var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: @ActuFoot_

Czy Tuluza to najgorszy zespół w historii Ligue 1?

Autor: Paweł Łopienski
2020-03-28 18:43:59

Choć nie wiadomo, kiedy dokładnie zostanie zakończony obecny sezon, to w Tuluzie nikt nie może być zadowolony z wymuszonej przerwy w piłkarskich zmaganiach. Tylko cud sprawiłby, że „Les Violets” utrzymaliby się w najwyższej klasie rozgrywkowej. Od października drużyna pokazywała się tylko ze złej strony, dlatego zasadnym wydaje się być pytanie: czy Tuluza to najgorszy zespół w historii Ligue 1?

Odważniejsze postawienie na młodzież

Ostatnie lata w Tuluzie nie były najlepsze. Zespół ostatni raz zakończył ligowe rozgrywki w pierwszej dziesiątce w 2014 roku (9. miejsce), potem było tylko zdecydowanie gorzej. Dwukrotnie siedemnaste miejsce, trzy lata temu trzynaste, z kolei od spadku w sezonie 2017/2018 uratowała ich wygrana w barażach przeciwko AC Ajaccio. W 2019 z kolei udało się oszczędzić takiej nerwówki, bowiem „Les Violets” na dwie kolejki przed zakończeniem zmagań wywalczyło sobie utrzymanie, zajmując szesnaste miejsce. 

Zespół nigdy nie święcił triumfów na francuskich boiskach, bowiem jedynym trofeum zdobytym przez TFC był Puchar Francji w 1957 roku. Poza tym, mowa tu o typowym średniaku, którego co roku śmiało mogliśmy typować do zakończenia rozgrywek w drugiej połówce tabeli. Budżet też nie jest wystarczający na to, aby powalczyć o coś więcej. 35 milionów euro, o których mówiło się przed rozpoczęciem sezonu, to mniej niż w FC Metz, Dijon FCO, ale i więcej niż w Angers SCO (będące rewelacją pierwszych meczów), Amiens SC, Stade Brest oraz Nimes Olympique. 

Latem w klubie postanowiono więc o odważniejszym postawieniu na młodzież. W okienku transferowym przed rozpoczęciem rozgrywek pozbyto się Jimmy’ego Durmaza, Francoisa Moubandje czy Yannicka Cahuzaca. Udało się zarobić 15 milionów euro na sprzedażach Christophera Julliena, Andy’ego Delorta, Alexisa Blina oraz Stevena Fortesa. Była więc możliwość wzmocnienia zespołu piłkarzami z jakością, realnie wpływającą na postawę drużyny. Postawiono na 24-letniego Wesley’a Saida z Dijon, 23-letniego greckiego napastnika Efthymiosa Koulourisa, a także dwa lata młodszego Agustina Rogela. Zatroszczono się o środek pola, dlatego wypożyczono Jeana-Victora Makengo i doświadczonego Williama Vainqueura. 

 

 

- Jeśli nie zostawisz dzieciom uchylonego okna, nigdy nie pozwolisz im się bawić. Mamy własną filozofię i obowiązek jako klubu treningowego: postaw na nich, aby zespół był bardziej wydajny i aby pewnego dnia mogli odejść, tym samym pomagając klubowi finansowo. To bardzo ważne. Mamy interesujące pokolenie. Chodzi o to, aby szybko stali się ważnymi zawodnikami w kadrze – mówił ówczesny szkoleniowiec zespołu, Alain Casanova.

Władze zdawały sobie sprawę z ryzyka takiej strategii i tego, że w poprzednich sezonach ich przewaga nad strefą spadkową była niewielka. Aby przyspieszyć rozwój, powiększono więc harmonogram ćwiczeń na dwie codzienne sesje treningowe. W klubie przekonywano, że są zadowoleni z pójścia tą drogą, a pierwszymi wygranymi letnich przygotowań byli 18-letni Bafode Diakite i dwa lata starszy od niego Kalidou Sidibe. Ten pierwszy spisywał się na tyle dobrze, że nawet wystąpił od pierwszej minuty w meczu ze Stade Brest inaugurującym sezon.

