var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Rafał Oleksiewicz / PressFocus

Ordery za Puchar i Superpuchar Polski – najlepsza XI Arki Gdynia minionej dekady

Autor: Maciej Kanczak
2020-03-22 19:30:55

Kończąca się dekada to w przypadku Arki Gdynia prawdziwy rollercoaster. Najpierw, po trzech latach balansowania na krawędzi, żółto-niebiescy musieli przełknąć gorycz degradacji do I ligi. Na zapleczu Ekstraklasy mieli spędzić rok, a utkwili w niej na długich pięć lat. Gdy zaś w końcu wrócili do elity, niespodziewanie stali się jednym z najbardziej utytułowanych klubów nad Wisłą, zdobywając Puchar i dwa Superpuchary Polski. Nic dziwnego więc, że w naszej jedenastce dekady znajdują się przede wszystkim piłkarze, którzy mieli największych udział w tych sukcesach.

BRAMKARZ:

PAVELS STEINBORS

Przygodę z Arką zaczynał jako zmiennik Konrada Jałochy w sezonie 2016/2017. Szansę gry dostawał tylko w Pucharze Polski, w Ekstraklasie do kwietnia 2017 tylko dwa razy pojawił się na boisku. Zmiana trenera (Grzegorz Nicińskiego zastąpił Leszek Ojrzyński), a także kontuzja Jałochy otworzyły mu drogę do bramki gdynian. Reszta już jest historią.

Od meczu z Piastem Gliwice w 31. kolejce rozgrywek 16/17 do ostatniego starcia przed przerwą spowodowaną pandemią koronawirusa, Łotysz nie opuścił ani jednego ligowego meczu! Ani jednego! Łącznie wystąpił w 107 meczach Ekstraklasy z kolei i 28 razy zachowywał czyste konto. Biorąc pod uwagę, jak dziurawą obroną dysponują żółto-niebiescy, jest to wynik godny podziwu. „Niezniszczalny” - napisała po setnym występie z rzędu Steinborsa, „Gazeta Wyborcza Trójmiasto” i pod tym stwierdzeniem wypada nam się jedynie podpisać. Łotyszowi wystarczyły niecałe cztery lata gry przy ul. Olimpijskiej, aby wstąpić do panteonu najważniejszych graczy gdyńskiego klubu, o czym świadczy miejsce w jedenastce 90-lecia Arki.

W tym czasie wraz z kolegami zdobył Puchar (2017) i dwa Superpuchary Polski (2017,2018). Uczestniczył również w przegranym finale PP z Legią Warszawa w 2018 r., zadebiutował także w europejskich pucharach (pamiętne, choć przegrane boje w II rundzie eliminacji Ligi Europy z FC Midtjylland). Sukcesy sukcesami, ale przecież nie tylko za to w Gdyni Steinbors jest wychwalany pod niebiosa. Wystarczy przejść się na jeden mecz Arki i posłuchać jak kibice reagują na jego kolejne znakomite interwencje. To uwielbienie, ocierające się wprost o fanatyzm. 

OBROŃCY:

ADAM MARCINIAK

Sezon 2015/2016 spędził na Cyprze, ale poza Polską wytrzymał tylko rok. Po powrocie do kraju popisał jednak kontrakt z Arką, a nie z Cracovią, w której przed transferem do AEK Larnaka spędził cztery lata. Przez ten czas był jednym z ważniejszych piłkarzy „Pasów”, ale i w Gdyni szybko wyrobił sobie opinię fundamentalnie ważnego gracza.

Umówmy się, wielkim wirtuozem nigdy nie był, ale wszelkie braki techniczne nadrabiał ambicją i sercem do gry. Poza tym zawsze był do dyspozycji trenerów, gdy na jakiejś pozycji akurat pojawiał się wakat. W ostatnich dwóch sezonach jest suwerenem na lewej obronie, ale warto wspomnieć, że od sezonu 2016/2017 zdarzało mu się występować także jako środkowy obrońca, prawy obrońca, defensywny pomocnik, ofensywny pomocnik i środkowy pomocnik. W „Czterdziestolatku” Irena Kwiatkowska grała kobietę pracującą, co żadnej pracy się nie boi. Jeśli zaś kiedykolwiek powstanie serial o naszej Ekstraklasie, Marciniak będzie miał duże szansę na angaż do roli piłkarza, co gry na żadnej pozycji się nie boi. W dodatku, po zawieszeniu butów na kołku przez Krzysztofa Sobieraja, to właśnie Marciniak przejął opaskę kapitańską.

