var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: JOAQUIN CORCHERO ARCOS / Cordon Press / Pressfocus

Hiszpańskie kluby szykują wyprzedaż. Tylko kto teraz wyda grube miliony?

Autor: Krystian Porębski
2020-03-26 23:05:04

Na Półwyspie Iberyjskim wiedzą już, że straty trzeba będzie liczyć w setkach milionów. Kluby planują załatać dziurę budżetową sprzedając zawodników. Tylko kto w obliczu kryzysu będzie płacił sumy jak dotąd? Z pomocą przychodzi jednak hiszpańska federacja.

Oczywiście nie mogło się obyć bez przepychanek. No bo jak to, RFEF przychodzi na pomoc lidze? Na podwórku Javiera Tebasa? Włodarz rozgrywek miał swój plan, ale Luis Rubiales nie chce pozostawiać najważniejszych krajowych rozgrywek samym sobie.

Rozmawialiśmy z instytucjami finansowymi i obecnie chcielibyśmy zasiąść z władzami ligi i porozmawiać o finansowaniu klubów, które będą miały problemy. Bez wdawania się w konfrontacje i poglądy. Dlatego pracowaliśmy i pracujemy nad pomocą w wysokości przynajmniej 500 milionów euro dla klubów dwóch najwyższych klas rozgrywkowych. Ekipy, które będą potrzebowały tych 10, 15 czy 20 milionów dostaną je i płatności będą odroczone od 4 do 6 lat”.

Luis Rubiales, prezydent hiszpańskiej federacji.

Jak widać nie ma nic za darmo. Zamiast jednak pracować jak najszybciej nad tym rozwiązaniem, Tebas i Rubiales wdali się w konflikt. Ten pierwszy był przekonany, że nie wszystkie kluby będą mogły zaciągnąć taką pożyczkę i swoje obiekcje... zgłaszał na Twitterze. RFEF jednak zapewnia, że takie rozwiązanie będzie możliwe dla wszystkich drużyn. A pomoc ma objąć również ekipy z niższych lig, futbol amatorski oraz kobiecy – w zależności od potrzeb, miałyby zostać dofinansowane mniejszymi środkami.

RFEF podkreślił, że mimo pewnych nieporozumień między federacją a ligą, jest cały czas w gotowości do podjęcia rozmów nad wcieleniem propozycji w życie. Tebas podważał jeszcze jeden fakt. Rubiales i jego ludzie podkreślili, że jest ubezpieczenie, które przynajmniej częściowo pokryje te straty. Mimo tego, że Tebas temu zaprzeczał, RFEF obstaje przy swoim. Na czym cała ta sprawa się skończy? Jeśli słowo o 500 milionach się rzekło, to musimy przyjąć, że federacja się z tego nie wycofa. A dla Tebasa odmowa takiej pomocy, byłaby zwykłym strzałem w kolano.

Bez pośpiechu we wznawianiu rozgrywek

Wiele mówi się też o powrocie do grania i możliwym upchaniu spotkań w krótkim czasie. Niektórzy twierdzą, że konieczne będzie rozpisanie meczów co trzy dni, czasami przewijają się nawet opinie o pojedynkach co 48 godzin. Szaleństwo? Takie słowa wychodzą również z ust samych zainteresowanych czy ekspertów. Wystarczy sobie wyobrazić co by było, gdyby piłkarze po długiej przerwie nagle musieli grać na takiej intensywności. Zazwyczaj od pierwszej kolejki nie narzuca się takiego tempa, a przecież po drodze są jeszcze sparingi. Tego nie zastąpi nawet miesięczny okres przygotowawczy.

