var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Pixathlon // Press Focus

Pracowita przerwa w Monachium. W tle koronawirusa walka o wpływy i nowe kontrakty gwiazd

Autor: Maciej Zaremba
2020-03-25 16:00:37

Nie samym koronawirusem człowiek żyje. W tle walki świata z epidemią w Monachium toczą się bardzo ważne rozmowy dotyczące przyszłości klubu. Dotyczą one nie tylko kształtu kadry na nowy sezon i kwestii podpisania nowych umów lub też nie, ale również tego, kto i jak będzie rządził Bayernem w kwestii sportowej.

Bayern Monachium jest jednym z nielicznych klubów w Europie, który nie musi specjalnie martwić się finansowymi konsekwencjami przerwania rozgrywek ligowych i międzynarodowych. Bawarczycy oczywiście stracą grube miliony, ale ich sytuacja jest na tyle komfortowa, że koronawirus na pewno nie wywróci wszystkiego w klubie do góry nogami. Bayern opływa w bogactwie, a skąpstwo, z którego w ostatnich latach wielu szydziło, okazuje się w kryzysowym okresie bardzo pomocne. Klub z Monachium ma na koncie 500 milionów euro stałych środków, zerowe zadłużenie, spłacony stadion oraz akademię, którą wybudował za własne pieniądze. W takich warunkach Karl-Heinz Rummenigge i spółka nie muszą martwić się o łatanie dziur w budżecie, a mogą spokojnie skupić się na działaniach ukierunkowanych na rozwój sportowy drużyny. A w tej kwestii roboty jest naprawdę sporo.  

Flick kontra Salihamidzic

Od kilku tygodni w stolicy Bawarii głośno jest na temat konfliktu Hansiego Flicka z Hasanem Salihamidziciem. Obaj panowie walczą o wpływy. Flick w wywiadzie dla niemieckich mediów przekonywał, że jeśli zostanie w Monachium, to chce mieć zdecydowanie większy wpływ na transfery i przede wszystkim posiadać prawo veta w sprawie zakupu i sprzedaży piłkarzy. Takie postawienie sprawy nie podoba się oczywiście Bośniakowi, który pod koniec 2019 roku awansował i dołączył do zarządu klubu. Powoduje to, że Salihamidzic naturalnie chciałby pełnić w klubie coraz istotniejszą rolę, zwłaszcza, że odejście Hoenessa to dopiero początek wymiany pokoleniowej na szczycie władz mistrza Niemiec.

 

 

Jeśli wierzyć najświeższym doniesieniom z kraju naszych zachodnich sąsiadów wewnętrzna przepychanka pomiędzy trenerem i dyrektorem sportowym nadal trwa i nie wiadomo, jak się skończy. Z jednej strony Salihamidzic jest wielkim zwolennikiem transferu Leroya Sane, zaś z drugiej Flick nie jest przekonany do skrzydłowego City i wolałby w zespole Timo Wernera, którego Bośniak zdecydowanie odrzuca. Trenera Bayernu i dyrektora sportowego łączy osoba Kaia Havertza, którego obaj są wielkimi fanami. Tutaj jednak do głosu dochodzi już Rummenigge, który niekoniecznie chciałby płacić za piłkarza Bayeru ponad 100 milionów euro. 

Sprawa kompetencji musi zatem zostać jak najszybciej rozstrzygnięta, ponieważ Bayern nie może po raz kolejny chaotycznie przeprowadzać transferów. Oczywiście wszyscy zdają sobie sprawę, że koronawirus będzie miał ogromny wpływ na rynek transferowy i nadal nie wiadomo, jak będzie wyglądał handel piłkarzami. Jeśli jednak sytuacja się wyklaruje, to FCB musi mieć zespół ludzi zgodnych i wiedzących czego chcą, a nie walczących między sobą. Zwłaszcza, że przed Bayernem w tej kwestii w kolejnych miesiącach naprawdę dużo do zrobienia.

Trudne negocjacje z Neuerem

To czy kupić Sane czy Wernera i ile zaoferować za Havertza to nie koniec trudnych decyzji w Monachium. Jedna z nich dotyczy Manuela Neuera, którego kontrakt z klubem wygasa po zakończeniu przyszłego sezonu. Bawarczycy i kapitan zespołu oczywiście dążą do przedłużenia kontraktu, ale już od wielu tygodni nie potrafią dojść do porozumienia. Kością niezgody jest długość nowej umowy dla wkrótce już 34-letniego bramkarza.

