var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Patryk Porębski

Czarne akta futbolu #1: Morderstwo Tommy’ego Balla. Sława wzbudza zawiść

Autor: Aleksandra Sieczka
2020-03-15 09:00:33

Miał tylko wyjść na spacer z psem i zaraz wrócić. Wszystko układało się wspaniale – wymieniano go w kontekście kadry narodowej Anglii, zarabiał jakieś 8 funtów tygodniowo, świat stał przed nim otworem. Ale nie każdy był z tego zadowolony. Zwłaszcza jego gospodarz, który sporo przeżył w czasie I wojny światowej. I od tego czasu nie był sobą.

Rozdział I: Dzień Pamięci

21:30, 11.11.1923 r.

Słońce już dawno zaszło, zbliżał się wieczór. Ale jakże ważny był to dzień dla całej Anglii i lokalnej społeczności dzielnicy Birmingham, Perry Barr. Nikt nie miał zamiaru iść wcześnie spać. Wszak dokładnie 5 lat temu świętowano zakończenie I wojny światowej, a żeby tego było jeszcze mało, Aston Villa wygrała z Notts County 1-0. Nie mogło być lepiej.

Tommy Ball pękał z dumy. I miał ku temu mnóstwo powodów, bo wszystko układało się wyśmienicie. Naprawdę – wyśmienicie. Gdyby przeniósł się w czasie, mógłby uchodzić za drugiego Davida Beckhama. No, może trochę z przymrużeniem oka, bo zdecydowanie bardziej zwracał na siebie uwagę wyglądem. Gładkie, ciemne włosy i błysk w oku. Musiał być bardzo wdzięczny matce, że przekazała mu włoskie korzenie. A na boisku też radził sobie niczego sobie, bowiem niedługo po przeprowadzce do Birmingham stał się pierwszym wyborem trenera na pozycję stopera.
Naprawdę nie mogło być lepiej.

Nic dziwnego, że uchodził za dobrą partię. Dostawał osiem funtów tygodniowo, a do tego zgarniał jeszcze dwa dodatkowe od każdego zwycięstwa. A to oznaczało, że był w stanie zapewnić godziwe życie rodzinie i jeszcze spokojnie mógł sobie pozwolić na łagodne ale w Church Tavern. A jego żona, Beatrice Richards, raczej nie była przyzwyczajona do biedy. Nie była córką byle kogo – co to, to zdecydowanie nie. Wszyscy znali jej ojca. A przynajmniej wszyscy w okolicy. Któż by inny dostarczał najlepsze mięso wieprzowe, ciasto i słoninę czy smalec.

Wraz z Bellą, jak zwykł ją pieszczotliwie nazywać, wybrali się więc na podwójne świętowanie. Przecież zamykano dopiero o 21:30. Mieli mnóstwo czasu, bo tak naprawdę nigdzie im się nie spieszyło.

Źródło: youtube.com

Dlatego wyszli dopiero chwilę po zamknięciu. Humor im dopisywał. Tommy wypił w tym czasie trzy i pół pinty piwa, ale to nie dlatego uśmiech nie schodził mu z twarzy. Był trzeźwy. Bynajmniej nie potrzebował alkoholu, żeby odczuwać wielkie szczęście. Po 22 złapali autobus, który kursował drogą Brick Kiln i wrócili do swojego domu w Sommerville Cottage. Kierowca nie dostrzegł niczego podejrzanego.
Później w zeznaniach również potwierdził, że Tommy był całkowicie trzeźwy.

Rozdział II: Ostatni spacer  

Okolice 23:00, tej samej nocy.

- Bella, wychodzę z psem! – miał odkrzyknąć chwilę po powrocie. Beattie zabrała się za szykowanie kolacji, więc ani myślała, żeby mu towarzyszyć. Przecież nie robił tego pierwszy raz w życiu, a dzisiaj na jednym spacerze już byli.
Sielankę przerwały krzyki. Kobieta zamarła. Nie spodziewała się, że o tej godzinie ktoś będzie się tak zachowywał. Czasami dochodziło do spięć z gospodarzem budynku, ale poza tym okolica była dość spokojna. Właściwie to byli wręcz odseparowani od wielkomiejskiego zgiełku.

Tylko że to nie byli nieznajomi. Krzyczał jej mąż. Kiedy wybiegała z domu, usłyszała strzał. – Bella, zastrzelił mnie – wydyszał Tommy, z trudem łapiąc oddech. Już nie była sparaliżowana. Napędzał ją strach. Wypadła na drogę, rozpaczliwie wołając o pomoc, gdy nabój świsnął jej za uchem.

