var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: PressFocus

Krytyczna sytuacja w Bundeslidze. "Wkrótce może zabraknąć profesjonalnych klubów"

Autor: Maciej Zaremba
2020-03-17 13:20:38

Koronawirus wprowadziła ogromne zamieszanie w świat piłki. Gigantyczne problemy z rozplanowaniem rozgrywek ligowych mają nawet Niemcy, których liga od lat świeci przykładem pod względem organizacji i płynności finansowej. W poniedziałek niemieckie kluby spotkały się, aby wypracować wspólne stanowisko. Konkretnych i wiążących decyzji brak, ale po spotkaniu padło kilka bardzo mocnych i ważnych słów.

Kluczowe ustalenia dotyczą wstrzymania ligi przynajmniej do 2 kwietnia. W obliczu postępującej epidemii władze ligi i kluby nie są w stanie podjąć żadnych wiążących decyzji. „Żyjemy w ekstremalnej niepewności” mówił wczoraj prezes DFL Christian Seifert, który stał się już twarzą walki Bundesligi ze skutkami koronawirusa. To czy Niemcy wrócą na boiska na początku kwietnia jest oczywiście bardzo niepewne. Wielu uważa, że nawet niemożliwe. We Frankfurcie ustalono, że dojdzie do kolejnego spotkania, które odbędzie się 30 marca. Wówczas władze ligi będą przede wszystkim znały decyzje UEFA i to, jak wyglądać będzie sytuacja epidemiologiczna w Niemczech. Na dzisiaj jakiekolwiek decyzje dotyczące powrotu ligi do w miarę normalnego funkcjonowania byłyby po prostu wróżeniem z fusów.

Zagrożenie upadkiem dla wielu klubów

Nie ma wątpliwości, że jeśli Bundesliga wróci do gry, to tylko przy pustych trybunach. Dokończenie ligi jest niezwykle istotne ze względów finansowych. W grę wchodzą ogromne pieniądze z racji praw telewizyjnych i sponsoringu. Niemieckie media spekulują, że ich suma wynosi dla pierwszej i drugiej Bundesligi łącznie około 700 – 750 milionów euro. Z tego względu Niemcy będą za wszelką cenę dążyć do dogrania sezonu do końca, nawet jeśli miałoby się to odbyć przy pustych trybunach. 

O tym jak sytuacja jest poważna dla wielu klubów mówił wczoraj Christian Seifert. Prezes DFL nie gryzł się w język i dość jasno postawił sprawę mówiąc: „gra przy pustych trybunach to w najbliższym czasie jedyna szansa na przeżycie dla wielu klubów. Jeśli ktokolwiek odrzuca grę bez kibiców, to niech przestanie się zastanawiać, czy mamy wkrótce grać w Bundeslidze z 18 czy 20 klubami. Bez tego nie będziemy mieli nawet 18 profesjonalnych klubów”. Słowa te potwierdzają tylko wypowiedź Hansa-Joachima Watzke, który kilka dni temu stwierdził, że „Bundesliga przeżywa największy kryzys w historii”. Sytuacja nie jest zła, sytuacja jest krytyczna.

Wielu zastanawia się, czy piłkarze, którzy w przypadku Bundesligi wraz z innymi członkami pierwszej drużyny generują około 37% wszystkich kosztów wśród klubów Bundesligi, mogą swoją solidarnością i rezygnacją z wypłat pomóc klubom. Byłoby to oczywiście ważne dla prezesów klubowych, ale absolutnie nie rozwiązuje problemu, o czym przekonuje Seifert: „Bez zysków z dnia meczowego, pieniędzy z praw telewizyjnych i sponsorów klub możesz dobrze żyć tylko przez chwilę, ale nie będzie ona trwała bardzo długo. Nawet jeśli mocno zredukujesz koszty, biorąc pod uwagę rezygnację z wynagrodzenia przez piłkarzy”.

Powyżej przykładowy terminarz Bundesligi i europejskich pucharów, gdyby kluby wróciły do gry dopiero na początku maja (według dziennikarzy „kickera”). Scenariusz zakłada oczywiście przesunięcie EURO 2020, na które liczą wszystkie ligi.

Zakończenie sezonu? Nie ma takiego tematu

Przedstawione wcześniej względy ekonomiczne jasno dają do zrozumienia, że niemieckie kluby i DFL nie odpuszczą tematu dogrania ligi, tak długo, jak będą na to chociaż minimalne szanse. Oczywiście koronawirus może okazać się problemem nie do rozwiązania i wówczas wszyscy w Niemczech będą musieli rozmyślać, jak poradzić sobie z tym czarnym scenariuszem. Podczas poniedziałkowego spotkania nie doszło jednak do rozmów, jak ewentualnie rozstrzygnąć problem, gdyby piłkarze nie wrócili już w tym sezonie na murawę.

„Jest za wcześnie, aby powiedzieć, czy sezon powinien zostać rozegrany do końca, czy też nie. Tutaj gra idzie o pierwszą i drugą Bundesligę jako całość. Nie możemy podejmować decyzji tylko ze względu na miejsce konkretnej drużyny w tabeli” stwierdził Seifert, który nie ukrywał, że taki koniec Bundesligi byłby po prostu najgorszym z najgorszych przypadków. Na dzisiaj wszyscy wierzą, że ligi uda się jednak dograć do końca na murawie, a nie debatując podczas spotkań władz ligi i klubów.

56 tysięcy miejsc w pracy w tle

Bundesliga to jednak nie tylko piłkarze i kluby. Od formy w jakiej liga przeżyje trwający kryzys zależy nie tylko przyszłość bohaterów głównego show, które oglądamy na murawie. Wokół Bundesligi pracuje łącznie około 56 tysięcy ludzi, którzy zajmują się od sprzątania stadionów, przez ochronę wydarzeń sportowych, po sprzedaż kiełbasek. Bundesliga to wielkie przedsiębiorstwo, które musi udźwignąć bieżącą sytuację. „Możemy zrobić to tylko razem. Potrzebujemy wspólnego rozwiązania” przekonuje Seifert, który jednak jasno dawał do zrozumienia, że obecnie nie wszystko jest w rękach DFL.

Wszystko zależy od tego jak Niemcy i Europa poradzą sobie z koronawirusem. Jeśli będzie on nadal paraliżował normalne funkcjonowanie państw, to dokończenie ligi, nawet przy największych chęciach ze strony władz i prezesów klubów, będzie po prostu niemożliwe. Cała Bundesliga czeka i wierzy, że największy kryzys wkrótce się skończy. O tym, że każdy z klubów odczuje straty, wie już każdy. Kwestia pozostaje taka, czy straty te będą dla wielu zabójcze, czy tylko ograniczą możliwości np. na rynku transferowym. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się