var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

TURBOKOPACZ: Zaraz w Ekstraklasie zacznie się lament. Granice wytrzymałości herosów zostaną przekroczone

Autor: Turbokopacz
2020-03-05 12:00:55

Te wszystkie reformy Ekstraklasy to tylko sztuka dla sztuki. W ten sposób nie zmienisz ligi, w której większość piłkarzy nie lubi biegać, za to uwielbia płakać.

Dawno już pogodziliśmy się z tym, że Ekstraklasa to fajna liga, tylko z futbolem ma niewiele wspólnego. Trudno, życie. Od kogoś, kto nie potrafi, wymagasz jednak, żeby starał się te swoje braki nadrabiać zwykłym zapieprzaniem. Tyle by wystarczyło. OK, z piłką mu nie wychodzi, ale widać, że mu się chce. I właśnie tu, a nie w umiejętnościach, zaczyna się całe to dziadostwo naszej ligi. Chociaż zacznijmy pozytywnie…

Dawać więcej Zbozieniów!

- Nie ma co mówić o zmęczeniu, musimy być jak maszyny. Nie ma co szukać wymówek. Musimy dążyć do najlepszych. Przecież ci piłkarze na najwyższym poziomie grają praktycznie bez przerwy. Od nich się uczmy. Za to dostajemy pieniądze - mówi w rozmowie ze sport.trojmiasto.pl Damian Zbozień z Arki.

Brawo, o to chodzi. Gość zdaje sobie sprawę, że jesteśmy daleko za piłkarskim cywilizowanym światem, więc tym bardziej trzeba zapieprzać. Tylko że takich Zbozieniów jest w Polsce garstka. Świetnie będzie to widać w najbliższych tygodniach, kiedy nasze ligowe gwiazdy kilka meczów będą musiały zagrać w środku tygodnia. Co to będzie za lament! Dowiecie się wtedy, że:

- głowa chce, ale nogi nie niosą
- to już nie ta świeżość
- da się odczuć pewne zmęczenie
- brakuje czasu na regenerację
- ktoś układający terminarz powinien się nad tym wszystkim zastanowić

Zupełnie jakby panowie piłkarze doświadczali czegoś, co podchodzi pod lekkie tortury. I zupełnie jakby jeszcze kilka tygodni temu wcale nie opowiadali, jak to w tych Turcjach i Hiszpaniach dzielnie „ładują baterie” i „będą bardzo dobrze przygotowani do wiosny”.

Jaka liga, taki ekspert

Chociaż najgorsze i tak jest to, że otoczenie wcale nie chce wyprowadzać ich z błędu. Nie, jeszcze im przytakuje. Dwa przykłady z brzegu.

Oficjalna strona Wisły Kraków przed derbami z Cracovią: - Krótki czas regeneracji może sprawić, że zawodnicy obu klubów będą czuli zmęczenie.

Maciej Murawski, ekspert Canal+, w trakcie spotkania Lech – Górnik: - Jak na mecz rozgrywany w środku tygodnia, to tempo jest niezłe.

To jest ten moment, kiedy robisz facepalma, bo przecież:

1. Lech i Górnik do wiosny przygotowywały się w ciepłych krajach, w świetnych warunkach. Grają dopiero piąty mecz w tym roku. Cztery poprzednie z tygodniowymi przerwami. Teraz Lech miał 4 dni przerwy, a Górnik 3.

2. Pan ekspert daje do zrozumienia, że w sumie to oba zespoły mogłyby człapać, bo mecz rozgrywany we wtorek, a we wtorki nie trzeba tyle biegać.

Całe szczęście, że w poważnych klubach nie ma Murawskich, bo Ligi Mistrzów i Ligi Europy nie dałoby się oglądać. W końcu są grane w środku tygodnia, kiedy piłkarz może mieć wywalone.

Bayern w cieniu polskich beniaminków

Dobra, sprawdźmy jeszcze, co na to statystyki. Może z nich wyjdzie, że polski piłkarz jednak ma prawo być przemęczony? Porównajmy z taką Bundesligą. Zestawiając średnią liczbę kilometrów, jakie zespoły z Polski i Niemiec przebiegają w jednym meczu tego sezonu, pierwsza dziesiątka wygląda tak (dane pochodzą z oficjalnych statystyk Ekstraklasy i Bundesligi):

1. Bayer 04 Leverkusen 119,7 km
2. SC Paderborn 07 118,9 km
3. 1. FC Union Berlin 118,6 km
4. RB Leipzig         118,0 km
5. VfL Wolfsburg         117,5 km
6. Raków Częstochowa         116,7 km
7. TSG 1899 Hoffenheim 116,7 km
8. SC Freiburg         116,6 km
9. Borussia Dortmund 116,3 km
10. ŁKS Łódź         115,8 km

Tak, tylko dwa polskie kluby, a wśród tych z Bundesligi cały przekrój. Od BVB i Lipska po skromne Paderborn i Union Berlin. Widać w Niemczech po prostu się biega.

Chociaż Zbigniew Boniek i tak pewnie powiedziałby: - Sami widzicie, Raków i ŁKS biegają więcej niż Bayern!

My schodzimy na ziemię i pytamy: to jak Ekstraklasa ma gonić taką Bundesligę, skoro odstaje nie tylko umiejętnościami, ale też chęciami? Jasne, ktoś powie, że lepiej mądrze stać niż głupio biegać, a mniej zrobionych kilometrów nie musi oznaczać, że komuś się nie chciało. Problem w tym, że u nas tych mądrze stojących jest co najwyżej kilku w całej lidze. Resztę można podsumować krótko: albo naprawdę zapieprza i wtedy raz na jakiś czas coś wyjdzie, albo jest bezwartościowa. Półpiłkarze.

Ale co tam, dalej dyskutujmy nad bzdetami w stylu „ile klubów powinno być w tej lidze?”. Może nawet Ekstraklasa SA zleci przygotowanie kolejnego drogiego raportu, z którego po siedmiu miesiącach dowiemy się, że jest źle?

Nie zrozumcie nas źle – piłkarz oczywiście też ma prawo być zmęczony. Tylko najpierw musi mieć się czym zmęczyć. Piłkarz Ekstraklasy nie ma czym. Dlatego chcielibyśmy dożyć czasów, kiedy któryś wyleci do rezerw tylko dlatego, bo po przeczłapanym meczu opowiadał coś regeneracji i świeżości.

Nie, raczej się nie wydarzy. Chociaż jednemu z drugim wyszłoby tylko na dobre, bo jeśli już kiedyś wyjechałby do Serie B, to nie opowiadałby potem, że nie był na nią gotowy.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się