzy bramki czołowej włoskiej drużynie. Warto dodać, że w składzie Atalanty wystąpili tacy zawodnicy jak Luis Muriel, Rusłan Malinowski czy Mattia Caldara. Zgrupowanie zakończyło się dla mnie pechowo, bo w ostatnim sparingu doznałem kontuzji. Powoli wracam jednak do zdrowia. 

Mieliście trudny początek tego okresu przygotowawczego. Najpierw okazało się, że wasz kolega, Artur Haluch, został przyłapany na dopingu, a kilka dni później dość głośno było o zaległościach finansowych klubu w stosunku do piłkarzy. Między innymi z tego powodu nie wyszliście na trening przed sparingiem z Puszczą Niepołomice.

Kwestia finansowa przewija się już praktycznie w każdym klubie ligowym. Choć bardzo byśmy chcieli to nie uciekniemy od tego tematu. Generalnie kłopoty finansowe czy opóźnienia w przelewach były tłumaczone tym, że w zespole doszło do zmian właścicielskich. W związku z tym chcieliśmy wiedzieć na czym stoimy, z kim mamy teraz rozmawiać w klubie i z kim kontaktować się w określonych sprawach. Na ten moment wszystko jest już załatwione i skupiamy się wyłącznie na ciężkiej pracy. Co do Artura: informacja była dla nas zaskoczeniem. Mam nadzieję, że w przypadku potwierdzenia pozytywnego wyniku, Artur dostanie najniższy wymiar kary i będzie mógł szybko wrócić do normalnych treningów i ligowego grania. 

Czy zaległości wobec ciebie były na tyle duże, że mogłeś rozwiązać umowę z winy klubu?

Nie, nie miałem takiej możliwości. 

Pytam w kontekście twojego ewentualnego transferu. W przerwie zimowej mówiło się, że możesz trafić do Śląska Wrocław, zrobiłeś też wrażenie na Koronie Kielce po dobrym występie w sparingu. Niewątpliwie twoje przejście na zasadzie wolnego transferu mogłoby być dużym magnesem dla potencjalnego nabywcy.

Docierały do mnie te plotki, ale nie zwracałem na nie większej uwagi. Nie było żadnych konkretów, nie dostałem żadnej oferty, więc były to tylko plotki transferowe. Nie zaprzątam sobie głowy tym, kto jest mną zainteresowany. Same pochwały czy miłe słowa ze strony sztabu szkoleniowego, skautów czy włodarzy klubu nie oznaczają złożenia oferty przez dany zespół. Obecnie nie prowadzę żadnych rozmów. 

Latem byłeś też łączony z Wisłą Kraków. Trafiłeś do notesów skautów, gdy z dobrej strony pokazałeś się w bezpośrednim sparingu w Warce. 

Był temat mojego przejścia do „Białej Gwiazdy”, przeprowadziłem wiele rozmów z trenerem Stolarczykiem, który wtedy był szkoleniowcem krakowskiego klubu. Ostatecznie jednak nie doszliśmy do porozumienia. Nie szukałem transferu na siłę, chciałem mieć czystą głowę i zrobić jak najlepszy wynik z Radomiakiem. 

Zgodzisz się chyba, że czeka cię bardzo gorące pół roku. Walka o awans do Ekstraklasy będzie zapewne toczyć się do ostatnich kolejek. Latem kończy ci się również kontrakt z beniaminkiem pierwszej ligi, więc w przypadku kolejnych dobrych występów możesz dostać kilka ciekawych ofert. Myślałeś już nad swoją dalszą przyszłością?

Na to przyjdzie czas po sezonie. Generalnie uważam, że jeśli miałbym już teraz podpisać kontrakt obowiązujący dopiero od 1 lipca to musiałbym być pewny, że jest to oferta, z której będę zadowolony, a w nowym zespole będę mógł się dalej rozwijać. Nie sztuką jest podpisać kontrakt z pierwszą lepszą drużyną. Chciałbym, żeby kolejnym moim klubem po Radomiaku był już zespół, który występuje w Ekstraklasie. 

Na swoim koncie masz już występy na najwyższym szczeblu, bo rozegrałeś siedem meczów w Legii Warszawa. Co ciekawe, masz też na swoim koncie tytuł Mistrza Polski. 

