var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: PressFocus

Pieniądze czy zdrowy rozsądek? Przed Anglikami trudna decyzja moralna

Autor: Sebastian Czarnecki
2020-03-28 16:00:15

Co robić? Dograć sezon do końca w pełnej izolacji i ryzykować życie i zdrowie piłkarzy, członków sztabu i zwykłych pracowników, żeby tylko nie stracić pieniędzy? Czy może pójść za głosem zdrowego rozsądku i anulować to wszystko w cholerę? Jedno i drugie wyjście będzie miało swoich przeciwników, ale w obecnych czasach wydaje się, że najważniejsze jest zdrowie. Tak właśnie stwierdzili w niższych ligach angielskich, ale czy na to samo stać będzie włodarzy w Premier League?

Chyba nikomu tak bardzo nie zależy na dograniu sezonu do końca, jak właśnie Anglikom, których liga jest zdecydowanie najbogatsza i najbardziej medialna na świecie. Nie chodzi nawet o sam poziom sportowy, bo tutaj oczywiście mamy do czynienia z wielką wojną angielsko-hiszpańską, która w ciągu roku po kilka razy przewija się na Twitterze.

Zawieszenie rozgrywek i anulowanie sezonu można oznaczać stratę w wysokości nawet kilkuset milionów funtów, ponieważ Sky Sports i BT Sports mogą ubiegać się o częściowy zwrot włożonej kasy za prawa telewizyjne. Wiadomo, że w czasach epidemii nie powinno myśleć się wyłącznie o pieniądzach, ale każdy przecież pilnuje własnego nosa i chce stracić jak najmniej, zwłaszcza że czasy są teraz bardzo ciężkie.

 

 

Stanowisko zresztą zmienia się co kilka dni. Początkowo wszyscy liczyli, że wraz z końcem kwietnia wszystko już się unormuje i będzie można wznowić rozgrywki przy zamkniętych trybunach, ale epidemia koronawirusa z dnia na dzień tylko się rozszerza, a ostatnio dotknęła nawet premiera Wielkiej Brytanii, Borisa Johnsona, który sam lekceważył procedury bezpieczeństwa i uważał, że przecież na świecie nie dzieje się nic strasznego, a w piłkę możemy grać jak gdyby nigdy nic.

To właśnie premier Wielkiej Brytanii nawoływał do tego, żeby nie zamykać stadionów i kontynuować rozgrywki, kiedy coraz więcej krajów zawieszało swoje ligi. Dopiero pierwsze zachorowania wśród osób związanych z piłką (Mikel Arteta i Callum Hudosn-Odoi) spowodowały, że władze ligi zdecydowały się zignorować zapewnienia premiera i wziąć sprawy we własne ręce. Teraz, kiedy Borisa Johnsona również dotknął wirus, sytuacja może być zupełnie inna. Nikt w UK nie będzie już lekceważył problemu i może nawet dojść do takich sytuacji, że ligi faktycznie zostaną anulowane.

Właśnie taką decyzję podjęli w rozgrywkach od trzeciej do szóstej ligi angielskiej, gdzie uznano po prostu, że sezon się nie odbył. Oznacza to, że nikt nie spał, nikt nie awansował, a wszystko zostaje po staremu. Kluby wrócą do gry od sezonu 2020/2021 w niezmienionym składzie i rozpoczną walkę o własne cele od zera. To bardzo odważna decyzja i z pewnością słuszna. Życie jest mimo wszystko ważniejsze niż pieniądze, choć nie dla wszystkich jest to takie zero-jedynkowe.

 

 

Taka decyzja sprawiła, że wszyscy zaczęli się zastanawiać na przyszłością Premier League i Championship, które oficjalnie nie zakończyły jeszcze rozgrywek. Wszyscy wciąż mają nadzieje, że uda się to jeszcze jakoś dograć do końca, ale szanse na to są naprawdę znikome. Co więc w sytuacji, kiedy faktycznie trzeba będzie wszystko anulować?

Kilka tygodni temu były głosy, że wszystkie kluby zgodziły się na to, aby mistrzostwo przyznać Liverpoolowi. Miejsca w europejskich pucharach miałyby zostać przyznane jak w sezonie 18/19, nikt by nie spadł z ligi, a do grona drużyn Premier League dołączyłyby Leeds i West Brom, które mają sporą przewagę nad resztą stawki. Oznaczałoby to, że w sezonie 20/21 w najwyższej klasie rozgrywkowej w Anglii zagrałyby 22 drużyny i aż pięć z nich spadłoby następnie do Championship.

Jest to jakieś wyjście, ale również wiąże się z pewną niesprawiedliwością. Tutaj również będą drużyny pokrzywdzone, bo w dalszym ciągu kilka z nich liczyło się w walce o europejskie puchary i znajdowały się w wysokiej formie. Gdyby sezon został dograny do końca, tabela mogłaby wyglądać o wiele inaczej niż na chwilę obecną. Zresztą dlaczego miejsca pucharowe miałyby zostać przyznane jak za poprzedni sezon, a mistrz miałby zostać wręczony Liverpoolowi? Jak już się czegoś trzymać, to lepiej, żeby było to spójne.

Dlatego właśnie coraz głośniej mówi się o pełnej anulacji. Sezon uznajemy za nieodbyty, nikt nie awansuje, nikt nie spadnie i wtedy faktycznie można rozdzielić miejsca pucharowe za sezon 18/19. Oczywiście, w takim wypadku również byliby poszkodowani, a najbardziej oberwałoby się rzecz jasna Liverpoolowi, ale w tym momencie należy wziąć pod uwagę nawet najgorsze.

 

 

Nie wiemy jak będzie rozwijała się sytuacja na świecie, jak szybko zostanie wynaleziona szczepionka lub jakieś lekarstwo. Wiemy w tym temacie dokładnie tyle samo, co wy. Wiemy jednak również, że w tak trudnych czasach nie ma co igrać z ludzkim życiem i sport chyba można odłożyć na dalszy plan. Nawet jeśli spowoduje to, że pewne środowisko będzie niezadowolone.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się