var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Patryk Porębski

Czarne akta futbolu #3: Zabójstwo Albeiro Usuriagi. Narkotyki, kobiety i sława, która uderza do głowy

Autor: Aleksandra Sieczka
2020-03-29 09:30:11

Albeiro nie był gotowy na sukces. Był niczym dziecko zamknięte w ciele dorosłego mężczyzny. Dziecko, od którego wymaga się przestrzegania zasad. I to nie tylko tych oczywistych. Bo najgorsze co mógł zrobić w i tak trudnej sytuacji, to związać się z byłą kochanką szefa gangu „Molina”.

Rozdział I: Trzynaście kul

Kolumbia. 11 lutego 2004 r., ok. 19:20

Albeiro jak zwykle przesiadywał w swojej knajpie na rogu ulicy Calle 52 z Carrera 28F. Spędzał tam tak dużo czasu, że właściwie stała się jego nowym domem. Ludzie przychodzili, żeby pograć w karty i się czegoś napić, a on nie czuł się samotny. Przecież to byli jego sąsiedzi i przyjaciele. Druga rodzina. 

W jednej chwili świat się zatrzymał. Na wprost Albeiry zatrzymała się czarna Yamaha RX-115, z której zeskoczył niepozorny mężczyzna. Szczególnie się nie wyróżniał – był jak żywcem wyjęty z tej niespokojnej dzielnicy. Na głowie miał czapkę, a czarny szalik zakrywał większą część jego twarzy. Mimo to można było odnieść wrażenie, że jest bardzo młody. Że to żaden mężczyzna, a dziecko. Motocykl nie miał blachy, ale kto by się tym przejmował. Bynajmniej ich brak nie wzbudzał szczególnych podejrzeń. Ot dzień jak co dzień w tej parszywej dzielnicy.

Tak szybko jak wylądował na ziemi, wyciągnął dwa pistolety o kalibrze 9mm i oddał z nich trzynaście strzałów w kierunku Albeiry.

Nikt nie zdążył zareagować. Carmen, jego siostra, stała wówczas na balkonie. Trzynaście razy widziała błysk wystrzału, nie umknął jej dym spalonego prochu unoszący się z lufy.

37-letni piłkarz ostatkiem sił próbował utrzymać się na nogach w progu swojego przybytku. Bezskutecznie. Ciało bezwładnie osunęło się na ziemię. Umarł na miejscu.

Rozdział II: Chłopak z Doce de Octubre

Nie sposób nie odnieść wrażenia, że tego wszystkiego można było uniknąć. Albeiro Usuriaga wcale nie musiał tak skończyć. Tak naprawdę miał mnóstwo okazji, żeby odwrócić kartę.

Pewne rzeczy były jednak od niego silniejsze. Jak choćby pochodzenie. Bo nawet jeżeli pozornie wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że mógł się od niego odciąć, to nie był świadomy, że w ogóle tego potrzebuje. – Zabraliśmy go do psychologa, który stwierdził, że Albeiro zachowuje się tak, jakby nadal miał 15 lat – mówi Alvaro Guerrero z klubu CD America de Cali. Ale wcale nie trzeba było specjalisty, żeby to stwierdzić. Zachowywał się jak dziecko i otaczał się dziećmi. – Wiadomo było, że nadjeżdża, jak był trzy-cztery przecznice dalej. Głośna muzyka, huk silnika  – dodaje Alex Escobar, kolega z drużyny. Oszalał na punkcie pojazdów. Raz podjeżdżał Mitsubishi, innym razem Renault 21, jeszcze kiedy indziej Toyotą Celicą, często sportowymi Mercedesami. Nie wszystkie kończyły w jednym kawałku. Zresztą trudno się dziwić, skoro pierwszy kupił, nie mając nawet prawa jazdy. Jak łatwo można się domyślić – rozbił się dwie przecznice dalej.