KRZYSZTOF SOBIERAJ

W Gdyni przeżył wszystko. Mroczne czasy korupcji, za którą także nie uniknął kary. Pierwszy awans do Ekstraklasy po 23 latach przerwy. Karną degradację w czasach, gdy w zespole przez moment nie brakowało niczego, a większość kolegów po fachu mogło gdynianom zazdrościć zarobków. Odszedł w 2009 r. w atmosferze skandalu, pokłócony z klubową wierchuszką. Ale obie strony wytrzymały bez siebie tylko trzy lata.

Sobieraj ponownie zawitał do Gdyni w 2012 r. i znów był czołową postacią defensywny Arki. Po pięciu latach przerwy nie tylko wprowadził ją do Ekstraklasy, ale i na europejskie salony, bo żółto-niebiescy dzięki triumfowi w Pucharze Polski, mogli występować w Lidze Europy. I wstydu polskiej piłce z pewnością nie przynieśli.

- Myślę, że sporo dla Arki wygrałem, ale też przegrałem. Wiem, że budziłem skrajne emocje. Wierzę jednak, że zostanę zapamiętany wyłącznie z dobrej strony. Mam nadzieję, że kibice docenią moje oddanie dla tego klubu i solidność w grze – mówił w maju 2018 r. „Przeglądowi Sportowemu”, gdy ogłaszał zakończenie kariery. Patrząc na to, w jaki sposób pożegnali go kibice, było tak, jak sobie wymarzył.

TOMASZ JARZĘBOWSKI

Jedyny z tego grona, któremu nie dane było świętować z Arką zdobycia Pucharu i dwóch Superpucharów Polski. Ba, nie miał nawet okazji z gdyńskim klubem występować w Ekstraklasie, bo odszedł z niego na dwa lata przed awansem. Uznaliśmy jednak, że należy również wyróżnić tych, którzy w pocie czoła pracowali na chwałę gdyńskiego klubu w I lidze, nawet jeśli ta praca w ostatecznym rozrachunku nie dała żadnych owoców. A obok 94 występów Jarzębowskiego w ciągu trzech lat nie można przejść obojętnie.

Do Arki trafił we wrześniu 2011, już w trakcie trwania sezonu 2011/2012. Gdynianie, po trzech latach przerwy, ponownie znaleźli się w I lidze i marzyli, aby jak najszybciej się z niej wydostać. Pomóc w tym mieli gracze doświadczeni, czyli właśnie tacy jak Jarzębowski.

- Moim zdaniem jest w nas ambicja, złość, wola walki. Jeździmy na dupach, nie zadowalamy się tym co mamy – obrazowo opisywał próby powrotu do elity w wywiadzie dla portalu arkowcy.pl. W tej samej rozmowie podkreślał jednak także coś innego: - Tylko, no właśnie, czasami po prostu trzeba lepiej pograć w piłkę i zdarza się, że w niektórych meczach nam po prostu tego brakuje.

Jarzębowski w Gdyni świetne miał przede wszystkim pierwsze dwa sezony. Najpierw stworzył znakomicie rozumiejący się duet w środku pola z Petrem Benatem, a później, gdy został wycofany do środka obrony, także dawał sobie radę. W centrum drugiej linii mieliśmy kandydatów od zatrzęsienia, stąd też umieszczamy go na pozycji środkowego obrońcy.

DAMIAN ZBOZIEŃ

W Arce występuje od momentu jej powrotu do Ekstraklasy w 2016 r. Choć w najwyższej klasie rozgrywkowej grał także w GKS Bełchatów, Piaście Gliwice i Zagłębiu Lubin, to jednak dopiero przy ul. Olimpijskiej stał się, jak na polskie warunki, ponadprzeciętnym piłkarzem. Nieustępliwy i skuteczny w defensywie, ale także i pod bramką przeciwnika. Przez cztery lata nastrzelał dla żółto-niebieskich osiem goli. W żadnym klubie także dobrze nie radził sobie w polu karnym przeciwnika. Do tego zasłynął ze znakomicie wykonywanych autów. 

