var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Pawel Jaskolka / PressFocus

ESA: Klimczak o stratach Lecha i nie tylko. Śląsk mrozi pensje, Wiślacy zgłaszają gotowość. Boniek: PZPN to nie bankomat

Autor: zebrał Mariusz Bielski
2020-03-25 01:10:05

No to zaczyna się – piłkarze zgłaszają gotowość, aby ciąć im pensje, a jeden klub już nawet poczynił kroki w tym kierunku, aby zaoszczędzić. Zarządcy z kolei poczęli wyliczać ile mogą stracić prowadzone przez nich kluby. Do tego Boniek odbił w ich stronę piłeczkę dotyczącą wsparcia finansowego, a Dróżdż skrytykował pomysł Rakowa. W cieniu całego zamieszania Arka zmieniła kapitana.

„Karol Klimczak: Straty będą duże. Jeśli to potrwa, będzie trudno”

„Jeżeli to wszystko potrwałoby dłużej, to będzie niesamowicie ciężka sytuacja – przyznał prezes Kolejorza. Na samym odwołaniu ligowego klasyku z Legią (miał zostać rozegrany 14 marca) Lech stracił 2 miliony złotych, które mógłby zarobić wówczas podczas dnia meczowego. A to nie jedyne straty finansowe ponoszone przez klub podczas pandemii i związanego z nią zawieszenia ekstraklasy. - Z dnia na dzień zostaliśmy odcięci od ekspozycji rynkowej. Nie mamy teraz możliwości prowadzić usługi w postaci ekspozycji reklamowej naszych sponsorów, na przykład na koszulkach i mamy już prośby od naszych kontrahentów, aby wstrzymać się z wystawianiem im faktur za ten czas, bo my usług dla nich tak naprawdę nie świadczymy – wyjaśnił Klimczak.”

Więcej TUTAJ

***

To chyba była kwestia czasu, aż kluby zaczną zamrażać lub ciąć pensje. Przed szereg wyszedł Śląsk Wrocław. Reszta zaraz pójdzie jego śladem? Gotowość do podobnych rozwiązań zadeklarowali zawodnicy Wisły Kraków.

„W wyniku wspólnie wypracowanego porozumienia, w trosce o stabilność finansową i przyszłość klubu, zawodnicy Śląska Wrocław zgodzili się na zamrożenie znacznej części swoich wynagrodzeń. Tym samym będą otrzymywać od 15% do maksymalnie 30% swoich podstawowych miesięcznych pensji.”

 

 

 

***

O podobnym rozwiązaniu mówi się też w Pogoni Szczecin.

„Wszyscy mówią teraz o stratach finansowych. Czy te straty można już jakoś oszacować i czy zamierzacie poprosić o pomoc kibiców do zakupu wirtualnych biletów, czy cegiełek jak robią to już inne kluby? 
Trochę niezręcznie jest mi o tym mówić, bo nie mam takiego upoważnienia od drugiej strony, ale mogę powiedzieć, że od jednego z partnerów nie otrzymujemy nic, a od drugiego pięćdziesiąt procent. Ja to rozumiem. Do jednego nawet wystąpiliśmy z taką sugestią, bo ciążą na nim duże odpowiedzialności i obowiązków, jest zmuszony pomagać innym, żeby zdjąć nam te pieniądze. Mimo, iż spowoduje to u nas jakiś tam kryzys finansowy. Natomiast czy będziemy oczekiwali od kibiców? Twierdzę, że musimy poradzić sobie sami. Mi jest bardzo trudno wyciągać rękę po pieniądze. Wiem jaka jest sytuacja, ludzie mają ciężko w swoich zakładach pracy. Trafiają na postojowe, jak prowadzą własną działalność to nie dostają żadnych pieniędzy. Dziś mam mówić "kibice pomóżcie?". Nie mam sumienia teraz tego zrobić. Nie chcę na razie mówić o wielkościach, ale to nie będzie 5% tylko więcej. Rozważamy i rozmawiamy z piłkarzami i trenerami na ten temat. Jeżeli nie chcemy zwalniać ludzi, a taką mamy intencję, bo nie chcę nikogo zwalniać, to taką radykalną decyzję musimy podjąć aby zredukować koszty.

