var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Pawel Jaskolka / PressFocus

Czy Lechowi opłacało się zapuszczać Żurawia?

Autor: Mariusz Bielski
2020-04-02 13:33:55

Z Dariuszem Żurawiem w Lechu było trochę jak w tej słynnej reklamie McDonald’s – wszedł do szatni pierwszego zespołu na chwilę, został na dłużej, a teraz mówią do niego „panie trenerze”. Przedwczoraj minął równo rok, od kiedy zaczął pracę z seniorami Kolejorza. Jaki to był czas?

Wypadałoby chyba zacząć od tego, że niespodziewany, tak ogólnie rzecz biorąc. Żuraw bowiem obejmował stery jako szkoleniowiec tymczasowy, wcześniej pracując w poznańskich rezerwach i bardzo długo nie wiedział na czym stoi i dość mocno denerwował go taki stan rzeczy.

Piotr Rutkowski i Karol Klimczak dość niespodziewanie powierzyli mu tę fuchę na dłużej po tym, jak wszystkie dotychczasowe koncepcje legły w gruzach. Totalitarne rządy Nawałki? Nie sprawdził się. Brzydko mówiąc – hodowany od momentu zakończenia kariery Djurdjević? Nie sprawdził się. Dociskający śrubę Bjelica? Nie sprawdził się, choć tu zaznaczmy, iż głównie według zarządców. Prowadzący drużynę na luzie Urban? Nie sprawdził się.

Śmiało można powiedzieć, że wszystkie koncepcje zawiodły. Żuraw dostał więc kredyt zaufania trochę na zasadzie „na bezrybiu i rak ryba”. A koniec końców chyba wyszło lepiej, niż ktokolwiek mógł się spodziewać. Rozważmy plusy i minusy jego kadencji.

PLUSY

+ Wprowadzenie wielu młodzieżowców

Złośliwi powiedzą, że Żuraw robi to z przymusu, bo jego przełożeni nie zapewniają mu takiej kadry, o jakiej zapewne marzy. Co też zdarzyło mu się otwarcie przyznać na łamach prasy. Mówił także, iż od jego zespołu nie powinno się zbyt wiele wymagać, ponieważ wielu piłkarzom brakuje doświadczenia.

Ale czy jest inna droga szlifowania diamentów, niż poprzez ich regularną grę? Zupełnie nie. Ewentualnie można byłoby stwierdzić, że nie warto polerować aż tylu w jednym czasie, akurat to w dłuższej perspektywie może się Lechowi znacznie opłacić, gdyby za każdego udało się skasować okrągłą sumkę. A jest za kogo – gdy tylko Gumny (4,50) był zdrowy, to on okupował prawą obronę. Po skrzydle efektownie hasa Jóźwiak (5,36) i co najważniejsze znów czyni regularny progres, z czym miał kłopot w poprzednim sezonie. Przed transferem Ramireza wiele szans dostawał Moder (5,58), a już po przyjściu Hiszpana dawał efektowne zmiany. Nie gorszy od Amarala pozostaje Puchacz (4,92). Niemal zawsze godnie, kiedy już dostał szansę, spisywał się także Kamiński (5,10). Z kolei Marchwińskim (4,20) już teraz interesuje się pół Europy. Zachodniej, nie że jacyś tam Bułgarzy czy Mołdawianie.

A w kolejce na poważniejsze szanse czekają jeszcze Skóraś, Klupś, Szymczak, Mleczko i wielu innych.

+ Atrakcyjny styl gry

Polscy trenerzy wielokrotnie chwalą się, że potrafią dostosować swój styl gry pod danego przeciwnika. Ładnie nazwana rzecz przeważnie w praktyce oznacza toporny futbol i brak umiejętności zdominowania przeciwnika w jakikolwiek sposób.

