var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Krzysztof Porebski / PressFocus

Przełożone Euro - dla niektórych fart, dla innych pech

Autor: Maciej Kanczak
2020-03-18 12:15:09

Dla polskich piłkarzy leczących poważne kontuzje, nie ma lepszej wiadomości od przesunięcia XVI finałów Mistrzostw Europy na 2021 r. Gorzej z tymi, dla których zegar biologiczny coraz głośniej tyka. Kto zatem z kadry Jerzego Brzęczka straci najwięcej, a kto mniej na zamieszaniu z koronawirusem?

ONI ZYSKAJĄ

Krystian Bielik

Pomocnik Derby County jesienią przebojem wdarł się do kadry narodowej. W reprezentacji zadebiutował we wrześniu 2019, będąc ważnym graczem drużyny Jerzego Brzęczka na finiszu eliminacji EURO 2020. Miejsce w kadrze na czempionat Starego Kontynentu zdawał się mieć pewne, aż przyszedł feralny 13 stycznia 2020…

Bielik wystąpił w młodzieżowych rozgrywkach Premier League w starciu z Tottenhamem U-23, aby wrócić do rytmu meczowego po pauzie spowodowanej czerwoną kartką. Na boisku przebywał jednak tylko 13 minut, gdyż zerwał więzadła krzyżowe. Optymistyczne prognozy zakładały, że do gry będzie mógł wrócić dopiero w połowie lipca. - Jestem absolutnie zdruzgotany, że doznałem kontuzji kolana, co sprawia, że stracę resztę sezonu. Stawię czoła temu wyzwaniu z silną mentalnością i determinacją do zrobienia wszystkiego, co jest ode mnie wymagane podczas rehabilitacji, aby powrócić w jak najlepszej formie - napisał na Instagramie. Przesunięcie terminu rozpoczęcia ME na lato 2021, to dla urodzonego w Koninie zawodnika wspaniała wiadomość. Tym bardziej, że niedawno rozpoczął już treningi na siłowni.

 

 

- Drodzy Fani! Dziękuję za wasze wsparcie po mojej kontuzji. Nie odpowiedziałem na żadną z nich. Przepraszam, ale to był dla mnie trudny okres. Operacja przebiegła dobrze i obecnie czuję się znacznie lepiej. To będzie długa podróż, ale wrócę silniejszy. Moja górna część ciała w porannej sesji treningowej - takim komentarzem opatrzył filmik z pierwszych poważniejszych ćwiczeń.

Dawid Kownacki

Dla „Kownasia” wrzesień nie był tak udany, jak dla Bielika. Po ponad rocznej przerwie, ponownie wystąpił w meczach kadry, ale zarówno w starciu ze Słowenią, jak i w rywalizacji z Austrią należał do najsłabszych na boisku. Brzęczek wysłał mu jeszcze powołania na spotkania październikowe i listopadowe, ale nie dał mu już szans występu.

Trudno jednak było na takowe liczyć, skoro młody skrzydłowy regularnie zawodził w Fortunie Dusseldorf. W rundzie jesiennej sezonu 2019/2020 w Bundeslidze rozegrał co prawda 18 spotkań, ale ani razu nie trafił do siatki rywali, nie zanotował również żadnej asysty. To bilans więcej niż dramatyczny! W rankingu magazynu „Kicker”, z notą 4,39, Kownacki zajmował ostatnie, 34. miejsce, wśród atakujących. Wiosną zamierzał jednak udowodnić swoją przydatność, zarówno nowemu szkoleniowcowi, Uwe Roslerowi, jak i Jerzemu Brzęczkowi. Jego plany storpedowała jednak kontuzja kolana, której nabawił się w czasie jednej z gierek wewnętrznych. Początkowo wydawało się, że to jedynie naderwanie, ale lekarze F95 zadecydowali, że potrzebna będzie jednak operacja. -  Zakładamy, że za trzy miesiące Dawid wróci do treningów. Operacja raczej nie skróci tego czasu. Niestety, wielka szkoda - powiedział w rozmowie z WP Sportowe Fakty, Marcin Kubacki, agent zawodnika.

W obecnej sytuacji, przy dobrych wiatrach, były as Lecha Poznań, może nawet załapać się jeszcze na finisz przedłużonego sezonu Bundesligi. A od nowej kampanii, będzie już na powrót mógł walczyć o uznanie w oczach selekcjonera reprezentacji Polski.

