var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Łukasz Laskowski / PressFocus

Tego dnia w futbolu… urodził się polski George Best

Autor: Paweł Łopienski
2020-03-29 21:30:34

Przy okazji kolejnej kartki z kalendarza, przeniesiemy się ponownie do czasów wielkiego Górnika Zabrze i ich pamiętnej rywalizacji w Pucharze Zdobywców Pucharów. 29 marca 1943 roku w Berlinie urodził się Jan Banaś, prawoskrzydłowy napastnik Górnika Zabrze oraz reprezentacji Polski. Kariera „polskiego George’a Besta” była na tyle pogmatwana i warta uwagi, że kilka lat temu doczekała się debiutu na wielkim ekranie.

Dokładnie jedenaście dni temu obchodziliśmy rocznicę (tekst tutaj) decydującego boju o awans do półfinału Pucharu Zdobywców Pucharów, w którym Górnik Zabrze zmierzył się z Lewskim Sofia. 50 lat temu odbyło się historyczne spotkanie na liczącym 100-tysięcy widzów Stadionie Śląskim. Choć w pierwszym spotkaniu polska drużyna przegrała 2:3, w rewanżu udało jej się wygrać 2:1 po bramkach Włodzimierza Lubańskiego oraz właśnie Jana Banasia.

To właśnie na tym drugim zawodniku skupimy się w dzisiejszej kartce z kalendarza. Prawoskrzydłowy obchodzi dzisiaj swoje 77. urodziny, dlatego warto pochylić się nad człowiekiem, który w reprezentacji Polski zagrał 31-krotnie i zdobył dla niej ważne, o ile nie jedne z najważniejszych, bramek w historii.

Jego historia rozpoczyna się w Berlinie, gdzie urodził się jako Heinz-Dieter Banas. Jego matka była Polką, a ojciec Niemcem. Karierę rozpoczynał w AKS Mikołów, ale jego talent ukształtowany został w Zrywie Chorzów. W lidze zadebiutował w barwach Polonii Bytom w 1962 roku. Cztery lata później po meczu ze szwedzkim IFK Norrkoping w Pucharze Intertoto za namową ojca zdecydował się na przyjazd do RFN pod pretekstem zrobienia wielkiej kariery. Trzeba tu podkreślić, że zawodnik rozmawiał z nim po raz pierwszy od 23 lat, wcześniej myśląc, że zginął on na froncie. Zamiary ojca nie były jednak uczciwe – widząc talent Banasia chciał po prostu dorobić się na jego transferach. 

Należy również pamiętać, że indywidualny legalny wyjazd obiecującego piłkarza z PRL na Zachód był wówczas praktycznie niemożliwy. Pozostawała więc ucieczka podczas oficjalnego wyjazdu. Tak też zrobił zachęcony przez ojca Banaś – namówiwszy dwóch kolegów z drużyny odmówił powrotu z wyjazdowego meczu Polonii. Takiego wydarzenia nie dało się jednak zatuszować. 

"Zarząd Klubu Sportowego "Polonia" poczuwa się do obowiązku poinformowania o niezwykle przykrym dla naszego klubu wypadku dezercji z szeregów zespołu piłkarskiego trzech zawodników: Heinza Banasia, Norberta Pogrzeby i Konrada Bajgera", mogliśmy przeczytać w komunikacie dziennika „Sport” z 23 czerwca 1966 roku.

Niedługo później pojawiło się również oświadczenie zawodników Polonii Bytom: „Wykorzystując wyjazd z drużyną do Szwecji dla dokonania haniebnej ucieczki z kraju - nie tylko zwiedli oni zaufanie drużyny i członków klubu, ale popełnili czyn niegodny obywateli Polski Ludowej”. Cała trójka została zdyskwalifikowana na dwa lata. Nie mogli grać więc w oficjalnych meczach żadnej drużyny, a ich aktywność ograniczała się jedynie do treningów. W tym samym czasie gracz trafił na testy do niemieckiego FC Köln, gdzie grali Wolfgang Overath i Gerd Weber, reprezentanci RFN. W meczu drugiej drużyny przeciwko pierwszej Polak strzelił dwa zwycięskie gole, tym samym imponując wszystkim w nowym otoczeniu. Na tyle, że nie chcieli go puścić, mimo tego, że przecież nie mógł występować w oficjalnych spotkaniach.