O Lechu Żurawia można powiedzieć wiele rzeczy, ale na pewno nie to, że jest nijaki. Każdy kibic zapytany o cechy charakterystyczne tej ekipy, wymieni przynajmniej kilka rzeczy. Na przykład świetne radzenie sobie w ataku pozycyjnym, konstruowanie akcji za pomocą krótkich podań od samej obrony, bazowanie na rajdach skrzydłowych przy okazji kontrataków, wykorzystywanie Gytkjaera nie tylko jako dokładacza stopy do pustej bramki, lecz także w roli cofającego się odgrywającego…

Ogólnie rzecz biorąc, patrząc na grę Lecha, można odnieść wrażenie, że w tej ekipie naprawdę każdy wie, co dokładnie ma robić podczas meczów. Dlaczego biega w ten sposób, a nie inaczej. Czemu ustawia się tu, a nie gdzie indziej. Po co rozgrywa tak, a nie za pomocą innych środków?

 

 

+ Dobre wyniki przy ograniczonych możliwościach kadrowych

Wspomnieliśmy już, że w niewybredny sposób, między wierszami, trener Kolejorza zgłaszał przełożonym wątpliwości co do kształtu kadry oraz letnich zakupów. – Takie zrobiono transfery i przynajmniej do zimy innych nie będzie – rzekł niegdyś na łamach „Gazety Wyborczej”.

Ba, zimą też musiał bardzo długo czekać na konkretne wzmocnienia. Początkowo władzom wielkopolskiego klubu wydawało się chyba, że Skóraś i może od czasu do czasu Sobol – obaj przywróceni z wypożyczeń – wystarczą szkoleniowcowi. Wyglądało to trochę jak kpina i na swoje szczęście Żuraw już pod sam koniec okna dostał Daniego Ramireza oraz Bohdana Butkę.

Inna sprawa, iż nadal mówimy o uzupełnieniach kadry. Hiszpan przyszedł, by zastąpić Jevticia, a nie grać razem z nim. Butko zaś, ponieważ Gumny znów się rozsypał na długie miesiące, zdrowie Cywki natomiast to zagadka większa niż lokalizacja złotego pociągu.

No ale na przykład dla Amarala, który odszedł na początku zimy, nie miał innej alternatywy niż młodzieżowiec. Dla Gytkjaera również. Dla Jevticia, a potem Ramireza? Też nie. Dla Tiby? Cóż, chyba znacie odpowiedź. Dla Jóźwiaka? Dobra, nie ma co dalej wyliczać. Zresztą ostatni z wymienionych to doskonały przykład na fakt, iż Żuraw w dużej mierze siłę zespołu oparł na młodzieżowcach.

A jednocześnie wykręcił świetną średnia punktów na mecz w porównaniu z poprzednikami – 1,62. Podczas gdy:

Adam Nawałka – 1,45

Ivan Djurdjević – 1,36

Nenad Bjelica – 1,85

Jan Urban – 1,61

+ Trener na dorobku

W dobie tego wszystkiego, co już wyżej opisaliśmy, ważnym aspektem jest też fakt, iż mówimy o trenerze, który nigdy wcześniej nie pracował na tak wysokim poziomie. Czyli dopiero walczy o zbudowanie własnej marki, sukcesy na najwyższym poziomie i – to już w najgorszym wypadku – pewne miejsce na ekstraklasowej karuzeli trenerskiej.

Dlatego też nie traktuje misji w Lechu na zasadzie „aaa, co ja tam się będę starał! Jak nie ta robota, to inna!” Oczywiście Żuraw mógłby wyjść z takiego założenia, aczkolwiek większą uwagę zapewne poświęciłyby mu ekipy z I czy nawet II ligi, dokąd w obecnej sytuacji raczej nie chciałby schodzić. Zwłaszcza, że w CV ma tylko WKS Wieluń, Odrę Opole, Miedź Legnica, Znicz Pruszków oraz rezerwy Kolejorza. I to też nie były przygody, które rozsławiałyby jego nazwisko jak wcześniej Ireneusza Mamrota, Zbigniewa Smółki lub Marka Papszuna.