No tak jakoś wyszło (śmiech). Gdy byłem w Legii, miałem przyjemność grać w jednej drużynie z bardzo dobrymi piłkarzami. Ciężko było mi się z tego powodu przebić do pierwszego składu. Skorzystałem jednak bardzo dużo już na samych treningach z takimi zawodnikami jak Nemanja Nikolić, Aleksandar Prijović, Ondrej Duda czy Guilherme. O klasie i sile tej ekipy świadczą wyniki w europejskich pucharach, przede wszystkim awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Uważam, że mimo tego Legia stawiała wtedy na wychowanków, a najlepszym tego dowodem jest choćby Michał Żyro. Nie mogę więc powiedzieć, że jako "swój gracz" miałem utrudnioną drogę do składu czy też nie otrzymałem szansy. Po prostu w tamtym momencie byłem słabszy od zawodników występujących na mojej pozycji. Nie pomogły mi też kontuzje, zwłaszcza uraz kolana. Mimo to, i tak udało się mi się rozegrać siedem meczów w mistrzowskim sezonie, co było i jest dla mnie dużym powodem do dumy i doświadczeniem na przyszłość. Fetę na Starówce zapamiętam do końca życia. 

Sentyment do tego klubu też chyba pozostanie u ciebie do końca życia. 

Oczywiście. Legia to w zasadzie mój drugi dom. To w tym klubie zaczynałem swoją przygodę piłkarską, przeszedłem praktycznie wszystkie szczeble juniorskie, a potem trafiłem do zespołu seniorów. To właśnie tam zdobyłem wszystkie umiejętności, które teraz mogę prezentować na boisku. W przypadku oferty z Legii na pewno mocno bym się zastanowił nad powrotem. 

Podczas przygody w Warszawie miałeś okazję pracować z wieloma różnymi trenerami. Pierwszy przykład to bez wątpienia Stanisław Czerczesow, przez wielu uważany za najlepszego trenera Legii w ostatnich latach. Jak wspominasz współpracę z tym szkoleniowcem?

Czułem respekt przed trenerem Czerczesowem. Był bardzo wymagającą osobą i kiedy był czas na pracę to nie było żartów, trzeba było zasuwać. Jednak przyniosło to efekty, bo nasza drużyna wyglądała wtedy bardzo dobrze, graliśmy na dużej intensywności i pressingu, a mimo to sił nam nie brakowało. O jego warsztacie trenerskim i umiejętnościach świadczy fakt, że obecnie jest selekcjonerem reprezentacji Rosji. Jako człowiek był w porządku, można z nim było normalnie porozmawiać, choć czasami dyskusji nie było. Pamiętam jak wyleczyłem uraz kolana i dostałem powołanie do reprezentacji młodzieżowej naszego kraju. Trener zaprosił mnie do swojego gabinetu i w dość dosadny sposób wytłumaczył mi, że nawet nie ma takiej opcji, żebym pojechał na zgrupowanie. Nie odezwałem się nawet słowem, bo wiedziałem, że nie mam szans przekonać trenera. Ogólnie ciężko było dyskutować z Czerczesowem, jeśli on już miał zdanie na jakiś temat. Czasami lepiej było odpuścić, żeby nie podpaść trenerowi i nie zostać skreślonym. Miał swoje zasady i trzeba było je respektować. 

Trener Czerczesow uchodzi też za trenera, który nie zawsze zgadza się z opiniami lekarzy co do kontuzji. Jak zachowywał się w stosunku do ciebie, gdy nie mogłeś normalnie trenować z zespołem?

Czerczesow generalnie lubił pracować z zawodnikami zdrowymi. Chciał wiedzieć, na kogo może liczyć, dlatego też nie pozwalał np. zawodnikom w trakcie rehabilitacji na normalne truchtanie wraz z pierwszym zespołem. Kontuzjowani przede wszystkim trenowali wtedy, gdy pierwszy zespół zakończył już zajęcia. Nawet przy drobnych urazach, które wyłączały z treningów na 2-3 dni, każdy z nas wiedział, że nie ma większych szans na grę w najbliższym meczu. Inna sprawa, że nie było zawodników, którzy mieli poważniejsze urazy. To również zasługa trenera Czerczesowa, jego przygotowania i treningów. 

O rosyjskim szkoleniowcu mówi się także w tym kontekście, że lubił pracować z wąską grupą zawodników. Ty byłeś wtedy głównie graczem rezerwowym. Jak wyglądała twoja współpraca z Czerczesowem? 

