var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Krzysztof Porebski / PressFocus

Sentymenty walczące z jakością – najlepsza XI ŁKS-u minionej dekady

Autor: Mariusz Bielski
2020-03-18 19:00:09

Ostatnie 10 lat ŁKS-u? Kolejno: I liga, Ekstraklasa, I liga, IV liga, III liga, III liga, III liga, II liga, I liga, Ekstraklasa. Bądź mądry i weź tu wybierz najlepszą jedenastkę z tej dekady. Jakie właściwie kryterium przyjąć? Logiczne, że nawet najbardziej zasłużeni z czasów IV czy III ligi odpadli potem na wyższym poziomie. A jednocześnie nie byłoby kolejnych awansów, gdyby nie oni. Nie będziemy zatem was oszukiwać – przy wyborze tego składu czasem kierowaliśmy się umiejętnościami, a czasem zasługami. Inaczej się nie dało.

Aha, dla jasności – bierzemy pod uwagę piłkarzy od sezonu 2010/11!

BRAMKARZ:

MICHAŁ KOŁBA
Były już kapitan ŁKS-u musi pamiętać wszystko to, co było w nim najgorsze z czasów tuż przed upadkiem. Tylko zimną wodę pod prysznicami, szatnie przypominające baraki, sypiący się stadion, problemy finansowe… Wrócił do niego okrężną drogą, bo przez SMS, Chojniczankę, Tur Turek, Calisię Kalisz, Pogoń Grodzisk Mazowiecki czy Bałtyk Koszalin. Pozwiedzał trochę peryferia poważnego futbolu, a potem razem z ukochanym klubem przebył drogę od III ligi do Ekstraklasy. Potrafił robić głupie błędy, by za chwilę bronić jak natchniony. Ot, co przywiązanie do barw potrafi zrobić z człowiekiem!

– Cały czas nie mogę uwierzyć w to, że awansowaliśmy. Minęło już trochę czasu, a do mnie wciąż to nie dociera. Wiedziałem, że ŁKS wróci do najwyższej klasy rozgrywkowej, ale że będę częścią tego zespołu, który to zrobi? Nie, absolutnie nie. Musiałbym powiedzieć wiele banalnych, wielkich słów. Zrobiłby się ze mnie taki trochę Kołba Coelho. Ale jak już muszę coś powiedzieć, to chyba to że jestem dumny. I szczęśliwy – mówił już po awansie w „Przeglądzie Sportowym”.

Niestety ta historia nie miała happy endu, ponieważ jesienią Michał wpadł na dopingu. Nieświadomie, bo nieświadomie, ale to żadna różnica. Sam zburzył swój pomnik, choć zasług w wyciąganiu ŁKS-u z zaświatów nikt mu nie odbierze.

 

 

OBRONA:

JAN GRZESIK
Z wielu obrońców z zespołu Kazimierza Moskala można było drzeć łacha w tym sezonie, ale na pewno nie z niego. Okej, też zaliczał słabsze starcia (z Arką lub Pogonią), aczkolwiek częstotliwość jego błędów była zdecydowanie mniejsza niż u kolegów. Jako jeden z niewielu przetrwał więc zimowe wietrzenie składu z zawodników, którzy wcześniej stanowili trzon drużyny. Co prawda nie kręci liczb niczym Dani Alves, bo nawet w I lidze asystował tylko w dwóch meczach (z Wartą oraz Odrą), lecz to jak zasuwał od pudła do pudła w każdym spotkaniu zawsze doceniali i kibice, i sztab szkoleniowy. Zawsze dobrze współpracował z Ramirezem albo Bryłą. Pewnie żałuje, że obu nie ma już w drużynie 

MAKSYMILIAN ROZWANDOWICZ
Trudno było sobie wyobrazić obronę ŁKS-u bez byłego piłkarza Okocimskiego Brzesko. Trochę po znajomości ściągnął go do Krzysztof Przytuła, co na początku budziło pewne wątpliwości. Na przestrzeni lat dał jednak drużynie mnóstwo jakości i dziś nikt nie powinien wątpić, że był to jeden z lepszych transferów dyrektora sportowego łodzian. Zmieniali się przy nim różni stoperzy – najczęściej Juraszek i Sobociński – a on trwał. No, aż do tej zimy, gdy wygryzł go Moros. Tak czy siak, Rozwandowicz przez kilka sezonów był skałą w obronie i to całkiem bramkostrzelną. Łącznie w ŁKS-ie uzbierał aż 14 trafień, choć oczywiście wiele z rzutów karnych. 