Później też zdarzało mu się nagiąć przepisy. W grudniu 1996 roku został aresztowany za przekroczenie prędkości. I może szybciej by mu się upiekło, gdyby nie to, że zaczął wyzywać policjanta. Ostatecznie, po tym jak sprawa trafiła do sądu, skończyło się na zwolnieniu warunkowym.

Źródło: youtube.com/ Los Informantes

- Ale ludzie i tak go kochali, kupował ich uśmiechem – Harold Lozano nie kryje emocji. Przyjaźnili się, dorastali w jednej dzielnicy, Albeiro często podrzucał go na treningi, bo on nie miał samochodu. A przecież w okolicach rewiru Doce de Octubre nie było lekko. Półświatek całkowicie pochłonął te rejony. – Wydaje mi się, że nigdy nie zmieniło się w nim to, co tak uwielbiano. Kiedy przychodził na imprezę, zawsze się uśmiechał. Mówił, że młodzi są przyszłością, dbał, żeby zawsze mieli coś do jedzenia, robił sobie z nimi zdjęcia, a w wakacje tańczyli rumbę. Miał ruchy jak jaszczurka! – wypowiadał się o nim w samych superlatywach.  Zresztą to właśnie z nim urządzał sobie breakdancowe bitwy. – „Niche” Guerrero był naszym jurorem!  - dorzuca jeszcze na sam koniec. A przecież poza tym imponował umiejętnościami. Chociaż był bardzo wysoki i jako dziecko więcej grał w koszykówkę, to na boisku bynajmniej wcale nie był wolny. Wręcz przeciwnie – dysponował bardzo dobrym przyspieszeniem, miał świetną technikę, a mimo gabarytów piłkę kopał bardzo „miękko”. Stąd przydomek, „El Palomo”, czyli gołąb.

Rozdział III: Przyjaciel z McDonalda

Ale chociaż dla dzieciaków z okolicy był idolem, to miał też swoją ciemną stronę, na którą większość osób z jego otoczenia przymykała oko. Albo przechodziła z tym do porządku dziennego – wszak pochodził z Cali. Bo okazuje się, że on nie do końca rozumiał, co może robić, a co jest niedozwolone w świetle prawa. Na Mistrzostwa Świata 1990 nie pojechał, bo ponoć okradał swoich kolegów z drużyny. Trafił do aresztu za kradzież motocykla. Notorycznie wdawał się w bójki, a za uderzenie policjanta został wysłany do więzienia na 18 miesięcy. Jako jedyny nie przyszedł na urodziny selekcjonera, które odbywały się na zgrupowaniu przed meczem z Ekwadorem, bo już wcześniej był pijany. Wreszcie, ostatnią okazję na poprawę swojego losu zmarnował w 1997 roku, kiedy po raz drugi trafił do argentyńskiego Independiente.

- Nie był narkomanem, można powiedzieć, że brał tylko na imprezach (przyp. red. consumidor social) – próbował go wytłumaczyć Juan Carlos Vasquez, jego agent i wielki przyjaciel. Ale tak naprawdę na próżno było szukać jakiegoś usprawiedliwienia dla Albeiry – chociaż wielu go poszukiwało.

Szczególnie Vasquez, który faktycznie próbował trzymać go na powierzchni. Potrzebował kogoś takiego odkąd uważał się za nowego Pele. Poznali się w Buenos Aires, chociaż Juan też pochodził z Cali. Miał dopiero 19 lat, studiował PR na lokalnym uniwersytecie, mówił w dwóch językach i dorabiał sobie w McDonaldzie. Albeiro długo nie zwlekał – szybko mu zaufał i przyznał się, że jest samotny, że wysłano go daleko od domu (pierwszy pobyt w Independiente), a on wcale nie chce tutaj być. Mimo że Juan był od niego młodszy, to zajął się nieścisłościami w jego umowie związanymi z argentyńskimi podatkami. Wydaje się, że bez jego pomocy, El Palomo nie pojąłby, dlaczego aż tyle odejmują mu od wypłaty.

