var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Marcin Gadomski / PressFocus

Wielki talent i równie wielkie rozczarowania - szrotowa XI ŁKS-u minionej dekady

Autor: Marcin Łopienski
2020-03-19 21:30:51

W środę na naszej stronie pojawiła się najlepsza jedenastka ŁKS-u Łódź w ostatniej dekadzie. Zaznaczyliśmy w tekście, że przy wyborze kierowaliśmy się umiejętnościami i zasługami poszczególnych zawodników. W przypadku szrotowej zbieraniny było podobnie.

Przypominamy, że bierzemy pod uwagę piłkarzy od sezonu 2010/11!

BRAMKARZ: 

Dominik Budzyński

Przyszedł do Łodzi latem 2018 roku. I od tego czasu nadal w ŁKS-ie jest, ale trudno powiedzieć coś więcej o jego umiejętnościach. Z pewnością facet nie nadaje się do bronienia w Ekstraklasie, skoro po wpadce z dopingiem Michała Kołby do klubu w trybie awaryjnym, karetką i to na sygnale, przywieziony został Arkadiusz Malarz. Trudno przecież powiedzieć więcej o bramkarzu, który zagrał łącznie w pięciu spotkaniach. Ale skoro nie broni, to wiele o nim świadczy.

 

OBROŃCY: 

Mariusz Cichowlas

Obrońca, o którym pamiętają chyba wyłącznie kibice ŁKS-u. 30-latek w swojej karierze głównie związany był z Włocławkiem, gdzie bronił barw Kujawiaka i Włocłavii. Defensor zaliczył jeszcze epizodzik w Zawiszy Bydgoszcz, ale to ten okres przy Alei Unii Lubelskiej był najlepszy w jego karierze. 10 meczów na poziomie III ligi i trzy bramki. 

Idylla skończyła się bardzo szybko, bo po niezadowalającej postawie na wiosnę piłkarz pożegnał się z klubem. 

- To decyzja sztabu szkoleniowego, który w ŁKS jest autonomiczny. Sztab szkoleniowy nie widział możliwości dalszej współpracy z Mariuszem Cichowlasem i Arturem Golińskim. Umowy rozwiązane zostały na mocy porozumienia stron. Nic mi natomiast nie wiadomo, żeby miało dojść do kolejnych ruchów kadrowych w najbliższym czasie. Na razie ten temat jest zamknięty - powiedział wtedy Tomasz Salski "Dziennikowi Łódzkiemu".

Maciej Dampc

Największa wtopa transferowa za kadencji Krzysztofa Przytuły i chyba jedno z większych rozczarowań czysto piłkarskich. Środkowy obrońca latem 2019 roku trafił do ŁKS-u z Bytovii Bytów, gdzie przez sezon był podstawowym obrońcą. W pierwszoligowej ekipie grał praktycznie wszystko i podobnie miało być w Łodzi, która teraz miała występować już w Ekstraklasie. 24-letni obrońca nie sprostał jednak wymaganiom ligi i trenera Moskala, który był rozczarowany utknięciem piłkarza poza podstawową jedenastką zespołu. Dziś Dampc próbuje się odbudować w Katowicach.

Jan Sobociński

Jeden z dwójki zawodników z aktualnego składu ŁKS-u, który znalazł się w szrotowej jedenastce. Młody obrońca nie mógł się w naszym zestawieniu nie pojawić, bo chociaż talentu nie można mu odmówić, ale jak na razie Ekstraklasa to dla Sobocińskiego zdecydowanie zbyt wysokie progi. 20-latek ma jedną z najniższych not w swojej drużynie, a do naszej redakcyjnej antyjedenastki wybierany był aż dziewięciokrotnie! Kto jednak oglądał jego grę w drużynie Moskala, ten wie, że te wybory były całkowicie zasłużone. A najlepszym tego dowodem jest to, jak defensywa ŁKS-u prezentowała się w tych kilku meczach 2020 roku. 

 

POMOCNICY: 

Tomasz Ostalczyk

Kibice ŁKS-u na pewno pamiętają tego zawodnika, w końcu to wychowanek tego klubu, do którego kilka razy w trakcie swojej kariery wracał. Na jego niekorzyść działa fakt, że żaden z tych okresów nie był jakiś rewelacyjny. A już szczególnie omawiany przez nas sezon 2015/16, kiedy Ostalczyk najpierw rozpoczął treningi z drużyną, był w niej przez rok i… tyle. Pomocnik nie zapisał się nawet w oficjalnym meczu swojej drużyny.