Czy zawodnikom już to komunikowaliście?
Rozmawiamy o tym. Na razie ustalamy, aby ten system był w miarę sprawiedliwy. On nigdy nie będzie sprawiedliwy dla wszystkich. Podejście jest raczej pozytywne. Ludzie to doskonale rozumieją i że tak trzeba. Wielokrotnie to mówiłem i często spotykało się to z kpiną, że przesadzam - ci, którzy są w Pogoni, pracują w niej i się poświęcają - kochają to miejsce i klub. Zależy im nie tylko na tym aby utrzymać miejsce pracy, ale też, żeby klub funkcjonował dalej.”

Więcej TUTAJ

***

Kluby Ekstraklasy chcą pieniędzy od PZPN-u. Boniek odbija piłeczkę.

„Gdybym prowadził dzisiaj klub, to przedstawiłbym piłkarzom sytuację uczciwie: Panowie, wszyscy jedziemy na jednym wózku. Jeśli chcemy przetrwać kryzys, to do czerwca musimy obniżyć pensje o 50 procent, ale nie mniej niż minimum dla godnego życia dla profesjonalnego sportowca. Czyli jeśli ktoś bierze 30 tys. zł, to po obniżce dostanie 15 tys. zł, ale ktoś, kto ma na rękę 15 tys. zł, to nie zetniemy mu do 7,5 tys. zł, tylko do 10 tys. zł, bo takie minimum dla piłkarza Ekstraklasy bym ustalił. W 1. lidze to minimum powinno wynosić 6 tys. zł, a w drugiej - 5 tys. zł. Juniorom, którzy otrzymują po ok. cztery tysiące złotych, również nie powinno się obniżać zarobków - uważa Boniek.

Myślimy, jak zredukować działania, jak obniżyć budżet. Jesteśmy w sytuacji wyjątkowej i musimy tak właśnie działać. Cieszę się, że wszyscy widzą oparcie w PZPN-ie, bo to tylko świadczy o sile, mądrym i fachowym prowadzeniu związku przez ostatnie siedem lat. My jesteśmy od tego, aby w pewnych elementach pomagać i to zrobimy, w ramach naszych możliwości. A na pewno nie będziemy dla nikogo bankiem, ani bankomatem - zapewnia prezes związku.”

Źródło: Interia.pl

***

A propos pomagania… Ostatnio w social mediach modny zrobił się łańcuszek z wyzwaniem dotyczącym żonglowaniem papierem toaletowym. Krzysztof Kamiński, bramkarz Wisły Płock, też został nominowany, ale zamiast wziąć udział wychodzi z propozycją lepszego challenge’u na te trudne czasy. Oby ekstraklasowicze równie chętnie brali udział…

 

 

***

Głośno ostatnio jest o propozycji Rakowa, by w izolacji dograć ligę do końca. Dość ostro ten pomysł skrytykował Mateusz Dróżdż, były prezes Zagłębia Lubin.

„Ze względu na rozporządzenie ministra zdrowia, które ogłasza stan epidemii, pomysł uważam za nierealny do zrealizowania. Według rozporządzenia zakazana jest jakakolwiek działalność w zakresie sportu. Proponowane rozwiązania, czyli rozgrywanie meczów, przeprowadzanie zgrupowań, według mnie naruszałyby ten przepis. Ten problem pojawił się już wcześniej, po ogłoszeniu pierwszego rozporządzenia, czy w klubach w ogóle da się prowadzić treningi. Na ten temat była długa dyskusja i większość prawników, którzy zajmują się sytuacjami kryzysowymi i szeroko pojmowanym prawem sportowym, uznała, że niestety nie można tego robić. Zatem tym bardziej dotyczy to zgrupowań, a z tym byśmy mieli do czynienia, gdyby pomysł wszedł w życie.”

Więcej TUTAJ

***

Skoro już przy Rakowie jesteśmy, to wypadałoby odnotować, że na dłużej związał się z nim Jakub Apolinarski.