Rywalizacja w piłce jest i będzie. Jeśli trener ma swoją wizję i wybrana przez niego grupa piłkarzy ją realizuje to trudno, żeby nagle szkoleniowiec szukał nowych rozwiązań, czy zmieniał skład. Generalnie nie mam pretensji do trenera, rywalizacja na treningach zawsze była fair. Był otwarty na rozmowy z zawodnikami, którzy grali mniej, ale tak jak mówiłem, miał swoje zdanie i trudno było z nim polemizować. Swoją wartość w jego oczach można było zwiększyć przede wszystkim na boisku. 

Kolejna postać to Henning Berg. Masz z nim chyba bardzo dobre wspomnienia, bo to on włączył cię do kadry pierwszego zespołu. 

To właśnie on w zasadzie dał mi szansę w pierwszej drużynie. Cała sytuacja była jednak dość nietypowa i zabawna. Po dobrej rundzie jesiennej w barwach rezerw Legii trener Henning Berg zadecydował, że jednak nie zabierze mnie na zgrupowanie pierwszej drużyny. Ostatecznie jednak w dość szalonych okolicznościach się tam pojawiłem, ponieważ urazu doznał Jakub Rzeźniczak. W niedzielny poranek wyciszyłem telefon, bo chciałem dłużej pospać. Dobijał się do mnie kierownik i inne osoby z klubu, ale ja nie odbierałem. W końcu do mojego pokoju wszedł tata i powiedział, żebym się zbierał i pakował walizki, bo jadę na zgrupowanie do Turcji. Na początku nie wierzyłem, ale potem okazało się, że tata nie żartuję. Na zgrupowaniu pokazałem się z dobrej strony, zagrałem w kilku sparingach i tak zostałem już włączony do pierwszego zespołu Legii.

Jakim człowiekiem, a w zasadzie szkoleniowcem był Berg? 

Na odprawach przedmeczowych przykładał dużą wagę do taktyki. Miał swoją wizję gry, którą my mieliśmy realizować. Sam mecz z Celtikiem pokazuje, że jego praca przynosiła efekty. Był dobrym szkoleniowcem, ale miał jedną wadę: trzymał się sztywno swoich założeń taktycznych i systemów gry. To spowodowało, że po pewnym czasie rywale wiedzieli już, jak będzie grała Legia i wyniki się skończyły. Trener Berg przypłacił za nie utratą posady. W porównaniu do trenera Czerczesowa, Berg był inny w kontaktach z zawodnikami. Można było z nim otwarcie porozmawiać, podyskutować, pozwalał nam wyrażać swoje zdanie i często realizował nasze prośby czy też sugestie. Wiedziałem jasno, czego ode mnie oczekuje. Miałem przede wszystkim harować na boisku, a kto inny miał zdobywać bramki czy kreować akcje ofensywne. Miał też cierpliwość do zawodników, jeden błąd nie oznaczał, że piłkarz był skreślony. 

Besnik Hasi to chyba najbardziej kontrowersyjna postać z jaką spotkałeś się w Legii. Choć wywalczył awans do Ligi Mistrzów to raczej w Warszawie nie jest mile wspominany. 

Był bardzo wybuchowym trenerem. Żył emocjami i często się „podpalał”, również w aspektach prywatnych. Przekonałem się o tym po meczu z Lechem Poznań w Superpucharze Polski. Całą winę za porażkę zrzucił na moje barki. Wiedziałem już, że nie mam u niego szans na grę i muszę odejść na wypożyczenie, bo u niego grać nie będę. Ciężko się z nim żyło, był bardzo trudnym człowiekiem do rozmowy czy nawet zwykłego kontaktu. Miał swoje wizje, które kompletnie nie pokrywały się z naszymi. Jego zachowanie i styl bycia nie odpowiadały również włodarzom klubu, a w konsekwencji po kilku tygodniach pracy Hasi został zwolniony.

W trakcie pobytu w Legii miałeś okazję trenować i grać z wieloma świetnymi zawodnikami. Kto zrobił na tobie największe wrażenie i z kim najbardziej się trzymałeś?