Będąc szczerym, nie jestem przekonany, że ta dyskusja służy czemukolwiek innemu, niż zapełnieniu kolejnych kolumn w prasie. Na ten moment wiemy tyle, że nic nie wiemy. Nic nie jest pewne. Jesteśmy całkowicie zależni od tego jak rozwinie się sytuacja z koronawirusem i nie wiemy co się wydarzy. Nie odnoszę również wrażenia, ze wiedzą to politycy czy autorytety z Hiszpanii lub innych krajów. Teraz jest znacznie więcej ważnych kwestii. Futbol wróci wtedy, kiedy będzie mógł. Gra co 48 godzin nie jest możliwa. Nie lubimy przeiwdywań i to nie jest dobry moment na ustanawianie terminarza. Teraz najważniejsza jest walka z pandemią. Zdrowie przede wszystkim. Prezydent AFE potwierdził, że związek jest otwarty na grę co dwie doby i ten komentarz bardzo mnie zaskoczył. Nie ma potrzeby sprawdzania limitów piłkarzy. Ci którzy grali w piłkę wiedą, że granie w takiej częstotliwości jest niehumanitarne. Piłkarze to nie maszyny” - powiedział Luis Rubiales  (za AS.com).

Całe szczęście w Hiszpanii jest jakiś głos rozsądku, choć na minę chciał się wpakować sam związek piłkarzy. A co z klubami?

Wielkie czyszczenie składów. Tylko kto za to zapłaci?

Ekipy nie mają się najlepiej i kombinują podobnie jak w innych krajach. Obniżka pensji jest nieodzowna nawet w przypadku najbogatszych. To przecież oni najwięcej wydają na pensje. Wobec tego, dla przykładu Barcelona, zaoferowała swoim zawodnikom obcięcie wypłat o... 70%. No nie mogło się to skończyć wielkim entuzjazmem ze strony piłkarzy. O ile Messi i spółka są gotowi na ustępstwa, to tutaj Blaugrana posunęła się zbyt daleko.

Co więc drużyny chcą w tej sytuacji zrobić? Ano wyprzedaż. To ona ma być sposobem na problemy finansowe zespołów. Media nie są zgodne co do tego jacy konkretnie zawodnicy mieliby odejść, ale zgadza się ich liczba. Aż ośmiu piłkarzy może opuścić klub. Wśród wymienianych są dość nieoczywiści, jak Samuel Umtiti czy przede wszystkim Antoine Griezmann. Mówi się również o Juniorze Firpo, który przecież dopiero od niedawna jest w klubie i miał być następcą Jordiego Alby. Albo na Camp Nou odkryli magiczny napój na długowieczność, albo zwyczajnie nie wiedzą co robią. Chyba, że te doniesienia to tylko plotka.

Podobne ruchy na rynku ma wykonać Valencia. Kto jest do odstrzału? Między innymi Geoffrey Kondogbia, Kevin Gameiro czy przede wszystkim Rodrigo Moreno. Tutaj chodzi głównie o uzyskanie funduszy na zatrzymanie zdolnej młodzieży, z Ferranem Torresem na czele. Jego odejście byłoby dla Valencii katastrofą, bo choć skrzydłowy jest jeszcze bardzo młody, to w ostatnich miesiącach zwyczajnie ciągnął grę Nietoperzy.

Ani jedni, ani drudzy w gronie piłkarzy do sprzedaży nie wymieniają jednak tych, za których oczekiwaliby groszy. Zawodników, na których można byłoby oszczędzić na pensji i tyle. Wspomina się o graczach, za których zarówno Valencia jak i Barcelona chciałyby otrzymać ogromne sumy. No bo przecież trudno sobie wyobrazić, że Nietoperze nie chcą puścić Moreno za mniej niż 60 milionów i nagle sprzedadzą go za waciki. Jeszcze większy absurd mógłby mieć miejsce w przypadku Griezmanna. Sprzedaż Francuza w najbliższych miesiącach musiałaby się nieuchronnie wiązać z ogromną stratą finansową. Ani Antoine nie zdążył przyczynić się szczególnie do wyników, ani nie podbił swojej ceny rynkowej. A kluby będą miały obecnie o wiele mniej ofert.

Więc tak Barcelona, jak i Valencia oraz inne kluby będą musiały raczej szukać zarobku gdzieś indziej. Oczywiście, to nie tak, że przy dobrej okazji ekipy nie będą się zabijały na rynku o ciekawych zawodników. Co to, to nie. Jeśli jednak ktoś chce odbudować na tym zespół i klubowe finanse, to wydaje nam się, że może się bardzo mocno rozczarować.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się