var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Alan Stanford / Focus Images / MB Media / Pressfocus

Rewanż z Atletico w najgorszym momencie. Liverpool musi wygrzebać się z pierwszego dołka w tym sezonie

Autor: Sebastian Czarnecki
2020-03-11 17:04:15

To w końcu musiało nastąpić. Liverpool od samego początku sezonu znajdował się w tak wybitnej formie, że rozwalał każdego jak leci. Czasem w lepszym stylu, czasem w gorszym, czasem dopiero rzutem na taśmę – nieważne, liczyły się tylko wyniki. Podopieczni Jürgena Kloppa od kilku tygodni prezentują się jednak wyraźnie poniżej swoich możliwości i nawet ostatnia wygrana z Bournemouth nie zwiastuje nagłego powrotu do formy.

Kryzys przytrafił się jednak w najgorszym możliwym momencie, ponieważ tuż przed arcyważnym spotkaniem z Atletico w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Trzy dni przed tym spotkaniem Liverpool słabo zaprezentował się na tle beniaminka z Norwich i mimo wyraźnej przewagi przez długi czas nie potrafił wyjść na prowadzenie. Mało tego, gdyby nie wyjątkowa nieskuteczność „Kanarków”, podopieczni Jürgena Kloppa mogli to spotkanie nawet przegrać. Byłoby to ogromną sensacją.

To jednak nie mecz z Norwich, a właśnie z Atletico pokazał wszystkim, że Liverpool nie jest zespołem idealnym, że też ma pewne braki i wcale nie jest maszyną. Najbardziej we znaki dała się oczywiście fatalna dyspozycja w ofensywie. O ile „Kanarki” dały się w końcu przełamać i nie dały rady bronić się przez pełne 90 minut, tak Atletico przecież właśnie na tym aspekcie opiera swoją grę – na szczelnie ustawionej formacji defensywnej, która jest przygotowana do tego, żeby przez długi czas odpierać ataki rywala.

I to wystarczyło, żeby zatrzymać Salaha i Mane, którzy byli tego dnia tak fatalni, że popełniali proste błędy. Senegalczyk w pewnym momencie tak się zagotował, że mógł zakończyć spotkanie z czerwoną kartką, ale Szymon Marciniak był wyjątkowo pobłażliwy i nie pokazał mu drugiej żółtej kartki. Jürgen Klopp musiał zareagować i na drugą połowę już po prostu nie wypuścił jednej ze swoich największych gwiazd. Salah zszedł kilkanaście minut później i również nie pokazał się z dobrej strony. Nikt nie mógł znaleźć sposobu na to, żeby pokonać Jana Oblaka.

 

 

To był jednak dopiero początek kłopotów Liverpoolu, bo zaraz potem przyszedł absolutnie fatalny mecz z West Hamem. Wszystko zanosiło się na to, że „The Reds” po raz pierwszy w tym sezonie przegrają ligowe spotkanie, jednak z pomocą przyszedł Łukasz Fabiański, który prawdopodobnie rozegrał jedno z najgorszych spotkań w swojej karierze. Skoro Liverpool nie potrafił wziąć sprawy we własne ręce i zakończyć tego meczu po swojemu, to Polak przyszedł z pomocą.

Kurs EWINNER na wydarzenie Liverpool FC vs. Atletico Madryt: 1 - 1.55, X - 4.11; 2 - 6.51.

Co się odwlecze, to nie uciecze. Mecz z West Hamem potwierdził tylko, że Liverpool jest daleki od swojej optymalnej formy, co wykorzystała walcząca o utrzymanie drużyna z Watfordu. „Szerszenie” wygrały aż 3:0, a wszystkie media sportowe na świecie zaczęły huczeć o kryzysie na Anfield. Kryzysie, który przyszedł w najgorszym możliwym momencie. Co było najbardziej bolesne dla kibiców, to że zawodzili przede wszystkim liderzy. W fatalnej formie był Trent Alexander-Arnold, błędy popełniał Virgil van Dijk, no i zawodziła oczywiście ofensywa z pudłującym Roberto Firmino na czele.

Nawet ostatnie zwycięstwo nad Bournemouth nie uspokoiło jednak kibiców Liverpoolu. Mimo że podopieczni Jürgena Kloppa wygrali 2:1, to w defensywie zagrali przefatalnie. Zresztą, gdyby nie fantastyczna interwencja Jamesa Milnera, który wybił piłkę sprzed linii bramkowej, mecz mógłby się zakończyć zupełnie innym rezultatem. Gra w obronie zawodziła, ale za to odrobinę poprawiło się wykończenie. Salah i Mane zdobyli po jednej bramce, ale… w dalszym ciągu nieskutecznością grzeszył Firmino.

Takie sytuacje nie są jednak obce w Liverpoolu. Pamiętamy przecież, że rok temu po porażce z Barceloną w Lidze Mistrzów, „The Reds” rzutem na taśmę wyszarpali zwycięstwo z Newcastle. Co się stało później w rewanżu z Barceloną, wiemy wszyscy. Osłabiony Liverpool zmiótł Katalończyków z powierzchni ziemi, zdeklasował ich i całkowicie zasłużenie awansował do finału. Dziś wszyscy na Anfield będą liczyli na podobne przebudzenie, zwłaszcza że drużyna prowadzona przez Jürgena Kloppa w dalszym ciągu ma szansę na podwójną koronę.

Kurs EWINNER na awans Liverpoolu: 1.99. 

Tym razem wcale nie musi być jednak tak łatwo, ponieważ Atletico przyjedzie do Liverpoolu z myślą zamurowania bramki i bronienia prowadzenia 1:0. Wystarczy jeden moment zawahania w polu karnym Oblaka, jeden prosty błąd i madrytczycy z pewnością ruszą z zabójczym kontratakiem, który przy takich problemach defensywnych „The Reds” może skończyć się tragedią. Jedna bramka na wyjeździe powinna pomóc Atletico w wyeliminowaniu Liverpoolu, więc gospodarze muszą stanąć na głowie, żeby nie tylko strzelić minimum dwa gole, ale też żadnego nie stracić. Czy to się uda? Przekonamy się już za kilka godzin.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się