var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Michał Kosc / Press Focus

ESA: Piłkarze Jagi nie zgadzają się na obniżkę zarobków. Legia chciała Nigela Roberthę. Śląsk ucierpi na kłopotach sponsora?

Autor: zebrał Paweł Łopienski
2020-03-29 02:58:28

W sobotę najwięcej mówiło się o niezgodzie między piłkarzami a działaczami Jagiellonii Białystok. Ci pierwsi nie zgadzają się na obniżkę swoich zarobków i są gotowi do negocjacji, których władze ich pozbawiły. Legia Warszawa zimą chciała Nigela Roberthę, którym w tej chwili nie jest już zainteresowana. W najnowszym przeglądzie Ekstraklasy mowa jest również o Śląsku Wrocław, który może ucierpieć na kłopotach swojego głównego sponsora.

Piłkarze Jagiellonii Białystok nie chcą obniżać swoich zarobków

Piłkarze Jagiellonii nie osiągnęli porozumienia z klubem w sprawie obniżenia zarobków z powodu pandemii koronawirusa. Jako pierwszy poinformował o tym portal kibiców klubu, ale szybko informacje potwierdzili Krzysztof Stanowski oraz Piotr Wołosik. Swoje dopowiedział również portal Sportowe Fakty, który twierdzi, że zawodnicy nie odrzucają dalszych negocjacji, ale stawiają swoje warunki, na które z kolei nie przystają działacze. Jeszcze więcej przybliża nam portal weszlo.com: 

„Piłkarze Jagiellonii otrzymali informację od Agnieszki Syczewskiej o tym, że ich kontrakty ścinane są o połowę (pamiętając o kwocie minimalnej na poziomie 10 tysięcy), a na podpisanie z góry narzuconych ugód można stawić się w poniedziałek. Rządzący klubem wyraźnie zaznaczyli zawodnikom, że ci, którzy nie zgodzą się na narzuconą obniżkę… nie dostaną absolutnie nic, bo nie będzie im z czego zapłacić. Łaskawie dodano za to, że zawsze można ubiegać się o rozwiązanie kontraktu – w myśl nowych zapisów z pakietu pomocowego PZPN-u w terminie czterech miesięcy od pierwszej zaległości, a nie dwóch”.

Źródło: jagiellonia.net / Stan Futbolu / Twitter / Sportowe Fakty WP / Weszło

***

Legia chciała Nigela Roberthę

Jak w sobotę podały bułgarskie media, Legia Warszawa rozważa sprowadzenie do siebie 22-letniego napastnika Nigela Roberthę występującego w Lewskim Sofia. Holender strzelił w tym sezonie osiem goli w 13 meczach. Wicemistrz Polski chciał pozyskać już go w zimowym oknie transferowym, ale wówczas klub bułgarskiej ekstraklasy nie był zainteresowany sprzedażą snajpera. W obliczu sporych problemów finansowych po zakończeniu sezonu o pozyskanie napastnika może być zdecydowanie łatwiej. O komentarz w tej sprawie pokusił się portal sport.pl: 

Znamy tego chłopaka, obserwowaliśmy go, ale nie jesteśmy już nim zainteresowani - usłyszeli w sobotę przy Łazienkowskiej.

Źródło: sportal.bg / sport.pl

***

Problemy bukmacherów odbiją się na Śląsku?

Jak donosi portal BussinessInsider, Stowarzyszenie Pracodawców i Pracowników Firm Bukmacherskich apeluje do rządu o pomoc. Chodzi o zabezpieczenie tysięcy miejsc pracy w branży bukmacherskiej i straty finansowe, których nie da się odrobić. Jak ta sytuacja wpłynie na funkcjonowanie klubów, w tym Śląska Wrocław, którego głównym sponsorem jest bukmacher NobleBet? Wedle umowy ma wspierać drużynę corocznie określoną kwotą pieniędzy. Ustalając jej wysokość w kontrakcie obie strony nie mogły przewidzieć sytuacji, która ma obecnie miejsce na świecie. NobleBet może mieć problem z wsparciem Śląska finansowo, jeśli będzie w dalszym ciągu notować straty.

Źródło: slasknet.com

***

„Świerczewski: Rynek transferowy to będzie armagedon”

Właściciel Rakowa Częstochowa, Michał Świerczewski, był gościem w sobotnim programie „Stan Futbolu”. Poniżej prezentujemy jego najciekawsze wypowiedzi. 

„Jesteśmy wśród pięciu klubów, które będą najbardziej pokrzywdzone na tej sytuacji. Wiele klubów nie będzie mogło sprzedać piłkarzy. My mieliśmy bardzo konkretne oferty za Tomasa Petraska i Sebastiana Musiolika. Nasze straty, ze względu na transfery, które nie dojdą do skutku, oceniam na 12 milionów złotych. Jeszcze większe straty będą w Legii Warszawa czy Lechu Poznań.

