var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Twitter

Subiektywny ranking Wokera #31: Dąbrowski i autodestrukcja. Halilović strzela Pani Burger w okno. Abstrakcyjna końcówka meczu

Autor: Krystian Porębski
2020-03-01 22:30:52

To nie był dobry tydzień dla bramkarzy. Skomrpomitował się David de Gea, ale i tak okazało się, że był ktoś, kto odwalił większą manianę. Niezbyt dobrze ten weekend będzie wspominał Maciej Dąbrowski, który utrwalił pogląd, że w Ekstraklasie piłkarze kopią się po głowie...

Piłkę nożną traktujemy śmiertelnie poważnie. Jak twierdzą niektórzy, to najważniejsza z tych mniej ważnych rzeczy. W futbolu nie brakuje jednak absurdów, momentów śmiesznych, skandalicznych czy po prostu takich, które wywołują uśmiech na twarzy. W każdą niedzielę będę prezentować ranking najbardziej wyróżniających się wydarzeń czy sytuacji tygodnia, niekoniecznie pod kątem sportowym.

***

Coś się, coś się popsuło...

A na początek coś o wydarzeniu tygodnia, czyli El Clasico. Ponoć od poprzedniego meczu z Realem na Camp Nou, na jednym z banerów... cały czas wyświetla się herb Realu Madryt. Wielkości mikroskopijnej, więc trochę zajęło, zanim ktokolwiek to zauważył. Jakby to Barcelona miała mało problemów wizerunkowych w ostatnich dniach.

 

 

***

Taki marketing to ja rozumiem

Lech Poznań przedłużył kontrakty z aż czterema swoimi młodymi zawodnikami i chętnie się tym pochwalił. Wielki szacunek dla speców od marketingu Kolejorza, bo nawiązanie do Beatlesów oczywiste i wywołujące uśmiech na twarzy. Życzymy dużo radości z tych czterech piłkarzy.

 

 

***

Piękni jak Brad Pitt, brzydcy jak Gattuso

Złotousty Gennaro Gattuso powiedział ostatnio na konferencji, że jego zawodnicy muszą być w ofensywie piękni jak Brad Pitt, a w defensywie brzydcy... jak Gennaro Gattuso. Obawiamy się jednak, że jeśli każdy piłkarz Napoli będzie grał w stylu, z którego doskonale znany był włoski pomocnik, to raczej niewiele będzie spotkań, które Włosi dograją do końca w pełnym składzie. Ale kto wie, może w tym szaleństwie jest metoda?

 

 

***

Yerba dobra na wszystko

Narodowy dzień Terere był ostatnio obchodzony w Paragwaju. To sposób parzenia (a w zasadzie zalewania) yerby na zimno, ulubiony przede wszystkim właśnie w kraju pochodzenia tego naparu. Z tej okazji zawodnik Olimpii Emmanuel Adebayor spróbował mate i... chyba trochę za bardzo go pokopało. Ale hej, w przypadku Piątka działa, więc czemu ma nie pomóc byłemu zawodnikowi Arsenalu?

 

 

***

Haters gonna hate

Nie wiem jak wy, ale ja już dawno przestałem wnikać w szczegóły zachowań na tureckich stadionach. Latające zapalniczki i nie tylko to jedno, ale nurkujący w hejtujących kibiców prezes Fenerbahce... Jak do tego doszło, nie wiem. Najnowsze doniesienia z tureckiej prasy mówią, że Koc w ostatnich dniach poszukiwał nowego szkoleniowca dla utytułowanego klubu ze Stambułu. Ale czy chciał go wyłowić z grona rozwścieczonych kibiców – na to potwierdzenia niestety już nie mam.

 

 

***

Okładka tygodnia, Marca znowu to zrobiła

Koronawirus tu, koronawirus tam. Na pewno też macie już tego dość. Co nie oznacza, że okładka Marki nie trafiła w samo sedno. Wielkie brawa dla madryckiego tytułu, bo kolejny raz wykazali się niebywałą kreatywnością... A wszystko po tym, jak po meczu Valencii z Atalantą, okazało się, że chory na koronawirusa jest między innymi znany hiszpański dziennikarz, Kike Mateu. Ale skąd ta piłka wzięłą maseczkę, to nie mam pojęcia – przecież w aptekach już ich nie ma.