 

 

***

Po cichu Arka zmieniła kapitana. Został nim… Marko Vejinović!

„Dlaczego trener Sobieraj nie powierzył kapitanowania jednemu z tych piłkarzy, a postawił na Vejinovicia? Z naszych ustaleń wynika, że powody były co najmniej dwa. Po pierwsze Vejinović, który z racji choćby najwyższego kontraktu w drużynie, powinien być liderem drużyny z prawdziwego zdarzenia. Jako kapitan ma wziąć na swoje barki większą odpowiedzialność.

Po drugie opaska Holendra ma ochronić przed kartkami. Ma ich na koncie już 6, a kilka otrzymał za dyskusję z sędziami. Jako kapitanowi w podejmowaniu rozmów z arbitrami przysługiwać mu będą większe prawa.”

Źródło: Trojmiasto.pl

***

Wyjaśniło się też dlaczego Sławomir Peszko nie trafił do Widzewa.

„Rafał Pawlak Sprawa rozbiła się o długość kontraktu. „Sławek jest dobrym zawodnikiem, więc mógłby pomóc nam w realizacji celu. Jego sytuacja wygląda jednak tak, że po zakończeniu kariery ma jeszcze kilkuletnią umowę z Lechią w charakterze skauta i nie chciał z niej rezygnować tylko po to, żeby przyjść do Widzewa na pół roku. Miał oczekiwania na dłuższy kontrakt, a my nie chcemy wiązać się z takimi graczami na tak długo” – wyjawił na antenie. - „Nie byliśmy w stanie zaakceptować tylko i wyłącznie długości kontraktu. Sławek nie miał wygórowanych żądań finansowych, prasa spekulowała, że musielibyśmy stworzyć dla niego kominy płacowe, ale tak by nie było, bo zarabiałby tak, jak nasi czołowi zawodnicy. Po prostu ocenił, że w Gdańsku ma za dużo do stracenia, dlatego nie chciał tego rzucać”

Źródło: gol24.pl

***

Żarko Udovicić opowiedział o życiu w kwarantannie, ale także o swych problemach zdrowotnych oraz niefortunnych filmikach, które wrzucał niedawno do sieci.

„Wytłumaczmy może co dokładnie stało się w Turcji, że nie mogłeś przez ponad miesiąc niczego robić.
Przede wszystkim zdziwiłem się, gdy zobaczyłem artykuł na "Weszło", w którym było napisane, że miałem podejrzenie zawału serca. Praktycznie od razu wrzuciliśmy do sieci zdjęcie, że nic mi nie jest. Ja czułem, że to nie jest nic poważnego. Normalnie trenowałem przez dwa dni, ale czułem delikatny ból w klatce piersiowej. Postanowiliśmy to sprawdzić. Lepiej to zrobić niż później żałować, że się zbagatelizowało sprawę i konsekwencje mogą być bardziej poważne. Pojechaliśmy do szpitala, zrobiono mi EKG serca, do tego RTG płuc. Dostałem informację, że wszystko jest w porządku, ale problem pojawił się, gdy zrobiono mi badanie krwi. Ja od razu wiedziałem, że to nie jest nic poważnego, choć jadąc do szpitala atmosfera była nerwowa. Wszystko działo się na zasadzie: "szybko, szybko, szybko". Nie za bardzo wiedziałem o co chodzi. Niestety lekarz powiedział mi, że nie mogę trenować przez 7-10 dni. Dostałem jakieś antybiotyki i wydawało mi się, że po wzięciu ich wszystkich będę mógł wrócić do zajęć. Potrzebne były jednak wyniki rezonansu. Bez nich powrót do treningów był niemożliwy. To czekanie było najgorsze. W Gdańsku nie można było wykonać rezonansu, więc pojechaliśmy do Łodzi. Tam się udało, ale powiedziano mi, że na wyniki muszę poczekać czternaście dni. Wszystko się przedłużało, ja sam nie wiem dlaczego tak długo trzeba czekać na wyniki, ale na szczęście to wszystko już za mną.”

Więcej TUTAJ


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się