var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: RAFAL RUSEK / PRESSFOCUS

Takiej ekipy nie wymyśliłby nawet Gombrowicz czy Bareja... Najgorsza XI Korony Kielce

Autor: Mariusz Bielski
2020-03-26 14:00:23

Chyba przez żaden ekstraklasowy klub nie przewinęło się tylu parodystów co przez Koronę Kielce. Gość, którego zawodem jest bycie synem biznesmena; przypadkowy ziomek z brazylijskiej faweli; walczący o zdrowie i karierę alkoholik; facet, którego największym atutem było nazwisko „El Maestro”… Boże, to nie miało prawa się wydarzyć, a jednak każda z tych historii jest prawdziwa!

A i tak paru ananasów musieliśmy odpalić, bo zwyczajnie byłoby ich za dużo. Ewentualnie musielibyśmy ułożyć drugą jedenastkę. Z tego miejsca czule przepraszamy Angelosa Argyrisa, Abseła Bejsebakowa, Sergieja Chiżniczenkę, Daniego Abalo, Aleksandara Bjelicę, Joonasa Tamma, Sandera Puriego… Dobra, już dalej nam się nie chce, za dużo was! 

BRAMKARZ

LUKA KUKIĆ

Obsada bramki Korony to nigdy nie był największy atut tej drużyny. Zwłaszcza, kiedy z drużyny odszedł całkiem przyzwoity Matthias Hamrol. Z drugiej strony kielczanie mieli już do dyspozycji Sokoła, Osobińskiego oraz w szczególności solidnego Kozioła. I w sumie po co sprowadzano jeszcze Kukicia – bramkarza z drugiej ligi chorwackiej, występującego w rezerwach Rijeki? Serio ktoś uważał, że on się przyda tej drużynie i w ogóle będzie na poziomie Ekstraklasy? Luka ani razu w niej nie zagrał, cały czas produkuje się w rezerwach z przeciętnym skutkiem.

W przypadku golkipera wiele wyjaśnia fakt, iż jego menedżerem jest bałkański agent zaprzyjaźniony z prezesem Zającem. Cóż za koincydencja, nieprawdaż? Wieść gminna niesie, że kiedy Kukicia sprowadzano do Kielc, zrobiono to bez żadnych konsultacji z tamtejszym trenerem bramkarzy. Ot – masz tu ziomka i trenuj go sobie. Ciekawe czemu ominięto ten etap, naprawdę trudno się domyślić...

OBROŃCY

DMITRIJ WIERCHOWCOW

Gdybyśmy brali pod uwagę same umiejętności, raczej nie trafiłby na tę listę. No ale rozważając proporcje nie mamy wyboru. Wobec Wierchowcowa bowiem oczekiwania były spore, lecz zderzenie z rzeczywistością okazało się brutalne. Licząc tylko te mecze, w których Białorusin przebywał na boisku, na przestrzeni dwóch rund, Korona uzyskała 11 oczek na 36 możliwych i straciła 33 bramki, czyli średnio 2,75 na mecz. Przede wszystkim jednak Dmitri zapisał swoja pełną hańby kartę w Kielcach za pomocą alkoholu, którego spożywał znacznie więcej niż powinien. Dodajmy do tego kłopoty z nadwagą i mamy transferowy niewypał w pełnej krasie. A myśleliśmy, że tacy goście przestali się pojawiać we w miarę poważnej piłce w latach dziewięćdziesiątych… Mimo zaledwie 33 wiosen na karku Wierchowcow już skończył karierę.

 

 

DIRCEU

Pół człowiek, pół meteor. Niestety nie była to kometa Halleya, którą można podziwiać raz na wieeeele lat. Ale oprócz tego parę rzeczy w tym wypadku się zgadza. Brazylijczyk też pojawił się praktycznie znikąd, bo został wyjęty z juniorów Palmeirasu, kiedy nikt się tego nie spodziewał. W Ekstraklasie rozegrał 7 meczów, z czego tylko 2 w pierwszym składzie, w których totalnie nie ogarniał co się dzieje na boisku. Żeby chociaż szybki był, ale zwrotność miał bliższą czołgowi. – Ma tak ze trzy lata zaległości – oceniał go Andrzej Iwan. 

Nic dziwnego, że – podobnie jak wspomniana kometa – zniknął z futbolowych radarów już po jednej rundzie. Chcieliśmy wam jakoś przybliżyć co działo się z nim później, ale nawet wujek google wymięka. Bardzo prawdopodobnie, iż jeśli gdzieś kontynuował karierę, to na jakimś południowoamerykańskim orliku albo pomiędzy fawelami.

BOLIGUIBIA OUATTARA

Jeden z najdziwniejszych wynalazków kieleckiego skautingu. Chociaż na takich ananasków to się chyba raczej w Football Managerze trafia, prowadząc zespół z ligi estońskiej, a nie poważnie przetrzepując rynek. Jedyny bardziej sensowny wpis w CV Iworyjczyka to FK Chimki, wówczas z drugiej ligi rosyjskiej. Oprócz tego – 3 kluby z Jordanii. Egzotyka pełną parą. 

