var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Pedja Milosavljevic / Press Focus

ESA: Prijović chciał zimą wrócić do Legii. Wisła Kraków również obniżyła pensje. Mroczek: Nie liczę na pieniądze z Canal+

Autor: zebrał Paweł Łopienski
2020-04-04 01:07:29

Sobota przyniosła nam sporo interesujących wieści z Ekstraklasy. Aleksandar Prijović chciał zimą wrócić do Legii Warszawa, a Wisła Kraków jest kolejnym klubem, który obniżył wynagrodzenia swoim piłkarzom. Poniżej znajdziecie również sporo wywiadów, w tym z Januszem Filipiakiem czy Radomirem Sobczakiem. Pojawi się również Jarosław Mroczek, który powiedział kilka ciekawych zdań o Pogoni w ostatnim "Stanie Futbolu".

Prijović chciał zimą wrócić do Legii

Jak poinformował portal legia.net, Aleksandar Prijović zimą chciał wrócić do Legii. Zgłosił się na Łazienkowską, w pierwszym okresie był chętny grać za niewielkie pieniądze, chciał mieć zagwarantowane jedynie mieszkanie i samochód. Propozycja Serba ostatecznie nie spotkała się jednak z zainteresowaniem klubu.

Swoją drogą: o Serbie zrobiło się w ostatnich godzinach głośno, i to nie z piłkarskich powodów. Najpierw wydawało się, że były napastnik Legii znalazł się w areszcie po tym, jak złamał zasady godziny policyjnej. Piotr Koźmiński z „Super Ekspressu” zweryfikował te informacje i powiadomił, że chodziło o nieprzestrzeganie zakazu zgromadzeń. Obecnie w Serbii nie można spotykać się w większym gronie, a osób w kawiarni, gdzie przebywał zawodnik, było kilkanaście. Wszyscy zostali zabrani na policję. Belgradzki sąd skazał go na trzymiesięczny areszt domowy.

Źródło: Legia.net / se.pl

***

Obniżka wynagrodzeń również w Wiśle Kraków

Wisła Płock, Pogoń Szczecin, a od soboty również Wisła Kraków. Te kluby Ekstraklasy poinformowały o osiągnięciu porozumienia w sprawie obniżki wynagrodzeń. Poniżej oświadczenie, które pojawiło się na oficjalnej stronie „Białej Gwiazdy”.

„Cała drużyna i sztab szkoleniowy Wisły Kraków bez wyjątków pisemnie potwierdziła uczestnictwo w programie oszczędnościowym, mającym uchronić Klub przed utratą płynności w dobie epidemii koronawirusa. Zawodnicy i trenerzy solidarnie złożyli podpisy pod oświadczeniami, na mocy których zrzekli się połowy pensji do zakończenia sezonu lub do wznowienia rozgrywek. Redukcje te nie spowodują jednak spadku wynagrodzenia poniżej 10 tysięcy złotych w skali miesiąca. Podpisanie formalnych aneksów przewidziane jest na pierwszą połowę nadchodzącego tygodnia.

- Chciałbym z całego serca podziękować zawodnikom, trenerom, członkom sztabu i władz spółki za ten pokaz solidarności. Jest on tym bardziej spektakularny, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że w czerwcu kończą się kontrakty aż jedenastu graczy objętych cięciami. Po raz kolejny otrzymujemy dowód, że w kryzysie kluczowe jest przywództwo, a nasz Kapitan i jego koledzy z drużyny pokazują, iż Wisła Kraków to coś więcej niż Klub!” - powiedział Tomasz Jażdżyński, Przewodniczący Rady Nadzorczej Wisły Kraków SA”.

Źródło: Wisła Kraków

***

Filip Szymczak na dłużej w Lechu

Filip Szymczak podpisał nowy kontrakt z Lechem Poznań, który obowiązywać będzie do końca 2022 roku. 17-letni napastnik w obecnym sezonie zagrał w dwóch meczach PKO Ekstraklasy oraz w 18 meczach drugoligowych rezerw, w których strzelił cztery gole.