Źródło: lucarne-opposee.fr

W ten sposób młody chłopak stał się jego jednoosobowym biurem prasowym odpowiedzialnym za wszystko. Dosłownie, wszystko. – Juan, tu jest strasznie zimno, nie robią sancocho (przyp. red. tradycyjna kolumbijska potrawka), nie sprzedają mojej ulubionej fasoli i chcę wracać – powiedział Albeiro po zaledwie miesiącu w Argentynie. Jego przyjaciel nie bawił się w dyplomatyczne rozmowy. Szybko złapał kontakt z kolumbijską „kolonią” i zorganizował całą michę sancocho. Później przeprowadzili się do Avellanedy, żeby być bliżej drużyny.

Rozdział IV: Próbka nr 706 

Avellaneda. Sierpień, 1997 roku. 

„Badanie próbki moczu z probówki nr 706 wykazało ślady niedozwolonych substancji” – czytamy w oficjalnym oświadczeniu Argentyńskiego Związku Piłki Nożnej. Independiente otrzymało trzy dni na złożenie wyjaśnień, natomiast sam zawodnik musiał się stawić w następny wtorek w sądzie dyscyplinarnym. Jednocześnie od razu poproszono klubowego lekarza, Juana Manuela Olivera o zeznanie, czy Albeiro przyjmował przed spotkaniem jakieś leki. Odpowiedź była przecząca. – Każdy musi brać odpowiedzialność za swoje czyny – krótko go podsumował.

A gdyby nawet zeznał na korzyść piłkarza, Albino Benposta, szef agencji antydopingowej, mógłby go posądzić o składanie fałszywych zeznań, bowiem nieoficjalnie wypłynęła informacja, że nie chodzi o jakiś tam lek tylko o kokainę.

- Przyznał mi się do błędu. Powiedział, że wziął coś na imprezie przed meczem z CA San Lorenzo, który odbył się 6 sierpnia 1997 r. – przyznał jakiś czas później Juan Carlos Vasquez. Do akcji włączył się nawet Maradona, czyniąc wszelkie starania, żeby zorganizować spotkanie większej grupy zawodników w ramach wsparcia dla Usuriagi. Ostatecznie, mimo pierwotnego werdyktu oznaczającego dwa lata zawieszenia od wszelkiej profesjonalnej aktywności sportowej, prawnicy piłkarza wygrali sprawę. Udało im się głównie dlatego, że podważyli definicję dopingu. W listopadzie sędzia Jorge Urso orzekł, że kokaina nie jest substancją, która zwiększa efektywność gracza, dzięki czemu Albeiro uniknął zawieszenia.

A żeby tego było mało, został automatycznie wezwany jako świadek w sprawie handlu narkotykami. W świetle prawa, które zwalcza ten czarny rynek, sama konsumpcja substancji szeroko rozumianych jako niedozwolone, nie jest karana. Ale od tego momentu nie był już tym samym człowiekiem. El Palomo znalazł się na równi pochyłej. Jego sytuacja stała się aż do takiego stopnia dramatyczna, że zadłużył się u lokalnych gangów. Nie mógł liczyć na litość. W 1999 roku zamordowali jego żonę, Elianę, która wyszła za niego mając zaledwie 15 lat. 

Rozdział V: Kilka motywów zbrodni

Kolumbia, luty 2004 r.

Depresję leczył alkoholem i narkotykami, na które wydawał wszystkie oszczędności. No, prawie, bo część przeznaczył na korki dla chłopców z ubogich rodzin, a resztę oddał biednym z dzielnicy, do której po latach wrócił.

I wtedy pojawiło się światło w tunelu. Zadzwonił Juan Carlos z radosnymi wieściami. Okazało się, że El Palomo może rozpocząć nowe życie w Chinach, w zespole Greentown FC (co ciekawe, w niektórych źródłach pojawia się Japonia zamiast Państwa Środka). Na piątek, 13 lutego został zaplanowany lot i właściwie większość szczegółów została już dopięta. Nie wiedział, że jego przyjaciel miał powody, żeby wyjechać już jakiś czas temu.