Bella próbowała ocenić sytuację na tyle trzeźwo, na ile w ogóle się dało. Strzelano z ogrodu sąsiadów. To właśnie tam mieszkał George Stagg, 45-letni gospodarz posiadłości, którą kupił zaraz po powrocie z frontu. Gospodarstwa były ze sobą połączone, ale ze względów finansowych zdecydował się wynająć jedną połowę państwu Ball. 

- Przestańcie się drzeć, wy nocne łajzy! – ryknęła pani Stagg, wychylając się przez okno. Jej głos rozbrzmiał na całą okolicę i zagłuszył huk opadającego ciała. Pewnie nie miała pojęcia, że właśnie w tym momencie doszło do morderstwa.

Rozdział III: Wojenne piętno

George Stagg nie ruszył się z miejsca zbrodni. Albo, jak utrzymywał, wypadku. – Chwyciłem za broń, bo usłyszałem, że ktoś próbuje się wspiąć po ogrodzeniu do ogrodu. Wystrzeliłem tylko dlatego, że chciałem go wystraszyć. Za drugim razem pistolet wypalił sam – tłumaczył się policji tej samej nocy, chwilę po zdarzeniu. Próbował wyjaśnić, że nie zamordował go z zimną krwią. Że to wszystko było dziełem przypadku.

Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że za dużo w tej historii zbiegów okoliczności. Stagg nie był w najlepszej kondycji psychicznej już po powrocie z frontu w 1904 roku po tym, jak służył w Armii Brytyjskiej na terenie Sudanu i Egiptu. Po wybuchu I wojny światowej został znowu wezwany, a walka odcisnęła żarzące piętno na psychice weterana. Przeżył atak gazowy, został zraniony w łydkę i uznano go za niezdolnego do dalszej walki. Dlatego wrócił do kraju i zamieszkał na obrzeżach – z dala od gapiów i hałasu.

Źródło: youtube.com

Nikt nie ukrywał, że dość łatwo można było wyprowadzić go z równowagi. Nie potrzebował wiele. Wystarczyło, że pies Tommy’ego zbyt głośno szczekał w czasie zabawy, a kury grzebały w ziemi i próbowały przedrzeć się na teren George’a. Nie był w stanie tego znieść. Groził, że wytruje mu wszystkie kurczaki, a kiedy to nie zadziałało, wielokrotnie podejmował próby wyeksmitowania swojego sąsiada. W sierpniu wystosował nawet nakaz opuszczenia posiadłości, ale nigdy nie nabrał mocy prawnej i trzy miesiące później państwo Ball nadal wynajmowali dom. Z pewnością byłoby dla nich lepiej uciec zanim doszło do tragedii. Nikt jednak nie przypuszczał, że George posunie się aż tak daleko.

Rozdział IV: Dziury w układance 

19.02.1924 r.

- Nie było w tym żadnej złośliwości ani działania z premedytacją. To był wypadek – podkreślał raz za razem Stagg na sali sądowej. Wersja wydarzeń, która została przedstawiona w raporcie policyjnym różniła się od tej z procesu. George dorzucił kilka nowych szczegółów. – Pies szczekał, kiedy Ball przechodził przez mój ogród, więc poderwałem się z krzesła, na którym uciąłem sobie drzemkę i powiedziałem do zwierzęcia, że ma wejść do środka. Ball był pijany, zaczął do mnie krzyczeć – przedstawił swoją wersję wydarzeń.

źródło: London Hearts archiwum

***

Ponoć mniej więcej w tym samym czasie pani Stagg miała wychylić się przez okno, ale zamiast wyzywać swojego sąsiada, grzecznie, acz dobitnie się do niego zwróciła, że ma nie robić hałasu, bo obudzi dzieciaki.
- Idź spać, bo jak nie, to rozwalę ci łeb! – wybełkotał Tommy, wspinając się po ogrodowej bramie.

- Idź do domu Tom, przecież dobry z ciebie chłopak – odparł George w bardzo stonowany sposób. Mimo pozornego spokoju, już wtedy chwycił za broń i podszedł do wejścia, żeby zobaczyć, co tam się dzieje. – Próbowałem go odstraszyć pistoletem, ale nie dał za wygraną i jeszcze raz zaczął forsować zaryglowaną bramę – wyjaśnił gospodarz.
Właśnie wtedy miało dojść do przepychanek. Mężczyzna odepchnął lufą awanturującego się piłkarza, ale zręczny chłopak zdołał ją pochwycić, próbując w ten sposób wykręcić broń z jego ręki. Ostatecznie George’owi udało się odskoczyć, a pistolet wypalił.