Nie warto jednak było szaleć tak. W Ekstraklasie Boliguibia totalnie się nie odnalazł, ponieważ popełniał mnóstwo błędów w podstawie swojego rzemiosła. Nie możesz być dobrym stoperem, jeżeli kompletnie nie potrafisz się ustawiać, nie przewidujesz ruchów przeciwnika, a do tego odstajesz technicznie. Nic dziwnego, że potem Iworyjczyk grał zaledwie w lidze fińskiej, estońskiej  oraz… Omańskiej!

Co ciekawe, ludzie z klubowej TV Korony i tak skręcili mu kozacką kompilację, którą można znaleźć na youtube.

POMOCNICY

FABIAN BURDENSKI

To jest jakiś materiał na skecz kabaretowy. Właścicielem Korony zostaje Dieter Burdenski, a niedługo potem drużyna zostaje wzmocniona Fabianem Burdenskim jej piłkarzem… Fabian Burdenski. Trudno o lepszy przykład nepotyzmu, skoro w CV pomocnika są głównie ekipy z trzeciej, czwartej lub piątej ligi niemieckiej. No i jeszcze parę meczów w Wiśle Kraków, co już wygląda absurdalnie.

Ciekawą laurkę wystawił mu zresztą kolega z drużyny, Jakub Żubrowski, w Weszło FM:
- Czy Fabian to dobry piłkarz?
- Nie.
- A sympatyczny?
- Sympatyczny tak.

Zazwyczaj zawodnicy tego typu pytania zbywają odpowiedziami na zasadzie: „Nie chciałbym oceniać, wszyscy ciężko pracują, blablabla”. A tu bach, siekierą między oczy. Inna sprawa, że z Żubrowskim nie da się za bardzo dyskutować w tej kwestii. Burdenski rozegrał w Koronie 10 meczów, strzelił nawet gola w Pucharze Polski (biedne Zagłębie Lubin…) i wrócił na peryferia niemieckiej piłki. Wspaniała historia.

SEIJI SAITO

Nie zdziwilibyśmy się, gdybyście w ogóle przegapili jego epizod w ekipie z Suzuki Areny. Chociaż chyba nawet „epizod” to za dużo powiedziane. 

- 7 listopada 2012 roku Japończyk podpisał kontrakt z Koroną.
- 18 grudnia 2012 roku Japończył rozwiązał umowę z Koroną.

Tomasz Chojnowski, który wówczas prezesował klubowi, mówił, iż sprowadził tego piłkarza, aby „wprowadzić świeżą krew do zespołu z innej kultury oraz innego systemu szkolenia”. Debilne kryteria transferowe, musicie przyznać. Równie dobrze mógłby wziąć losowego Shunsuke z ulicy w Osace i wyszłoby na to samo. Albo jakiegoś pastuszka z Mongolii. Albo sprzedawcę dywanów z Afganistanu.

Nawet nie możemy odnieść się do umiejętności Saito, ponieważ w Ekstraklasie nie zagrał ani razu. Wiele o jego potencjale powinien mówić jednak fakt, iż po paru tygodniach spędzonych w Koronie grał w Indiach, drugiej lidze łotewskiej, Singapurze czy Makau. Rety, Egy Maulana Vikri to naprawdę musi być przy nim Messi...

OLIVER PETRAK

Gracze z gorszym CV już trafiali do Ekstraklasy, to trzeba odnotować. Jednakowoż w półtora sezonu praktycznie w żaden sposób nie wpłynął pozytywnie na wyniki Korony. Gole? Jajo. Asysty? Jajo. Stworzone okazje? Jedna. Celność strzałów? 17,9%. Dobrze, że chociaż podjął 19 prób kluczowych podań, aczkolwiek tylko 1/5 w ogóle dolatywało do adresata. A przypominamy – mówimy o gościu, który miał być głównym rozgrywającym drużyny. Za poprzedni sezon wykręcił zawrotną średnią na poziomie 2,07 w skali 1-6, co przy naszym obecnym systemie dałoby 3,45. A tym samym miejsce w top5 najgorszym pomocników ligi.

I przy tym wszystkim gość grał praktycznie non stop w pierwszym składzie. Jeśli już Lettieri sadzał go na ławę, to dla odpoczynku, a nie ze względu na tragiczną formę. Jednocześnie Niemiec, aby upchnąć Petraka w wyjściowej jedenastce przygwoździł Możdżenia do ławki/trybun, a Żubrowskiego wystawiał na skrzydle. Chorwat musiał mieć chyba jakieś kwity na trenera, prezesa i cały pion sportowy, że tyle grał...

ZLATKO JANJIĆ

>Jesteś Bośniakiem
>Lvl 31
>Prawie dekadę temu radziłeś sobie nieźle w 2. Bundeslidze
>Ale to już dawno i nieprawda
>Od paru sezonów nie wyściubiłeś nosa poza 3. ligę niemiecką
>Kilka miesięcy temu zerwałeś więzadła

Czyli, reasumując, zdajesz się być idealnym materiałem na nowego piłkarza Korony. Powiedzenie, iż kielczanie optymistycznie założyli, że Bośniak wydatnie przyda się drużynie, to byłby kosmiczny eufemizm. Naprawdę nikt tam nie pomyślał, iż gość może zwyczajnie nie dojechać pod względem fizycznym i odbić się od ligi? Zwłaszcza, że pod kątem techniki i kreatywności nie chodzi o żadnego Ljuboję czy nawet Oliviera Kapo. To nie mogło się udać i oczywiście się nie udało.

