var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Xinhua / PressFocus

Za nimi kiedyś zatęsknimy: Zbyt słaby fizycznie na Premier League? David Silva ma inne zdanie na ten temat

Autor: Sebastian Czarnecki
2020-03-22 17:45:47

Są tacy piłkarze, którzy doceniani są dopiero po zakończeniu swojej kariery. Dopiero w takich przypadkach ludzie zaczynają doceniać, jak wiele znaczyli nie tylko dla swoich zespołów, ale również dla futbolu. Davida Silvy z całą pewnością nie możemy tutaj sklasyfikować. Mówimy przecież o piłkarzu wybitnym i jednym z najlepszych na swojej pozycji na świecie. Hiszpan może jeszcze nie kończy swojej kariery, ale już ogłosił swoje odejście z Manchesteru City, a to już duża strata.

Jego odejście z drużyny Pepa Guardioli będzie wielką stratą nie tylko dla samych Obywateli, ale także dla całej Premier League. Rzadko kiedy dochodzi przecież do takich sytuacji, żeby jeszcze aktywni piłkarze mogli liczyć na status klubowej legendy, a za taką przecież jest uważany David Silva wraz z Sergio Aguero i Vincentem Kompanym, który rok wcześniej podjął taką samą decyzję o odejściu. 

Przygoda Hiszpana z ligą angielską była przepiękna i szkoda, że dobiega końca. A przecież kiedy pierwszy raz pojawił się na boiskach Premier League, pojawiały się głosy, że jest za mały i za słaby fizycznie, żeby osiągnąć tu sukces. No ale przecież w dalszym ciągu są tacy, że Lionel Messi również by sobie nie poradził, kiedy musiałby grać w deszczowy wieczór w Stoke.

Zarażony pasją od małego

David Silva przyszedł na świat w niewielkim miasteczku Arguineguin. Jego ojciec był policjantem, a matka gosposią. To właśnie dzięki Evie Silvie zawdzięcza orientalną urodę – wszak jego matka ma japońskie korzenie. 

Już od małego był zarażony pasją do futbolu. Nawet kiedy nie miał jeszcze własnej piłki, zrywał ziemniaki i pomarańcze, którymi kopał na podwórku udając, że jest piłkarzem. Takie właśnie było jego marzenie i nic nie mogło go wtedy powstrzymać. Nie zniechęciła go nawet kontuzja, której nabawił się w młodym wieku. Kiedy był już nieco starszy, piłka uderzyła go w rękę i doszło do złamania. Silva nic sobie z tego nie zrobił i nawet gips nie przeszkodził mu w uganianiu się za futbolówką.

To właśnie wtedy jego rodzice zadecydowali o zapisaniu go do drużyny piłkarskiej. Niestety w jego lokalnym mieście nie było sekcji dla zawodników poniżej dziesiątego roku życia, dlatego wstąpił do drużyny San Fernando w mieście Maspalomas na Wyspach Kanaryjskich. Ciągłe podróże były jednak sporą udręką nie tylko dla niego, ale również dla ojca, który musiał go odwozić.

- Musiałem regularnie tam podróżować, ponieważ w Arguineguin nie było drużyny juniorskiej. Tak bardzo chciałem grać w piłkę, że mój ojciec został wręcz zmuszony do zapisania mnie do San Fernando. Później mogłem już wstąpić do mojej lokalnej drużyny, gdzie wiele się nauczyłem i spędziłem cudowne lata – mówił o latach swojej młodości David Silva.

Wielki transfer w młodym wieku

Młody Silva bardzo szybko robił ogromne postępy. Swoją karierę zaczynał przecież jako bramkarz, a dopiero z czasem zaczął grać na pozycji skrzydłowego, na której imponował swoją niesamowitą techniką. Pewnego razu zgłosił się po niego sam Real Madryt, ale został odrzucony przez klub ze względu na swój niski wzrost.

Parametry fizyczne nie przeszkadzały za to Valencii, która zakontraktowała 14-letniego wówczas piłkarza i umieściła go w drużynie jurorskiej aż ukończył siedemnaście lat. Wówczas trafił do drużyny rezerw, gdzie robił ogromne wrażenie na trenerach. Był niższy i dużo słabszy fizycznie od swoich kolegów z zespołu, ale w niczym mu to nie przeszkadzało. Wystarczało mu tylko tyle, ze był znakomitym piłkarzem, co nie uszło uwadze sztabu szkoleniowego.

Nikt nie mógł spowalniać jego kariery, dlatego od razu znaleziono mu miejsce na wypożyczenie. Początkowo trafił do drugoligowego Eibaru, a następnie do Celty Vigo, która grała na poziomie Primera Division. 19-letni zawodnik spisywał się na tyle dobrze, że po powrocie nikt nie szukał mu już kolejnego wypożyczenia. Miał się stać istotnym elementem w drużynie Nietoperzy i zagościł się tam na dobre.

Na tyle, że jego usługami zaczęły się interesować największe europejskie potęgi. Silva był nie tylko przebojowym skrzydłowym, ale również utalentowanym rozgrywającym. Bez znaczenia było dla niego czy grał po lewej stronie boiska czy tuż za plecami napastnika, wszędzie spisywał się tak samo dobrze. W barwach Valencii rozegrał 166 meczów, w których strzelił 31 bramek i zaliczył 33 asysty. Jednocześnie stał się niezwykle ważnym elementem w reprezentacji Hiszpanii, z którą nie tylko zdobył mistrzostwo Europy, ale także mistrzostwo świata. Właśnie wtedy stało się jasne, ze Mestalla stała się dla niego stanowczo za mała.