- Rozgrywam najlepszy sezon w karierze. To mój czas. Nigdy nie byłem żadnym wirtuozem, tylko rzemieślnikiem bazującym na dobrym przygotowaniu motorycznym. Zawsze zostawiam na boisku serducho. Te liczby to nagroda za ciężką pracę – mówił w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” w grudniu 2017 r., kiedy na koncie miał trzy gole i trzy asysty. Wydawało się, że lepiej grać nie może. Okazało się, że… może, bo w kolejnym sezonie jego liczby (pięć bramek i dwie asysty), wyglądały jeszcze bardziej okazale.

POMOCNICY:

LUKA ZARANDIA

Zarandia, ależ łatwo minął Trałkę, Zarandia, Zarandia, Zarandia, ależ akcja, coś niesamowitego, jak on to zrobił, to był taki Arweładze z najlepszych lat” - tak fenomenalną bramkę gruzińskiego skrzydłowego w finale Pucharu Polski z Lechem Poznań, skomentował na antenie Polsatu Mateusz Borek. Nim Gruzin pokonał Jasmina Buricia, przebiegł sam pół boiska, mijając po drodze trzech rywali. To bez wątpienia jeden z najważniejszych momentów w 90-letniej historii Arki, ale też przez dłuższy czas jedyny pamiętny występ Zarandii w żółto-niebieskich barwach.

Bo też zobaczmy – w sezonie 2016/2017 Gruzin rozegrał tylko 9 meczów (w Arce pojawił się wiosną). Jedyne trafienie zanotował właśnie na PGE Narodowym. W kolejnych rozgrywkach zaliczył już 20 występów, ale tylko trzy razy pokonywał bramkarzy rywali, co jak na skrzydłowego jest wynikiem raczej marnym. Dopiero w kampanii 2018/2019 stał się pełnoprawnym liderem gdyńskiego zespołu. 5 goli i 6 asyst to już przyzwoity dorobek, który przy okazji zwrócił uwagę działaczy belgijskiego Zulte Waregem. W Jupiler League sobie nie poradził, zatem gdyńscy kibice po cichu liczyli, że Gruzin wspomoże zimą były klub w walce o utrzymanie. Rywalizację o Zarandię z Arką wygrał jednak kazachski Toboł Kostanaj.

MICHAŁ NALEPA

Wychowanek Arki, już w wieku 20 lat zaczął być ważną częścią gdyńskiego klubu. W premierowym sezonie w pierwszym zespole (2014/2015) rozegrał aż 32 spotkania. W kolejnym, zakończonym upragnionym awansem do Ekstraklasy, zaliczył z kolei tylko 3 mecze mniej. W Ekstraklasie jednak początkowo nie szło mu tak dobrze. W pierwszych rozgrywkach po powrocie do elity, przez niemal całą jesień pauzował z powodu kontuzji pachwiny, a wiosną głównie grywał ogony. Jego sytuacja poprawiła się już w kolejnych dwóch sezonach (2017/2018 – 27 meczów, 2018/2019 – 25 meczów). Punktem wspólnym obu rozgrywek był jednak fakt, że nie były to występy pamiętne i spektakularne. Dopiero w obecnej kampanii śmiało można o nim pisać, jak o liderze Arki.

Nie tylko strzela (4 gole), ale również i stwarza okazje partnerom (pięć, najwięcej w zespole, wespół z Davitem Schirtladze – statystyki za ekstrastats.pl). Rolę przywódcy żółto-niebieskiej ekipy nie ogranicza się tylko do działań boiskowych, bo Nalepa nie boi się również przemawiać poza nim. Gdy po pierwszej połowie derbów Trójmiasta, Lechia stwarzała zbyt wiele okazji bramkowych, pomocnik nie bał się przed kamerami Canal + powiedzieć, że środkowi obrońcy grają zbyt miękko i niepewnie. Wcześniej, gdy gdyńska szatnia przestała się dogadywać ze Zbigniewem Smółką, także Nalepa jako pierwszy nie bał się powiedzieć o tym głośno. Może dlatego właśnie klubowe władze zabroniły mu we wrześniu występu w Lidze + Extra, aby nie usłyszeć o sobie kilku słów gorzkiej prawdy?