MACIEJ DĄBROWSKI
Zapewne jest to dość kontrowersyjny wybór, ponieważ w barwach ŁKS-u rozegrał zaledwie cztery spotkania. Ale za to bardzo dobre spotkania – u nas wyszła mu za nie średnia ocen 6,50 w skali 1-10, co najlepiej oddaje dwie rzeczy. Po pierwsze jakość samego stopera, po drugie jak wielkie były problemy drużyny Moskala w defensywie, zanim Maciek się w niej pojawił. Czy uratowałby ekipę przed spadkiem? Raczej nie, nie zmienia to jednak faktu, że z nim gra obronna wreszcie zaczęła się kleić. Wszedł do składu w miejsce Sobocińskiego i dodał drużynie twardości w pojedynkach z rywalami, przewagę w powietrzu, pozytywną agresję w odbiorach i mnóstwo przechwytów zaliczonych metodą „na wyprzedzenie”. Czyli wszystko to, czego brakowało Jankowi.

 

POMOC:

KRZYSZTOF MĄCZYŃSKI

Kolejny wybór, z którym da się dyskutować. Właściwie zastanawialiśmy się między nim a z Srniciem, lecz na niekorzyść Dragoljuba poświadczyło to, iż zdarza mu się grać w kratkę.

Do ŁKS-u trafiał dwukrotnie, za każdym razem w ramach wypożyczeń. A szkoda, bo gdyby został na sezon 2011/12 może nie byłby on aż tak tragiczny? Krzysiek swoją markę wypracował w pierwszej lidze, gdy Rycerze Wiosny byli akurat na fali wznoszącej. Mówimy teraz o jego drugim podejściu – miał już wówczas 23 lata, więc nie był żółtodziobem, chociaż dopiero później jego kariera nabrała rozpędu. Już wtedy imponował jednak tym, co wiele lat później docenił nawet Adam Nawałka. Mączyński zawsze dawał spokój w rozegraniu. Mogłeś mu podać bez strachu, że zaraz odwali jakąś manianę. Co ciekawe liczbowo tylko raz w karierze przebił wynik z rozgrywek 2010/11 (3 gole + 3 asysty) – w Wiśle 6 sezonów później, gdy uzbierał 7 oczek w klasyfikacji kanadyjskiej (1+6).

MLADEN KASCELAN

W dwóch miejscach na świecie fetowało się udane odbiory i zdecydowane wślizgi z euforią bliską strzelonym golom – na wyspach brytyjskich (zwłaszcza w niższych ligach) oraz na starym stadionie ŁKS-u. Dlatego właśnie Czarnogórzec stał się jednym z ulubieńców trybun. Powiedzmy sobie otwarcie – to nie był efektowny zawodnik z piłką przy nodze. Dużo lepiej czuł się bez niej i kiedy mógł pozbawić posiadania przeciwnika. Dzisiaj pewnie stwierdzono by u niego ADHD, wtedy zachwycano się walecznością oraz pracowitością. Gdzieś w formacji była dziura? Cyk, w ułamku sekundy pojawiał się tam Mladen, by przechwycić futbolówkę. 

– Uwielbiałem derby, najbardziej zapadły mi w pamięć te z 2008 roku (…) Pamiętam jak później fani z „Galery” skandowali moje nazwisko. Na początku nie mogłem w to uwierzyć. Czułem się i wyróżniony, i doceniony. Dla piłkarza nie ma nic ważniejszego – opowiadał emocjonalnie po latach w „Dzienniku Łódzkim”.

Po odejściu z ŁKS-u Mladen zwiedził Bułgarię oraz Grecję, by następnie na lata osiąść w Rosji. Dziś Kascelan ma już 37 lat, ale dopóki Europy nie nawiedził Koronawirus, reprezentował barwy drugoligowej Baltiki Kaliningrad.

DANI RAMIREZ

– Dostał trzynaście minut, ale w tym czasie trzy-cztery razy zachował się tak, jak żaden z dwudziestu piłkarzy wcześniej biegających po murawie. Nikt tak nie zagrał, ba, żaden z nich tak nawet nie pomyślał – opowiadał w „Przeglądzie Sportowym” Krzysztof Przytuła o tym jak skautował Hiszpana. Tyle wystarczyło, aby przekonał się, że po prostu MUSI ściągnąć go na al. Unii.

