var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

Śląsk wreszcie pod (przyje)mniejszą presją

Autor: Bartosz Adamski
2020-03-04 14:45:26

Praktycznie w każdym z ostatnich czterech sezonów Śląsk Wrocław o tej porze marzył, by załapać się do pierwszej ósemki. W żadnym z nich mu się to nie udało. Teraz wrocławianie na pięć kolejek przed końcem fazy zasadniczej mają taką pozycję wyjściową do gry w grupie mistrzowskiej, że gdyby im znów nie wyszło, byliby największymi frajerami zamiast rewelacją rozgrywek.

Po 24. kolejkach Śląsk Wrocław ma 39 punktów, czyli zaledwie o pięć mniej niż w całym poprzednim sezonie. Ten dorobek wygląda okazale nawet, gdy weźmiemy pod uwagę, że w ostatniej serii gier w bardzo kiepskim stylu przegrali derby z Zagłębiem Lubin. Ale chyba nikt nie będzie miał tego za złe podopiecznym Vitezslava Lavicki, jeśli na koniec fazy zasadniczej będą w pierwszej ósemce.

Śląskowi do gry w niej wystarczą pewnie trzy-cztery punkty. Pełen spokój da sześć oczek. Biorąc pod uwagę terminarz, w którym wrocławianom zostały do rozegrania mecze albo z zespołami z dołu tabeli, albo z takimi, które balansują na granicy grupy mistrzowskiej i spadkowej, wydaje się wręcz sprawą niemożliwą, by na koniec fazy zasadniczej WKS wylądował poza grupą A. Teoretycznie spieprzyć się tego nie da.

Jeśli jednak spojrzymy na ostatnie występy graczy z Wrocławia, dostrzeżemy u nich zniżkę formy, która powinna spowodować zapalenie się lampki ostrzegawczej. Wprawdzie punktują dość regularnie, ale ostatni naprawdę niezły pełny mecz rozegrali w 17. kolejce na boisku mistrza Polski. Momenty dobrej gry były w spotkaniu z Lechem Poznań, przyzwoicie wyglądała też pierwsza połowa z Górnikiem Zabrze, ale poza tym grę Śląska oglądało się raczej trudno.

Zespół prowadzony przez Lavickę nie jest pełen polotu. To nie jest drużyna grająca efektownie. Woli oddać piłkę przeciwnikowi, niż sama ją posiadać. Nastawia się na kontrataki, szybkie przejścia z obrony do przodu. Ma jednak to, czego brakowało jej w ostatnich latach – efektywność. Cechuje ją dyscyplina taktyczna, kolektyw w obronie i skuteczność. W dodatku od początku sezonu raczej sprzyja jej szczęście.

Generalnie nie przepadam za drużynami grającymi w taki sposób. Chyba każdy wolałby, aby w Ekstraklasie było jak najwięcej ekip nastawionych ofensywnie. Ale akurat Śląsk jestem w stanie rozgrzeszyć. Trener Lavicka przyszedł do Wrocławia, by dać znów kibicom trochę radości. Pokazać, że WKS znów może być czołowym klubem polskiej ligi. A to, w jaki sposób tego dokona, na razie jest nieistotne. Powody do niepokoju byłyby, gdyby w grze nie następował progres w drugim czy trzecim roku pracy czeskiego szkoleniowca. Teraz najważniejsze jest przełamanie tej fatalnej passy czterech lat z rzędu w grupie spadkowej.

Powiedzmy sobie szczerze: ilu z nas jak tutaj siedzimy obstawiałoby przed sezonem, że po 25. kolejce Śląsk może być na podium? Po ostatnich nędznych latach wymieniało się go raczej w gronie zespołów, które pożegnają się z ligą. Zdaniem niektórych nawet ten spadek mógłby być oczyszczający. Sam nawet przez chwilę miałem taką myśl w głowie.

Na szczęście w końcu okazało się, że ten klub jest w stanie nieźle prosperować w Ekstraklasie. Wprawdzie dalej funkcjonuje na garnuszku miasta, nie widać potencjalnego nowego inwestora na horyzoncie, ale wreszcie publiczne pieniądze są inwestowane w rozsądny sposób. Osoby Vitezslava Lavicki czy Dariusza Sztylki dają nadzieję, że możliwe jest znów skuteczne stworzenie we Wrocławiu drużyny bijącej się o najwyższe cele.

Trochę brakuje mi w tym wszystkim jeszcze jasno określonego planu budowy zespołu. Przy Oporowskiej od dłuższego czasu mówi się o potrzebie odmłodzenia zespołu, tymczasem w dalszym ciągu Śląsk ma najstarszy zespół w lidze. Jako jedyny w całej ligowej stawce wystawiał w podstawowym składzie przez cały sezon tylko jednego młodzieżowca.

Nie jest to na pewno klub i zespół idealny. Do perfekcyjnej struktury brakuje w dalszym ciągu bardzo wiele. W kwestii zarządzania byłby pewnie gdzieś w środku stawki. Ale przynajmniej w końcu coś drgnęło. Kibice we Wrocławiu dostali nadzieję, że znów zobaczą na Stadionie Miejskim drużynę liczącą się w Ekstraklasie Dają temu wyraz swoją frekwencją na meczach. Jeszcze niedawno marzono o choćby średnio dziesięciotysięcznej publice, teraz zaś ta przeciętna wskazuje ponad 15 tysięcy osób.

Szkoda byłoby ten dorobek teraz zaprzepaścić. Bo przecież żaden inny zespół nie poczynił tak znacznego progresu względem poprzedniego sezonu. Porażka z Zagłębiem nieco zachwiała postrzeganie siły Śląska, ale to wciąż ekipa, która ma najmniej porażek z całej stawki. Wreszcie zaczyna się budować coś wartościowego i trzeba zadbać o to, by było trwałe. Awans do grupy mistrzowskiej byłby jasnym sygnałem, że wszystko zmierza we właściwym kierunku. Wystarczy teraz to tylko przystemplować, najlepiej w pewnym stylu. To może nastąpić w zasadzie już po dzisiejszym meczu z Koroną Kielce, najgorzej grającą w tej chwili drużyną w Ekstraklasie.

Plan na ostatnich sześć gier jest prosty: wrocławska ekipa musi potwierdzić, że jest rewelacją tych rozgrywek. Nie doczłapać się do ósemki, ale pokazać zwycięstwami, że na nią w pełni zasługuje. Jakże przyjemniejsza to presja niż ta, która towarzyszyła WKS-owi w ostatnich latach.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się