var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Jeremy Landey / PressFocus

Pieniądze są jednak najważniejsze. Anglicy nie pozwolą, żeby nie dokończyć sezonu

Autor: Sebastian Czarnecki
2020-03-21 13:30:44

Koronawirus sieje ogromne spustoszenie na świecie i nic dziwnego, że wszyscy zachowują środki ostrożności. Kiedy w grę wchodzą jednak pieniądze, i to tak gigantyczne, ludzkie zdrowie niekoniecznie jest na pierwszym miejscu. Podczas gdy wszystkie rozgrywki zastanawiają się, czy lepszym rozwiązaniem nie byłoby całkowite anulowanie sezonu, Premier League zrobi wszystko, żeby dograć to do końca, nawet za zamkniętymi drzwiami. Straty mogą być bowiem kolosalne.

O tym zresztą mówiło się od samego początku. Premier League jest najbogatszą i najbardziej skomercjalizowaną ligą na świecie, a pieniądze, które przepływają przez wszystkie kluby, są po prostu gigantyczne. Wystarczy powiedzieć, że najgorsza drużyna ligi angielskiej zarobi na prawach telewizyjnych więcej niż przykładowy mistrz ligi niemieckiej czy francuskiej.

Dlatego właśnie włodarze Premier League do samego końca zwlekali z zawieszeniem rozgrywek i początkowo chcieli, żeby wszyscy rozgrywało się zgodnie z planem. Dopiero zachorowanie Mikela Artety i Calluma Hudsona-Odoia wymusiły podjęcie odpowiednich kroków. O całej sytuacji zresztą szerzej pisaliśmy tutaj i tutaj.

Na chwilę obecną rozgrywki ligi angielskiej są zawieszone do 30 kwietnia, ale już planowane są działania, żeby dograć sezon za zamkniętymi drzwiami, bez udziału publiczności. Wszystko dlatego, że niedogranie sezonu może spowodować ogromne straty. Portal „The Athletic” poinformował, że jeżeli rozgrywki nie zostaną doprowadzone do końca, kluby będą musiały zwrócić 762 miliony funtów. To byłby ogromny cios dla większości zespołów, które bardzo często zadłużają się, żeby tylko zagrać w Premier League, utrzymać się w niej i odkuć się właśnie na prawach telewizyjnych.

Weźmy taką Aston Villę, która zainwestowała ogromne pieniądze, żeby najpierw awansować do Premier League, a kiedy już jej się to udało, zrobiła to ponownie, żeby się w niej utrzymać. W tym momencie „The Villans” byli głównymi kandydatami do spadku i wszyscy w klubie się z tym liczyli, ale przynajmniej mieli dostać swoje pieniądze od Sky Sports. Jeśli w tej sytuacji musieliby je oddać, klub z Birmingham zostałby z ogromnym długiem i niewykluczone, że po spadku do Championship czekałyby go bardzo chude lata.

Dlatego właśnie te najbiedniejsze kluby (albo w przypadku Premier League raczej najmniej bogate) bardzo popierają plan dokończenia sezonu bez względu na wszystko. Utrata tak dużych pieniędzy wywołałaby prawdziwe trzęsienie ziemi w siedzibach takich zespołów jak Aston Villa, Sheffield, Brighton, Watford, Newcastle czy Bournemouth. Oznaczałoby to jednak dogranie sezonu za zamkniętymi drzwiami, bez udziału publiczności i… mogłoby narażać zdrowie piłkarzy.

Piłkarzy, za których często płaci się dziesiątki milionów funtów. Dlatego właśnie tym najbogatszym nie za bardzo podoba się taki pomysł, nawet jeśli wszyscy piłkarze obowiązkowo przechodziliby testy na koronawirusa przed i po każdym spotkaniu. Samemu Pepowi Guardioli zresztą nie podoba się wizja rozgrywania spotkań bez obecności kibiców, bo to spowodowałoby, że mecze zostałyby obdarte z emocji. Poza tym, dla takich zespołów jak Manchester City, Manchester United, Liverpool czy Chelsea strata tych pieniędzy nie oznaczałaby końca świata. Owszem, byłaby dotkliwa, ale tak duże marki mają wiele innych źródeł dochodów.

Na razie nie wiadomo jaka zostanie podjęta decyzja i kiedy zostanie dograny sezon. Możemy się jednak spodziewać, że jeśli tylko sytuacja na świecie chociaż trochę się uspokoi, Anglicy będą robić wszystko, żeby dokończyć sezon choćby i w lipcu. Bo pieniądze to może i nie wszystko, ale są w życiu niezwykle ważne.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się