- Miałem mieszkanie, dobre warunki, byłem lepszy od większości z nich na treningach, ale mecze, ze względu na dyskwalifikację, oglądałem z trybun – opowiadał piłkarz, który nie mógł znieść tej całej sytuacji i po siedmiu miesiącach wrócił do Polski, zmieniając imię i nazwisko na Jan Banaś.

Największe sukcesy odnosił właśnie w Górniku, do którego przeszedł w 1969 roku. Z zabrzanami zdobył dwa mistrzostwa kraju (1971, 1972) i trzy Puchary Polski (1970, 1971, 1972). W sumie w barwach tego zespołu wystąpił w 170 spotkaniach, w tym tych najbardziej pamiętnych, AS Romą, a także w finale Pucharu Zdobywców Pucharów. Zawodnik mocno przyczynił się do sukcesu w tych rozgrywkach, trafiając do siatki rywala pięciokrotnie, w tym we wspomnianym już rewanżu z Lewskim Sofia w 1/8 finału.

Pomimo całkiem udanej kariery klubowej, największe rozczarowania musiał jednak przypisać do reprezentacji. W latach 1964-1973 rozegrał 31 meczów w narodowej kadrze, wystąpił także w słynnym spotkaniu z Anglią na Stadionie Śląskim (do dziś trwają spory czy pierwszą bramkę dla Polaków zdobył on czy Robert Gadocha). W pamiętnych dla biało-czerwonych turniejach nie wziął jednak nawet udziału, bo władze państwowe nie pozwoliły mu wyjechać do Niemiec ani na igrzyska olimpijskie w Monachium w 1972 roku, ani na mistrzostwa świata do RFN dwa lata później. 

- Występowałem w wielkim Górniku, jedynym polskim zespole, który dotarł do finału europejskiego pucharu i rozpoznawali mnie kibice nie tylko z Zabrza. Chciałem czerpać z życia jak najwięcej, ale przez parę potknięć – nie zawsze z mojej winy – mogę się uważać za pechowca, zawodnika niespełnionego. Dwie wielkie imprezy przeszły mi koło nosa, absencji na igrzyskach i mundialu nie przeboleję do końca życia. Udziału w takich zawodach nie da się przeliczyć na żadne pieniądze – mówił w 2017 roku bohater tego tekstu w wywiadzie z portalem laczynaspilka.pl.

W normalnej sytuacji nie musiał martwić się o angaż i powołania od ówczesnego selekcjonera, Kazimierza Górskiego, który wyraźnie cenił sobie umiejętności skrzydłowego. Piłkarz imponował świetnym wyszkoleniem technicznym, zbierał oklaski za efektowne sztucki, posiadał znakomity przegląd sytuacji oraz zdobywał bramki w nieprawdopodonych wręcz sytuacjach. Pomimo tego, dopiero będąc po 30-tce zrealizował swoje marzenia o grze na Zachodzie, występując w Stanach Zjednoczonych, Meksyku, Belgii czy Francji. Karierę piłkarską zakończył jako grający trener mając 47 lat. 

Banaś nigdy nie ukrywał swojej fascynacji jednym z najbardziej wybitnych brytyjskich napastników, Georgem Bestem. „Przystojniak był z niego. Zapuściłem długie włosy jak on. Interesowałem się modą, w gazetach podglądałem, jak ubiera się Best albo Beatelsi”, mówił po latach były reprezentant Polski. Polak, podobnie jak słynny Irlandczyk, nie narzekał na brak zainteresowania kobiet, które otaczały go z każdej strony podczas każdego wydarzenia.

Historię życia Jana Banasia możecie obejrzeć w powstałym w 2017 roku filmie Jana Kidawy-Błońskiego, pt. „Gwiazdy”, w którym rolę głównego bohatera wcielił się Mateusz Kościukiewicz. Produkcja dostępna jest na takich platformach jak Netflix, Player czy HBO.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się