NIKON „EL MAESTRO” JEVTIĆ

Rozumiemy ludzi, którzy mają nazwiska wulgarne lub po prostu śmieszne, więc decydują się na ich zmianę. No ale „Jevtić”? Naprawdę? Przechrzczony na „El Maestro”? Toż to nawet na karę za przegrany zakład jest za gruba akcja. 

– Przed podpisaniem kontraktu oglądałem go na jednym treningu. Po dzisiejszych zajęciach zakomunikowałem mu, że będzie trenował z drużyną Młodej Ekstraklasy. Jak dotychczas niczym mnie nie zachwycił. Nie ma co żyć historią, tylko tym, co jest teraz. Janota jakiś czas temu też był rozchwytywany przez całą Europę, a obecnie walczy o pierwszy skład Korony. Gdybym widział w Jevticiu potencjalną gwiazdę, to bym go pielęgnował, a nie zsyłał do młodzieżówki – recenzował go Leszek Ojrzyński.

Jak łatwo się domyślić, wielkiej kariery nie zrobił. Nie pomogła mu ani Valencia, ani Schalke w CV, naturalnie z czasów juniorskich. W Ekstraklasie też nie zagrał ani razu. Później odbił się od drugiej ligi węgierskiej, trzeciej ligi serbskiej, coś tam pograł dopiero w niższych ligach austriackich. W październiku 2016 roku dał sobie siana i mając 23 lata zakończył karierę. Pracował na poczcie i dorywczo trenował dzieci. Ostatecznie został jednak asystentem swojego brata, Nestora, który trenował Spartak Trnawa, a obecnie prowadzi CSKA Sofia.

 

NAPASTNICY

UROS DJURANOVIĆ

Jedna z gwiazd tego sezonu, chociaż na ekstraklasowym firmamencie bardziej przypomina przykurzony neon nad obskurnym motelem gdzieś pośrodku niczego. Właśnie mniej więcej tyle dobrego wniósł do drużyny Lettieriego, a później Smyły. I o ile pierwszemu nie dziwimy się, że ciągle na niego stawiał, licząc na odblokowanie, o tyle Polak miał również słuszność w odstawieniu go w pewnym momencie. Boże, ileż setek zmarnował Czarnogórzec! Gdyby wykorzystał z połowę dobrych okazji do zdobycia bramki, miałby z 10 trafień na koncie. A ma wielkie jajo.

Sam Uros nie za bardzo przejmował się swoją nieskutecznością. – Dla mnie najważniejsze jest to, że w ogóle dochodzę do sytuacji. Jeśli będziemy gromadzić punkty, to w końcu gole przyjdą – rzucił na łamach cksport.pl. Eee, a to nie powinno być odwrotnie?

Nie dziwimy się, iż zimą wylądował w rezerwach, a Korona chciała się go pozbyć. Tym bardziej jednak nie jesteśmy w szoku, że po takiej rundzie nie znalazł się żaden chętny, a przed epidemią wirusa nadal mogliśmy podziwiać jego popisy.

DAWID JANCZYK

Kojarzycie Lutza Pfannenstiela? Bramkarz jest znany głównie z tego, że w trakcie swojej kariery reprezentował barwy aż 27 klubów z całego świata. To mniej więcej tyle samo, ile drużyn odwiedził Janczyk, próbując postawić się na nogi. Nieskutecznie, niestety. Szkoda faceta, bo dziś jest tak samo postacią tragiczną, jak i karykaturalną.

W 2011 roku jeszcze nie był wrakiem człowieka i naprawdę starał się walczyć o samego siebie i karierę. Po przyzwoitym etapie w Belgii (16 goli i 2 asysty w 43 meczach dla Lokeren i Beerschot) postanowił wrócić do ojczyzny, aby w Koronie „odbudować się fizycznie i poukładać sprawy prywatne”. Co poszło nie tak? – Musiałem odejść z Korony, bo narastała we mnie ogromna frustracja. Przychodziłem do Kielc żeby grać. Miałem nadzieję na powrót do reprezentacji Polski na Euro 2012 tymczasem grzałem ławę. Po odejściu trenera Marcina Sasala myślałem, że to się zmieni, ale w trakcie przygotowań wyjechałem na testy do Izraela i jak wróciłem znów nie było dla mnie miejsca w składzie – opowiadał w Radiu Kielce.

Ostatecznie w Koronie Dawid rozegrał zaledwie 7 spotkań, nie strzelił ani jednego gola, a rywalizację o miejsce w składzie przegrał z Andrzejem Niedzielanem (to jeszcze zrozumiałe) oraz Maciejem Korzymem i Michałem Zielińskim (to już mniej).

***

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się