var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Andrew Cowie / Colorsport / Press Focus

Tego dnia w futbolu... urodził się najnormalniejszy z Galacticos

Autor: Krystian Porębski
2020-03-28 22:49:30

Dziś może już nie każdy kojarzy tego jegomościa (choć dotyczyć to może raczej młodszych czytelników), ale na początku XXI wieku był jednym z najlepszych piłkarzy w obronie czy szeroko rozumianej destrukcji. Ivan Helguera obchodzi dziś 45. urodziny.

Nie będzie to historia o kimś, kto porywał tłumy. Co to to nie. Ivan Helguera nie był piłkarzem, którego wymieniało się w pierwszej kolejności w zespole. Nie było tak w zasadzie w żadnym momencie jego kariery. Daleko mu było do gwiazdy. Nie prezentował na murawie sztuczek, nie błyszczał techniką. Raczej niewielu na podwórku zakładało białą koszulkę z numerem sześć. Ivan nigdy nie był typem idola.

Mimo tego zawsze był tam, gdzie był potrzebny. Swoje sukcesy zawdzięcza uporowi, ciężkiej pracy. Nigdy nie odpuszczał. Był jednym z bardzo ważnych elementów Galacticos, choć sam o sobie nie mógł raczej powiedzieć, że jest galaktyczny. W futbolu klubowym sięgnął w zasadzie po wszystko co się dało. Trzy razy świętował mistrzostwo La Liga, dwukrotnie wznosił w górę puchar Ligi Mistrzów. 

 

 

 

To dziś wręcz nie do pomyślenia, ale Ivan został kupiony przez Królewskich... za 2,5 miliona euro. Dziś za taką kwotę Real mógły sobie co najwyżej kupić buta piłkarza o podobnej klasie. Na taki deal zdecydował się Espanyol i w sumie szybko mógł tego żałować. Helguera był nieustępliwy. Grywał zarówno na środku obrony jak i jako defensywny pomocnik. Szybko wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie Realu. Los Blancos w plejadzie gwiazd z Roberto Carlosem, Zidanem, Figo, Raulem czy Morientesem, potrzebował również po prostu solidnych zawodników, którzy będą wypełniać zadania narzucone przez trenera.

I oczywiście, Helguera miał swoje słabsze momenty. Ale nikt przypadkowy nie święci triumfów, zwłaszcza będąc ważną postacią swojego zespołu. A Ivan przez osiem sezonów był ważnym elementem układanki na Bernabeu. Wahania formy spowodowały co prawda, że jeden sezon grał prawie w pełnym wymiarze, w innym był spychany do roli rezerwowego, ale nadal mówimy o gościu, który rozegrał w barwach Królewskich 346 spotkań i strzelił 33 gole. Mimo tego, że był facetem od zadań defensywnych. Całkiem nieźle, prawda? 

Helguera do tego zaliczył również całkiem udany pobyt w Valencii. Kiedy jego pozycja na Bernabeu nie była już taka mocna, udał się do zespołu Nietoperzy. No i cóż, w lidze klub poradził sobie wtedy bardzo słabo, ale mimo to Ivan dorzucił do swojej gabloty jedno trofeum. W finale Pucharu Króla co prawda nie zagrał, ale i tak trzeba przyznać, że na Mestalla swoją cegiełkę dołożył, a kibice raczej pamiętają go pozytywnie – choć Hiszpan był wtedy już daleki od swojej topowej formy. Po zakończeniu sezonu 2007/08 zawiesił buty na kołku.

Poza tym oczywiście był regularnym reprezentantem Hiszpanii. Tej pechowej Hiszpanii, która mimo prawdziwego gwiazdozbioru, nigdy nie osiągała wielkich sukcesów. To on z piłkarzami jak Raul, Albelda, Joaquin, Valeron czy Salgado, nigdy nie sięgał po triumfy na arenie międzynarodowej. Dlaczego tak się stało, do tej pory trudno powiedzieć. Helguera na pewno musiał żałować, przynajmniej pod tym względem, że nie urodził się kilka lat później. Załapał się na złotą erę Vicente del Bosque w Realu, ale na zwycięską reprezentację Sfinksa czy wcześniej Luisa Aragonesa, był już niestety za stary.

Z czego go zapamiętamy? Właśnie z tego uporu na boisku. Nigdy się nie poddawał i był kimś, kogo Real bardzo potrzebował. A do tego czasami i w ofensywie wyszło mu cudeńko. Tak jak tutaj.

Helguera po zawieszeniu butów na kołku usunął się w cień. Ani szczególnie nie pokazywał się w mediach, ani nie ciągnęło go do trenerki. Nie poszedł również ścieżką kolegi z drużyny – Fernando Hierro – i nie próbował wcisnąć się w struktury krajowego związku. Pozostał z boku, co raczej nas szczególnie nie dziwi.

Najwięcej mówiło się o jego komentarzach sprzed kilkunastu miesięcy, kiedy to pozowlił sobie skrytykować Isco i Zidane'a.

Isco nie kreuje sytuacji, nie strzela goli, nie prowadzi gry i nie wygrywa piłek. Mógłby dać zespołowi o wiele więcej. Ale dlatego, że po każdym tricku Bernabeu bije mu brawo...” - skwitował pomocnika utytułowany piłkarz Realu. I w tym krótkim wywodzie wiele powiedział o samym sobie. Zawsze ważniejszy był sam efekt, a nie sposób do jego osiągnięcia celu.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się