To trudne pytanie. Imponował mi bardzo Thibault Moulin, przede wszystkim jego szybkie rozgrywanie piłki, regulowanie tempa. Pod względem przygotowania fizycznego bardzo imponował mi Aleksandar Prijović. Duże wrażenie zrobił na mnie Orlando Sa. Miał łatwość w zdobywaniu bramek, ale niestety miał kiepski kontakt z trenerem Bergiem i ostatecznie nie został w Warszawie na dłużej. Podpatrywałem też Ondreja Dudę czy Michała Żyrę. Obydwaj potrafili stworzyć takie akcje, że można było wstać i tylko bić brawo. 

Wspominałeś, że po nieudanym meczu w Superpucharze musiałeś udać się na wypożyczenie. Trafiłeś do pierwszoligowego Zagłębia Sosnowiec, które w sezonie 2017/2018 wywalczyło awans do Ekstraklasy. Grałeś w tym zespole sporo, przez media byłeś określany jako ważna postać tej ekipy. Jak sam oceniasz czas spędzony w Sosnowcu? 

To ogromna satysfakcja, że udało mi się z Zagłębiem zrobić awans. Spełniliśmy oczekiwania kibiców i władz klubu. Na początku nie szło, ale potem udało się z powodzeniem zakończyć sezon. Sam z siebie nie jestem do końca zadowolony, bo tych minut mogło być więcej, ale niestety nie ominęły mnie problemy zdrowotne. Z powodu problemów kardiologicznych pod koniec rundy jesienniej wypadłem ze składu i potem ciężko było mi do niego wrócić. Zespół złapał dobrą formę, punktował, więc trudno, żeby trener Dudek dokonywał w nim roszad. Ja starałem się wykorzystywać szanse, które otrzymywałem wchodząc z ławki. 

Po wywalczeniu awansu postanowiłeś zostać w Sosnowcu. Rozwiązałeś kontrakt z Legią, związałeś się umową z Zagłębiem, po czym po dwóch tygodniach rozwiązałeś umowę. Nieoficjalnie mówiło się, że głównym powodem twojego odejścia było przyjście Piotra Polczaka i tego, że bałeś się konkurencji z jego strony. 

Będąc gościem w programie „Stan Futbolu” otrzymałem to pytanie i potem widziałem wpisy, że nie mam odpowiedniego mentalu, że brak mi ambicji i generalnie nie powinienem grać w pierwszej lidze. To dobra okazja, żebym wyjaśnił całą tą sytuację, bo ciągnie się ona za mną od dłuższego czasu i jest w niej wiele nieścisłości. Bardzo nieelegancko zachowało się Zagłębie Sosnowiec, które w oficjalnym komunikacie prasowym poinformowało o tym, że odchodzę z klubu ze względu na transfer Piotra Polczaka. Ustalenia były zupełnie inne i ja odszedłem z Zagłębia dwa dni przed przyjściem Piotrka, więc nawet nie wiedziałem, że ma on zostać nowym graczem naszego zespołu. Głównym powodem rozwiązania umowy był fakt, że nie odpowiadała mi wizja trenera Dudka, wedle której miałem grać na stoperze. Podkreślałem, że nie czuję się tam dobrze i gra nie sprawia mi tam przyjemności. Sam wiedziałem, że nie poczynię postępów na tej pozycji. Nie chciałem tracić czasu, bo przepracowałem cały okres przygotowawczy, a wiedziałem, że nie będę miał szans na grę na mojej nominalnej pozycji, a samo bycie w osiemnastce meczowej mnie nie zadowalało. Jestem wdzięczny klubowi za umożliwienie mi rozwiązania umowy, ale na pewno nie podoba mi się fakt, że moje odejście było i jest tak tłumaczone, bo to nieprawda. 

Źródło: Zagłębie Sosnowiec

Dlaczego zatem zdecydowałeś się na podpisanie umowy z Zagłębiem, jeśli wiedziałeś, że nie będziesz mógł grać na swojej nominalnej pozycji?

Kończąc sezon byłem cały czas rozpatrywany jako defensywny pomocnik. Po sezonie trener Dudek zaprosił mnie na rozmowę, powiedział, że mogę zostać w zespole i powalczyć o skład jako stoper. Podjąłem ryzyko, bo życie pisze różne scenariusze, ale kiedy zobaczyłem, że nie daję sobie rady, że nie wygram rywalizacji na tej pozycji to szkoda mojego czasu. Nie miałem takich walorów jak chociażby Mateusz Cichocki. Z perspektywy czasu uważam jednak, że podjąłem złą decyzję. Skusiłem się głównie wizją gry w Ekstraklasie. Teraz przeanalizowałbym to wszystko na chłodno. 

