var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Xinhua / PressFocus

Paniczne ratowanie zysków ryzykiem większej straty. Pieniądze to nie wszystko

Autor: Maciej Golec
2020-03-14 17:00:54

- Szaleństwo. Przestańcie się wygłupiać i zejdźcie na ziemię. Są o wiele ważniejsze priorytety niż sport. To nieodpowiedzialne i lekkomyślne – napisał wczoraj na Twitterze Thiago Alcantara w odpowiedzi na informację (już nieaktualną), że mecz Bayernu z Unionem Berlin odbędzie się zgodnie z planem. Trudno się z tym nie zgodzić, bowiem żadne pieniądze nie są w stanie zrekompensować narażenia innych osób na utratę zdrowia lub życia.

Bo nie czarujmy się, za takimi decyzjami stoją wyłącznie pieniądze. Nie tylko w Niemczech, przecież polskie kluby też stracą w sumie pewnie setki milionów złotych, jeżeli sezon nie zostanie dokończony (nie wierzymy, że zostanie). Efekt domina zapoczątkowany przedwczesnym finiszem spowoduje mniejsze wpływy od sponsorów, od miast, nie będzie przychodów z dnia meczowego ani ze sprzedaży gadżetów klubowych, również nie wiadomo jak zostanie rozwiązana kwestia wpływów za prawa telewizyjne, przecież w takim wypadku przepadłoby prawie 90 meczów.. Co w takiej sytuacji z umowami pracowników klubu, piłkarzy i ich wynagrodzeniem? Mówi się o pewnych rekompensatach w przyszłości, ale nawet najlepsi wróżbici nie wiedzą jak długo pandemia koronawirusa jeszcze potrwa i jakie ostatecznie wywoła skutki ekonomiczne. Na teraz to wróżenie z fusów, więc dalekosiężne prognozy finansowe na ten moment też możemy wsadzić między bajki.

„Marca” wyliczyła, że zakończenie sezonu La Liga w tym momencie będzie wiązało się ze stratami rzędu 700 mln euro. Astronomiczne pieniądze, ale pomyślmy inaczej. Na przykładzie Hiszpanii, ale tyczy się to w zasadzie każdego kraju. Ile kolejnych milionów by kosztowało granie przy pustych trybunach biorąc pod uwagę, że kibice – tak jak ci z Walencji – przychodziliby pod stadion w kilku a nawet kilkudziesięciu tysięcznych grupach? Sytuacja w kraju z dużą dozą prawdopodobieństwa dorównałaby rangą tej we Włoszech (wciąż może), gospodarka wpadłaby w ogromny kryzys, a opanowywanie sytuacji zajęłoby o wiele więcej czasu niż teraz – o ile w ogóle w takim momencie dałoby się jakkolwiek temu przeciwdziałać. Co oczywiście wydłużyłoby czas oczekiwanie na ponowne wyjście na boisko, więc spowodowałoby nie tylko kolejne ogromne straty finansowe, ale i chaos organizacyjny nie z tej ziemi.

Niemcy – mimo kilku tysięcy przypadków zakażeń koronawirusem w całym kraju – chcieli rozgrywki kontynuować. Przynajmniej zagrać najbliższą kolejkę. Chciał tego właściciel Bayernu Karl-Heinz Rummenigge, czy dyrektor sportowy Wolfsburga Joerg Schmadtke. Argumentem były rzecz jasna względy ekonomiczne. Tomasz Urban poinformował, że po 26. kolejce (czyli tej, która miała być teraz rozgrywana) kluby otrzymałyby 25% wpływów sezonowych za prawa telewizyjne ze stacji Sky. Tylko czy finanse zawsze powinny być najważniejsze? A szczególnie – czy powinny być ważniejsze od zdrowia i życia nie tyle piłkarzy/pracowników klubu, ale również innych ludzi, którzy mogliby być później przez nich zarażani. Wszystko rozbija się o minimalizowanie ryzyka i niedopuszczenie do włoskiej tragedii.

Często pojawiają się słowa, że piłkarze nie powinni być uprzywilejowani skoro panie na kasie w sklepach muszą pracować. Różnica polega na tym, że jeden zawód jest niezbędny do przeżycia milionów ludzi, a drugi te życie im tylko urozmaica. Musimy się zastanowić czy w czasie zagrożenia bardziej potrzebujemy bezpieczeństwa i zaopatrzenia w sklepach czy rozrywki, która w tym momencie niczego pożytecznego dla ogółu ludzi nie wnosi. Tak jak powiedział Thiago – są o wiele ważniejsze rzeczy.

Straty są ogromne, mogą dla części klubów być naprawdę opłakane w skutkach, ale decyzja o zawieszeniu Bundesligi była nieunikniona. Jedynym znakiem zapytania było, czy DFL zrobi to z własnej inicjatywy, czy po prostu jakiś zawodnik zachoruje na koronawirusa i wtedy już nie będzie pola do jakiejkolwiek dyskusji. Dzisiaj, już po odwołaniu kolejki, potwierdzono przypadek zarażenia u Luki Kiliana z SC Paderborn, więc tak czy owak  kolejka za żadne skarby nie doszłaby do skutku.

Te wszystkie wydarzenia, jak i prośba UEFY o wycofanie się Romy i Interu z Ligi Europy, żeby móc te rozgrywki dokończyć oraz odwlekanie przełożenia EURO 2020 pokazują dobitnie, jak światem piłki żądzą pieniądze. Jak wysoko są one w hierarchii, skoro momentami dla niektórych mają większą wartość niż ludzkie. Problemy finansowe będą miały nie tylko kluby i federacje, ale większość przedsiębiorców prowadzących mniejsze bądź większe interesy – właściciele barów, restauracji, galerii handlowych, linie lotnicze i wiele innych podmiotów. Oni nie mieli wyjścia, musieli się podporządkować dyrektywom państwowym. Najważniejsze by zrozumieć, że wszystkie działania są dla naszego dobra. Spytajcie Włochów, czy gdyby mogli cofnąć czas, zachowaliby się inaczej. Damy sobie rękę uciąć, że tak.
 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się