Krzysztof Piątek

Nie mamy wątpliwości, że mimo fatalnej formy, „El Pistolero” znalazłby się na liście 23 piłkarzy powołanych na EURO 2020. Piątek był bowiem jednym z ojców awansu reprezentacji na ME, a przed ogłoszeniem kadry, Brzęczek miałby tylko dwie możliwości sprawdzenia potencjalnych kontrkandydatów do gry w ataku. Zgranie i zrozumienie z kolegami to oczywiście niepodważalny atut KP, ale ile naprawdę dałby on reprezentacji w Dublinie i Bilbao? Zakładamy, że niewiele, zwłaszcza, że jego proces aklimatyzacji w Berlinie przebiegał dość opornie (w czym jednak nie ma 100% winy tylko Piątka). Do tej pory na niemieckich boiskach, 10-krotny reprezentant Polski pokazywał się siedmiokrotnie (sześć meczów w Bundeslidze i jeden w Pucharze Niemiec), w których zdobył dwie bramki. O żadnej z tych potyczek, Niemcy nie napisali jednak: das ist fantastisch! W Hercie Polak nie zaliczył takiego „wejścia smoka”, jakie było jego udziałem w Genoa CFC czy AC Milan.

Na razie prasa w kraju naszych zachodnich sąsiadów oszczędza Piątka. „Polak ma jeszcze czas. Dopiero co sfinalizował transfer i musiał odnaleźć się w drużynie, która nie funkcjonuje dobrze” - pisał na początku lutego „Berliner Zeitung”. Coś nam jednak mówi, że ten proces „odnajdywania się” Piątka na Olympia Stadion mógłby trwać jeszcze długo, zważywszy na to, jak przed przymusową przerwą prezentował się jego klub. Teraz, dzięki niej, napastnik na spokojnie będzie mógł przemyśleć sobie, czy Hertha to aby na pewno odpowiednie miejsce do kontynuowania kariery. A jeśli tak, co musi zrobić, aby zacząć w niej błyszczeć. Tym bardziej, że przecież w Genui strzelał jesienią 2018 jak szalony, a do dyspozycji miał nieporównywalnie słabszych partnerów, aniżeli obecnie w Berlinie.

ONI STRACĄ

Jakub Błaszczykowski

- Jeżeli będzie zdrowy, to tak. Zawsze toczyła się ożywiona dyskusja, gdy go powoływałem. A potem cichła po udanym meczu. Każdy - kto zna mnie i Kubę - wie, że nigdy nie zrobiliśmy niczego, co przeszkodziłoby drużynie. On jest legendą. Protestowano przeciwko zabieraniu go na Euro 2016, a okazało się, że był najlepszym polskim piłkarzem na tej imprezie - powiedział na łamach „Tiroler Tageszeitung”, Jerzy Brzęczek, pytany o powołanie Jakuba Błaszczykowskiego na EURO 2020.

W kraju zawrzało, bo też jesienią w eliminacjach na prawej stronie znakomicie poczynał sobie Sebastian Szymański. W odwodzie był również Przemysław Frankowski, debiut w drużynie narodowej zaliczył Kamil Jóźwiak, zaś po udanym powrocie do Polski Pawła Wszołka i jego niektórzy, oczami wyobraźni, widzieli w kadrze na EURO 2020. Powołanie dla Kuby oznaczałoby, że przynajmniej trzech z wyżej wymienionych piłkarzy, ME musiałoby obejrzeć w telewizji. Przyszła jednak wiosna i okazało się, że Błaszczykowski nagle jest jednym z czołowych piłkarzy PKO BP Ekstraklasy! W 2020 r. w barwach Wisły Kraków, „Kuba” rozegrał pięć meczów, w których strzelił trzy gole i zaliczył asystę. To on na swoich plecach wydźwignął  „Białą Gwiazdę” ze strefy spadkowej i rozpoczął z nią marsz w kierunku grupy mistrzowskiej. Umilkły oskarżenia o nepotyzm, upadła teza o powołaniach jedynie za zasługi. Większość kibiców zmieniła front i uznała, że aktualna forma jak najbardziej upoważnia Błaszczykowskiego do ponownej gry w reprezentacji. W ankiecie portalu WP Sportowe Fakty za takim rozwiązaniem opowiedziało się aż 79% ankietowanych.

