var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Paweł Jaskółka // Press Focus

HANDLUJ Z TYM: Może lepiej byłoby pozostać paprotką w gabinecie Rutkowskiego?

Autor: Mariusz Bielski
2020-03-28 20:23:15

Tomasz Rząsa w Lechu Poznań pracuje już od ładnych paru lat, chociaż początkowo wydawało się – skoro pełnił funkcję asystenta za czasów Skorży – że ostatecznie pójdzie w trenerkę. Dość nieoczekiwanie jednak pod koniec lata w 2018 roku władze Kolejorza powierzyły mu funkcję dyrektora sportowego. Czy był to dobry pomysł?

Na wstępie wypada zaznaczyć, że na pewno kontrowersyjny. Do tej pory bowiem za wszelakie decyzje w pionie sportowym odpowiadał Piotr Rutkowski. Właściciel klubu zawsze rządził dość autorytarnie, więc większość kibiców w ogóle nie wierzyła, iż Rząsa dostanie jakąkolwiek decyzyjność w najważniejszych kwestiach. Określenia takie jak „marionetka” czy „paprotka w gabinecie prezesa” przewijały się w kontekście dyrektora nagminnie.

On sam zresztą dość mgliście tłumaczył powierzone mu zadania. – Jednym z głównych moich zadań jest współpraca ze sztabem szkoleniowym pierwszego zespołu. Ale też weryfikacja działań sztabu szkoleniowego. Przyglądam się temu jak pracują, czy ich praca jest zgodna z tym, jaka jest wypracowana przez lata doświadczeń filozofia klubu (…) Jestem na treningach, w szatni, przed i w trakcie meczu. Z jednej strony jestem członkiem sztabu, a z drugiej osobą, która z ramienia władz klubu obserwuje to, jak realizowane są procesy przez lata wypracowane przez klub – opowiadał na łamach Weszlo.com.

Z kolei o podstawowych zadaniach, czyli transferach, Rząsa mówił tak: – Mam głos w komitecie transferowym. Ale ważniejszy jest mój udział we współpracy z działem skautingu. Razem z trenerem precyzujemy potrzeby drużyny, na jakie pozycje potrzebujemy zawodników, następnie przekazujemy te wytyczne do działu skautingu, który pracuje nad wytypowaniem nazwisk na poszczególne pozycje (…) Taki proces sprawia, że na komitecie nie ma niespodzianek. Nie chcemy takich transferów, przy których – przykładowo – ja i szef skautingu będziemy za, a trener i prezesi będą przeciwko. 

Szczerze powiedziawszy mamy mieszane uczucia, ponieważ trochę brzmi to tak, jakby Rząsa życzeniowo wypowiadał się o posiadanej władzy, niż rzeczywiście ją miał. No ale skoro od września 2018 roku firmuje transfery swoją twarzą, to jego będziemy rozliczać za poszczególne ruchy.

A te sklasyfikowaliśmy następująco:

Udane (2 – 22%): Lubomir Satka, Dani Ramirez

Nieudane (4 – 44%): Juliusz Letniowski, Timur Żamaledtinow, Karlo Muhar, Djordje Crnomarković

Trudno powiedzieć (3 – 33%): Mickey van der Hart, Bohdan Butko, Tomasz Dejewski

Mało tego, faktycznie, z czego jeden, Butko, zdołał rozegrać zaledwie dwa spotkania, więc nie za bardzo da się go poddać ocenie. Tak naprawdę więc bierzemy pod uwagę 8 ruchów na przestrzeni 3 okienek.

No i niestety dla Rząsy wynik najlepszy nie jest. W zasadzie jedynym transferem, który mu się udał i został sprawdzony w dłuższej perspektywie jest Lubomir Satka. Można było się tego spodziewać, bo gość nie przyszedł z żadnego Spartaku Bałkanica z trzeciej ligi bośniackiej, lecz wyróżniającej się ekipy ze słowackiej ekstraklasy. Kolejorz musiał wyłożyć za niego aż 750 tysięcy euro, a Dunajska Streda w ogóle nie chciała go puścić, bo w dużej mierze to on odpowiadał za sukcesy drużyny z poprzedniego sezonu. 

Wolę dostać lepszego zawodnika nieco później, żeby grał u nas bardzo dobrze przez większość sezonu, niż słabszego już teraz – mówił zaś trener Żuraw o przeciągającym się transferze stopera. Czas pokazał, że warto było być cierpliwym. Satkę bowiem można rozpatrywać jako jednego z najlepszych środkowych obrońców ligi (powiedzmy w top 5-10). W tym sezonie wykręcił średnią ocen na poziomie 5,15, czyli powyżej ekstraklasowej przeciętnej. Do tego, kiedy zaszła potrzeba, dobrze poradził sobie również na prawej obronie. Panie dyrektorze, tu więc oddajemy szacunek za doskonały strzał. Wolimy sobie nie wyobrażać, jaka ilość szamba wylałaby się na jego głowę, gdyby gość za taką kasę okazał się wtopą.