- Cieszy nas to, że kolejny wychowanek nam zaufał i chce dalej iść drogą wyznaczoną przez klub. Mamy czas na dalsze kształcenie i rozwijanie go, bo na pewno ma możliwości, żeby wejść na ten najwyższy poziom. Widać, że Filip w ostatnim czasie dojrzał piłkarsko i występując w zespole naszych rezerw nabiera ciągle doświadczenia w piłce seniorskiej. Obecnie otrzymuje coraz więcej szans w pierwszym zespole i na pewno bardzo dobrze na niego wpływa trenowanie z takim napastnikiem jak Christian Gytkjaer – podsumował dyrektor sportowy Lecha Poznań, Tomasz Rząsa.

Źródło: Lech Poznań

***

„Mroczek: Jestem przekonany, że w tej chwili środków od Canal+ nie otrzymamy”

Prezes Pogoni Szczecin Jarosław Mroczek wziął udział w programie "Stan Futbolu" w TVP Sport. Poniżej prezentujemy najciekawsze wypowiedzi.

„Powody są zupełnie inne i nie mają żadnego związku z pandemią. To zupełnie inny temat. Jednemu i drugiemu zawodnikowi kończyły się kontrakty. Chcieliśmy podjąć taką decyzję i ją podjęliśmy. Gdyby nie było pandemii, mogę zapewnić, że decyzja byłaby taka sama. Żeby kontrakt Zvonimira był kontynuowany, musieliśmy skorzystać z opcji do 31 marca i potwierdzić chęć dalszej współpracy. Wzrost jego zarobków byłby duży. Uznaliśmy, niezależnie od pandemii, że ze względu na jakość sportową, którą daje i jeszcze kilka innych powodów, nie skorzystamy z możliwości przedłużenia.

Nie było walki. Jestem dumny z ustaleń Ekstraklasy. Pierwszy raz zdarzyło się, żeby wszyscy prezesi mówili jednym głosem. Uzgodniliśmy, że powinniśmy wnioskować o 50% obniżki. Rozmawiałem z radą drużyny, a potem z tymi, którzy mieli wątpliwości. Te pytania dotyczyły technicznych szczegółów, np. jak długo taki stan będzie trwał. Wszyscy doskonale rozumieli, że czas jest trudny i powinni swoją cegiełkę dołożyć, żeby ułatwić życie klubowi. Nie ukrywamy, że nasz budżet gwałtownie się zmniejszył.

W Pogoni wszyscy ten ciężar ponoszą. Cała załoga, pracownicy administracyjni także mają zmniejszone zarobki. Te obniżki są mniejsze, bo ich zarobki są mniejsze niż piłkarzy. Jeśli sprawy postawione są jasno, to podpisanie aneksów jest formalnością. Wśród piłkarzy Pogoni 22 graczy podlegało takim zmianom i wszyscy złożyli podpisy.

Wariant z 19 drużynami w przyszłym sezonie to jest jakiś pomysł, ale moim zdaniem kłopotliwy. Jeszcze w lipcu mogą być podejmowane próby dokończenia obecnego sezonu. Z informacji, które docierają z UEFA, wynika, że w sierpień będzie przeznaczony na inne rozgrywki i z ligą wtedy nie ruszymy. Może stać się to we wrześniu. Mi się bardziej podoba wariant z 30 kolejkami w następnym sezonie. To też wiąże się z dyskusją ze stacją Canal+.

Jestem przekonany, że w tej chwili środków od Canal+ nie otrzymamy. Jeśli uda się kontynuować ligę w wymiarze 11 lub 4 kolejek, to proporcjonalnie dostaniemy te pieniądze. Powinniśmy między innymi dlatego starać się dokończyć ligę. Nie mamy oficjalnego stanowiska stacji. Nie umiałbym jednak mówić komuś „daj mi te pieniądze, chociaż ja nie świadczę usługi”. Są jakieś zasady zapisane w umowach. Jeśli nie zakończymy rozgrywek, to trudno mi oczekiwać pieniędzy”.