Zmiana trenera i najgorsza seria w historii klubu

Ta rywalizacja zakończyła się podziałem punktów, a „Les Violets” kolejne spotkanie z Dijon zakończyli zwycięstwem 1:0. Z dobrej strony pokazywali się nowo sprowadzeni Makengo oraz Koulouris, którzy wyrastali na najlepsze postaci w drużynie Alaina Casanovy. Nie potrwało to jednak długo. Kolejnymi pozytywnymi momentami w tym sezonie była wygrana z Amiens (2:0), a także remisy z AS Saint-Etienne (2:2) i FC Metz (2:2). Przy okazji przytrafiały się nieuniknione porażki w starciach z Paris Saint-Germain czy Girondins Bordeaux, po której posadę stracił Alain Casanova. Szkoleniowiec jest klubową legendą, prowadził zespół w latach 2008-2015, ale kibice od tamtego czasu mieli do niego wiele zastrzeżeń. Dlatego kiedy wrócił w 2018 roku fani protestowali przeciwko niemu podczas meczów, kwestionując jego wybory personalne, a także zarzucając jego drużynie brak stylu, a co za tym idzie brak perspektyw na coś więcej niż tylko jej utrzymanie w Ligue 1. 

Dlatego dość szybko postanowiono o zrezygnowaniu z usług Casanovy. Na jego miejsce przyszedł Antoine Kombouare, a piłkarze skorzystali z efektu nowej miotły, sensacyjnie ogrywając kilka dni później wicemistrza z Lille. Choć podopieczni Christophe’a Galtiera bardzo słabo radzili sobie wówczas na wyjazdach, to takiego wyniku nie można było nie odnotować. Jak się jednak okazało, zwycięstwo 2:1 pamiętać będziemy z zupełnie innego powodu.

 

 

Mecz, który powinien natchnąć piłkarzy i dodać im więcej pewności siebie sprawił, że od 19 października 2019 roku Tuluza… nie wygrała ani jednego spotkania. Okej! Kilkanaście dni później była lepsza w Coupe de la Ligue od Chamois Niort, ale liczymy tylko ligowe zmagania. A w nich zespół z południowej Francji był po prostu tragiczny. TRA-GICZ-NY. 

Prowadząc czerwoną latarnię ligi w 13 meczach, Kombouare zanotował średnią 0,46 (!) punktów na mecz, co jest swoistym ewenementem, nie tylko w Ligue 1. W drużynie nie zaiskrzyło, piłkarze nie prezentowali się lepiej, dlatego też sytuacja nie ulegała poprawie. Wręcz przeciwnie. 18 kolejnych meczów bez wygranej, 12 porażek z rzędu – Tuluza zapisywała nowe rozdziały w swojej historii. Choć nikt nie przewidywał jeszcze kilka miesięcy temu, że może być aż tak źle.

Fatalna postawa w obronie, brak piłkarzy mogących dać jakiś impuls do lepszej gry, a ci którzy prezentowali się dobrze na początku rozgrywek, dostosowali się poziomem do swoich kolegów. Kibice pragnęli, aby zespół grał bardziej agresywnie i dawał od siebie więcej na boisku. Młodzi piłkarze nie dostosowywali się do wyższego poziomu tak, jak tego oczekiwano. Letnie transfery również rozczarowywały. Jeśli dodać do tego dużą liczbę kontuzji plus notorycznie łapane czerwone kartki (często w głupi sposób), to nie dziwimy się, że kibice mieli już dość.

Pewny spadek i nowy inwestor w tle

Antoine Kombouare pracował w klubie zaledwie trzy miesiące, szybko stając się najgorszym trenerem w historii klubu. W styczniu jego posadę przejął Denis Zanko, pracujący dotychczas jako szkoleniowiec rezerw. 2014-2016 to okres prowadzenia przez niego Stade Lavallois, niemal dziesięć lat temu trenował FC Le Mans, a na przełomie wieku również ASOA Valence (obecnie Olympique de Valence). Jak widać, szkoleniowiec nie miał większego doświadczenia w kierowaniu klubem z najwyższej klasy rozgrywkowej, nie wspominając o wyprowadzeniu go z takich tarapatów, w jakich znalazła się Tuluza.

Z każdym kolejnym niepowodzeniem w tym sezonie coraz większym niezadowoleniem na trybunach wykazywali się kibice. Fanom było nie po drodze z prezydentem Olivierem Sadranem i od dawna domagali się jego dymisji, obwiniając go za całe zło, jakiego doświadcza ich ukochany klub. Dochodziło do tego, że fani przestawali dopingować zespół, a po meczu z Reims próbowali się nawet dostać do loży prezydenckiej na stadionie. 

 

 

Na ich szczęście, w ostatnich tygodniach pojawiały się głosy, że klub może przejąć nowy właściciel. TFC kupić może chińsko-amerykańskie konsorcjum Room. Nie jest to podmiot anonimowy, bo w latach 2016-2019 zarządzał inną francuską drużyną – OGC Nice. Na rynku znany jest jako kupujący zespoły w kryzysie, aby w przyszłości sprzedać je z dużo większym zyskiem. Tak było właśnie z drużyną z Lazurowego Wybrzeża, którą nabyli za 23 miliony euro, a minionej jesieni sprzedali za 100. 