Pozytywnie wypadałoby też rozpatrywać transfer Daniego Ramireza, choć naturalnie, drodzy czytelnicy, macie tu prawo zgłosić wątpliwość na zasadzie: „hej, przecież on w ekipie z Bułgarskiej wystąpił tylko 5 razy!”

Niech wam będzie, ale pozwólcie, że zostaniemy jednak przy swoim. Posługując się dewizą Jarosława Kołakowskiego, jednego z bardziej obrotnych agentów piłkarskich, słuszność tego zakupu rozpatrujemy w momencie jego dokonania. A nie należy mieć wątpliwości, iż Lechowi udało się pozyskać jedną z najlepszych dziesiątek w lidze, chociaż negocjacje nie były łatwe. W interesie ŁKS-u sprzedaż wcale nie widniała na pierwszym miejscu na liście priorytetów, więc Salski i Przytuła targowali się ostro. Aż do momentu, kiedy musieli wydać za Hiszpana dokładnie tyle, co zarobili na Jevticiu.

Wielokrotnie zaś wymienialiśmy argumenty za wysoką jakość stricte piłkarską Daniego, więc tym razem wysłużymy się tweetem zaprzyjaźnionego redaktora z Weszlo:

 

 

No ale dalej już tak różowo nie jest. Zwróćcie uwagę na jedną rzecz w transferze Ramireza – przyszedł w miejsce Jevticia, a nie do rywalizacji z nim. Do tego za kasę identyczną, jaką Kolejorzowi parę dni wcześniej udało się zarobić.

Lechowy klasyczek. Trudno bowiem oprzeć się wrażeniu, że od dłuższego czasu klub ze stolicy Wielkopolski nie wzmacnia kadry, lecz zaledwie ją uzupełnia. No i cóż, nie zawsze udanie.

Tu przykładem może być choćby Djordje Crnomarković, który przy Bułgarskiej pojawił się w miejsce Nikoli Vujadinovicia. Pamiętacie jeszcze to biegające drewno? Przykro nam, ale o następcy Czarnogórca nie da się powiedzieć wiele lepszego. Co prawda Djordje może nie popełnia błędów co mecz, niczym jego poprzednik, ale i tak daleko mu do lidera, którym rzekomo miał się stać. Rząsa mówił jak dobrze wyprowadza piłkę, chwalił go za technikę i zdolność antycypacji boiskowych wydarzeń. W praktyce zaś żadna z tych cech nie okazała się być atutem stopera. Wręcz przeciwnie.

W podobnym stylu trzeba ocenić transfer Karlo Muhara, zawodnika od czarnej roboty. Być może na jego gorszą ocenę rzutuje nieco pewna nieporadność w poruszaniu się – trochę jakby miał kłopoty z koordynacją ruchową? – ale też nie oszukujmy się, defensywny pomocnik idealnie wtopił się w ligowy dżemik. Uśmialiśmy się natomiast z tego, w jaki sposób Rząsa bronił Chorwata. – Według InStata Muhar ma najwięcej odbiorów w Ekstraklasie – rzucił. Panie Tomaszu, litości! Przecież tego typu statystyki należy BEZWZGLĘDNIE osadzać w odpowiednim kontekście. A u Karlo jest on taki, że faktycznie jest w ligowej czołówce pod względem odbiorów. Dlaczego? Ponieważ podejmuje najwięcej prób. Skuteczność ich natomiast kręci się wokół 50%, co jest cholernie przeciętnym wynikiem. Czyli pomylił pan częstotliwość z efektywnością. Ilość z jakością.

Następny na liście jest Mickey van der Hart. Abstrahując od jego kebabowej wpadki, tu też musimy zgłosić pewne „ale”. Holender bowiem dopiero w drugiej części rundy jesiennej zaczął być stabilnym punktem zespołu na satysfakcjonującym poziomie. Wcześniej zdarzało mu się odwalić babola skutkującego utratą gola, zwłaszcza w grze na przedpolu. Tu znów Rząsa ruszył z usprawiedliwieniem, ale raczej wyszedł z tego kabaret. – Van der Hart ma problemy na przedpolu, bo w Holandii się tego nie nauczył – powiedział dyrektor. Zasadne więc staje się, dlaczego w ogóle go ściągnięto, skoro nie spełniał profilu, którego potrzebował Lech? Jak już wspomnieliśmy, Holender zdążył się ogarnąć, ale pytanie pozostaje otwarte.

Kończąc zaś wątek transferów-uzupełnień, krótko wspomnimy także o Butce, który za żadne skarby nie trafiłby do Poznania na wypożyczenie, gdyby nie kolejna długaśna kontuzja Gumnego oraz szklane zdrowie Cywki.

Do udanych zakupów na pewno też nie można zaliczyć Letniowskiego oraz Żamaletdinowa. W temacie pierwszego z wymienionych jeszcze można bronić Rząsy. Przecież jest dyrektorem sportowym, a nie jasnowidzem. Nie mógł więc przewidzieć, iż Juliusz rozleci się zdrowotnie na ponad rok. Zwłaszcza że podczas badań nic na to nie wskazywało.