Do czerwca 108-krotny reprezentant Polski zapewne byłby w stanie utrzymać znakomitą dyspozycję. Czy tak samo będzie jednak w 2021 roku? Błaszczykowski będzie miał już wówczas 36 lat, a 12 miesięcy dla piłkarza w tym wieku, niczym wieczność. W dodatku nie wiadomo jak z jego zdrowiem, bo też pamiętajmy, że od triumfalnego powrotu do Polski w styczniu 2019, „Kuba”, z powodu urazów opuścił aż 20 z 42 meczów Wisły. W dodatku, jak poinformowali swego czasu „Ofensywni”, blondwłosy skrzydłowy wymyślił sobie, że po EURO 2020 zakończy bogatą karierę reprezentacyjną. Czy pożegnanie z kadrą opóźni o 12 miesięcy? I czy przede wszystkim, pozwoli na to zdrowie?

Dominik Furman

W listopadzie po ponad sześciu latach przerwy, powrócił do reprezentacji Polski. Gdy wcześniej zakładał koszulkę z orłem na piersi, za kadencji Waldemara Fornalika rywalizował w nic nieznaczących meczach ligowej kadry z Macedonią i Rumunią (ten drugi zresztą został uznany za nieoficjalny). U Jerzego Brzęczka zaś szansę gry dostał od razu w spotkaniu o punkty eliminacji EURO 2020.

W Wiśle Płock od lat niekwestionowany lider. W tym sezonie strzela (sześć goli), asystuje (sześć ostatnich podań), rozgrywa. Rzut wolny bądź rożny to zawsze ogromne ryzyko dla każdego rywala „Nafciarzy”. Brzęczek atuty „Furmiego” chciał również zagospodarować na rzecz reprezentacji Polski. Październikowe powołanie na spotkania z Izraelem i Macedonią Północną nie było zatem spowodowane tylko kontuzją Karola Linettego. Selekcjoner widział w nim gracza, który w kadrze może zadomowić się na dłużej, czego dowodem była nominacja również na epilog kwalifikacji do ME. Szansę na udział Furmana w EURO 2020 miała zwiększyć także styczniowa kontuzja Bielika.

W 2021 r. Bielik będzie już zdrowy i jak wróci do formy, to on pewnie będzie miał bliżej do reprezentacji Polski. Furman zaś będzie wówczas prawdopodobnie po pierwszym sezonie w nowym zagranicznym klubie, bo na 99% nie przedłuży umowy z Wisłą Płock. A wyjazd pomocnika na obczyznę to wielka niewiadoma, zwłaszcza, że już dwa razy poległ poza granicami Polski, nie radząc sobie, zarówno w FC Toulouse, jak i Hellas Verona.  

Radosław Majecki

Wybór nieco kontrowersyjny, ale tylko na pierwszy rzut oka. W październiku i listopadzie dwukrotnie pojawiał się na zgrupowaniach kadry, w związku z kontuzją Łukasza Fabiańskiego. Wówczas hierarchia wśród bramkarzy była następująca: Wojciech Szczęsny numer jeden, Łukasz Skorupski numer dwa i młody sztubak z Legii Warszawa jako numer trzy, który miał chłonąć jak gąbka atmosferę kadry i uczyć się pod okiem starszych kolegów. W razie powrotu „Fabiana”, walka o numer jeden miała się rozstrzygać się między nim a Szczęsnym. Kto będzie tym trzecim, pozostawało sprawą otwartą.

Doświadczenie przemawiało oczywiście za Skorupskim z Bologna FC, ale Majecki też nie wydawał się bez szans. Drugi sezon z rzędu bronił pewnie w Legii Warszawa, nie pękał zwykle w ważnych momentach. W przeciwieństwie do innych młodych bramkarzy, wydawało się, że ma również poukładane w głowie. Poza tym Brzęczek mógł rolę trzeciego golkipera potraktować przyszłościowo i powierzyć ją zawodnikowi dopiero wchodzącemu w dorosły futbol. Dziś już wiemy, że tę dyskusję trzeba przełożyć na przyszły rok, co nieco zmienia optykę.

Bo też od sezonu 2020/2021 Majecki będzie już piłkarzem AS Monaco. Jego transfer, wart 7 mln euro (nowy rekord wśród graczy sprzedanych z Ekstraklasy) to oczywiście wielkie wydarzenie, ale póki co wielką niewiadomą jest, czy Majecki zdoła wywalczyć sobie miejsce w bramce. Podstawowym golkiperem ASM jest aktualnie Benjamin Lacomte, który co prawda puścił w tym sezonie aż 44 gole (tylko trzej bramkarze w Ligue 1 kapitulowali częściej), ale niech liczby nikogo nie zwiodą - 28-latek to jeden z najlepszych speców od łapania piłek w lidze francuskiej. Kto wie zatem, czy ten transfer nie zamknie Majeckiemu drogi do kadry na EURO 2021? 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się