var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: wikipedia

Czy Paolo Di Canio naprawdę był faszystą?

Autor: Maciej Kanczak
2020-03-29 20:30:48

Był znakomitym włoskim napastnikiem, ale z pewnością nie zrobił kariery na miarę swojego nieprawdopodobnego potencjału. W kategorii najbardziej zaangażowany politycznie piłkarz świata nie miał jednak sobie równych.

Gdy większość graczy pytania dotyczące polityki zbywa zwykle odpowiedzią: nie interesuje mnie  ta dziedzina życia, nawet jeśli ma sprecyzowane poglądy w tym temacie, Paolo Di Canio nigdy nie ukrywał, że najbliżej mu do prawej strony sceny politycznej. I to tej najbardziej skrajnej jej części, a więc faszyzmu. Salut rzymski, w akcie radości po większości bramek zdobytych dla Lazio. Fascynacja Benito Mussolinim, dokładnie opisana w wydanej w 2001 r. biografii „Paolo Di Canio: l`Autobiografia”. Tatuaż „Dux” na prawym ramieniu, będący łacińskim odpowiednikiem słowa „Duce”.Oto Di Canio w pełnej krasie.

Po raz pierwszy pozdrowił salutem Curva Sud w styczniu 1989 roku, dając pierwszą wygraną Lazio nad znienawidzonym rywalem z Rzymu od 10 lat. Tifosi szybko go pokochali, bo był jednym z nich. Na murawę Stadio Olimpico wskoczył prosto z trybun, gdzie zasiadł wśród grupy „Irriducibili”, która po latach marazmu, zamierzała odrodzić ruch ultras na włoskich stadionach w drugiej połowie lat osiemdziesiątych. Di Canio od małego chłonął faszystowską ideologię, którą przesiąknięte było środowisko kibicowskie Lazio (wielkim fanem dwukrotnych mistrzów Włoch był bowiem sam Mussolini). Łokciami rozpychał się w pierwszym zespole, wykazując autokratyzm, który był przecież jednym z podstawowych założeń faszyzmu. Później jego drogi z „Orłami”, z różnych względów, rozeszły się na długich 14 lat, z czym rzymscy fani długo nie mogli się pogodzić. Di Canio na chleb najpierw zarabiał w innych regionach Włoch (Juventus, Napoli, Milan), a następnie, z różnym skutkiem, próbował podbić Wyspy Brytyjskie (Celtic, Sheffield Wednesday, West Ham United, Charlton Athletic). W tym czasie raczej nie wychylał się ze swoimi poglądami.

Wyjątek zrobił w 2001 roku, kiedy w swojej autobiografii, jeden z rozdziałów poświęcił premierowi Włoch, a później dyktatorowi Włoskiej Republiki Socjalnej. Pisał o nim tak: „Fascynuje mnie Mussolini. Myślę, że był głęboko nie zrozumiałą jednostką. Oszukiwał ludzi. Jego czyny były często podłe. Ale wszystko to było motywowane wyższym celem. Był osobą opartą na zasadach. Mimo to zwrócił się przeciwko swojemu poczuciu dobru i zła. Naraził na szwank swoją etykę.” Dyskusja o jego faszystowskich poglądach na nowo rozgorzała, gdy w 2004 roku wrócił do ojczyzny i ponownie przywdziewał biało-błękitny trykot Lazio. Od tego czasu rzymskie saluty stały się już znakiem rozpoznawczym doświadczonego napastnika. Właśnie w taki sposób świętował w styczniu 2005 roku triumf z AS Roma 3:1. Na Półwyspie Apenińskim wybuchła burza, która wyszła daleko poza kręgi futbolowe. - Ten repertuar obraźliwych gestów i postaw da światu błędny i mylny obraz Rzymu. Lazio wygrało na boisku, ale przegrało poza nim – rozkładał bezradnie ręce, dyrektor sportowy „Giallorossich”, Franco Baldini. Ówczesny minister telekomunikacji, a prywatnie wielki fan Romy, Maurizio Gasparri z kolei stwierdził z rozbawieniem: - Podniecenie Di Canio wyraźnie go pokonało. To biedny chłopak. Jak wszyscy kibice Lazio jest po prostu nieprzyzwyczajony do wygrywania. 