MARKO VEJINOVIĆ

Tak jak w sezonie 2018/2019 jesień należała w Gdyni przede wszystkim do duetu Janota-Zarandia, tak wiosną wszystko kręciło się wokół Vejinovica. Nie mamy oporów by napisać, że utrzymanie Arka zawdzięcza właśnie holenderskiemu defensywnemu pomocnikowi.

Przy Olimpijskiej miał być człowiekiem od czarnej roboty, tymczasem w grupie spadkowej wziął na siebie snajperskie obowiązki. Z 10 bramek, które w dodatkowych siedmiu kolejkach zdobyli gdynianie, aż cztery były autorstwa Vejinovicia (na listę strzelców wpisał się także w sezonie zasadniczym z Pogonią Szczecin). Widać było po jego ruchach, że to człowiek wychowany w zupełnie innej rzeczywistości. Do Arki był jednak tylko wypożyczony z AZ Alkmaar, więc po zakończeniu sezonu powrócił do ojczyzny, będąc święcie przekonanym, że tym razem będzie miał większe szanse na regularne występy. Nic bardziej mylnego.

Z okazji skorzystała ponownie Arka, której wcześniej nie było stać na transfer definitywny. Z działaczami AZ udało się wypracować kompromis, dzięki czemu Vejinović już na stałe wylądował w Gdyni. W pierwszym meczu po powrocie, z Holendrem w składzie, Arkowcy wygrali swój pierwszy mecz w sezonie 2019/2020. Z kolei najbardziej spektakularny występ 30-letniego pomocnika to derby Trójmiasta z Lechią, kiedy to w 100. minucie zapewnił swojemu zespołowi cenny remis.

MICHAŁ JANOTA

Gdy grał w juniorskich zespołach Feyenoordu Rotterdam, o jego technicznych umiejętnościach krążyły legendy. Miał być reprezentantem Polski na lata, ale najbliżej gry w kadrze zdawał się być w okresie, kiedy... brylował w Arce Gdynia.

Wcześniej nie poradził sobie w Go Ahaed Eagles, Koronie Kielce, Pogoni Szczecin, Podbeskidziu Bielsko-Biała i Górniku Zabrze. Większość kibiców i ekspertów postawiła więc na nim krzyżyk. Odżył dopiero w I-ligowej Stali Mielec, gdzie prowadził go Zbigniew Smółka. Gdy ten w lipcu 2018 zameldował się w Gdyni, zabrał ze sobą nad morze wyróżniającego się podopiecznego. A ten za zaufanie odwdzięczył się fenomenalną postawą. 

Jesienią zdobył dla żółto-niebieskich 9 bramek i zaliczył 4 asysty, a Arka dobijała się do grupy mistrzowskiej, grając, zwłaszcza w końcówce roku, efektowny futbol. „Niegdyś Michał Janota najczęściej był adresatem drwin i prześmiewczych komentarzy. Taka opinia ciągnęła się za nim aż do momentu przyjścia do Arki Gdynia, w której zamyka usta wielu krytykom” - pisała w listopadzie 2018 „Gazeta Wyborcza Trójmiasto”. Sam Janota z kolei na jej łamach przyznał: - Trafiłem po prostu na trenera, który zrozumiał mnie, zrozumiał moją osobę, wie jak funkcjonuje i potrafi wydobyć ze mnie najlepsze. - To właśnie wtedy pojawiały się pierwsze komentarze, że pomocnik gdynian powinien dostać w końcu szansę w reprezentacji Polski. Jerzemu Brzęczkowi sugerowali to m.in. Andrzej Strejlau i Kamil Kosowski.

 

 

Tej szansy Janota nigdy nie dostał, bo podobnie jak cała Arka, wiosną mocno spuścił z tonu. Jego bilans w rundzie rewanżowej to gol i trzy asysty. Żółto-niebieskim co prawda udało się utrzymać w elicie, ale wiosną to już inni gracze decydowali o obliczu gry gdynian. Niemniej, za tą magiczną jesień 2018 Janocie miejsce w jedenastce dekady należało się jak psu buda.