- Starałem się mu pomóc. Położyłem go na kanapie, zawołałem lekarza i poinformowałem o zdarzeniu pierwszego policjanta, jakiego spotkałem – uzupełnił Stagg. Ta część historii została potwierdzona przez świadków.

***

Okazało się jednak, że w dalszej części procesu Stagg stwierdził, że być może Tommy wcale nie wspinał się na bramę. Twardo obstawał przy swojej wersji wydarzeń nawet pomimo nieścisłości. Zaznaczył, że strzelił ostrzegawczo, przeładował, odskoczył, a drugi raz broń wystrzeliła sama. Całkiem podobną kolejność wskazała Bella, zeznając że najpierw był strzał, później krótka przerwa, kiedy wybiegała z domu, jej krzyk, gdy zobaczyła męża i znowu strzał.

Tylko że według jej zeznania Tommy dostał w klatkę piersiową, a drugi nabój świsnął obok jej ucha. Jednocześnie obie wersje były sprzeczne z innymi doniesieniami, według których Ball został postrzelony w głowę. Inni świadkowie zeznali natomiast, że przerwa przedzieliła dwa strzały – kobieta zawyła z rozpaczy na sam koniec. Nie był to bynajmniej jedyny element układanki, który się nie zgadzał. Zarówno kierowca autobusu, jak i gospodarz Church Tavern przyznali, że Ball był trzeźwy.

Rozdział V: Morderstwo z zazdrości

Wiele w tej historii działa na niekorzyść George’a Stagga. Począwszy od zmiany zeznania, aż po opinię w środowisku. Świadkowie twierdzili, że wraz z upływem czasu weteran wojenny stał się zgorzkniały i nieszczęśliwy, bo nie mógł pracować i utrzymywał się z marnej renty. Podczas gdy Ball inkasował 8 funtów tygodniowo, Stagg musiał się zadowolić kiepską emeryturą policyjną i kilkoma dodatkowymi szylingami, które otrzymywał z tytułu ran wojennych.

Ale to właśnie on twardo twierdził, że Ball był „tym złym” w tej historii. – Był agresywny i bił swoją żonę – dobitnie zaznaczył w trakcie procesu. Za nic miał zeznania Belli, która jego zdaniem chciała wybielić zmarłego męża. Podobne słowa padły z ust Alfreda Milesa, trenera Tommy’ego, który wysoko cenił swojego podopiecznego.

Źródło: youtube.com

Wyrok zapadł po zaledwie godzinie i czterdziestu minutach. Sędzia Justice Rowlatt orzekł, że chociaż gospodarz mógł nie mieć motywu, to i tak stracił panowanie nad sobą w obecności osoby, do której nie pałał sympatią i ostatecznie ją zabił. Na sali sądowej przetestowano również działanie narzędzia zbrodni, najpierw testując sam mechanizm broni, a następnie uderzając lufą o górną krawędź bramy, która również została przyniesiona do sądu jako dowód.

George Stagg został uznany winny morderstwa z premedytacją i skazany na śmierć. Do egzekucji ostatecznie nie doszło ze względu na reformę wprowadzoną przez pierwszy rząd Ramsaya MacDonalda. Wyrok złagodzono, co oznaczało, że mężczyzna miał odsiedzieć dożywocie. Ostatecznie po trzech latach stwierdzono u niego chorobę psychiczną, przez którą został przeniesiony do szpitala w Birmingham. Według wielu źródeł wcale nie umarł z przyczyn naturalnych, tylko po kryjomu został stracony.

Nic więc dziwnego, że sąd już w czasie procesu z powątpiewaniem ocenił jego zeznania. Trudno uznać datę morderstwa za przypadkową. Istnieje bowiem spora szansa, że Stagg aż do takiego stopnia nie radził sobie z demonami przeszłości, że w końcu musiał wybuchnąć. W Dniu Pamięci wszystko wróciło do niego ze zdwojoną siłą. Tragiczne obrazy z frontu zderzyły się z wielką nienawiścią do sąsiada, który był ledwie piłkarzem, a radził sobie o wiele lepiej niż on.

***

Źródła: thenorthernecho.co.uk, heroesandvillains.net, londonhearts.com, otbfootball.net, theguardian.com;

„Murder of Tommy Ball” – kanał YouTube „The Villa View.

Magazyn Heroes & Villains, 6.08.1990 r.

London Hearts, „Footballer murdered”, 19.02.1924 r.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się