Więcej TUTAJ

Źródło: TVP Sport / Pogoń Szczecin

***

„Karbownik: Mam nadzieję, że dostanę szansę gry w pomocy”

Michał Karbownik wystąpił w materiale #KandydatNaGwiazde przygotowanym przez PKO Bank Polski Grajmy Razem. Oto najciekawsze wypowiedzi piłkarza Legii Warszawa: 

- Wejście do pierwszego zespołu Legii? Na początku pojawił się stres. Wiadomo, z jakimi postaciami spotkałem się w szatni: Arturem Jędrzejczykiem czy wcześniej - Miroslavem Radoviciem. Byli też jednak moi rówieśnicy, czyli Sebastian Szymański i Radosław Majecki. Wiedziałem, że wprowadzą mnie do drużyny i tak też się stało. Obecnie z każdym zawodnikiem staram się trzymać, tak samo jak z grupą młodszych graczy. Przed meczami dzielę pokój z Maciejem Rosołkiem.

- O występie danej pozycji decyduje trener. Staram się grać jak najlepiej, niezależnie od miejsca na boisku. Od najmłodszych lat biegałem w środku pola. Teraz mam inne role, do których próbuję się przyzwyczaić. Nie jestem lewonożny, więc może być przez to nieco trudniej. Mam nadzieję, że dostanę szansę występu trochę wyżej, w drugiej linii. Jak ją otrzymam to myślę, że ją wykorzystam.

- Przed pierwszym gwizdkiem staram się wizualizować nadchodzące spotkanie. Analizuję każdy fragment. Pragnę zdobyć bramkę po takich rajdach, które do tej pory przyniosły kilka asyst. Liga angielska? Jest jedną z najlepszych na świecie, jak nie najlepszą. Premier League to moje marzenie. Chciałbym tam kiedyś występować.

Więcej TUTAJ

Źródło: legia.net

***

„Filipiak: Większym priorytetem jest dokończenie budowy ośrodka niż wypłacanie pieniędzy piłkarzom”

Filip Czyszanowski porozmawiał z prezesem Cracovii, Januszem Filipiakiem, w jednym z programów TVP Sport. Poniżej najciekawsze wypowiedzi: 

„Nie wiem, czy piłka po wszystkim będzie ekonomiczniejsza. Zależy, kiedy to się skończy. Jeżeli wszystko ucichłoby w jakimś stopniu w maju – zmieniłoby się niewiele. Wciąż krążyłyby wielkie pieniądze. Jeżeli to potrwa dłużej będziemy świadkami istotnych zmian w piłce. Ale jaki scenariusz się spełni – tego nie wie nikt. UEFA i prezes Boniek mają plan, żeby Ekstraklasa wróciła w drugiej połowie czerwca? To są czyste spekulacje. Wszelkie prognozy w tak dynamicznej sytuacji są nieuprawomocnione. Taka dygresja: dla mnie zarządzanie klubem w czasach kryzysu jest duże prostsze niż prowadzenie Comarchu. Ja mam tam zatrudnionych 6,5 tysiąca osób. Koszt miesięcznych pensji – 100 milionów złotych. Decyzję, które podejmiemy, dotyczą całych rodzin, w sumie 30 tysięcy ludzi. Muszę być odpowiedzialny. Nie wiemy ile potrwa to nasze zamknięcie na świat, epidemia, ale ja biorę pod uwagę scenariusz długoterminowy. Z taką perspektywą planuję kolejne działania.

