var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

Drodzy prezesi, szacunek powinien działać w dwie strony!

Autor: Mariusz Bielski
2020-04-03 11:11:53

Mam szczęście, że nie przeżyłem żadnej wojny i nawet trudy PRL-u mnie ominęły. Nie ominęły mnie natomiast lekcje historii, lektura reportaży, dokumenty historyczne, a nawet zwykłe książki i filmy osadzone w ekstremalnej rzeczywistości. Nie szokuje mnie zatem zbytnio, iż niektórzy ludzie związani z polskim futbolem w obecnej sytuacji kryzysowej (wirusowej) też reagują skrajnie. Ba, wielu się w ogóle nie dziwię.

Ale zanim przejdę do rzeczy, zaznaczę – nie, nie przegapiłem tych wszystkich gestów oraz inicjatyw, które od samego początku emanowały solidarnością. Sam pisałem tekst o kilkudziesięciu grupach kibicowskich walczących z wirusem na linii frontu za pomocą zbierania datków oraz przekazywania sprzętu różnym szpitalom i placówkom. Znam przykład Polonii Bytom, której piłkarze wyszli z inicjatywą, aby poobcinać im pensje, coby klub przeżył najbliższe miesiące bez szwanku. Pamiętam o zawodnikach Wisły Kraków oraz ich zadeklarowaną otwartość na obniżenie wypłat.

Co jednak łączy wszystkie te historie oraz pewnie jeszcze kilka innych? A no to, że najlepsze przykłady dla polskiego futbolu przeważnie idą z dołu. Nie zawsze, aczkolwiek proporcjonalnie bardzo często. Za to im wyżej wzrokiem sięgniemy, tam da się dostrzec coraz więcej kwasów. Przebijają się dość intensywnie przez te wszystkie wiadomości o prezesach, którzy i sobie ucięli pensje (jak choćby w Koronie), a nawet na tle PZPN-owskiego planu pomocy.

Bodaj najbardziej jaskrawym przykładem jest obecnie Jagiellonia, w której doszło do czegoś w rodzaju buntu. I nawet nie dlatego, że panowie piłkarze stwierdzili, iż bardziej niż dobro klubu liczy się możliwość zamówienia kolejnej koszulki Gucci za 4000 złotych. Taras Romanczuk opowiadał o sprawie najpierw w Weszło FM, a potem potwierdził u Łukasza Olkowicza w „Przeglądzie Sportowym” – zawodnikom białostoczan nie przeszkadza sama idea obcięcia pensji, lecz sposób jej zakomunikowania. A ten był autorytarny. Cezary Kulesza niczym car wydał prikaz znacznego obniżenia wypłat i… Tyle. Nie było spotkania z zawodnikami, nikt nawet nie zagadał do rady drużyny co o tym wszystkim sądzi ekipa. 

Końcówka wspomnianego wywiadu z PS jest najbardziej wymowna:

„Jest możliwe, że po rozmowie z prezesem, gdyby przedstawił sytuację finansową klubu, zgodzicie się na 50 procent obniżki?

Przede wszystkim chcielibyśmy poznać sytuację klubu. Byłem i jestem gotowy na rozmowy, szukanie rozwiązania. Doskonale wiem, jakie mamy czasy.”

Tyle że prezes Kulesza rozmawiać nie chce i stąd wynika konflikt. Cóż, gdybym ja był piłkarzem Jagiellonii raczej też wkurzyłbym się w takiej sytuacji, bo chciałbym transparentności i dokładnego wykazania z jakiego powodu obniżka będzie wynosiła tyle, a nie mniej lub więcej. Co to da klubowi i co mu grozi w razie braku porozumienia. Po prostu aby człowiek wiedział na czym stoi. Właściciela Jagi taka otwartość jednak przerasta.

Zastanawiam się tylko dlaczego w polskim futbolu zawsze jest tak, że pracodawca może oczekiwać szacunku, a samemu nie potrafi go okazać w trudnym momencie? Piłkarze to też ludzie, a nie drogie zabawki. Jednocześnie to również goście – przynajmniej w większości – którzy na Podlasie przyjechali nie z miłości do Jagi, lecz aby pograć we w miarę fajnej lidze oraz dobrze w niej zarobić. A że uzbierało się tam mnóstwo obcokrajowców, to tym bardziej zarząd może sobie pluć w brodę. Być może ekipa złożona z samych Polaków, a najlepiej lokalsów, potrafiłaby się ukorzyć i przyjąć tę odgórną decyzję bez większych sprzeciwów. Ale że taki Prikryl, Camara, Tiru czy inny Puljić będzie kierował się najpierw własnym portfelem, a później klubowym sejfem? Jakoś nie potrafię się temu dziwić.

Wydarzenia w Jadze poniekąd przypominają mi te z Dinama Zagrzeb. Parę dni temu pracę tam straciło sześciu członków sztabu szkoleniowego Nenada Bjelicy. Zdravko Mamić wyszedł do nich z propozycją – albo 50% pensji, albo wypad. No i wypadli, bo takim postawieniem sprawy poczuli się zwyczajnie urażeni. Kulesza naturalnie aż tak ostrej retoryki nie stosuje, lecz ogólny schemat pozostaje podobny. A chyba rozmowa, wyjaśnienie stanowiska klubu i wykazanie dlaczego zawodnicy powinni zgodzić się na takie, a nie inne obniżki to raczej nie jest coś, co z drugiej strony urągałoby klubowym władzom.