- Dzwonili z pogróżkami. Grozili mu śmiercią – wyznała mama Albeiry. Dzień przed morderstwem telefon rozbrzmiał po raz kolejny. Tym razem odebrała Diana, jego siostra. – Zabiją go – usłyszała w słuchawce, zanim rozmówca gwałtownie się rozłączył.

11 lutego, ok. 19:20

Z motocyklu zeskoczył 14-latek. Wybrano go, ponieważ nie rzucał się w oczy. Był jak żywcem wyjęty z tej dzielnicy – chudy, ciemnoskóry. Nie wzbudzał podejrzeń i właśnie o to chodziło.
Chociaż policja od razu przystąpiła do działania, to została zmuszona zamknąć śledztwo w lipcu 2005 roku. Nie miała żadnych dowodów, żadnych tropów, żadnych poszlak. Jedno wielkie zero.

Źródło: lacalderadeldiablo.net

Oczywiście poza teoriami, z których spokojnie można by było ułożyć wysoki stos. Początkowo uważano, że Usuriaga był świadkiem innego morderstwa, do którego doszło w okolicy kilka dni wcześniej. Pośród zamordowanych był jego przyjaciel, Javier Vera. Ale porucznik Mario Gutierrez miał już wtedy sporo wątpliwości. – El Palomo wcale nie musiał widzieć tej zbrodni, ale doskonale wiedział o różnych rzeczach. Miał wdać się w ostrą wymianę słów z kobietą z jednego gangu, wykrzykując jej, że wie, że ci chłopcy zostaną zamordowani. Mogła o tym wspomnieć swoim kolegom – przedstawił swoją hipotezę. Mieszkańcy dzielnicy mieli swoją wersję wydarzeń, według której Albeiro zginął, bo skontaktował się z Gutierrezem, a to nie spodobało się lokalnym gangom. Porucznik miał gotową odpowiedź również i na tę teorię: - Pewnie, że byłoby to podejrzane, gdyby nigdy nie rozmawiał z policją i nagle wpadłby do nas na pogawędkę. Ale to nie tak, bo nas nie unikał – wyjaśnił.

Rozdział VI: Zemsta

Cali, Kolumbia. Październik 2006 r.

Powód okazał się zdecydowanie bardziej prozaiczny. Kiedy sprawa już dawno była zamknięta, wyszło na jaw, że El Palomo umawiał się z byłą kochanką szefa gangu „Molina”, w pewnych kręgach znanego również pod nazwą „La Negra”.

Jefferson Valdez Marin, szerzej kojarzony jako „El Flaco” czuł się szczególnie dotknięty zniewagą. Zaślepiony zazdrością, poprzysiągł zemstę. Miał jednak na tyle „zdrowego rozsądku”, że wziął pod uwagę wciąż żywą sławę Albeiry. Wiedział, iż nie może zamordować go własnoręcznie. Dlatego posłużył się niepozornym chłopakiem, którego i tak nikt by nie rozpoznał. „La Nana”, czyli Mauricio Colorado Roldan był tak pospolity, jak tylko się dało.

Jednocześnie policja ustaliła, że ten sam gang jest odpowiedzialny za śmierć przynajmniej 61 osób w okresie od 1999 do 2006 roku.

Ale „El Flaco” wyczerpał już limit szczęścia i rozsądku. Zginął z rąk osoby z własnego gangu w październiku 2006 roku.

Źródła: babagol.net, futbolred.com, radiomunera.com, lucarne-opposee.fr, lanacion.com.ar, pulzo.com, eluniversal.com.co, emol.com, futebolportenho.com.br, cronicasperiodisticas.wordpress.com, elintransigente.com, historico.elpais.com.co,


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się