 

 

***

Prawdziwych twardzieli już nie ma. Twardzielki mają się dobrze

UWAGA. Jeśli jesteście wrażliwi na drastyczne widoki, to pod żadnym pozorem nie odpalajcie tego filmiku. Bo inaczej będę was miał na sumieniu. Do najstarszych osób nie należę, ale jak czasami strzeli coś w kręgosłupie, to potem strach się schylić po cokolwiek. Tymczasem piłkarka St. Mirren mimo tego, że ewidentnie coś jej przeskoczyło w kolanie (i raczej nie jest to kontuzja, która „do wesela się zagoi”), dograła mecz do końca jakby nigdy nic. Nie czekała na pomoc medyków, zgodnie z zasadą DIY sama przestawiła sobie co trzeba i podjęła dalszą rywalizację. Spodziewałbym się być może takich widoków w piłce ręcznej, ale w futbolu... jest to ewidentnie ewenement.

 

 

***

Petarda tygodnia prosto z Irlandii

Od razu zaznaczam, tak widziałem naszego rodzimego Karate Kida – Patryka Szysza. Tak, strzelił fantastycznie. Ale trafienie tygodnia to jednak strzał Jordana Floresa. Trochę godzin w komputerowych grach piłkarskich spędziłem i w życiu nie widziałem czegoś takiego. Ale jak widać, rzeczywistość pisze lepsze scenariusze.

 

 

***

Harnold dobry na wszystko

O ile po bramce Floresa szczęka opada na podłogę, to po tej sytuacji przebija i podłogę w mieszkaniu, i sufit sąsiadów. Na meczu FSV Mainz komentatorzy dostrzegli dziecko, które zeruje prawie na raz złocisty płyn, który wygląda jak piwo. Całe szczęście okazało się, ze to Apfelschorle, niemiecki napój na bazie soku jabłkowego oraz wody mineralnej. Gdyby nie to, że Mainz akurat wygrało ostatnie spotkanie, obrazek idealnie pasowałby do mema „piję aby zapomnieć”...

 

 

***

Ekstraklasowy paprykarz

Różne już pomysły miały kluby Ekstraklasy. Ja głównie widziałem klubowe napoje – energetyczne czy te z procentami. Działy marketingu prześcigają się w gadżetach, które są rarytasem dla kibiców, ale Pogoń Szczecin powiedziała szach i mat. Albo makao i po makale. Bo ekipa z Pomorza Zachodniego wypuściła swój własny paprykarz. Nie wiem jak wy, ale ja na samą myśl zgłodniałem. Mogliby od razu informować gdzie można ten rarytas kupić.

 

 

***

Czy gra z nami bramkarz?

Już chyba o tym pisałem, ale powtórzyć się nie zaszkodzi. David de Gea jeszcze jakiś czas temu mógł być uznawany za jednego z najlepszych bramkarzy na świecie. Teraz jednak jeśli ktoś wam będzie chciał coś takiego wmówić, wiedzcie, że zwyczajnie trolluje. Bo w ostatnim spotkaniu swojego zespołu, Hiszpan strzelił gola przeciwnikiem. Do własnej bramki. A to nie pierwszy i zapewne nie ostatni babol w tym sezonie. Może jednak warto pomyśleć o tych okularach?

 

 

***

Na ratunek Lewandowski

Fantastyczne spotkanie w ramach Ligi Mistrzów rozegrał Alphonso Davies. Mimo młodego wieku komentatorzy i eksperci rozpływali się nad jego występem i wypowiadali się w samych superlatywach. Podobnego zdania byli kibice Bayernu, którzy skandowali nazwisko młodziutkiego Kanadyjczyka. 19-latek najwyraźniej bardzo wstydliwy, nie odważył się podejść pod trybunę i podziękować... ale wtem wkroczył Lewandowski i skierował młodziana w odpowiednim kierunku.

 

 

***

Skandal w Hoffenheim, kibice rywali przeciwko właścicielowi klubu

Ale nie wszystko było tak różowe w kontekście Bayernu w tym tygodniu. Bo podczas spotkania ligowego – bardzo wysoko wygranego – doszło do skandalu. Kibice ekipy gości wyciągnęli transparent, obrażający właściciela klubu Hoffenheim. Sceny, jakie obserwowaliśmy przez kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt minut, były kuriozalne. Gra została przerwana. Zawodnicy, sztab szkoleniowy i ważne postaci klubowe jak Hassan Salihamidzić i Oliver Kahn, przywoływali niesfornych fanów do porządku. Skończyło się na tym, że w ramach protestu zawodnicy klepali piłką na środku boiska.