Nie wiemy jak będzie wyglądał rynek transferowy. Moim zdaniem to będzie armagedon. Te kwoty, o których rozmawialiśmy dwa miesiące temu, osiągniemy najwcześniej, i to przy odpowiedniemu planowaniu, za półtora roku. Bardzo ważnym elementem dla klubów są wpływy transferowe. To może być coś, na czym kluby stracą najbardziej. Legia może stracić kilkadziesiąt milionów, Lech kilkanaście.

Porozmawiamy z każdym z chłopaków i będziemy starać się znaleźć rozwiązanie, żeby obie strony były zadowolone. W niektórych przypadkach skończy się to sporem, ale w 90 proc. przypadków będziemy dalej współpracować w przyjacielskich stosunkach i później piłkarze to docenią.

Na pewno będzie redukcja wynagrodzenia. Cześć tego wynagrodzenia będzie wypłacona od razu, a pozostałą część chcemy wypłacać w 24 ratach. Klub musi funkcjonować bez dużego uszczerbku. Kluczowe jest utrzymanie płynności finansowej. Wydatki rozłożyć w czasie i w późniejszym czasie odrobić te straty. Cześć kwoty, które nie jesteśmy wypłacić piłkarzom, rozłożyć na raty. Część zredukować, część wypłacić tu i teraz”.

Źródło: sport.tvp.pl

***

„Ceferin: Musimy wyznaczyć datę, po której powrót do gry nie będzie możliwy”

Prezydent UEFA, Aleksander Ceferin, wypowiedział się na temat obecnego sezonu, zaznaczając, że może on zostać uznany za stracony.

- Możemy też wznowić rozgrywki na początku lub w połowie czerwca. Takie rozwiązanie też bierzemy pod uwagę. Jeśli do tego czasu nie uda się wrócić do gry, sezon będzie stracony. Ale jest też pomysł, by końcówkę obecnych rozgrywek przenieść na początek następnych i tym samym przesunąć ich start. Bierzemy pod uwagę wszystkie rozwiązania, ale każde jest uzależnione od rozwoju sytuacji – powiedział prezydent UEFA.

Źródło: Przegląd Sportowy

***

„Nikolić: Wierzę, że Vuko będzie trenerem Legii na lata”

Nemanja Nikolić na Instagramie wypowiedział się na temat Legii Warszawa oraz jej szkoleniowca, Aleksandara Vukovicia. Za pośrednictwem portalu Legia.net prezentujemy najciekawsze wypowiedzi węgierskiego napastnika.

„W Warszawie grałem z wieloma świetnymi piłkarzami. Nie chcę wybierać jednego, tego najlepszego. Cieszyłem się z momentu, w którym wywalczyłem z klubem mistrzostwo i Pucharu Polski. Wiele razy występowałem w ataku razem z Aleksandarem Prijoviciem, z którym dobrze rozumiałem się na boisku. Podobnie jak ze Stojanem Vranjesem, Guilherme czy Miroslavem Radoviciem. Z "Rado" mówimy w tym samym języku. To kapitalny zawodnik, który pokazywał magię na murawie. Staram się być z nimi w kontakcie, tak samo jak z Ivicą Vrdoljakiem. Wiadomo, że każdy prowadzi własne życie i ma obowiązki, ale od czasu do czasu próbujemy ze sobą rozmawiać.

Jestem szczęśliwy z tego, że Aleksandar Vuković świetnie sobie radzi. Super człowiek. Myślę, iż tamten czas, w roli asystenta, bardzo mu pomógł. Mógł bowiem współpracować z wieloma szkoleniowcami i od każdego się trochę nauczyć. Można było się spodziewać, że pewnego dnia na pewno otrzyma szansę na pokazanie umiejętności jako pierwszy szkoleniowiec. Zasłużył na to. Robi wszystko, aby drużyna czyniła progres i pięła się w górę, była na coraz wyższym poziomie. Widziałem, że ufa młodzieżowcom, co jest istotną sprawą, ale też trudnym zadaniem. Wiadomo, że każdy oczekuje natychmiastowych, satysfakcjonujących wyników, zwycięstw, a "Vuko" potrafi wygrywać i wprowadzać przy tym młodych graczy. Życzę mu wszystkiego najlepszego i wierzę, że będzie trenerem stołecznej ekipy na lata. Dla klubu bardzo ważna jest obecność pracujących osób - szczególnie szkoleniowca - którzy znają Legię i mają ją w sercu”.

