var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: pogonsportnet.pl

HANDLUJ Z TYM: Więcej niż minimum przyzwoitości zrealizowane. Pogoń umie w transfery!

Autor: Bartosz Adamski
2020-03-27 11:30:24

Pogoń wyrosła na klub, który można stawiać za wzór rozsądnego zarządzania w warunkach dość dalekich od finansowego El Dorado. O lekkomyślne gospodarowanie pieniędzmi włodarzy szczecińskiego klubu byśmy nie posądzali. O smykałkę do interesów – już tak. Więcej na transferach przez ostatnie dwa sezony zarobiła tylko Legia. I nie ma w tym przypadku, bo pracę szczecińskiego pionu sportowego można ocenić wysoko.

Od odejścia Macieja Stolarczyka w połowie czerwca 2018 roku, gdy zdecydował się objąć posadę trenera w Wiśle Kraków, nie ma w Pogoni typowego dyrektora sportowego. O transferach gremialnie dyskutuje trio Jarosław Mroczek (prezes), Dariusz Adamczuk (szef pionu sportowego i prezes Akademii), Kosta Runjaic (trener), wspomagane przez dział skautingu.

Nie jest jednak tajemnicą, iż w głównej mierze obowiązki Stolarczyka przejął Adamczuk. I możemy od razu przyznać, że bardzo dobrze sprawdza się w tej roli. Na poparcie naszej tezy przedstawiamy jego bilans od letniego okna transferowego w 2018 roku:

Udane transfery (12 – 60%): Adam Buksa, Zvonimir Kożulj, Tomas Podstawski, Radosław Majewski, Jakub Bartkowski, Paweł Cibicki, Srdjan Spiridonović, Damian Dąbrowski, Dante Stipica, Benedikt Zech, David Stec, Konstantinos Triantafyllopoulos

Nieudane transfery (5 – 25%): Michał Żyro, Santeri Hostikka, Soufian Benyamina, Jin Izumisawa, Michalis Manias

Ani dobrze, ani źle (3 – 15%): Iker Guarrotxena, Mariusz Malec, Igor Łasicki

Buksa znalazł się w tym zestawieniu, mimo iż za kadencji Adamczuka został "tylko" wykupiony z Zagłębia Lubin, a de facto na Twardowskiego trafił pół roku wcześniej. Uznaliśmy jednak ten ruch za na tyle ważny, że nie fair byłoby go pominąć.

Przechodząc jednak do sedna rozważań, ponad połowa udanych ruchów przychodzących to wynik godny pochwały. A przecież jeszcze na transferach wychodzących Pogoń Szczecin przez ostatnie półtora roku zarobiła bagatela blisko 11,5 miliona euro, z czego ponad osiem milionów tylko na dwóch zawodnikach – Adamie Buksie i Sebastianie Walukiewiczu. Biorąc pod uwagę, że wydano w tym czasie na nowych graczy niewiele ponad 1,8 miliona euro, możemy szybko przekalkulować, iż zarobiono ponad 6 razy więcej.

Jest to bilans imponujący, drugi najlepszy w lidze. Nic dziwnego zatem, że pracy Dariusza Adamczuka przyglądają się kluby zachodnie, o czym pod koniec zeszłego roku informował Janekx89.

Oczywiście nie da się ukryć, że Adamczukowi przydarzały się wpadki. Największym nieporozumieniem było pozyskanie Jina Izumisawy z drugiej ligi japońskiej. Transfer skrzydłowego przeprowadzono ze względu na wiszący nad klubem zakaz transferowy w sprawie Spasa Delewa. Z jednej strony przyjście Izumisawy nie było obarczone wielkim ryzykiem, zapewniono sobie nawet furtkę, by niewielkim kosztem się z nim rozstać. Z drugiej już na starcie ruch ten nie miał większych szans powodzenia. Wątły, mierzący zaledwie 166 cm skrzydłowy był zupełnie nieprzystosowany do gry w naszej  siłowej lidze. Nawet jego całkiem przyzwoita technika nie rekompensowała ubytków fizycznych.

W dodatku Izumisawa kompletnie nie potrafił odnaleźć się w naszym kraju. Nie rozmawiał nawet po angielsku, przez co na treningach w komunikacji ze sztabem szkoleniowym pomagać mu musiał rodak Seiya Kitano. Ten w zasadzie był już na wylocie z klubu, ale koniec końców do czegoś się jeszcze przydał.

Zupełnie nie sprawdził się także Michał Żyro, choć akurat tutaj transferowe trio Pogoni jesteśmy w stanie rozgrzeszyć. W momencie pozyskania go mówiliśmy wszak o zawodniku dalej stosunkowo młodym, który przy odrobinie szczęścia mógł się jeszcze z powrotem wypromować za granicę. Oczywiście trzeba było go odbudować, gdyż przez wcześniejsze trzy sezony w Anglii zagrał raptem 30 spotkań, ale wydawało się, że wciąż ma bardzo duży potencjał.

