var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Matt Wilkinson / PressFocus

Co może zmienić jeden piłkarz w grze całego zespołu? Bruno Fernandes potwierdza, że bardzo dużo

Autor: Sebastian Czarnecki
2020-03-08 13:15:14

Można Ole Gunnara Solskjaera doceniać lub nie, można go lubić lub nie, ale w jednym miał rację – Manchester United potrzebował nowych twarzy, żeby móc normalnie funkcjonować. Norweski trener nie miał zbyt dużego pola do manewru przy ustalaniu wyjściowego składu i wielokrotnie dawał to do zrozumienia nie tylko kibicom, ale także zarządowi. Przyjście Bruno Fernandesa potwierdziło tylko, że miał rację.

Niekończąca się opowieść

I szkoda tylko, że podchody pod portugalskiego pomocnika trwały tak długo i niepotrzebnie się przeciągały. Saga transferowa z jego udziałem trwała właściwie już od lata, a Manchester United od samego początku był faworytem do pozyskania go. Czas jednak mijał, a Bruno Fernandes w dalszym ciągu pozostawał zawodnikiem Sportingu. Był nawet taki moment, kiedy zawodnik z łzami w oczach pożegnał się z klubowymi kolegami, aż w końcu nie tylko został w ojczyźnie, ale także podpisał nowy kontrakt.

Minęło kilka miesięcy, Bruno Fernandes w dalszym ciągu przerastał ligę portugalską i na każdym kroku udowadniał, że jest na nią zwyczajnie zbyt dobry, a Manchester United ponownie wrócił z ofertą. „Czerwone Diabły” chciały przeprowadzić ten transfer na własnych warunkach, chciały zademonstrować pokaz swojej siły negocjacyjnej i udowodnić światu, że są w stanie wynegocjować fantastyczny transfer i nie ugiąć się przed żądaniami Sportingu. No cóż, nie do końca to się udało, bo nie dość, że Bruno trafił na Old Trafford pod sam koniec okienka transferowego, to jeszcze zapłacono za niego dokładnie tyle, ile od samego początku oczekiwali Portugalczycy. Wzorcowy przykład, jak nie robić interesów.

Pozostaje sobie zadać więc pytanie – po co było więc przeciągać te negocjacje? Skoro Manchester United koniec końców i tak zapłacił dokładnie tyle, ile żądał Sporting, to czy nie można było przeprowadzić tego transferu jeszcze latem? Bruno Fernandes z miejsca odmienił grę swojego nowego zespołu i udowodnił niedowiarkom, że można z buta wejść do Premier League z o wiele słabszej ligi. A skoro Bruno odmienił grę United z marszu, bez żadnego okresu przejściowego, to co dopiero byłoby, gdyby przeszedł jeszcze przed rozpoczęciem sezonu i dostał więcej czasu na zapoznanie się z kolegami oraz z systemem preferowanym przez Ole Gunnara Solskjaera?

Transfer Fernandesa z jednej strony był całkowicie logicznym posunięciem, z drugiej nie miał żadnego sensu. To znaczy te przeciągające się negocjacje żadnego sensu nie miały, bo zawodnik trafił do klubu pół roku później, niż powinien.

Stał się tym, kim miał być Pogba

Najbardziej istotne w tym transferze jest to, że Bruno Fernandes z miejsca stał się niezwykle istotną postacią w drużynie Solskjaera. W środku pola Manchesteru United od dawien dawna była ogromna luka, której nikt nie potrafił wypełnić, przez co większość ataków musiała być przeprowadzana skrzydłami, gdyż nie było nikogo, kto mógłby pociągnąć grę do przodu ze środka pola.

Kimś takim miał być przecież Paul Pogba, za którego zapłacono aż 87 milionów funtów. Francuz nie dość, że nigdy nie wskoczył na oczekiwany przez wszystkich poziom, to jeszcze sprawiał mnóstwo problemów, aż w końcu właśni kibice zaczęli go mieść dosyć. Wszystko nawarstwiło się zwłaszcza w tym sezonie, kiedy Pogba od dłuższego czasu zmaga się z „kontuzją kostki”, a w międzyczasie spędza wolne chwile w Stanach Zjednoczonych, gdzie gra w koszykówkę z graczami NBA albo byczy się na plażach w Dubaju. Jeśli tak wygląda dochodzenie do siebie po kontuzji, to każdy piłkarz dążyłby do tego, żeby „łamać się” jak najczęściej.