Tym większy szacun, iż na przestrzeni ostatnich miesięcy był konsekwentny i nawet pomimo kilku załamań formy drużyny nie odszedł od pierwotnych założeń. Ani pod koniec poprzedniego sezonu, kiedy Lech prawie z nikim nie potrafił zwyciężyć, ani na przełomie sierpnia z wrześniem, gdy Kolejorz wygrał w 1 z 6 meczów. Jego ekipa nie zaczęła nagle grać na chaos w stylu Piotra Świerczewskiego, nie oparła się na autach Kostewycza a’la Arka Ojrzyńskiego na wyrzutach Zbozienia.

 

MINUSY

- Mała decyzyjność w kwestiach budowy kadry

Chyba tylko raz zdarzyło się, aby szkoleniowiec Lecha wywarł mocny wpływ na jego transfer. Oczywiście nie jest tak, że Rząsa i Rutkowski kupują mu zawodników bez żadnych konsultacji, bo to byłoby grube przegięcie. Niemniej jednak pozycja Żurawia wciąż nie pozwala mu być wysoce roszczeniowym. Oczywiście może zgłaszać zarządowi jakieś uwagi i pewnie to czynił, skoro również mówił o tym w mediach. Aczkolwiek trudno nam sobie wyobrazić sytuację, w której szkoleniowiec Lecha przychodzi do przełożonych i mówi: „Sprowadźcie mi tego i tego, bo inaczej nie osiągniemy celów na ten sezon”. Wydaje nam się, że gdyby miał więcej do powiedzenia, najpierw latem Kolejorz poczyniłby więcej wzmocnień, a zimą zostałyby dokonane szybciej.

 

 

- Wyniki na wyjazdach

Wcześniej pisaliśmy o średniej punktowej, jaką wykręcił Żuraw, chociaż warto zauważyć, że w jego wynikach istnieje dysproporcja. Gdybyśmy bowiem policzyli same mecze domowe, wyszedłby mu wynik na poziomie 1,85. Z kolei w gościnie tylko 1,38. Faktycznie było tak w obecnym sezonie, iż kiedy Lech jechał w delegacje, jego kibice mieli prawo się martwić. Poznaniacy przywieźli komplet punktów zaledwie 4 razy, oprócz tego 6 razy remisowali i 3 razy wracali z pustymi rękami. Oczywiście nie jest to jakiś tragiczny bilans, aczkolwiek gdyby ktoś szukał odpowiedzi, czemu Kolejorz nie walczy o majstra, w tym aspekcie mógłby ją znaleźć. Zwłaszcza, że lechici na wyjazdach wygrywali tylko z ekipami z dolnej części tabeli – oberwał ŁKS, Górnik, Raków i Wisła Płock.

- Gubienie się w zeznaniach

Z jednej strony rozumiemy postawę, kiedy trener stoi murem za swoimi podopiecznymi. Z drugiej wydaje nam się, iż istnieje taka granica, której przekraczanie zakrawa nieco o zwykłe gadanie głupot. Tak było choćby w sytuacji z Mickeyem van der Hartem w początkowej fazie sezonu. Sama w sobie afera kebabowa to jeszcze nic. Później po sieci zaczęło krążyć zdjęcie Holendra, na którym jego sylwetka… Nooo, może budzić sporo wątpliwości. Ludzikiem Michelina nie był, ale na zawodowego sportowca też nie wyglądał. Żuraw bronił go w stylu oblężonej twierdzy – że manipulacja mediów, że czepialstwo. I gdyby ta fotka pochodziła z jakiegoś zewnętrznego medium – okej, już niech mu będzie. W rzeczywistości jednak źródłem stop klatki był Lech TV, więc te jego zarzuty zwyczajnie nie miały sensu. No chyba, że to była taka zakamuflowana porada co do tego jak powinno się kadrować...


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się