var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Piotr Matusewicz / PressFocus

Czasem trzeba być egoistą, żeby nie zostać frajerem

Autor: Maciej Golec
2020-03-29 14:30:55

Jak w kraju, tak i w piłce – najważniejszym obecnie tematem są pieniądze. Ze strony zawodników przyzwoitością byłoby pójście na rękę klubom i zaakceptowanie okrojonej pensji, jednak jesteśmy też w stanie zrozumieć piłkarzy, którzy w drugą stronę dawno tej przyzwoitości nie doświadczyli i teraz nie mają najmniejszej ochoty zgrywać miłosiernego wobec swojego pracodawcy.

Zobaczmy na casus Lechii Gdańsk. Piłkarze nie dostają pensji przez kilka miesięcy i nie jest to jednorazowy przypadek. Kolejny szmat czasu zajmuje im czekanie aż wszystkie zaległości zostaną wypłacone, by niedługo potem sytuacja zatoczyła koło. Od kilku lat tak kształtuje się gdański cykl zarabiania pieniędzy i niech nikt nie wyskakuje z argumentem, że trzeba było wybrać „zdrowszy” klub, który daje dwa razy mniej pieniędzy, ale z tą różnicą, że na czas. Ciekawe ilu z was – biorąc pod uwagę także inne okoliczności, jak np. lokalizacja – byłoby w stanie dobrowolnie machnąć ręką na dodatkowe dziesiątki tysięcy złotych. Czepiać się trzeba odpowiedzialności biznesowej pracodawcy, a nie pracowników podpisujących z nim wiążącą umowę.

I teraz – nie dostajesz pieniędzy przez 2-3 miesiące, składasz wezwanie do zapłaty, przez co jesteś odsunięty od zespołu, czyli uniemożliwia ci się pracę. Dwie pieczenie na jednym ogniu. Frustracja rośnie, bez względu na to ile zarabiasz. Może musisz pożyczać pieniądze, żeby opłacić mieszkanie? Kto wie, u młodych jest taka możliwość. I nagle sytuacja się odwraca, klub potrzebuje twojej pomocy, bo grozi mu niewypłacalność. Co robisz?

W idealnym świecie – godzisz się na obniżenie pensji o 50%, popijasz na kamerce z prezesem piwko na zgodę, rozmawiacie o życiu i przyszłości w klubie, który ze wsparciem kibiców wyjdzie zwycięsko z kryzysu.

W realnym świecie – masz klub i prezesa gdzieś. Po prostu. Czasem trzeba być egoistą, jeśli nie chce się zostać frajerem. Z takiego założenia wyszedł jak widać Błażej Augustyn, który w piątek na Twitterze napisał tak:

 

 

Trudno nam w jakiś sposób polemizować, bo kto jak kto, ale akurat Augustyn może czuć się jednym z bardziej pokrzywdzonych piłkarzy Lechii. Pierwszy sezon – jak każdy wówczas – miał słaby, jednak w tym, w którym Lechia przeszła do historii, zapisał się na jej kartach drukowanymi literami. Równą, dobrą formę prezentował do momentu kontuzji na jesieni ubiegłego roku. Po wezwaniu do zapłaty otrzymał pieniądze, ale do składu Lechii już nie wrócił. Cóż, jeśli zarządzając klubem notorycznie blefujesz i grasz nieczysto, musisz umieć przewidzieć ruchy drugiej strony. Nieszczęście miał Adam Mandziara, że koronawirus przyszedł do Polski, gdy rany zawodników były w miarę świeże.

I wcale niepowiedziane, że prezes Lechii jest na wygranej pozycji. Co prawda Rada Nadzorcza Ekstraklasy uchwaliła zasady pozwalające klubom obniżyć wynagrodzenie piłkarzy o 50% do minimalnie 10 tys. zł brutto bądź netto w zależności od umowy i sposobu rozliczania, jednak są wątpliwości co do podstawy prawnej tej decyzji. Ma je chociażby Mateusz Stankiewicz, specjalista od prawa sportowego, który w rozmowie z Weszło powiedział tak:

- Tak uważam, że jeśli chodzi o możliwość ogólnej obniżki, to takiej opcji nie ma. Są dwa moim zdaniem dopuszczalne tryby: jeden to renegocjacja, zgoda obu stron i podpisanie aneksu do kontraktu. Drugi tryb to tryb sądowy, polegający na wykorzystaniu klauzuli rebuc sic stantibus – czyli klauzuli nadzwyczajnej zmiany okoliczności. Ta klauzula oznacza, że gdy wykonanie umowy jest niemożliwe albo znacząco utrudnione, można zgłosić się do sądu i uwzględniając interesy obu stron ją zmienić.

Gdy klub upadnie, jasnym jest, że ani zaległych, ani należnych do końca kontraktu pieniędzy piłkarze już na pewno nie zobaczą. Tylko mamy wrażenie, że walka toczy się niekoniecznie o samą kasę, ale także o przyzwoitość. Nie o doprowadzenie klubu do bankructwa za wszelką cenę, ale o dbanie o własny wizerunek. Przecież jeśli klub od stycznia nie płaci (według Jakuba Wawrzyniaka), gdy dostaje pieniądze z praw telewizyjnych, z dnia meczowego i od sponsorów, to tym bardziej nie będzie w stanie tego zrobić w dobie kryzysu na praktycznie każdej z tych płaszczyzn.

Nie wiemy, jak do umowy o promocji podejdzie miasto, które miało Lechii wypłacić do maja 3,3 mln zł. Bo skoro nie ma meczów, to nie ma i promocji – to chyba jasne, więc wcale nas nie zdziwią ewentualne renegocjacje. A wtedy, wobec gromadzącego się deficytu w budżecie, położenie gdańskiego klubu może się okazać jeszcze gorsze.
 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się