Źródło: Legia.net

***

„Datković: Nie dość, że pandemia koronawirusa to jeszcze trzęsienie ziemi”

„Nie dość, że normalne życie torpeduje epidemia koronawirusa, to jeszcze w Zagrzebiu było trzęsienie ziemi. Dotknęło ono i pana?

Niko Datković: Tak, była katastrofa. O 6 rano w niedzielę był bardzo mocny wstrząs. Trzeba było uciekać ze swoich domów. Szaleje koronawirus, a nagle ludzie musieli stanąć jeden obok drugiego przed domem. Potem wróciliśmy do swoich mieszkań. Było około 50 wstrząsów, różnej siły. Popękały mury starszych kamienic. Ja akurat mieszkam w nowszej części miasta. Jeden z kościołów został doszczętnie zniszczony. Zwykle ludzie są na mszy, a teraz przez sytuację z koronawirusem nie było wiernych, nie było więc ofiar. To była niespotykana sytuacja, nie mieliśmy wcześniej trzęsień ziemi. Epicentrum było w Zagrzebiu, ale wstrząsy były odczuwalne też gdzie indziej, na przykład w Rijece. Byłem wtedy w stolicy kraju, ale teraz jestem w moim rodzinnym mieście, czyli w Rijece.

Jak żyje pan w czasie epidemii?

Byłem w Zagrzebiu. Nie mamy jeszcze bardzo wielu zachorowań, ale jest kwarantanna – nie można wychodzić bez konkretnego celu na ulice, restauracje, bary, sklepy, poza spożywczymi są zamknięte.

Był pan przez dłuższy czas kontuzjowany. Jak w tej sytuacji robić rehabilitację?

Chodziłem do kliniki w Zagrzebiu, ona była zamknięta, ale ja byłem na specjalnych prawach, mogłem korzystać z treningów z moim rehabilitantem. Teraz siedzę w domu, ale mam ćwiczenia domowe, jestem w kontakcie on-line z rehabilitantem. Jak długo? Tergo nie wiem. U nas jest tak samo, jak w Polsce.

Jak pańskie zdrowie, jest wyraźna poprawa?

Miałem operację kolana w Polsce, potem drugą w listopadzie w Rijece. Zaczęła się żmudna rehabilitacja, kilka godzin dziennie. Miałem indywidualne zajęcia z bardzo dobrym fachowcem od rehabilitacji. Przydarzyła mi się paskudna kontuzja chrząstki w prawym kolanie. Zwykle po takim urazie rehabilitacja trwa od 6 do 8 miesięcy, a u mnie ma trwać pięć. Robię już dużo, na przykład przebiegam dziennie 10 kilometrów. Miałem też zajęcia na boisku i w parku. Włączyłem do zajęć także ćwiczenia z piłką.

Trudno się pogodzić z taką kontuzją?

Bardzo trudno, ciężki był czas przed operacją, ale po niej też. Bardzo mnie bolało to kolano. Przez 2,5 miesiąca nie mogłem stanąć na nodze, trzeba było odbudować mięśnie. Rehabilitacja była bardzo intensywna. Przez pięć dni w tygodniu trenowałem dwa razy dziennie”.

Więcej TUTAJ

Źródło: Gazeta Krakowska

***

„Marić: Inni mają gorzej, moi bliscy przeżyli trzęsienie ziemi”

W sytuacji, w której się znaleźliśmy, Luka Marić stara się szukać pozytywów. Obrońca Arki docenia to, co ma, bowiem inni mają jeszcze gorzej, w tym jego bliscy, którzy przeżyli trzęsienie ziemi w Zagrzebiu.

- Trzeba być uśmiechniętym, bo inaczej może być z nami źle. Weźmy pod uwagę fakt, że ludzie na świecie mają o wiele gorzej. Bądźmy szczęśliwi, że mamy tylko jeden problem w postaci niewychodzenia z domu. Są tacy, którzy nie mają ich wcale, nie mają pieniędzy i niczego do jedzenia, dlatego pomoc bliźniemu, szczególnie teraz jest niezwykle potrzebna. To trudny czas dla wszystkich, a nie tylko dla nas piłkarzy, bo każdy człowiek chciałby wyjść na świeże powietrze i żyć. Najważniejsze to być odpowiedzialnym, dbać o siebie i swoich bliskich. Takie są reguły i nie ma innego wyjścia, dlatego pozostańmy w domach – apeluje obrońca żółto-niebieskich.

- Od razu zadzwoniłem, by zapytać czy są cali i zdrowi. Nie wiedzieli jak to opisać. To stało się nad ranem, nikt nie wiedział co się dzieje. Na szczęście mojemu kuzynowi nie stało się nic poważnego, ale były domy, które się waliły. Ludzie nie mają teraz dachu nad głową. Słyszałem o dziewczynce, która zginęła, bo nie zdążyła uciec na zewnątrz. Najgorzej, że to wydarzyło się wcześnie, bo jeszcze w ciągu dnia można byłoby zareagować i np. wybiec przed dom. Do tego rozprzestrzeniający się koronawirus. To ogromna tragedia – kończy defensor.

