var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Herbert Rudel/ Pixathlon /SIPA/ PRESSFOCUS

Kibice i Donald Trump mu niestraszni. Dietmar Hopp spławił amerykańskiego prezydenta

Autor: Maciej Zaremba
2020-03-16 12:01:48

Jeszcze niedawno całe Niemcy żyły tematem protestu piłkarzy TSG 1899 Hoffenheim i Bayernu Monachium. Dzisiaj o Hoppie znowu jest głośno, a powód jest oczywisty: koronawirus.

W weekend w Niemczech wybuchł skandal. Wszystko przez doniesienia prasowe, które mówiły o kuszeniu niemieckich naukowców pracujących nad szczepionką przeciwko koronawirusowi ze strony Donalda Trumpa. Amerykanie chcieli zabezpieczyć sobie prawo do ekskluzywnego wykorzystywania leku w swoim kraju. Wszystko oczywiście za ogromne gratyfikacje finansowe, które rząd Stanów Zjednoczonych chciał zapewnić uczonym z kraju naszych zachodnich sąsiadów. Jeśli dziwicie się, czemu o takich rzeczach czytacie na piłkarskim portalu, to już śpieszymy z wyjaśnieniem. Głównym właścicielem firmy, która pracuje nad szczepionką, jest doskonale znany w piłkarskim środowisku Dietmar Hopp, czyli szef i twórca TSG 1899 Hoffenheim.

 

 

Sprawa nabrała wymiaru międzynarodowego. Na zakusy Trumpa krytycznie wypowiadali się niemieccy politycy, którzy w tle w pocie czoła pracowali, aby Amerykanie ostatecznie nie przekonali niemieckich naukowców. Główna decyzja należała oczywiście do Hoppa, który ma 80% akcji w firmie farmaceutycznej CureVac. Jako ciekawostkę można również podać, że swoje udziały w tej spółce ma też Bill Gates. Miliarder zainteresował się sukcesami firmy założonej w 2000 roku i pięć lat temu zainwestował w jej rozwój. Głos decydujący należy jednak do Niemca. 

W niedzielny wieczór sprawa została wyjaśniona, a Hopp do jej zakomunikowania wykorzystał m.in. kanały medialne swojego piłkarskiego klubu. Miliarder ogłosił, że „jeśli, mam nadzieję, wkrótce uda nam się przygotować szczepionkę przeciwko koronawirusowi, to powinna ona pomagać ludziom nie tylko regionalnie, ale solidarnie na całym świecie.” W podobnym tonie wypowiedział się jeden z prezesów współpracujących z Hoppem Christof Hettich: „Rozwijamy szczepionkę dla całego świata, a nie dla wybranych krajów”. Jasny sygnał dla Trumpa i Amerykanów, którzy dostali od Niemców dość spektakularnego kosza i dodatkowo narazili się na duże straty wizerunkowe.

 

 

Wygrać na tym, oczywiście oprócz całego świata, który w ten sposób może mieć łatwiejszy dostęp do ewentualnej szczepionki, może przede wszystkim Dietmar Hopp. Wróg numer jeden najbardziej głośnej części niemieckich kibiców wkrótce może okazać się kimś w rodzaju zbawiciela świata. Kto wie, być może media wykreują go na kogoś, kto postawił się prezydentowi największego mocarstwa na świecie. Już przeglądając komentarze w niemieckich serwisach można zwrócić uwagę, że dzisiaj o Hoppie pisze się nie w roli ofiary szykan ze strony pseudokibiców, a jako o sprawnym miliarderze, który „nie podpisał paktu z diabłem”. 

Jak w tym wszystkim odnajdą się idioci, którzy od lat wyzywają Hoppa z tylko sobie wiadomych powodów? Osobiście nie mam wątpliwości, że zbytnio ich to nie interesuje, nawet gdyby mieli skorzystać z leku, który uratuje ich zdrowie. Kolejny sezon, przy pełnych trybunach i zapewne czeka nas niestety powtórka z rozrywki. Być może jednak wtedy więcej osób zwróci uwagę kim jest Hopp i jak zachował się w kluczowej sprawie podczas prac nad szczepionką, której wyczekuje cały świat. 

 

 

Pamiętajmy jednak, że to nie jest wyjątkowa sytuacja, bo Hopp udziela się społecznie i pomaga biedniejszym od wielu lat. Szacuje się, że jego wkład w pomoc społeczeństwu sięga nawet ponad miliard euro. Jeśli jego firma opatentuje szczepionkę na koronawirusa, to Niemiec stanie się jej małym symbolem. Cóż byłaby to za historia, gdyby facet, który nieco ponad dwa tygodnie wcześniej został skandalicznie obrażony przez „fanów” Bayernu, stał się bohaterem. Tym co odrzucił wielkie pieniądze chciwego Trumpa i dla dobra ludzkości zdecydował się sam kierować dystrybucją ewentualnej surowicy.

Pamiętajmy, że prace nad nią cały czas trwają i nadal nie wiadomo, czy i kiedy się skończą i czy aby na pewno pierwsi zrobią to pracownicy firmy Dietmara Hoppa. Decyzja Niemca z minionego weekendu zasługuje jednak na wielki szacunek. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że chociaż części „kibiców” zrobiło się głupio i przemyślą, czy aby na pewno nazywanie właściciela Hoffenheim „skurwysynem” ma jakikolwiek sens. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się