Pamiętacie sytuację z Moussą Maregą, który był obrażany przez kibiców Vitorii Guimaraes? To powinien być przykład dla FC Porto jak powinni zachować się w tamtej sytuacji.

 

 

 

 

***

Kaszankowe zawroty głowy

Liga Mistrzów powróciła i zbiera żniwa. Gra na najwyższym poziomie momentami wiąże się z poważnymi konsekwencjami i powikłaniami. Dwóch zawodników mogło mieć zawroty głowy po ostatnich starciach. Bo choć Pavard cieszył się z Bayernem ze zwycięstwa nad Chelsea, to w jednej z sytuacji delikatnie mówiąc został ośmieszony...

 

 

A w osłupienie wprowadzony był również sam Leo Messi, którego pozamiatał bramkarz. Zimnej krwi Ospinie w tej sytuacji można tylko pozazdrościć, bo niewielu by się zdecydowało na takie zabawy z Argentyńczykiem.

 

 

***

Fatality wersja Ligue 2

Absolutnie najgłupsza bramka zeszłego tygodnia. Cokolwiek innego by się nie wydarzyło, tego się po prostu nie da przebić. Bramkarz ekipy Grenoble, Brice Maubleu, przez nikogo nienaciskany, wznawiał grę wyrzutem. Tak się zamyślił, że piłka zamiast do przodu, poleciała mu za plecy. Zatrzymał ją jeszcze i rozpoczął grę jakby nigdy nic, ale sędzia nie dał się nabrać i wskazał na środek boiska. Ostatnio oglądałem materiał o kleju do rękawic bramkarskich i wcale bym się nie zdziwił, jakby się okazało, że Francuzowi trochę za mocno się posmarowało...

 

 

***

Co dwie piłki, to nie jedna

Widziałem już najróżniejsze akcje w piłce. Bramkarza, który brutalnie sfaulował rywala na środku boiska, a potem udawał, że umarł, bo nie chciał dostać czerwonej kartki. Był zawodnik, który złapał rywala za rękę i sam się nią uderzył. Różne wałki były w piłce przemycane, ale co trzeba mieć w głowie, żeby złapać drugą piłkę i gonić za piłkarzem, który drybluje flanką z futbolówką? Komizmu sytuacji dodaje fakt, że takie zagranie wcale nie pomogło zespołowi pomysłowego Macedończyka...

 

 

***

Real Sociedad, zespół zgrany – trąbka, pompka i organy

Ekipa z San Sebastian jest niezwykle zgrana. Jak się okazuje nie tylko na boisku... Jeśli nie wyszłoby Isakowi i Odegaardowi w piłce nożnej, mogą założyć skandynawski zespół popowy, a jak wiadomo, najlepsi producenci pochodzą właśnie z tamtego regionu. Kto wie, być może finansowo byłby to nawet lepszy wybór?

 

 

 

***

Autodestrukcja w wykonaniu Dąbrowskiego

Często mówi się, że piłkarze w Ekstraklasie kopia się po czołach czy po głowie. Ofensywnie usposobiony obrońca Maciej Dąbrowski, próbował zabłysnąć w polu karnym rywala. Starał się ekwilibrystycznie uderzyć piłkę przewrotką i zdobyć szybkie prowadzenie dla swojego zespołu. Nie udało się. Nic nie poszło tak, jak sobie wymyślił. Zamiast tego... kolano trafiło prosto w nos. I po kilku minutach obrońca musiał szybko zejść z boiska. Protokół autodestrukcji zadziałał idealnie. Żarty żartami, ale piłkarzowi życzymy oczywiście jak najszybszego powrotu do zdrowia. Jako posiadacz złamanego dawno temu nosa, łączę się w bólu.

 

 

***

Strzał... Pani Burger w okno

To był mocny tydzień i wybór najlepszego zdarzenia był dużą zagwozdką. Alen Halilović nie pozostawił jednak wyboru. Podzczas meczu próbował z dystansu uderzyć prosto w okno... no i mu się udało. Tylko nie do końca trafił w to okno, które chciał. Bo zamiast do bramki, trafił do budki gastronomicznej tuż za bandami. Spowodował tam spore spustoszenie i mam nadzieję, że nikt podczas tego zajścia nie ucierpiał. Chwile później jednak Chorwat pokazał na co go stać. Zrobił wszystko tak samo, z tą różnicą, że tym razem skierował futbolówkę tam, gdzie chciał.

 

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się