Opłacało się, bo od kilkunastu lat w ŁKS-ie nie było gościa z takimi umiejętnościami. Pierwszą ligę dosłownie zaorał 9 golami i 15 asystami w 31 meczach, a i w Ekstraklasie błyszczał, nawet gdy jego zespołowi nie szło zupełnie. Po rundzie jesiennej był najskuteczniejszym dryblerem, najbardziej kreatywnym ofensywnym pomocnikiem, oddał najwięcej uderzeń spośród wszystkich ligowców, był najlepszym strzelcem oraz asystentem łodzian. Prywatnie Dani pasjonuje się myślistwem, ale i na boisku ten charakter znacznie mu się udziela. Pół miliona Euro, jaką dostał za niego ŁKS od Lecha wydaje się sprawiedliwą ceną. 

W biało-czerwono-białej części Łodzi będzie się za nim tęskniło latami.

JAKUB KOSECKI

Młody Kosecki ma już 30 wiosen na karku, dacie wiarę?! Jakby to było wczoraj pamiętamy jednak jego występy w zespole z al. Unii, choć był to sezon 2010/11. Kuba stawiał wtedy swoje pierwsze kroki w dorosłym futbolu i zaistniał w nim właśnie dzięki grze w ŁKS-ie. Nawet, jeśli była to zaledwie I liga, a nie najwyższy poziom rozgrywkowy. Inna sprawa, że jego 11 goli oraz 4 asysty w tamtych rozgrywkach mocno przyczyniły się do awansu łodzian do Ekstraklasy. Wówczas Kosecki imponował przede wszystkim dwiema rzeczami – dynamiką oraz bezczelnością. Zasuwał po boisku jak króliczki z reklamy Duracella, zostawiając w tyłach większość ligowców, a swoboda w dryblingu oraz zero jakiegokolwiek respektu dla rywali musiała doprowadzać niektórych obrońców do szału. W kolejnym sezonie dostał już szansę w Legii. Resztę historii znacie.

PATRYK BRYŁA

Pamiętacie jak redaktor Szpakowski pomylił się i uporczywie nazywał Messiego Maradoną, kiedy akurat ten robił rajd między obrońcami? Na podobnej zasadzie dziennikarze komentujący pierwszą ligę mogliby na Patryka krzyczeć „Quaresma!” Dośrodkowania oraz strzały zewnętrzną częścią stopy stały się jego znakiem markowym. Od Ekstraklasy co prawda się odbił (nota: 3,43 za 9 meczów), lecz wcześniej przeszedł Rycerzami Wiosny drogą aż od III ligi. Najlepiej radził sobie na zapleczu Esy, gdzie w 28 spotkaniach uzbierał aż 8 goli i 9 asyst. Niedawno wylądował w Termalice.

ATAK:

MAREK SAGANOWSKI

Żywa legenda, która być może niemal dekadę temu zostałaby w Łodzi na dłużej, gdyby klub nagle nie zaczął się rozpadać. W rozgrywkach 2011/12 dwoił się i troił, aby pomóc klubowi, który go wychował, lecz nawet pomimo 6 trafień oraz 4 asyst pozostał bezradny wobec fatalnych wyników z tamtego okresu. Dacie wiarę, że ŁKS w ostatnich 18 starciach tamtego sezonu zwyciężył zaledwie raz? Jakiś absurd. Sagan tworzył wtedy duet ze swoim dobrym kumplem, Marcinem Mięcielem, ale ten w ogóle nie dotrzymywał mu kroku w Ekstraklasie. Ostatecznie ŁKS spadł wtedy z hukiem, a Marek wrócił do Legii, gdzie z powodzeniem oraz sukcesami grał jeszcze przez 4 lata. Może kiedyś wróci na al. Unii w roli szkoleniowca?

JEWHEN RADIONOW

Od Ekstraklasy się odbił, ale wcześniej wykonał niewyobrażalną pracę dla drużyny. Wiadomo, że w niższych ligach równie często co nogami gra się także łokciami i zawodnicy są na to uodpornieni, aczkolwiek współczujemy każdemu, kto musiał rywalizować z Ukraińcem. Najbardziej charakterystyczna klisza z jego występów? Oprócz cieszynek po golach oczywiście – gdy pokrzykiwał i machał do kolegów z boiska, aby jeszcze dodatkowo ich zmotywować. Gdyby nie Radionow, ŁKS prawdopodobnie nie wydostałby się z III ligi. W pierwszym sezonie strzelił 19 goli, poziom wyżej już tylko 12, ale aż 9 z nich dawało wygrane jednym golem lub remisy. Jako pierwszy od czasów Saganowskiego doczekał się przyśpiewki: „Żenia, Żenia, Żegnia gooooool”. 

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się