var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: asse.fr

Pokonać odwiecznego rywala i zapomnieć o ostatnich miesiącach

Autor: Paweł Łopienski
2020-03-01 19:08:29

Przygoda Claude’a Puela w AS Saint-Etienne rozpoczęła się w najlepszy możliwy sposób, czyli od zwycięstwa w derbach Rodanu-Alp przeciwko Olympique’owi Lyon. W niespełna pięć miesięcy po tym wydarzeniu sytuacja jednak nie wygląda dobrze, a „Les Verts” znajdują się w tabeli tylko dwa punkty nad strefą spadkową.

Najlepszy początek pracy trenerskiej w historii klubu

Saint-Etienne poprzedni sezon mógł zaliczyć do udanych. Jean-Louis Gasset poprowadził swój zespół do czwartego miejsca w tabeli i awansu do europejskich pucharów. Jemu zespołowi udało się nawet zakończyć ligowe rozgrywki wyżej w tabeli od Olympique’u Marsylia, pozbawiając ich miejsca premiowanego awansem do Ligi Europy. Doświadczony szkoleniowiec pod koniec sezonu zaskoczył wszystkich, wycofując się na emeryturę. Nieoficjalnie mówiło się jednak o sporze między trenerem a „Les Verts”. Chodziło rzecz jasna o gwarancję odpowiedniego wsparcia transferowego przed nowym sezonem, mimo że po raz pierwszy w historii budżet klubu przekroczył 100 milionów euro.

Nie była to pierwsza taka sytuacja, bowiem w przeszłości z podobnym problemem mierzył się Christophe Galtier, czyli aktualny szkoleniowiec wicemistrza Francji z Lille. 66-latek zrezygnował ze swojej funkcji, a pierwszym trenerem został jego asystent, czyli Ghislain Printant. Latem pożegnano się z Remym Cabellą, który dostał więcej pieniędzy od rosyjskiego Krasnodaru, a w jego miejsce sprowadzono Ryada Boudebouza i to na nim miała się teraz opierać gra czwartej drużyny poprzednich rozgrywek. Jak się później okazało, nie była to decyzja, z której włodarze mogli się napawać dumą.

 

 

Asystent szybko przekonał się o trudności swojego nowego zadania. Awans na pierwszego szkoleniowca przyszedł niemal znienacka i trudno też powiedzieć, aby Printant do tej roli był przygotowany. Zespół nie przypominał nastrojonej maszyny sprzed kilku miesięcy, do tego po pierwszych ośmiu meczach miał tylko osiem punktów na swoim koncie. Mimo że Ghislain przekonywał, że się nie podda i zamierza pozostać trenerem Saint-Etienne tak długo, jak to możliwe, to na początku października jego czas dobiegł końca.

I choć w prasie spekulowało się o możliwym powrocie Jean-Louisa Gasseta, to postawiono na inną, również sprawdzoną osobę w środowisku, który poprzednio pracował w Leicester City. Claude Puel przyszedł do klubu z zadaniem wyprowadzenia drużyny z trudnego okresu i wydawało się, że nie potrzebne będą miesiące, aby tego dokonać. 

Claude Puel nie mógł rozpocząć swojej przygody lepiej. Już w debiucie wygrał z odwiecznym rywalem Saint-Etienne, czyli Olympique’em Lyon. Żeby tego było mało – potem przyszły również zwycięstwa nad Girondins Bordeaux, AS Monaco, FC Nantes, a także remisy z Amiens oraz Montpellier Herault. To wszystko dało 13 punktów w 5 meczach, co było najlepszym startem trenera w… historii klubu. 

Jak trwoga do Bouangi

Te rezultaty dały awans na wysokie czwarte miejsce, co było dość zaskakujące, biorąc pod uwagę fakt, że w chwili przejmowania zespołu przez Claude’a Puela, ten przebywał w strefie spadkowej i udało jej się z niej wyjść dopiero po zwycięstwie nad Lyonem. Szkoleniowiec w swoim pierwszym meczu podjął kilka odważnych decyzji: postawił na ustawienie z trzema środkowymi obrońcami, do tego w wyjściowym składzie umieszczając 19-letniego Carlesa Abiego, który w przyszłości może stać się zawodnikiem dającym spory zarobek „Les Verts”.

Mimo ograniczonych możliwości kadrowych, zespół ten wykazywał się niezwykłym realizmem. Gabończyk, Denis Bouanga, jest najbardziej regularnym piłkarzem Saint-Etienne w tym sezonie, zdobywając już dziewięć bramek w lidze i notując trzy asysty. Jeśli drużynie nie szło, trzeba było liczyć na indywidualne umiejętności byłego gracza Nimes. I często to właśnie 25-letni pomocnik urodzony w Le Mans ratował tyłek ekipie Puela. Choć czasem po prostu nie było czego ratować.

Kurs EWINNER na mecz Olympique Lyon vs AS Saint-Etienne: 1 – 1.67, X – 3.82, 2 – 5.56.

Yann M’Vila do tej pory nie jest w stanie odzyskać formy z początku sezonu, Wahbi Khazri strzelił tylko trzy gole, co jest bardzo rozczarowujące jak na Tunezyjczyka, Ryad Boubebouz i Yohan Cabaye zaliczają dobry występ raz na kilka meczów, a kapitan Loic Perrin jest coraz wolniejszy, co przekłada się na postawę w obronie. To właśnie tutaj upatrujemy najwięcej problemów zespołu, który ma trzecią najgorszą defensywę w lidze. Szkoleniowiec od momentu swojego przyjścia, czyli od października, spróbował 30 zawodników, co jest ewenementem, biorąc pod uwagę pięć najlepszych europejskich lig. I tak naprawdę, wyjściowa jedenastka nie została do końca zdefiniowana.