Czuję w kościach, że pełnego happy endu przy Słonecznej nie będzie.

***

Lawina krytyki spadła także na Błażeja Augustyna, który odnosząc się do planowanych cięć na Twitterze napisał tak: 

 

 

Naczytał się potem chłop o braku lojalności, o czubku własnego nosa, całą masę wyzwisk, o traktowaniu klubu jak bankomat.

A ja chciałbym zapytać natomiast – w jaki sposób to Lechia traktowała swoich piłkarzy (nie zapominajmy – pracowników!) w ostatnim czasie? Nie wiem jak wy, ale ja słyszałem, że gdańszczanie KOLEJNY RAZ zalegali z wypłatami. I nie, nie obchodzi mnie teraz, iż jeden z drugim powinien mieć zabezpieczone środki na czarną godzinę. Ja też mam coś tam odłożone na czarną godzinę, aczkolwiek to w żaden sposób nie powinien być argument na to, by mój pracodawca w kolejnych miesiącach nie płacił mi na czas. Też bym się wkurzył, gdyby zadzwonił do mnie przełożony i powiedział, że skoro mam zaskórniaki, to przez najbliższe 3 miesiące nie zobaczę wypłaty. Słyszycie jak to kuriozalnie brzmi? A gdyby nie zadzwonił, już w ogóle szlag by mnie trafił. Ergo: kontrakt to świętość i skoro został podpisany, to obustronnie wypadałoby respektować jego warunki, nie sądzicie?

Kiedy jednak gdańszczanie zamulali z realizacją tych finansowych postanowień, niektórzy zawodnicy skorzystali z możliwości upomnienia się o swoje w wyższych instancjach. A Lechia zamiast powiedzieć: „Przepraszamy, już regulujemy co trzeba, bo nie chcemy cię stracić”, strzeliła focha, przesuwając zawodników do rezerw, sprzedając ich, lub rozwiązując ich umowy. Szczęście w nieszczęściu – bo w tej sprawie stoję maksymalnie po stronie zawodników – że na przykład Sławomirowi Peszcze udało się zrobić to ostatnie z orzeczeniem o winie klubu. Istnieją resztki sprawiedliwości.

Minęło parę tygodni i sytuacja się odwróciła. Dziś to Lechia jest w potrzebie i w idealnym świecie pewnie każdy jej piłkarz zgodziłby się na obniżkę pensji. Idealny świat zakłada jednak, iż wcześniej  klub nie spóźniałby się z wypłatami. No ale w rzeczywistej sytuacji… Jakoś się nie dziwię, że teraz wspomniany Augustyn (+pewnie paru jego kumpli) nie kieruje się przede wszystkim szacunkiem do Lechii, skoro ona całkiem niedawno też bezczelnie robiła go w konia, a za upomnienie stoper został odsunięty od gry.

No to już tak na chłopski rozum, żeby podsumować – czemu jedna strona może traktować kogoś jak śmiecia, ale w drugą stronę już to nie może działać i piłkarz przyjmuje na siebie jakieś absurdalne pokłady krytyki oraz hejtu?

Ach, już to widzę, jak ci sami krzykacze, którzy teraz po nim jeżdżą, w analogiczny sposób z miłością odnoszą się do swoich szefów i firm, gdyby ci nagle przez 2-3 miesiące nie wypłaciliby im należnych pensji. Moi drodzy, powiedzmy sobie otwarcie – mielibyście w dupie kłopoty danego przedsiębiorstwa, satysfakcją nie zapłacicie w biedronce za jedzenie, ani za prąd lub abonament telefoniczny. A większe potrzeby piłkarzy, to zwyczajnie kwestia proporcji. Gdybym zarabiał 10 razy więcej, to pewnie też miałbym na głowie jakiś dodatkowy kredyt, leasing i parę innych pierdół. Wy też.

***

Nie wiem jakie jest najlepsze wyjście z tej sytuacji. Teoretycznie pewnie wszyscy zawodnicy musieliby zgodzić się na te wielkie obniżki, a po opanowaniu sytuacji kluby i prezesi jakoś wynagrodziliby im solidarną postawę w trudnych czasach. A przy okazji wynieśliby na przyszłość cenną naukę wynikającą z prastarej zasady „oko za oko, ząb za ząb”.

Tyle że nawet nie chcę się łudzić, iż ci najbardziej zatwardziali rzeczywiście się zmienią. Wręcz przeciwnie, jeśli przetrwają, to pewnie tylko utwierdzą się w przekonaniu, że twardszą ręką też da się rządzić i nie grozi to upadkiem firmy czy klubu. 

Tymczasem jednak – przykro mi, drodzy prezesi. Prawda jest taka, że latami kręciliście na siebie bat, którym teraz tak mocno obrywacie. Wasi pracownicy, których wcześniej nie szanowaliście teraz tym bardziej nie mają powodów, aby się z wami solidaryzować. Dlaczego mieliby to robić, skoro wcześniej nie wywiązywaliście się z umów? Dlaczego, jeśli obiecywaliście jedno, a robiliście drugie? Dlaczego, jeżeli w ten sposób zrujnowaliście własną wiarygodność?

Hammurabi, moi mili. Poczytajcie trochę.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się