MARCUS VINICIUS

Pomijając sezon spędzony w GKS-ie Bełchatów, przed transferem do Arki Brazylijczyk grywał głównie w niższych klasach rozgrywkowych (Piast Choszczno, Czarni Żagań, Zdrój Ciechocinek, Orkan Rumia), zatem przy ul. Olimpijskiej nie oczekiwano od niego cudów. Nie napiszemy, że takowe były jego udziałem, ale na zapleczu Ekstraklasy szybko stał się czołową postacią. Już w debiutanckim sezonie strzelił aż 15 goli. Gdyby reszta kolegów dostosowała się do jego poziomu, żółto-niebiescy pewnie szybciej wróciliby do elity. Bramkowego wyniku z sezonu 2012/2013 już nie powtórzył, ale w dalszym ciągu był mocnym ogniwem Arki. W Ekstraklasie wiodło mu już jednak różnie, częściej źle niż dobrze.

Po powrocie do najwyższej klasy rozgrywkowej, zdążył jeszcze dołożyć cegiełkę do utrzymania (siedem goli) i zdobycia Pucharu Polski (jedno trafienie). Dwukrotnie również trafiał do siatki w pamiętnych bojach z FC Midtyjlland. W sezonie 2017/2018 grał już jednak incydentalnie, a gdy w kolejnych rozgrywkach Leszka Ojrzyńskiego na ławce Arki zastąpił Zbigniew Smółka, skrzydłowy miał podobno usłyszeć, że jest siódmy w kolejce do gry na swojej pozycji. O Smółce już jednak w Gdyni dawno zapomniano, tymczasem jego następcy, a więc Jacek Zieliński i Aleksandar Rogić nie mieli oporów aby na niego stawiać. Kibice z kolei wybrali go do jedenastki 90-lecia gdyńskiego klubu.

NAPASTNICY:

RAFAŁ SIEMASZKO

Dziś to głęboki rezerwowy, który do 26. kolejki dostał od Jacka Zielińskiego i Aleksandara Rogicia ledwie siedem szans na pokazanie swoich umiejętności. Biorąc jednak pod uwagę jak fenomenalnie dysponowany był w pamiętnym dla Arki sezonie 2016/2017, w jedenastce dekady po prostu nie mogło go zabraknąć.

W zespole z Gdyni swoich sił próbował dwukrotnie. W rozgrywkach 2010/2011 zadebiutował w Ekstraklasie, ale żółto-niebiescy nie potrafili utrzymać się na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Polsce, a Siemaszko na dłużej zapewnić sobie miejsca w gdyńskiej drużynie. Kolejne cztery lata spędził w Gryfie Wejherowo (II liga) i Chojniczance Chojnice (I liga). Na ul. Olimpijską ponownie zawitał dopiero w sezonie 2015/2016 i siedmioma golami pomógł Arce wrócić do Ekstraklasy. Aż w końcu nadeszła kampania 2016/2017. Siemaszko strzelał gdzie się tylko dało – w lidze jego 11 trafień wydatnie pomogło w utrzymaniu gdyńskiego klubu. W Pucharze Polski z kolei trafiał trzykrotnie, w tym w wielkim finale na PGE Narodowym z Lechem Poznań, kiedy to strzałem głową otworzył wynik rywalizacji.

W kolejnych latach nie zbliżył się już do tak wybornej formy. Dalej był jednak zawodnikiem na którego Arka mogła liczyć w ważnych momentach, przeważnie pełniąc rolę dżokera. W sezonie 2017/2018 rozegrał 27 meczów i strzelił 5 goli, zaś w poprzednich rozgrywkach meldował się na boisku 26 razy i zdobył 2 bramki. Dopiero w bieżącej kampanii jego rola została ograniczona do minimum. Siemaszko jednak nie zamierza składać broni.

- Robię co mogę na treningach, by dawać z siebie wszystko i dostać szansę. Nie zrzędzę, nie chodzę smutny, szansa jeszcze przyjdzie – stwierdził w rozmowie z „Radiem Gdańsk”.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się