Nie wszyscy jednak zamierzali krzyżować Di Canio za jego zachowanie. Napastnik Lazio mógł liczyć na wiele słów wsparcia. Jedne były absolutnie zrozumiałe (list z podziękowania zamierzała mu wysłać pani Alessandra Mussolini, wnuczka „El Duce”), drugie zaś były totalnym zaskoczeniem. W obronie Di Canio stanęli m.in. premier Włoch, Silvio Berlusconi czy też dziennikarz Sandro Curzi, sympatyzujący z partią Komunistyczne Odrodzenie. - To nie żaden faszysta. To dobry chłopak, ale mały ekshibicjonista – stwierdził Berlusconi. Curzi z kolei dodał: - Politycznie jesteśmy po dwóch stronach barykady, ale tak po ludzku, nie chciałbym, aby był potępiony z tego powodu.

Okazji do kolejnego przytyku w stronę Lazio nie odmówił sobie również wspomniany już Gasparri z partii Forza Italia, który zaatakował słownie Francesco Storace z prawicowego Sojuszu Narodowego, który w tamtym czasie pełnił funkcję prezydenta Regionu Lacjum. - W poszukiwaniu politycznego poparcia możecie liczyć na Di Canio – rzucił. Storace odpowiedział z kolei: - O ile się orientuję, Di Canio to piłkarz. Nie słyszałem, aby interesowała go w najbliższym czasie kariera polityczna. Tak na marginesie, sam zawodnik przyznał w obszernym wywiadzie dla „The Independent” w 2011 roku, że od lat nie był przy wyborczej urnie. - Nie głosowałem od 14 lat. Włoscy politycy, absolutnie wszyscy, myślą tylko o sobie i zarabianiu pieniędzy – wyznał.

Wracając do wydarzeń z 2005 roku, Di Canio na spokojnie wyjaśniał: - Moje uniesienia nie mają związku z polityką. Salutuję, ponieważ daje mi to poczucie przynależności do mojego ludu. Jego pozdrawianie jest dla mnie znakiem przynależności do grupy, która ma wartości cywilizacyjne w stosunku do normalizacji, które narzuca nam społeczeństwo.

Za tamten wybryk został ukarany przez Włoską Federację Piłkarską jednomeczową pauzą oraz grzywną w wysokości 7 tysięcy euro (wedle niektórych źródeł zarówno tą, jak i kolejne kary, miały z własnych środków opłacać liczne stowarzyszenia faszystowskie). Ów gest Di Canio pokazywał jeszcze trzykrotnie w grudniu (w meczach ze Sieną, Livorno i Juventusem). - Jestem faszystą, ale nie rasistą. Jestem rodzinnym człowiekiem o prostych wartościach – znów bronił się jak umiał. Wydarzeniami w Serie A zainteresowała się tym razem sama FIFA, a jej prezydent, Sepp Blatter grzmiał, aby Włoska Federacja zrobiła z niesfornym graczem porządek.

Porządek zrobiły przede wszystkim władze Lazio, które zdecydowały się nie przedłużać z Di Canio wygasającej w czerwcu umowy. Problemy dyscyplinarne i zbyt zażyłe relacje z fanami to jedno, ale atakujący nie dogadywał się też zarówno ze sztabem szkoleniowym, jak i z kolegami z zespołu. Po opuszczeniu Stadio Olympico pograł jeszcze dwa lata w Cisco Roma, występującym w III lidze włoskiej, a w 2008 roku, z powodu permanentnych problemów zdrowotnych, zdecydował się zawiesić buty na kołku.