Pomimo tego, że firma jest nastawiona na zarobek, to robi wszystko, aby podnieść jakość klubu, a także pierwszego zespołu. Takie rozwiązanie przyniosłoby nadzieję na lepszą przyszłość dla Tuluzy, która ostatni raz w Ligue 2 grała w sezonie 2002/2003.

Tuluza najgorszą drużyną w historii francuskiej ligi?

28 meczów: 3 zwycięstwa, 4 remisy i 21 porażek. Rozpisując się nad Tuluzą z obecnego sezonu, warto się zastanowić, czy podopieczni Denisa Zanki nie są najgorszym zespołem w historii Ligue 1. W przeszłości wiele było drużyn, które nie poradziły sobie na najwyższym poziomie rozgrywek. Ale tylko kilka aspirują do tego, aby uważać je za te najgorsze. Pochylmy się na chwilę nad nimi i sprawdźmy, jak wypada na ich tle Tuluza: 

- RC Lens w sezonie 1988/1989: 17 punktów w 38. kolejkach

Tylko trzy wygrane spotkania w sezonie dały niechlubny rekord najmniejszej liczby zwycięskich meczów w sezonie. 17 punktów to wynik katastrofalny, a żeby podkreślić słabość drużyny „Sang et Or”, należy powiedzieć, że dziewiętnasty zespół, czyli Stade Lavallois, miał ich na koncie aż 35. Ponad dwukrotnie więcej niż ostatni. Tuluza ma szansę pobić ten rekord (13 punktów po 27 meczach), mając podobną średnią punktów zdobytych na jedno spotkanie. I do tego „Les Violets” nie wygrali w lidze od 19 października.

- CA Paris w sezonie 1933/1934 oraz Grenoble Foot w 2009/2010: seria 12 kolejnych porażek

Obydwa kluby pochwalić się mogą najgorszą serią w historii najwyższej ligi we Francji. W tym sezonie niemal dołączyła do nich Tuluza, ale jej czarna passa zakończyła się na 11 porażkach z rzędu, dzięki bezbramkowemu remisowi z Amiens. Od tego czasu jednak podopieczni Denisa Zanko odnieśli pięć kolejnych porażek, a sezon jeszcze się nie zakończył.

- ESTAC Troyes w sezonie 1960/1961: 28 porażek w sezonie

Aktualny klub zaplecza Ligue 1 50 lat temu był dostarczycielem punktów dla swoich rywali. Na 38 meczów Troyes przegrało 28, co jest jak dotąd rezultatem niewyrównanym ani nie przebitym przez ani jedną drużynę. Ale ale ale… Tuluza w 28 kolejkach odniosła 20 porażek, więc może z łatwością przekroczyć tę liczbę.

- Arles-Avignon w sezonie 2010/2011: spadek z ligi w 31. kolejce

W 31. kolejce nieubłaganie zbliżamy się do końca rozgrywek, ale do wywalczenia jest jeszcze 21 punktów. Tak więc wszystko, choćby teoretycznie, da się zrobić. Tego nie mogło powiedzieć Arles-Avignon niemal dziesięć lat temu: zespół zanotował najszybszy spadek w historii ligi. W tej chwili Tuluza ma 14 punktów mniej od Nimes. Jeśli dyspozycja obu zespołów utrzymałaby się po wznowieniu rozgrywek, Tuluza spadłaby z ligi w 34. kolejce.

- ESTAC Troyes w sezonie 2015/2016: 21 kolejnych meczów bez wygranej

W zawodach o najszybszy spadek z ligi blisko prowadzenia było Troyes, które w sezonie 2015/2016 ostatecznie spadło po 32. kolejce. W tym samych rozgrywkach jednak zanotowali passę 21 kolejnych meczów bez wygranej. Na pierwsze zwycięstwo czekał aż do 22. kolejki. Tuluza, bez zwycięstwa od 19 października, pozostaje 17 meczów bez powodzenia. Zespół ma więc tylko cztery mecze, aby wpisać się w niesławną historię ligi.

- Tuluza w sezonie 2019/2020: ???

Tuluzie nie brakuje więc wiele, aby zapisać się w czarnej historii francuskiej ligi. To, że spadnie, jest niemal pewne, nawet pomimo tego, że nie wiadomo, kiedy zostaną dokończone rozgrywki z powodu pandemii koronawirusa. Jedyne, w czym ta przerwa może pomóc, to w uniknięciu pobicia któregoś z powyższych rekordów.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się