Gorzej natomiast z Timurem. Rosjanin uchodził rzekomo za spory talent, więc już samo to, że w ogóle trafia do Polski było stosunkowo dziwne. Minął jednak ponad rok, od kiedy pojawił się przy Bułgarskiej i dziś można powiedzieć, iż jedyną sławę w naszym kraju zyskał z tweetów Kasi Lewandowskiej, która podczas każdego meczu Lecha pisała „zawołajcie mnie przed tv, gdy Żama wejdzie”. Do dziś napastnik w Ekstraklasie zagrał tylko 9 razy, zdobył jedną bramkę i w żaden sposób nie spełnił oczekiwań. Miał być kimś, kto wyprze presję na Gytkjaerze i w razie czego godnie go zastąpi. Timur jednak ponoć odstawał od reszty drużyny nawet na treningach, miał spore kłopoty z życiową aklimatyzacją, a mówiło się nawet o kłopotach natury psychologicznej. W te ostatnie z szacunku nie będziemy się bardziej zagłębiać.

***

Oceniając decyzje Rząsy trzeba też wspomnieć o poznańskiej przygodzie Adama Nawałki. Początkowo chwalił się on, iż zatrudnienie go to był jego pomysł i w końcu doprowadził go do finiszu, mimo przewlekłych negocjacji. Aby się z tego projektu całkowicie wycofać wystarczyło natomiast 11 meczów, czyli około 4 miesiące. Mało kto punktował w Lechu tak źle, zerknijcie na wyliczenia weszlaków:

Gorszy wynik w ostatnich latach zaliczył tylko Ivan Djurdjević, pogoniony de facto właśnie przez Rząsę. Czy Nawałka coś zmienił względem poprzednika? Piłkarsko nie. Styl gry pozostawał toporny i nudny zarazem, obrona popełniała kuriozalne błędy, z przodu brakowało pomysłów i jakiejkolwiek iskry. Były selekcjoner natomiast mocno dał w kość wszystkich Lechitom za pomocą swych nawyków. Znowu kierował się zabobonami, wobec piłkarzy kierował absurdalne zarzuty, a względem zarządu kretyńskie żądania. 

Nawałka był więc tak upierdliwy, że wszyscy szybko mieli go tam dosyć, więc został odpalony bez żalu, zwłaszcza że za szaleństwem nie szły dobre wyniki. Czyli co, nie widziały gały kogo brały? A tak się rozpływano nad tym szkoleniowcem, kiedy go zatrudniano. Przy okazji jak zawsze malując kolorową, aczkolwiek rozmazaną historię o długofalowej wizji klubów z byłym selekcjonerem za jego sterami. 

Miało być pięknie, a wyszło jak zwykle.

***

Być może zatem za jedno z większych osiągnięć Rząsy powinniśmy uznawać działanie z obecnymi zawodnikami? Niewątpliwie przedłużenie kontraktu z „czterema Beatlesami” to nie lada osiągnięcie, kiedy każdym z chłopaków interesuje się pół Europy. I to nie jakieś Sheriffy Tyraspol, tylko poważne kluby z Serie A czy niemieckiej Bundesligi. A jednak Joźwiak, Gumny, Puchacz i Marchwiński przedłużyli umowy z Lechem. Jeśli nie wydarzy się jakaś katastrofa, na każdym z nich Kolejorz zarobi gruby hajs.

 

 

Inna sprawa, że dyrektora sportowego poznaniaków czeka cholernie trudne lato. Nie dość, że pandemia koronawirusa i niedokończony sezon wprowadzają chaos kontraktowy, to dwóm ważnym zawodnikom Lecha w czerwcu kończą się umowy – Kostewyczowi oraz Gytkjaerowi. Coś czujemy, iż za Duńczykiem przy Bułgarskiej mocno zatęsknią. Gość strzela tyle ważnych goli, często mając po pół sytuacji na mecz, że na ten moment trudno wyobrazić sobie zespół Dariusza Żurawa bez niego. 

Aby podołać temu wyzwaniu Tomasz Rząsa będzie musiał wznieść się na znacznie wyższy poziom, niż prezentował dotychczas. Pytanie, czy latem Lech znów nie ograniczy się tylko do uzupełnień, zamiast wzmocnień zespołu? Nie wykluczamy takiego scenariusza. Zwłaszcza, że jego przedstawiciele (na przykład dyrektor finansowy) niedawno otwarcie stwierdził, iż Kolejorz jest w jednym z najgorszych momentów finansowych od lat, ponieważ dawno nie sprzedał za granicę żadnego wychowanka.

Panie Tomaszu, powodzenia życzymy, chociaż wątpliwości mamy mnóstwo. Jeśli latem nie zaliczy pan najlepszego okienka transferowego w swej karierze, które trudno będzie później pobić, pewnie powróci do pana pytanie – czy nie lepiej byłoby pozostać tytułową paprotką w gabinecie prezesa?

***

Największy majstersztyk: Lubomir Satka

Największa wtopa: Timur Żamaletdinow 

Największa nadzieja: Dani Ramirez

Wierzymy, mimo kiepskiego startu: Mickey van der Hart

WERDYKT (W SKALI 1-10): 3


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się