Faszystowska przeszłość długo jednak nie dawała o sobie zapomnieć i wciąż przysparzała Di Canio licznych problemów. Gdy w 2011 roku został menedżerem Swindon Town, ze sponsoringu wycofał się związek zawodowy GMB, który na klub łożył 4 tysiące funtów za sezon. Z kolei w marcu 2013 roku jego nominacja na szkoleniowca Sunderlandu była powodem odejścia wiceprezesa, Davida Milibanda, w tamtym czasie także posła Partii Pracy w brytyjskim parlamencie. Jednak i sam Di Canio za swoją minioną działalność stracił swego czasu bardzo intratne stanowisko. W 2016 roku był ekspertem stacji Sky Sports, niezwykle cenionym ze względu na swoje bezkompromisowe opinie. Powodem jego zwolnienia okazał się… wspomniany już tatuaż „Dux” na prawym ramieniu. Co ciekawe, zrobiony 16 lat wcześniej. - Było lato, dlatego nosiłem koszulkę polo. Robiliśmy wówczas nagrania wideo i zdjęcie było jego częścią. Gdybym miał wówczas ubrany garnitur, ta sprawa nigdy mogłaby nie wyniknąć. Trudno, takie życie – stwierdził w styczniu 2017 roku w rozmowie z „Corriere della Serra”. Ów wywiad, z trzecim co do popularności dziennikiem we Włoszech (notabene o orientacji centrolewicowej) można uznać za swoistą spowiedź skruszonego faszysty.

- Moje salutowanie pod Curva Nord jest jednym z moich największych błędów. To sport i głupio jest robić z tego polityczny gest, który wielu może powtórzyć. Nigdy nie powinienem tego robić, bo sport powinien być wolny od takich gestów – rozpoczął swój rachunek sumienia. Skoro więc Di Canio żałuje, to dlaczego refleksja nie przyszła wcześniej? Dlaczego po słynnym salucie w derbach Rzymu, powtarzał go jeszcze trzykrotnie? - Żeby sprowokować kibiców. Oni rzucali kamieniami w moim kierunku i śpiewali obraźliwe piosenki o mojej rodzinie – wyjaśnia.

Di Canio w tym wywiadzie odniósł się także do swojej fascynacji faszyzmem i Mussolinim. - Czy w dalszym ciągu jestem faszystą? Nie jest tajemnicą, że zawsze mówiłem to, co myślę. Ale jeśli spytasz mnie o rasizm, antysemityzm czy popieranie Hitlera, to te rzeczy przyprawiają mnie o ciarki na plecach. Mogę zatem przyznać, że kiedyś byłem faszystą. Co się tyczy zaś Mussoliniego, miał kilka dobrych pomysłów, ale poparcie Hitlera doprowadziło do jego końca – powiedział. 

Żal za grzechy i mocne postanowienie poprawy nie przeszkadzały mu jednak, już po zakończeniu kariery, uczestniczyć w 2010 roku w pogrzebie Paolo Signorellego, neofaszysty z ugrupowania Zbrojne Komórki Rewolucyjne, które brało udział w zamachu bombowym na dworzec kolejowy w Bolonii. Zginęło wówczas 85 osób, a 200 zostało rannych. Na zdjęciach widać wyraźnie, jak żałobnicy salutem żegnają zmarłego Signorellego. 

Dla ludzi niezwiązanych emocjonalnie z Lazio, Di Canio zawsze będzie faszystą i gorliwym zwolennikiem „El Duce”. Sam zawodnik zaś przyznawał, że w zbrodniczym systemie i osobie dyktatora, szukał jedynie pozytywnych aspektów. Genezy powstania „Saluto romano” nie upatrywał z kolei w latach trzydziestych XX wieku, a w starożytnym Rzymie za rządów Juliusza Cezara. - Nie jestem politykiem, nie należę do żadnej organizacji, nie jestem rasistą i nie wspieram faszystowskiej ideologii. Wszystkich szanuję, a myślę tylko o rodzinie i futbolu – przyznawał. Ciekawą opinię dotyczącą osoby Di Canio, na łamach „The Independent” anonimowo wyraziła jedna z osób znających go od lat. - Prawda jest bardzo prosta. Paolo nie jest i nigdy nie był złym człowiekiem, ani ideologicznym faszystą. Pewne rzeczy, które powiedział i zrobił, jak pozdrowienia fanów Lazio, mają związek z jego historią psychologiczną, szczególnie z jego poprzednimi kompulsywnymi tendencjami i wyraźnymi wahaniami nastroju – stwierdza. 

Jeśli to prawda, to na około boiskową działalność Di Canio, rzucałoby to zupełnie nowe światło. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się