Mocarskie plany Manchesteru City

Do akcji wkroczył więc Manchester City, który wyłożył za utalentowanego zawodnika 25 milionów funtów. Dla klubu z Etihad Stadium to był sygnał do ataku. Ściągnęli fantastycznego zawodnika, który nie tylko jest niezwykle uzdolniony technicznie, ale także wszystko widzi na boisku. Był prawdziwym kreatorem i dlatego wszyscy szybko dostrzegli, że lewe skrzydło to nie jest dla niego odpowiednie miejsce. O wiele bardziej sprawdziłby się w roli klasycznej dziesiątki, którą zresztą pełnił przez większość swojej kariery w City.

Szejkowie oprócz niego kupili jeszcze Edina Dżeko oraz Yayę Tourę, a więc oznaczało to jedno – żarty się skończyły, Obywatele w końcu chcą dokonać przewrotu w hierarchii Premier League. Tak się też stało, ponieważ Manchester City zajął trzecie miejsce w lidze oraz sięgnął po Puchar Anglii – swoje pierwsze trofeum od 35 lat. To właśnie tego roku wszyscy przestali lekceważyć nowobogacki zespół, wszyscy musieli liczyć się z tym, że Obywatele zamierzają zbudować potęgę. Wystarczyło tylko, żeby do zespołu dołączył Sergio Aguero i wszystko ruszyło. Argentyńczyk wraz z Davidem Silvą szybko się dogadali i we dwójkę wynieśli ten zespół na piedestał. Pierwsze mistrzostwo Anglii, pierwszy prawdziwy sukces, a jednocześnie początek fantastycznej przygody.

Silva, Aguero i Kompany to trzy osobistości, o których można powiedzieć, że są żywymi legendami tego zespołu. To oni byli tutaj od samego początku i byli częścią zespołu na dobre i na złe. Razem dokonali wielkich rzeczy i zdobyli wszystko, co tylko dało się zdobyć na boiskach Premier League. Mówisz Manchester City, myślisz David Silva, Sergio Aguero i Vincent Kompany. Cala trójka pewnego dnia z pewnością doczeka się swoich własnych pomników przed Etihad Stadium.

Kiedy jednak David Silva stawał się coraz starszy, znowu wróciły głosy krytyków. Jego rola w Manchesterze City miała być coraz bardziej marginalizowana, a na boisku mieli go zastąpić młodsi, lepsi i bardziej błyskotliwy. Czas jednak mijał, a Hiszpan cały czas był kluczowym elementem w drużynie Obywateli. I owszem, zdarzało się, że stawał się elementem rotacji, ale tak czy siak brał udział w większości spotkań, w których pełnił kluczową rolę. 

Koniec pięknej epoki

Teraz jego przygoda z Manchesterem City dobiega końca. David Silva ogłosił przed rozpoczęciem sezonu, że w 2020 roku pożegna się z klubem i nie przedłuży wygasającego kontraktu. Jednocześnie zadeklarował, że nie dołączy do żadnej angielskiej drużyny i swoich sił spróbuje w innym otoczeniu.

– To będzie mój ostatni sezon. To idealny moment na odejście, dziesięć lat całkowicie mi wystarcza – mówił David Silva w swoim oświadczeniu. – Chodzi o zakończenie pewnego cyklu, 10 lat to wspaniała liczba i nie wyobrażam sobie, żebym teraz mógł zagrać przeciwko Manchesterowi City w barwach innego klubu. Mam rodzinę i jest ona dla mnie priorytetem. Został mi jeszcze jeden rok, a co nastąpi potem, to się zobaczy.

Trudno w to uwierzyć, ale w czerwcu minie dokładnie dziesięć lat od momentu, w którym David Silva po raz pierwszy pojawił się w Manchesterze City. Dziesięć wspaniałych lat, w których dokonał wielkich rzeczy. Bez niego ta liga nie będzie już taka sama, ale to nie oznacza, że nie będziemy mogli go jeszcze oglądać w akcji. W żadnym wypadku, 34-latek nie zamierza jeszcze kończyć piłkarskiej kariery i z pewnością nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Jaki będzie jego kolejny kierunek? Trudno powiedzieć. W grę wchodzi kierunek japoński ze względu na kraj pochodzenia jego matki. Na myśli od razu przychodzi nam zespół Vissei Kobe, w którym znajdziemy takich zawodników jak Andres Iniesta czy Sergi Samper. Do niedawna przebywał tam również David Villa, który niedawno zakończył swoją karierę.

Jedną z opcji było także Las Palmas. Kierunek ten wchodził w grę, ponieważ zespół ten jest umiejscowiony na Wyspach Kanaryjskich, skąd właśnie pochodzi Silva. Niestety Hiszpan mówił, że transfer ten byłby możliwy, gdyby zespół wywalczył awans do Primera Division, a jak na razie zajmuje szesnaste miejsce na jej zapleczu. Może więc Stany Zjednoczone?

Wszystko jedno, gdzie trafi, na pewno będzie w stanie grać jeszcze na bardzo wysokim poziomie. I choć już widać było w meczach Premier League, że nie zawsze był w stanie grać na pełnych obrotach, to wciąż może pochwalić się taką techniką, jakiej z pewnością nie osiągnie wielu wciąż aktywnych piłkarzy.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się