var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Joaquin Corchero / PressFocus

Za nimi kiedyś zatęsknimy: Gwiazdor, który pokazuje braki, choć sukcesów ma jak na lekarstwo

Autor: Krystian Porębski
2020-03-29 18:00:42

Jeżeli miałbym wskazać w hiszpańskim futbolu piłkarza światowej klasy, który nie zdobył wielu trofeów, to wybór mógłby być tylko jeden. Choć Joaquin na swój dorobek nie powinien narzekać, to równie dobrze mógł osiągnąć znacznie więcej.

„Gram jak Joaquin, pokazuje wasze braki” -  zarzucił w kawałku Futbol Pan Duże Pe. I taki właśnie był i jest Ximo. Czerpie radość z mijania rywala, z samej obecności na boisku. Tak po prostu, bez przesadnego skupiania się na trofeach, liczbach, czy mniej istotnych rzeczach. Sama gra tu i teraz jest najważniejsza.

Urodził się pod Kadyksem, ale w wieku 18 lat jego talent dostrzegli włodarze Betisu. Początkowo w Sewilli nie grał pierwszych skrzypiec. Pomógł w awansie do La Liga, choć daleko mu było do pierwszoplanowej postaci zespołu. Kiedy już wreszcie wskoczył na najwyższy poziom rozgrywkowy, nie pozostawiał wyboru szkoleniowcowi. Ten zwyczajnie musiał na niego stawiać. Młodzian był jedyny w swoim rodzaju.

Od początku kariery wybuchową mieszankę stanowiły niesamowita szybkość i zwinność połączone z wydolnością i nieustępliwością. Joaquin był niedościgniony. Z liczbami na początku bywało różnie, ale obrońcy w Hiszpanii szybko się zorientowali, że natrafili na gościa, który będzie im spędzał sen z powiek.

Ximo zawsze brał na siebie ciężar gry. Nie przeszkadzało mu, że miał przed sobą 2-3 przeciwników. Zawsze znajdował miejsce, żeby wcisnąć się między nich efektownym slalomem, a potem im uciec. Za młodu łączył cechy tradycyjnego skrzydłowego z nowoczesną grą na boku – zejściami do środka i strzałami sprzed pola karnego. Wachlarz jego umiejętności był i jest cały czas bardzo szeroki. Z tą różnicą, że teraz już niestety nie ma takiego przyspieszenia. Ale techniki nikt mu nie zabrał.

Bo to właśnie technika, krótkie trzymanie piłki i bardzo dobre jej czucie, stanowiło o jego markowym zagraniu. Na początku XXI wieku bardzo popularna była przekładanka nóg nad piłką. I kiedy wielu musiało się zatrzymać albo bardzo zwolnić w trakcie tego manewru, Joaquin jakby nigdy nic, z uśmiechem na twarzy, robił to przy pełnej prędkości. Czym jeszcze bardziej wkurzał rywali.



Wielki transfer, wielki zawód?

Ximo bardzo szybko wypracował sobie pozycję żywej legendy w Betisie. Sięgnął z zespołem po Puchar Króla (nie googlujcie proszę jak świętował zwycięstwo – jak coś, ostrzegałem) i był jego zdecydowanym liderem. Wydawało się, że nie jest na sprzedaż... aż przed Benito Villamarin pojawiła się ciężarówka z hajsem. Wielkim hajsem jak na tamte czasy. Valencia zaoferowała za Joaquina 25 milionów euro. Wtedy taka inwestycja to był naprawdę gigantyczny transfer.

Nowy nabytek Nietoperzy miał stanowić zabójczy duet na skrzydłach z Vicente. Czysto w teorii można było wyłączyć jednego z gry, ale dwóch? No cóż, bardzo mało prawdopodobne. Wszystko zbiegło się jednak dość niefortunnie. Valencia zamiast iść za ciosem po wielkich sukcesach z początku wieku, pikowała. Mimo tego, że skład nadal był imponujący, wyniki były coraz gorsze. Jak się okazało, szastanie pieniędzmi, głównie przez Juana  Solera, przyniosło fatalne skutki i zespół musiał szybko sprzedawać najlepszych zawodników. A na dodatek partner Joaquina – Vicente – był ciągle kontuzjowany. Ofensywa, która miała wyglądać na taką nie do powstrzymania, okazała się najwyżej dobra i nieprzewidywalna.