Francuz prawdopodobnie latem dopnie swego i w końcu opuści Old Trafford, dlatego właśnie kluczowe było sprowadzenie kogoś, kto weźmie na siebie ten ciężar i stanie się idealnym łącznikiem między pomocą a atakiem. Nie trzeba było długo czekać na efekty, bo Bruno nie dość, że stwarza kolegom dużo sytuacji, to często samemu uderza na bramkę przeciwnika, a jednocześnie dobrze spisuje się także w destrukcji. Podaje, odbiera, rozgrywa i strzela – prawdziwy człowiek-orkiestra.

 

 

Właśnie kogoś takiego brakowało tej drużynie w tym sezonie i wystarczy spojrzeć na wyniki Manchesteru United po przyjściu Bruno Fernandesa, żeby zobaczyć gigantyczną różnicę. Od kiedy Portugalczyk trafił na Old Trafford, jego zespół nie przegrał ani jednego spotkania. Dwa zwycięstwa i dwa remisy w Premier League, awans do ćwierćfinału Pucharu Anglii w meczu z derby, a także awans do 1/8 finału Ligi Europy.

Kurs STS na mecz Manchester United vs Manchester City: 1 - 3,90, X - 4,15, 2 - 1,80.

Sam Bruno w tym czasie strzelił trzy bramki i zanotował dwie asysty. I tak, można oczywiście powiedzieć, że dwie z tych bramek miały miejsce z rzutu karnego, ale warto również zauważyć, że jedenastkę w meczu z Watfordem wypracował sobie sam. Sam wyszedł na wolną pozycję, został sfaulowany, a następnie samemu wymierzył sprawiedliwość i wyprowadził swój zespół na prowadzenie.

Od kiedy Fernandes trafił do Premier League, trzykrotnie znalazł się w naszej jedenastce kolejki. Nie tylko ze względu na swoje liczby, ale przede wszystkim za dobrą, mądrą i bardzo odpowiedzialną grę, którą momentalnie zachwycił neutralnych kibiców. Jeśli chcecie na kimś zrobić dobre pierwsze wrażenie, zróbcie to w taki sam sposób, co Bruno Fernandes. W lepszy sposób nie da się tego uczynić.

 

 

Walka o Ligę Mistrzów

Czy dobra forma Portugalczyka wystarczy jednak do tego, żeby Manchester United zajął miejsce gwarantujące grę w następnej edycji Ligi Mistrzów? Trudno powiedzieć, zwłaszcza że w grze całego zespołu w dalszym ciągu nie wszystko gra. Mecz z Evertonem potwierdził, że przed podopiecznymi Ole Gunnara Solskjaera jeszcze mnóstwo ciężkiej pracy, ponieważ na tym poziomie rywale są bezlitośni i wykorzystują każde potknięcie.

Dlatego właśnie dzisiejszy mecz z Manchesterem City będzie niezwykle ważnym sprawdzianem nie tylko dla całego zespołu, ale także dla samego Bruno Fernandesa. Portugalczyk będzie musiał sprawdzić się w roli lidera na tle jednej z najlepszych drużyn w Anglii. Solskjaerowi trzeba jednak przyznać, że o ile dotychczas jego zespół miał problemy z grą w meczach z typowymi outsiderami, tak bardzo dobrze radził sobie z ekipami z Top 6. Przekonał się o tym chociażby… właśnie Manchester City, który przegrał w tym sezonie na własnym stadionie w derbach.

Obie drużyny strzelą gola? Tak - 1,75, Nie - 2,10.

Również Liverpool nie wspomina najlepiej bezpośredniego meczu z United. To właśnie Ole Gunnar Solskjaer był pierwszym trenerem, który w tym sezonie urwał punkty rozpędzonej maszynie Jürgena Kloppa. Taka Chelsea z kolei aż dwukrotnie okazała się słabsza od „Czerwonych Diabłów”.

 

 

Oznacza to, że United wcale nie będzie bez szans w dzisiejszym pojedynku, zwłaszcza że mecz rozegra na własnym stadionie. Wiele będzie jednak zależało od postawy Bruno Fernandesa, czy poradzi sobie w roli lidera na tak wysokim poziomie. W końcu on w nowym klubie jeszcze nie miał okazji zmierzyć się z tak wymagającym rywalem.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się