W dużej mierze było to podyktowane wieloma kontuzjami, które do tej pory nie omijają drużyny. Spójrzmy choćby na Williama Salibę, mającego tylko 10 występów w tym sezonie. Najpewniejszy zawodnik w defensywie „Les Verts” na początku sezonu narzekał na uraz uda, a w listopadzie miał problem ze śródstopiem. To sprawiło, że w obecnych rozgrywkach przegapił aż 15 kolejek. Wydawało się, że drużyna spisuje się słabo właśnie bez nieobecność gracza Arsenalu, ale przeciwnicy i tak nie mają problemu ze znalezieniem drogi do bramki po powrocie do gry Francuza. Nie wspominając o długiej liście nieobecnych na dzisiejsze spotkanie z Lyonem, a pośród nich takie nazwiska jak: Loic Perrin, Romain Hamouma, Wahbi Khazri, Arnaud Nordin, Zaydou Youssouf czy Kevin Monnet-Paquet. Tylko ostatni z wymienionych nie odgrywa w zespole większej roli.

Saint-Etienne zaliczyło aż siedem błędów (najwięcej w lidze), które dały gola rywalowi. Claude Puel podczas jednej z pomeczowych konferencji prasowych tłumaczył, że zespół traci sporo bramek już przy pierwszej okazji przeciwnika. Narzekał również na fakt, że nawet jeśli kontuzjowani wrócą do zdrowia, to za chwilę ponownie musi pracować bez swoich najlepszych zawodników. 

Czas na rewanż

Dla 58-latka dzisiejsza rywalizacja będzie wyjątkowa. Szkoleniowiec po raz pierwszy przyjeżdża do Lyonu jako trener znienawidzonego tam lokalnego rywala z Saint-Etienne. Przypomnijmy, że w 2008 roku został on zatrudniony przez Jeana-Michela Aulasa, który przedstawiał go jako przyszłego Arsene’a Wengera. Puel z Monaco zdobył mistrzostwo, następnie uzyskał drugie miejsce z Lille, co było najlepszym wynikiem tego klubu od ponad 50 lat. Z jego przyjściem wiązano więc spore nadzieje, ale nie spełnił tych oczekiwań. Nie zdobył żadnego trofeum (a przyszedł w momencie wielkiej dominacji Lyonu) i nawet dojście do półfinału Ligi Mistrzów nie uchroniło go przed zwolnieniem.

Olympique Lyon wygra obie połowy? TAK - 4.15

Zwolnieniem, które odbyło się w fatalnej atmosferze. Kibice obrażali swojego szkoleniowca, który został pożegnany bez żalu za ciężkie naruszenie obowiązków pracowniczych i który w kolejnych miesiącach walczył w sądzie o siedem milionów euro odszkodowania (ostatecznie przegrał wszelkie procesy z tym związane). 58-latek dostał sporą władzę od Aulasa i nie zamierzał z niej nie skorzystać. Wdrażał swoje oryginalne, a także dosyć kontrowersyjne pomysły, a także nie bał się podejmować trudnych decyzji, jaką było pożegnanie z klubową legendą, a obecnie dyrektorem sportowym „Les Gones”, czyli Juninho. Brazylijczyk, mający wtedy już swoje lata pragnął pozostać w Lyonie na kolejne dwa sezony, ale trener nie miał go w planach na kolejne rozgrywki. Puel będzie miał więc dziś szansę zrewanżować się byłemu pracodawcy, i to w sytuacji, gdy Saint-Etienne nie pokonało Lyonu dwukrotnie w sezonie od 40 lat.

Tym razem szkoleniowiec nie bał się odsunąć od składu Stephane’a Ruffiera, czyli zawodnika, będącego niemal twarzą zespołu i który w Saint-Etienne występuje już niemal dziewięć lat. To oczywiście wiąże się ze słabą dyspozycją golkipera, co przysporzyło wiele szumu, głównie ze strony otoczenia samego piłkarza. 

- Nie do mnie należy zrozumienie tej decyzji. Ale odkąd przybył do Saint-Etienne, trener ustanowił dyktatorską relację ze wszystkimi elementami klubu… Dzięki temu pluje na legendę drużyny, uwielbianą przez kibiców i poprzednich szkoleniowców, Christophe’a Galtiera, Jean-Louisa Gasseta czy Ghislaina Printanta, który dziewięć lat nosił zieloną koszulkę z miłością. Ta decyzja sprawia, że Ruffier wygląda na winnego złych rezultatów, w niesprawiedliwy i brzydki sposób. Puel rozpoczął niszczenie naszego klubu i mam obawy, że po tym jak ma problem ze wszystkimi w klubie, to samo zdarzy się z władzami – powiedział Patrick Glanz, agent Stephane’a Ruffiera.

Potwierdzeniem słuszności swoich decyzji będą wygrane w kolejnych tygodniach. A tych drużyna Puela potrzebuje najbardziej. W lidze nie wygrali od 25 stycznia, w ostatnich 10 spotkaniach odnieśli zwycięstwo tylko raz. Z kim lepiej się przełamać jak nie z odwiecznym rywalem? W innej sytuacji, w Saint-Etienne znowu może zrobić się gorąco na trenerskim stołku.

***


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się