Neuer oczywiście chciałby jak najdłuższą umowę. W niemieckich mediach można było przeczytać o kontrakcie do 2024 roku. Bawarczycy nie są jednak przekonani, czy pozostawienie mimo wszystko już leciwego bramkarza z jednym z najwyższych kontraktów w zespole na kolejne lata to najlepszy pomysł, dlatego dążą do nieco krótszej umowy. Jakiej konkretnie nie jest powiedziane, ale wiadomo, że obie ze stron mocno naciskają, aby przeforsować swoje stanowisko. Jak i kiedy skończą się rozmowy z Neuerem nadal nie wiadomo. Trudno jednak wyobrazić sobie, żeby Niemiec ostatecznie w Monachium nie pozostał.

Niepewność u Alaby

Coraz głośniej jest też wokół Davida Alaby, którego kontrakt również wygasa w czerwcu 2021 roku. Austriak ostatnio jest pewniakiem u Hansiego Flicka na pozycji środkowego obrońcy, ale nadal nie wiadomo, czy pozostanie w klubie. Wydaje się, że lewa strona defensywy jest już zarezerwowana dla Alphonso Daviesa, który swoimi występami po prostu imponuje i gra na niezwykle wysokim poziomie. Być może nawet lepszym niż w ostatnich kilkunastu miesiącach Alaba. 

 

 

Z tego powodu Austriak nie jest już piłkarzem niezastąpionym w Monachium. Na pozycji, na której Alaba obecnie spisuje się świetnie, Hansi Flick ma przecież do dyspozycji Lucasa Hernandeza, który trafił zeszłego lata do klubu za 80 milionów euro i po długiej kontuzji wrócił do pełnej dyspozycji. Oczywiście z racji ceny Francuz nie ma zapewnionego miejsca w składzie, ale trudno sobie wyobrazić, żeby nie dostawał szansy na pokazanie swoich umiejętności, za które Bayern zapłacił rekordowe pieniądze.

To powoduje, że dla Alaby robi się w Monachium naprawdę ciasno i wcale nie wyklucza jego sprzedaży. Świetnie poinformowani dziennikarze „Bilda” zdradzili ostatnio, że 27-latek nie ma w klubie statusu „nie na sprzedaż, bez względu na cenę”. Bayern jest podobno gotowy oddać swojego piłkarza za 70-80 milionów euro. Pytanie jednak, czy ktokolwiek z wielkich będzie chciał w czasie kryzysu wydać takie pieniądze na obrońcę, którego pensja w Monachium oscyluje na poziomie 15 milionów euro brutto. Fani Bayernu na pewno życzyliby sobie, aby Alaba został w klubie. Pytanie, jak widzą to Flick, Salihamidzic i Rummenigge. W sprawie Austriaka nie można wykluczać żadnego ze scenariuszy. 

Wstrzymane rozmowy z Muellerem

Kolejnym ważnym piłkarzem, którego kontrakt z Bayernem wygasa po kolejnym sezonie jest Thomas Mueller. Niemiec jest w obecnym sezonie w doskonałej formie i trudno wyobrazić sobie, żeby symbol Bayernu został sprzedany. Włodarze klubu nie spieszą się jednak z rozmowami z Muellerem, który podobno powoli traci cierpliwość i uznaje takie zachowanie za nie małą zniewagę, ze względu na swój status w klubie. 

Mimo wszystko odejście Muellera nadal jawi się jako małe science-fiction. Zwłaszcza, że Mueller odżył pod skrzydłami Flicka i gra o wiele lepiej niż miało to jeszcze miejsce rok czy półtora roku temu. Kto wie jednak, czy nowa umowa dla żywej legendy Bayernu nie jest uzależniona od transferu Kaia Havertza, który byłby dla niego naturalnym konkurentem do składu. 

Trzech na sprzedaż

Przed letnimi zakupami Bayern chce też nieco oczyścić kadrę. Głównym kandydatami na sprzedaż są Correntin Tolisso, Jerome Boateng i Javi Martinez. Francuz rozczarowuje w Monachium od samego początku i wyrósł na najdroższą (41,5 mln euro za wykup z Lyonu) pomyłkę w historii Bayernu. Bawarczycy chcą odzyskać część zainwestowanych w niego pieniędzy i sprzedać go przy najbliższej okazji. Zainteresowani mistrzem świata są podobno Manchester United i kluby z Włoch.

Boateng i Martinez to z kolei kolejni piłkarze, których umowa wygasa w czerwcu 2021 roku, dlatego najbliższe okienko to ostatnia okazja, żeby na nich zarobić. Hiszpan od dawna nie odgrywa już ważnej roli w drużynie, dlatego jego odejście nie będzie dla nikogo niespodzianką. Boateng z kolei, mimo, że ostatnio dzięki kontuzjom kolegów gra regularnie, nadal jest wystawiony na sprzedaż i latem powinien wreszcie pożegnać się z klubem.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się