Tomasz Margol 

Kolejny zawodnik w naszym zestawieniu, który trafił do ŁKS-u jedynie na rok i opuszczał go w niesławie. Margol przyszedł do Łodzi latem 2017 roku, miał za sobą niezły sezon w drugoligowym Rakowie (pięć bramek w 30 meczach), ale w nowym miejscu nie za bardzo sobie poradził. Świadczy o tym fakt, że był on związany roczną umową z opcją przedłużenia o kolejny rok, a ŁKS z tego nie skorzystał. I tak, drodzy czytelnicy, znajdziecie pana Tomka w naszym zestawieniu nieudanych transferów Krzysztofa Przytuły.

Filip Burkhardt

Piłkarz, po którym bardzo dużo obiecywano sobie w Łodzi, a wyszło jak wyszło. Czyli skończyło się na szybkim rozstaniu po zaledwie jednym sezonie. A Filip Burkhardt to nie byle kto w polskiej piłce. Pewnie, że nie przyrównamy go do Radosława Sobolewskiego czy Marcina Baszczyńskiego, ale zawodnik z prawie setką meczów w Ekstraklasie to nie jest jakiś leszcz. Sęk w tym, że fani ŁKS-u tak mogą go wspominać. Burkhardt w sezonie 2017/18 zagrał całe osiem meczów na boiskach II ligi. W głównej mierze przez kontuzje ta liczba jest tak kiepściutka. 

Pirulo

W ostatnim tekście podsumowującym transfery ŁKS-u za czasów Krzysztofa Przytuły tak o nim pisaliśmy: - Znaleźć mniej efektywnego gracza od Hiszpana w całej Ekstraklasie – trudna sprawa. Bo rzeczywiście, może i Hiszpan stworzył swoim kolegom cztery sytuacje (na 26 kolejek! – według ekstrastats.pl), posłał 22 kluczowe podania, ale na jego 36 oddanych strzałów zaledwie siedem było w ogóle celnych. Łączny wkład w ofensywny rezultat drużyny? Jedna asysta na 21 meczów Ekstraklasy. Słabiutko.

 

NAPASTNIK:

Maciej Bykowski

Kiedy myślimy o tym zawodniku, to jako pierwsza przychodzi nam do głowy Polonia Warszawa. To w tym klubie Maciej Bykowski odniósł swój największy sukces w karierze – chociaż do mistrzostwa Polski z sezonu 1999/2000 dołożył raptem bramkę w jednym meczu. To jednak w stołecznym klubie wypromował się na tyle, żeby później trafić do Grecji. A jeśli ktoś ma w swoim CV Panathinaikos, to może to robić wrażenie. 

I tak zapewne było w Łodzi na początku 2011 roku. ŁKS walczył wtedy o awans do Ekstraklasy, a Bykowski miał być tym doświadczonym zawodnikiem, który wniesie do gry ład, porządek i odpowiednią jakość. Tej ostatniej wystarczyło tylko na awans, bowiem w kolejnym sezonie w Ekstraklasie łodzianie nie radzili sobie na najwyższym poziomie i spadli z elity. A sam Bykowski zawiesił buty na kołku.

Krystian Pieczara

O tak, drodzy kibice, przed wami napastnik co się zowie! Krystian Pieczara ma na imię, a jego idealny klub to Polonia Warszawa. 30-latek podczas całej swojej kariery tylko przy Konwiktorskiej seryjnie zdobywał bramki, a też jakoś przesadnie przesadzać nie możemy, bo fenomenalną liczbę zgromadził w sezonie 2018/19 (31 – w III lidze). 14 goli rok wcześniej też wygląda nieźle (też III liga), sześć trafień w jesiennej kampanii 2019/20 też wstydu mu nie przynosi. 

Prawie zapomnieliśmy, dlaczego o Pieczarze w ogóle wspominamy. 30-latek jesienią 2017 roku występował w ŁKS-ie. Jego dorobek? 10 meczów, ZERO bramek, ZERO asyst.

Łukasz Zagdański

Kolejny nasz bohater, to dobry kolega Pieczary, bo panowie w tym samym czasie występowali w łódzkim klubie. Z tą różnicą, że Pieczara wytrzymał zaledwie rundę, a Łukasz Zagdański cały sezon. Oczywiście jak można się domyślać, furory w nim nie zrobił, bo pięć bramek w 25 meczach, to jak na napastnika słabiutki rezultat. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się