Okazało się jednak, że jego organizm jest całkowicie wymęczony przez kontuzje. Nie mógł dojść do siebie po zerwaniu więzadeł krzyżowych jeszcze z początku swojego pobytu w Wolverhampton. Gdy pojawiał się na boisku, widać było, że ma sporą blokadę. W dodatku przez różnego rodzaju urazy w Pogoni stracił ponad połowę sezonu. W końcu przez Koronę trafił aż do Stali Mielec.

Pozostałe trzy nazwiska na liście nieudanych transferów to zawodnicy, którzy jeszcze nie zostali formalnie skreśleni przez trenera Kostę Runjaica, choć naszym zdaniem szanse na to, że uda im się jeszcze pokazać pełnię swoich umiejętności są minimalne. Teoretycznie największe szanse na powodzenie, z uwagi na młody wiek, ma ciągle Santeri Hostikka. Fin, który zdecydowanie wyróżniał się w rodzimej lidze, w Ekstraklasie jednak nie pokazuje nic ciekawego.

Kiepska dyspozycja Pogoni na początku rundy wiosennej to zaś wypadkowa bardzo słabej formy Soufiana Benyaminy i zwłaszcza Michalisa Maniasa. Powiedzmy sobie wprost: "Portowcy" grają w tym roku bez napastnika, więc nic dziwnego, że strzelili w sześciu meczach zaledwie pięć goli, aż trzy razy remisując bezbramkowo. O ile przy Benyaminie jesteśmy w stanie dostrzec jakieś atuty piłkarskie, o tyle Manias wygląda na słabszego nawet od Mortena Duncana Rasmussena, który przyszedł do Szczecina pokopać sobie na stare lata. No i trzeba przyznać, że Niemiec z algierskim paszportem pewnie prezentowałby się lepiej, gdyby nie sytuacja ze sparingu z Chojniczanką, gdy niemal stracił wzrok.

Udanych ruchów było na szczęście ponad dwa razy więcej. 

Największy majstersztyk? Pod względem ekonomicznym na pewno wykupienie Buksy z Zagłębia za 350 tysięcy euro i sprzedanie go po półtora roku za dwunastokrotność tej kwoty. Umówmy się: chyba tylko niepoprawny opymista mógł zakładać, że tak potoczy się ta historia. Nawet sam Adam mówił w wywiadzie dla nas, że gdyby był kibicem, patrzyłby na siebie sceptycznie. Runjaic potrzebował wtedy jednak wysokiego napastnika, pion sportowy Pogoni w niego wierzył i w zasadzie już po kilku miesiącach trzeba było ściągać czapki z głów przechodząc obok włodarzy szczecińskiego klubu.

Świetnie sprawdził się także Zvonimir Kożulj, kupiony w tym samym oknie transferowym co Buksa. Początkowo Bośniak był nieco w cieniu Tomasa Podstawskiego, ale na dłuższą metę znacznie więcej wniósł do gry "Portowców", tworząc z Kamilem Drygasem i Radosławem Majewskim jedną z bardziej imponujących drugich linii w lidze. W zasadzie brakowało im tylko piątego do, nomen omen, pomocy, a taki pojawił się dopiero stosunkowo niedawno. Wymiana Spasa Delewa na Srdjana Spiridonovicia okazała się bardzo dobrym posunięciem, bo choć profilowo to dość zbliżeni do siebie gracze, po prostu Austriak jest większym dzikiem.

Na chyba najlepszego bramkarza w lidze wyrósł szybko zaś Dante Stipica, błyskawicznie zyskując pseudonim "Ośmiornica". Chyba nie musimy tego tłumaczyć? Szefowie Pogoni wybrali go spośród kiludziesięciu obserwowanych bramkarzy i trafili idealnie. Pogłoski o jego doskonałej formie dotarły w mig do Chorwacji, gdzie zaczęto dyskutować nawet nad powołaniem Stipicy do kadry. Aż dziw bierze, że Chorwat przegrywał rywalizację w CSKA Sofia z Vytautasem Cerniauskasem, który nie błyszczał niegdyś w barwach Korony.

Czołowym stoperem ligi bez wątpienia jest zaś Benedikt Zech. Przypominamy sobie słowa bodaj prezesa Jarosława Mroczka, który dziwił się, że Austriaka nie zgarnęła wcześniej Legia Warszawa, bo to zawodnik przerastający naszą ligę. Nic dziwnego, że Pogoń za wszelką cenę starała się przekonać Zecha do przenosin do Ekstraklasy. Imponującą pracę wykonał zwłaszcza bardzo dobrze rozwinięty dział skautingu. - Benedikt przyjechał do nas na rekonesans. Przedstawiliśmy mu nasz pomysł na niego i wideo z analizą tego, co nas w nim urzekło. Był w pozytywnym szoku, że tyle o nim wiemy – mówił Sławomir Rafałowicz (szef skautingu) w wywiadzie dla Weszło.