W kontekście braku ambicji zarzucano ci również fakt, że z klubu ekstraklasowego trafiłeś do drugoligowego Radomiaka Radom. Co przekonało cię do wybrania tej oferty?

Przede wszystkim postać trenera Dariusza Banasika, z którym pracowałem już wcześniej w Legii, Pogoni Siedlce czy Zagłębiu Sosnowiec. Śledziłem rozgrywki drugoligowe, wiedziałem, że w Radomiu rodzi się fajny projekt. Wolałem trafić do czołowego klubu drugiej ligi, który gra o awans, niż grać w pierwszej lidze o środek tabeli. 

Poprzedni sezon nie był jednak dla was łatwy. Udało się awansować, ale podczas sezonu były kryzysowe momenty, podczas których kibice zastanawiali się czy nie powtórzy się historia z poprzednich lat. 

Piłka nożna jest nieprzewidywalna i nie ma drużyny – może oprócz Liverpoolu (śmiech) – która wygrywa wszystkie mecze w sezonie. Przykład Widzewa pokazuje, że często dzieją się rzeczy niewyobrażalne, gdy drużyna remisuje 10 spotkań z rzędu. Po porażkach ze Zniczem Pruszków czy Błękitnymi Stargard było ciężko, ale trener Banasik podkreślał, żebyśmy zachowali chłodne głowy i skupili się na swoich atutach. Przede wszystkim naszą siłą był kolektyw, graliśmy również dużo piłką po ziemi. Pod kątem technicznym i piłkarskim wyglądaliśmy bardzo dobrze. Problem rodził się wtedy, gdy musieliśmy wdawać się w fizyczne pojedynki, a piłka częściej fruwała w powietrzu niż latała po murawie. 

Bez wątpienia dużym atutem Radomiaka był Rafał Makowski. Po zmianie pozycji stałeś się kluczową postacią Radomiaka – strzelałeś bramki, notowałeś asysty, kreowałeś sytuacje ofensywne. 

To był mój najlepszy sezon w karierze. Przede wszystkim dopisywało mi wreszcie zdrowie i rozegrałem praktycznie wszystkie mecze. Bardzo cieszę się, że trener Banasik przed meczem z Widzewem w rundzie jesiennej zdecydował się mnie przesunąć na pozycję numer 10. Początkowo byłem do tego sceptycznie nastawiony, ale występ był na tyle dobry, że bardzo szybko odnalazłem się w nowej roli. 

Po wywalczeniu awansu wielu ekspertów uważało was za najsłabszego beniaminka, który będzie musiał bić się o utrzymanie. Tymczasem wy po rundzie jesiennej zajmujecie czwarte miejsce i macie tylko dwa punkty straty do drugiej Stali Mielec. Wy też jesteście zaskoczeni tak dobrym półroczem?

Znamy swoją siłę, mamy swoje atuty i staramy się je wykorzystywać. Przede wszystkim staramy się narzucać drużynom swój styl gry. Na pewno napędziły nas dwa pierwsze zwycięstwa, a potem seria sześciu wygranych spotkań z rzędu. W pierwszej lidze to bardzo ważne, żeby złapać serie, bo dzięki niej łatwo piąć się w ligowej tabeli i tak było właśnie w naszym przypadku. Szkoda kilku straconych punktów, bo zimę spędzalibyśmy w jeszcze lepszych nastrojach. 

Widzisz jakieś znaczące różnice między pierwszą, a drugą ligą? 

Na zapleczu Ekstraklasy jest przede wszystkim więcej taktyki, w drugiej lidze gra jest bardzo szarpana, często piłka fruwa w powietrzu, dominuje tak zwany „angielski styl gry”. 

Wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Czy w związku z tym zakładacie sobie cel, że wiosną chcecie zająć jedno z dwóch miejsc gwarantujące bezpośredni awans do ekstraklasy?

Nie chcemy składać takich deklaracji. Chcemy przede wszystkim w każdym meczu dawać z siebie maksa i punktować. Tak jak mówiłem, rozgrywki są nieprzewidywalne i często złapanie dobrej serii zwycięstw może spowodować, że można spokojnie wywalczyć awans.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się