var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: PressFocus

Piłka nożna kontra koronawirus. Które rozgrywki są zagrożone?

Autor: Krystian Porębski
2020-03-11 18:00:12

Z dnia na dzień sytuacja staje się coraz poważniejsza. Koronawirus rozprzestrzenia się po całym świecie bardzo szybko, co stawia pod znakiem zapytania wszelkie wydarzenia masowe. Ucierpiały już rozgrywki na terenie Włoch, ale drastyczne kroki podejmować muszą włodarze w innych krajach.

Absurd to mało powiedziane. To, co działo się w ostatnich dniach i tygodniach, zakrawało o kpinę. Z jednej strony najpierw przekładane były spotkania w Serie A – by potem rozgrywać je bez kibiców. Z drugiej jednak spotkania niższych klas rozgrywkowych odbywały się bez zmian. Jakby niższy poziom powodował niższe ryzyko. Gdzie tu logika?

Do kulminacji doszło w niedzielę. Najpierw nawoływania do zawieszenia rozgrywek, potem rozmowy do ostatniej chwili przed meczem Parma kontra SPAL. Przeciągnęły się do tego stopnia, że piłkarze i oficjele nie wiedzieli co dalej. Najpierw spotkanie zostało opóźnione o 15 minut, później o kolejne kilkadziesiąt... Nie pojawił się żaden oficjalny dekret, więc decydenci stwierdzili, że mecz powinien się odbyć. Tak jak i pozostałe weekendowe spotkania.

Wreszcie jednak została podjęta stanowcza decyzja. Rozgrywki ligowe we Włoszech zostały wstrzymane do 3 kwietnia. Samo rozgrywanie kolejnych meczów bez kibiców nie wystarczyło, zagrożenie jest zbyt duże, aby ryzykować zdrowiem piłkarzy, którzy w dużej mierze sami wypowiadali się negatywnie o braku zdecydowania wśród włodarzy Serie A.

„Nie możecie sobie robić żartów ze zdrowia. Pieniądze nie są tego warte. I nie zasypujcie mnie bzdurami typu: przecież jesteś chroniony! Kocham futbol bardziej niż Wy, ale granie w piłkę wiąże się z podróżowaniem – autobusem, pociągiem, samolotem. To spanie w hotelach i kontakty z innymi ludźmi, również poza pracą. Nie mogę się nawet spotkać z moimi dziećmi przez cholernego koronawirusa, jak wiecie, nie mieszkają w Lombardii, więc już to jest dla mnie wyjątkowo frustrujące. Nie chcę też, aby moja mama, z którą widzę się i jadam prawie codziennie, złapała coś ode mnie. Nie jest w takim wieku jak ja i tak bardzo jak kocha futbol, nie będę ryzykował jej zdrowiem” - stwierdził w emocjonującej wypowiedzi Mario Balotelli.

Równie mocne słowa padają ze strony włodarzy niektórych klubów. Prezes Torino skomentował sprawę, parafrazując słowa Einsteina: Potrzebujemy szybszych i trudniejszych decyzji, lepiej zatrzymać się natychmiast, aby zacząć od nowa szybciej. Musimy być bardziej konsekwentni. To jedyny sposób, nie możemy się bać. Apeluję do Włochów - nie możemy bać się kryzysu, my go przezwyciężymy. W jednym z programów telewizyjnych Urbano Cairo stwierdził, że zawieszenie rozgrywek jest słusznym krokiem i powinien być podjęty jeszcze wcześniej.

Paradoks europejskich pucharów

Rozgrywki ligowe to jedno, ale co w przypadku rozgrywek europejskich? Włoskie kluby radzą sobie w nich całkiem nieźle, co powoduje pewne komplikacje. Na terenie Italii wprowadzono przecież zakaz przemieszczania się. Wobec tego w jaki sposób miałyby być rozgrywane mecze z udziałem włoskich drużyn? Jeszcze wczoraj wydawało się, że zostanie wystosowana specjalna decyzja. Jakby ranga spotkania zmieniała optykę na możliwość zarażenia się...

 

 

Szczególnie ciekawy jest przypadek meczu Getafe z Interem, który ma się odbyć w ramach Ligi Europy. Strona hiszpańska wydała specjalny dekret, który uniemożliwia loty z Hiszpanii do Włoch. W Madrycie długo czekali na informacje po stronie przeciwnej, ale wiele wskazywało na to, że mecz zostanie przełożony lub odwołany. Ostateczna decyzja miała być podjęta 10 marca 2020 roku. Dopiero wieczorem hiszpańskie media podały, że ekipa Getafe będzie mogła rozegrać spotkanie we Włoszech, a potem spokojnie wrócić do swojego kraju. AS zaznaczył jednak, że wszystko może się jeszcze zmienić w środę, gdyż sytuacja jest dynamiczna...

