var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Youtube

Tego dnia w futbolu… zmora Górnika ponownie zwycięża

Autor: Łukasz Kościelniak
2020-03-31 14:01:30

Na początku lat 70-tych, świetnie w rozgrywkach Pucharu Zdobywców Pucharów spisywał się Górnik Zabrze. To właśnie wtedy śląska ekipa zanotowała największy sukces w historii polskiej piłki klubowej, awansując do finału rozgrywek. Na przestrzeni roku, „Górnicy” aż czterokrotnie mierzyli się z Manchesterem City. Jedna z tych rywalizacji odbyła się 49 lat temu na neutralnym terenie w Kopenhadze, a jej stawką był awans do półfinału.

Pierwszy raz obydwie drużyny spotkały się 29 kwietnia 1970 roku. Był to bardzo ważny pojedynek, bo finał Pucharu Zdobywców Pucharów. Po raz pierwszy w historii (i niestety jak na razie ostatni) polska drużyna zagrała w meczu decydującym o trofeum. Na wiedeńskim Praterstadion górą w tym spotkaniu byli jednak zawodnicy Manchesteru City, którzy zwyciężyli 2:1. Anglicy objęli prowadzenie w 12. minucie po bramce Neila Younga, a tuż przed przerwą rzut karny wykorzystał Francis Lee. W drugiej połowie w 68. minucie trafił Stanisław Oślizło, ale ostatecznie polska drużyna nie zdołała już odwrócić losów spotkania. 

Górnik okazję do rehabilitacji miał już sezon później, gdy los znów połączył obydwie ekipy. Tym razem jednak był to ćwierćfinał. Pierwszy mecz rozegrano na Stadionie Śląskim w Chorzowie, który dosłownie pękał w szwach. Mało kto wie, że samo spotkanie mogło się nie odbyć, ponieważ organizatorzy musieli walczyć z bardzo obfitymi opadami śniegu, doskwierał też siarczysty mróz. To w pewien sposób było atutem polskiej drużyny. Zabrzanie grali jak z nut i jeszcze w pierwszej połowie zadali dwa mocne ciosy. Najpierw w 34. minucie do siatki trafił Włodzimierz Lubański, a sześć minut później Erwin Wilczek. Jak możemy przeczytać w pomeczowych relacjach, taki wynik był najmniejszym wymiarem kary. W drugiej połowie polski klub miał kilka dobrych sytuacji bramkowych, m.in. Lubański trafił w słupek. Ostatecznie wynik się nie zmienił i każdy zadawał sobie pytanie: czy taka zaliczka wystarczy do awansu?

Dwa tygodnie później rozegrano rewanż w Manchesterze. Gospodarze liczyli na to, że na Maine Road uda im się odwrócić losy rywalizacji i przynajmniej odrobić straty. Anglicy przed własną publicznością wypełnili zadanie i po bramkach Iana Mellora i Mike`a Doyle`a zwyciężyli 2:0. Taki wynik oznaczał, że obydwie ekipy będą musiały powalczyć o awans w dogrywce. Wydawało się, że awans Manchesteru jest formalnością, ale „Górnicy” pokazali ogromny charakter, wolę walki i zaangażowanie. Choć nie udało im się zdobyć bramki, to żadnego gola też nie stracili i w efekcie o tym, kto awansuje dalej, musiał zdecydować trzeci mecz na neutralnym boisku. Wtedy bowiem nie obowiązywał przepis z serią rzutów karnych, w przypadku braku rozstrzygnięcia rywalizacji. 

Trzecie, decydujące starcie rozegrano na duńskim Idraetsparken dokładnie 49 lat temu. Faworytem był Manchester, choć polscy kibice liczyli na sprawienie niespodzianki. Takowej jednak nie było. Anglicy pokazali, że w tym spotkaniu, w każdym aspekcie piłkarskim, byli po prostu zdecydowanie lepsi. W 20. minucie Huberta Kostkę pokonał Neil Young, a kilka minut później Tommy Booth. Górnik nie spuścił głów i w 57. minucie wrócił do gry, gdy do bramki strzeżonej przez Rona Healey`a trafił Lubański. Ostatecznie jednak w 65. minucie Francis Lee zdobył trzeciego gola dla Manchesteru i tym samym zakończył tę rywalizację. Angielskiej ekipie nie udało się jednak obronić trofeum – w półfinale „The Citizens” odpadli z ligowym rywalem, Chelsea FC. 

W formie ciekawostki dodamy, że okazję rywalizacji z Manchesterem City miały też inne polskie drużyny. Co prawda, było to już w XXI wieku, ale wreszcie jeden dwumecz zakończył się po myśli polskiej drużyny. W sezonie 2003/2004, w meczu 1/32 finału Pucharu UEFA, angielski gigant mierzył się z Groclinem Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski. Pierwszy mecz odbył się w Anglii, a polska ekipa, dzięki pięknej bramce Sebastiana Mili z rzutu wolnego, wywiozła remis 1:1. Pojedynek rewanżowy zakończył się bezbramkowym remisem, co dało zespołowi z Wielkopolski awans do kolejnej rundy. 

W pamiętnym sezonie 2010/2011, Lech Poznań zaliczył świetną kampanię w Lidze Europy, gdzie jego grupowym rywalem byli „Obywatele”. Pierwszy mecz w Manchesterze zakończył się zwycięstwem gospodarzy 3:1 (bramka Joela Tshibamby). Taki sam rezultat padł też w drugim spotkaniu, ale tym razem z trzech punktów cieszył się „Kolejorz”. Bramki dla Lecha zdobyli Dimitrije Injac, Manuel Arboleda i Mateusz Możdżeń. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się