Bardzo dobre wejście do zespołu notuje także Paweł Cibicki. Kilka lat temu walczyły o niego polska i szwedzka federacja, ostatecznie zdecydował się reprezentować barwy Skandynawów, o co do dziś niektórzy mają do niego żal. Ale co najważniejsze – potrafi grać w piłkę. Choć nie jest typowym napastnikiem, to w głównej mierze on na wiosnę odpowiada za zdobywanie bramek. Spośród pięciu trafień zespołu, trzy są jego autorstwa. Został ściągnięty z Leeds United stosunkowo niewielkim kosztem, a jeśli dalej będzie się tak prezentował, szybko uda się go sprzedać ze znacznym zyskiem.

Pozytywnie oceniamy też transfery Konstantinos Triantafyllopoulosa, Davida Steca, Jakuba Bartkowskiego i Damiana Dąbrowskiego, choć tego ostatniego, mówiąc szczerze, raczej trochę na zachętę. Szkoda byłoby, gdyby powtórzył się casus Żyry i Dąbrowski miałby zmarnować swoją karierę przez kontuzje. Potrafi wszak grać w piłkę, był rozważany nawet w kontekście wyjazdu na mundial w 2018 roku. Potencjał bez wątpienia posiada bardzo duży, powoli zaczyna go uwalniać w Pogoni i oby tak było dalej.

***

Generalnie zatem działania Dariusza Adamczuka trzeba ocenić na plus, i to nawet taki większy. Ponad połowa skutecznych ruchów spełnia założenia działu skautingu, który odgrywa znaczącą rolę przy transferach.

- Na dziesięć transferów, sześć udanych to minimum przyzwoitości, siedem już jest OK, wszystko co wyżej jest już bardzo dobrą skutecznością – mówił Sławomir Rafałowicz dla Weszło.

Więcej niż minimum przyzwoitości zatem wypełnione, ale my całościowo ocenimy pracę gremium transferowego Pogoni jako bardzo dobrą, biorąc pod uwagę także bilans ekonomiczny. Całkiem prawdopodobne, że uda się jeszcze sporo zarobić na tych, którzy obecnie są w kadrze, a trafili do klubu już po objęciu odpowiedzialności za transfery przez Adamczuka. Bez wątpienia Cibicki, Kożulj czy nawet Podstawski, Spiridonović i Stipica to kandydaci do wyjazdu z Ekstraklasy. A gdzieś w tle w kontekście opuszczenia naszej ligi przewijają się jeszcze nazwiska młodych – Kacpra Kozłowskiego, Sebastiana Kowalczyka i kilku innych. Potencjał sprzedażowy w Szczecinie zatem jest naprawdę duży.

A w tym wszystkim na korzyść Pogoni świadczy również to, że jest klubem przyjaznym zawodnikom i liczy się z ich zdaniem. Nie blokuje ich drogi rozwoju sportowego czy finansowego, jak było w przypadku Buksy, ale także Majewskiego, gdy przyszedł do gabinetu prezesa Mroczka i poprosił o zgodę na odejście do Australii, bo dostał ofertę nie do odrzucenia. Takie uczciwe podejście zostaje wynagradzane.

Sporo napisaliśmy o Dariuszu Adamczuku, ale trzeba uczciwie przyznać, że o transferach nie decyduje tylko on. Magnesem przyciągającym zawodników do Szczecina jest trener Runjaic. Podkreślał to Zech, podkreślało też wielu innych. Niemiecki szkoleniowiec ma przy Twardowskiego bardzo mocne poparcie i potrafi przekonać zawodników do przejścia do Pogoni. W dodatku między zarządem, Adamczukiem i Runjaicem wytworzyła się chemia, która sprawia, że atmosfera w szatni i klubie robi bardzo pozytywne wrażenie. Całemu pionowi sportowemu dobrze się ze sobą współpracuje, a co za tym idzie – widoczne są efekty ich pracy. Pora przekuć to wreszcie na wymierny sukces ligowy, bo pod względem zarządzania Pogoń bez wątpienia należy do ścisłej ekstraklasowej czołówki.

***

Największy majstersztyk: Adam Buksa
Największa wtopa: Michalis Manias
Największa nadzieja: Igor Łasicki
Wierzymy, mimo kiepskiego startu: Damian Dąbrowski
WERDYKT (W SKALI 1-10): 8

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się