 

 

 

I miał rację, bo godzinę później Angel Torres, prezydent Getafe, stwierdził, że jeżeli nie będzie jakichś diametralnych zmian, to jego klub nigdzie się nie wybiera. Ostatecznie prezydent klubu postawił na swoim, tak jak i władze Hiszpanii. Mecze Getafe z Interem oraz Sevilli z Romą zostały przełożone.

 

 

Rozgrywki zagrożone? Najpierw Włochy potem Hiszpania, Niemcy... a nawet Polska

W kolejnych krajach podejmowane są trudne decyzje. La Liga ogłosiła 2 kolejki bez kibiców, podobnie sprawa ma się jeśli chodzi o Bundesligę. W Hiszpanii jednak szybko możemy spodziewać się kolejnych zmian. Przeniesiony ma być również finał Pucharu Króla, a zawieszone zostały wszystkie rozgrywki od trzeciego poziomu włącznie, a także futbol kobiecy. To decyzja federacji krajowej – natomiast za La Liga i Segunda odpowiada LFP z Javierem Tebasem na czele. W celu zawieszenia rozgrywek prowadzone są rozmowy, RFEF mocno nalega na wstrzymanie się z dalszym rozgrywaniem spotkań.

 

 

Co dalej? Tego nie wiemy. Konkretniej zadziałali we Francji. Ligue 1 i Ligue 2 do 15 kwietnia bez fanów na trybunach. Szybko zadziałała za to Ekstraklasa, tutaj mecze będą się odbywać bez kibiców do odwołania. Pierwsza i druga liga portugalska w najbliższych kolejkach również bez fanów – póki co brak konkretnej decyzji odnośnie terminu, do kiedy mecze będą rozgrywane przy pustych trybunach.

W Premier League jak na razie brakowało konkretnych decyzji i wydawało się, że nie zostaną podjęte żadne kroki, ale w nocy przełożono mecz pomiędzy Arsenalem a Manchesterem City, który miał się odbyć dziś wieczorem. Wszystko ze względu na to, że „Kanonierzy” dwa tygodnie temu grali w Lidze Europy z Olympiakosem, którego właścicielem jest… zdiagnozowany na koronawirusa Evangelos Marinakis. Co prawda chorobę wykryto u niego niedawno i jest bardzo mała szansa, że londyńczycy się zarazili, ale zgodnie z zarządzeniem angielskiego rządu, muszą odbyć kwarantannę do czasu upłynięcia czternastu dni od kontaktu, czyli… do jutra.

 

 

Oznacza to, że piłkarze Arsenalu już w piątek wrócą do treningów i w sobotę będą mogli rozegrać ligowe spotkanie z Brighton. Problem jednak w tym, że od ostatniego meczu z Olympiakosem, „Kanonierzy” rozegrali spotkanie w Pucharze Anglii z Portsmouth oraz z West Hamem w Premier League. Idąc tą logiką, skoro piłkarze Arsenalu byli zagrożeni w meczu z Olympiakosem, to obie drużyny były zagrożone w meczach z Arsenalem. Czy one także nie powinny przejść teraz 14-dniowej kwarantanny?

To jest jednak tylko jeden, indywidualny przypadek i wszystko wskazuje na to, że pozostałe spotkania Premier League odbędą się zgodnie z planem. Jedynym konkretem jest jak na razie zakaz podawania sobie rąk przed rozpoczęciem meczu, a zamiast tego piłkarze i sędziowie będą przybijali sobie „żółwiki”. Co prawda pojawiają się już pierwsze głosy o zawieszeniu rozgrywek, ale jak na razie brakuje konkretnego stanowiska. Na ten moment w Anglii będą grali tak, jak dotychczas, i to przy udziale publiczności. - Jeśli ludzie nie mogą przyjść, nie ma sensu grać. Zrobimy co nam każą, ale wolałbym nie grać bez kibiców – mówił Pep Guardiola cytowany przez BBC. Dodał również, że jest świadomy tego, co stało się we Włoszech czy Hiszpanii i zapewne to samo stanie się w Anglii.

 

 

Co musi się stać, aby decydenci traktowali sprawę koronawirusa poważniej? Mamy nadzieję, że obędzie się bez czynnika, który bardziej zwróci uwagę na globalny problem. Na obecność tej choroby badany był Kylian Mbappe, jak się jednak okazało, Francuz ma dusznicę bolesną, która ma bardzo podobne objawy. Rozgrywki muszą być przekładane - granie bez publiczności niczego nie zmienia, co pokazał wczorajszy mecz Valencii z Atalantą. Oby jednak nie trzeba było czekać na drastyczne przypadki, żeby władze poszły po rozum do głowy. Bo na ten moment nic nie wskazuje na to, że epidemia nagle zostanie stłumiona.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się