Źródło: trojmiasto.pl

***

„Kaszowski: Klub wykorzystuje sytuację”

Piast Gliwice jest jak na razie jedynym ekstraklasowym klubem, który w związku ze stratami wywołanymi pandemią koronawirusa zwolnił kilku swoich pracowników, m.in. Jarosława Kaszowskiego, który przez 21 lat pobytu z zespołem przeszedł drogę od B-klasy do Ekstraklasy.

„Przez ostatnie siedem lat pracował pan w dziale sprzedaży i odpowiadał za kontakty z kluczowymi klientami. Czym się pan konkretnie zajmował? 

Jarosław Kaszowski: Odpowiadałem za wszystkie grupowe zamówienia biletów od firm i grup zorganizowanych, z wyjątkiem VIP-ów. Współpracowałem też ze szkołami i przedszkolami z naszego miasta. Zachęcanie do przychodzenia na mecze, sprzedaż biletów, organizowanie akcji "Szkoła na stadionie". Jeszcze trzy lata temu ta akcja wyglądała naprawdę bardzo dobrze. Ale od jakichś dwóch lat poszła w dół. Prezes Paweł Żelem zaczął obcinać umowy barterowe i nie mieliśmy nagród dla zwycięskich placówek. Przychodzi mi do głowy dobre porównanie: dziecko bawi się w piaskownicy i foremkami robi babeczki. Pojawia się nowy właściciel tej piaskownicy, zabiera foremki i mówi: rób sobie te babki dalej, ale bez foremek. Tutaj tak to właśnie wyglądało. Zabrano mi narzędzia, ale jednocześnie wymagano, żeby ten sektor szkolny cały czas działał tak samo. Z wieloma rzeczami się nie zgadzałem. Choćby z podwyżką cen biletów. Wielu pracowników klubu mówiło, że to zły pomysł, ale góra zdecydowała. Nikt w klubie nie liczył się z głosem gliwiczan - pracowników urodzonych w tym mieście, kochających klub.

Sugeruje pan, że klub traci swoją tożsamość?

A wskaże pan byłych zawodników czy trenerów, którzy są jakoś honorowani? Coraz więcej jest w klubie przyjezdnych osób, a coraz mniej z Gliwic. Nie wiem z czego to wynika, ale taki jest chyba styl prowadzenia klubu przez pana Zbigniewa Kałużę, który podejmuje wszystkie decyzje. Dziwię się temu, ale Piast ma dzisiaj problem z własną historią. To duży błąd. W sezonie 2018/2019 na początku jesieni rzuciłem pomysł, żeby w dziesiątą rocznicę historycznego awansu do ekstraklasy zaprosić wszystkich piłkarzy, którzy wtedy występowali i ich uhonorować. Chodziło mi o to, żeby pokazać te osoby kibicom, przypomnieć je. Wręczyć pamiątki w przerwie meczu. Zawsze, w kontekście Piasta mówi się o mnie, a ja chciałem, żeby również te osoby poczuły się docenione. Idealnym momentem był mecz z Jagiellonią w grudniu przed świętami. W biurze prasowym i marketingu przyklasnęli. Niestety, można zapytać pana Żelema, może pana Kałużę, dlaczego klub to zablokował.

Wracając do zwolnienia. Spodziewał się go pan? Widzimy przecież co dzieje się w związku z koronawirusem i możemy sobie tylko wyobrażać, jakie problemy czekają kluby. 

Mimo to, powiem szczerze, że się nie spodziewałem. Klub nie przedstawił mi żadnej alternatywy. Nie zostałem zaproszony na jakąkolwiek rozmowę dotyczącą ratowania klubu, żeby wspólnie znaleźć rozwiązanie tej sytuacji. Zresztą, nikt nie został. Wiemy, że głównym sponsorem klubu jest miasto Gliwice. Nie wiem, czy miasto zakręca kurek z pieniędzmi, czy co się dzieje? Po ostatnim sezonie, Piast zarobił dużo pieniędzy, choćby z transferów. Wynik finansowy nie był zły. Prezes sam się chwalił dobrą kondycją klubu, więc to wszystko trochę mi się kłóci z tym, co dzieje się teraz. Szczególnie biorąc pod uwagę, że osoby w biurach i w administracji naprawdę nie zarabiają dużych pieniędzy. Zwolnienie z klubu dziesięciu osób to wysokość jednej pensji piłkarza”.

Więcej TUTAJ

Źródło: sport.pl


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się