W tamtych czasach niektórzy obwiniali za to Joaquina. To nie przeszkodziło mu jednak w zapisaniu ważnej karty w historii klubu. To na Mestalla dołożył drugie trofeum do kolekcji –  drugi raz sięgnął po Puchar Króla. Ximo zaliczył 216 spotkań w Valencii, strzelił 30 goli i dołożył 31 asyst. Jego możliwości na pewno były większe, ale stwierdzenie, że to wynik przeciętny, byłoby szaleństwem. Joaquin przez kibiców był wtedy oceniany na gorąco, po okresie ogromnych sukcesów. Apetyty były ogromne, zdecydowanie powyżej możliwości.

Klasę Joaquina niech jednak potwierdzi fakt, że teraz, kiedy Ximo pojawia się na Mestalla w barwach klubu rywali, jest witany wielkimi oklaskami. Takie sytuacje nie zdarzają się zbyt często. Nawet kiedy strzela przeciwko byłej ekipie, nie spotyka się z żadnymi niemiłymi ekscesami, buczeniem, gwizdaniem. Kibice mają do niego ogromny szacunek. Dlaczego? Bo to gość, który czy ma lepszą, czy gorszą formę, zawsze daje z siebie sto procent. Z uśmiechem na ustach podejmuje kolejne próby dryblingu, a minięcie rywala sprawia mu ogromną radość.

Im starszy, tym lepszy

Co by robił Joaquin, gdyby nie był piłkarzem? Ano cóż... Pewnie zostałby aktorem. Albo kabareciarzem. Ewentualnie tancerzem. Mógłby być również gospodynią domową. Kwarantanny podczas epidemii przestrzega ściśle, co udowadnia na swoim instagramie... Paradując w niekoniecznie męskich ciuchach, tańcząc, śpiewając i wykonując prace domowe. Z uśmiechem na ustach. Nie wiem co on bierze albo skąd czerpie tę energię, ale chciałbym to mieć. Ximo ma już prawie czterdziestkę, ale w duchu nadal nie ma nawet osiemnastki.


Choć różne rzeczy mu w głowie, to nadal jest czołowym zawodnikiem na swojej pozycji i paradoksalnie, kiedy noga nie jest już tak szybka... Ximo notuje jeszcze lepsze liczby. Został najstarszym strzelcem hattricka w historii rozgrywek, a mamy wrażenie, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Można byłoby odnieść wrażenie, że Joaquin idealnie będzie pasował do telewizji. Po zakończeniu kareiry mógłby zostać ekspertem i jesteśmy święcie przekonani, że z jego przebojowością telewizje by się o niego zabijały. On ma jednak inne plany. Pierwszą ich częścią był powrót na Villamarin. Dzięki temu już teraz nikt nie będzie się zastanawiał nad statusem Ximo w tym zespole. To żywa legenda. On chce jednak pójść o krok dalej.

„Jestem uprzywilejowany. Oczywiście nie mogę już wykonać pewnych rzeczy, które udawało mi się kiedy miałem 20 lat, ale nadal czuję się świetnie. Nie myślę o tym co jest niemożliwe, tylko robię to co potrafię i czerpię z tego wielką radość. Myślę, że to jest właśnie klucz – radość z gry i zadowolenie. To mnie ekscytuje. Mam 37 lat, 20 sezonów za mną, dziękuję Bogu i nie mógłbym prosić o nic więcej. Być może dam radę grać do 40-tki, nie myślę teraz absolutnie o końcu kariery. Jestem udziałowcem klubu i oczywiście moim marzeniem jest zostanie kiedyś jego prezydentem. Stamtąd się wywodzę, tam wszystko się zaczęło. Doszedłem do tego miejsca dzięki Betisowi. Kiedy tylko pojawi się taka możliwość, będę dostępny, choćby jutro. Czy to w roli prezydenta czy chłopca do podawania piłek. Jestem Betico i zostanie prezydentem byłoby zaszczytem” - Joaquin dla El Pais.

Póki co mamy nadzieję, ze Ximo jeszcze w piłkę pogra. Bez niego La Liga nie będzie już taka sama. A jak już zakończy karierę to liczymy, że słowa dotrzyma i zostanie blisko futbolu. Bo fani na pewno marzą o kimś takim u sterów ich klubu.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się