Jestem pozytywnie zaskoczony. W tej chwili mamy chyba tylko 3 zawodników, którzy nie podpisali aneksów. Jasne jest, że nie będę tu wymieniał nazwisk. Ci oporni próbują ugrać jakieś warunki dodatkowe. Choćby kwestie odejścia z klubu czy kwotę odstępnego. My się na to nie możemy zgodzić. Do 10 kwietnia musimy wypłacić wynagrodzenia za marzec, które obcięliśmy o 25 procent. Ale tych pieniędzy już po redukcjach też nie mamy. To już przestaje być zabawne. Piłkarze przychodzą i się pytają: „Podpiszę obniżkę, ale czy te pieniądze dostanę?”. To jest dobre pytanie. Ale chcę zaznaczyć – to dotyczy nie tylko Cracovii, ale i wszystkich klubów. Czy w Cracovii będą zwolnienia pracowników niezwiązanych z działalnością boiskową? Nie wiem. Mamy u siebie ponad 200 osób na liście płac. Nie chcemy zostawiać ludzi na lodzie i nic nie płacić. Rozważamy różne scenariusze. Wydaję mi się, że wszystkie kluby będą chciały uniknąć strukturalnych cięć kosztów.

Comarch jest sponsorem francuskiego Lille. Oni dostają 100 milionów euro z Canal+. I w tej chwili im to znika. Stacja powiedziała, że im tego nie da. Lille ma potężną dziurę w budżecie i co oni mają zrobić? Tak samo jest w Premier League i u nas. Potężne pieniądze znikają i już tej luki nikt nie załata. Wszyscy się ekscytują obniżkami kontraktów piłkarzy o 50 procent, a moja wiadomość jest taka: kluby nawet jak będą chciały, nie będą zaraz miały z czego płacić. Powiem więcej na przykładzie Cracovii. U nas wszyscy sponsorzy wypowiedzieli umowy. Bo nie dostają reklamy. Kasy w polskich klubach są puste. Piłkarze mogą mieć roszczenia, ale pieniędzy nie ma. Banki – jestem o tym przekonany – nie będą dawać klubom kredytów na pensje piłkarzy. To jest oczywiste. A Canal+ jak nam zapłaci to dopiero za lipiec, sierpień – o ile liga ruszy. To nie będą przelewy wsteczne.

Ośrodek miał kosztować około 40 milionów złotych. Dla nas dokończenie jego budowy jest większym priorytetem niż wypłacanie pieniędzy piłkarzom”.

Więcej TUTAJ

Źródło: sport.tvp.pl

***

„Filipiak: Kasy klubów są puste, ale Cracovia przetrwa – nie zostawię jej”

„Jak paraliż ligi może wpłynąć na finanse Cracovii?

Prof. Janusz Filipiak, właściciel i prezes Cracovii i Comarchu: Już wpłynął. Sponsorzy przestali nam płacić. Nie chodzi o Canal+, ale o naszych sponsorów. Nie chcę ich wymieniać z nazwy, bo to zrobili praktycznie wszyscy bez wyjątku. Można to zrozumieć, bo jeśli nie gramy, to ich nie reklamujemy, czyli nie realizujemy umów.

Piłkarze poczuli się odpowiedzialni za klub i zgodzili się na obniżkę wynagrodzenia?

Większość zawodników, chyba poza trzema czy czterema, podpisała już aneksy do umów. Zgodnie z ustaleniami rady nadzorczej Ekstraklasy SA, do czasu wznowienia rozgrywek będą otrzymywali 50 procent wynagrodzenia. Jestem mile zaskoczony postawą zawodników. Niższe kontrakty będą obowiązywały do pierwszego meczu, z publicznością, czy bez.

Co z tymi, którzy jeszcze się nie zgodzili?

Zastanawiają się. Może w ogóle nie będą chcieli na to przystać. Chcą wynegocjować dodatkowe warunki, na przykład w sprawie odejścia z klubu. My się na to nie godzimy.

Kto to?

Z wiadomych przyczyn nie chcę o tym mówić.

Cracovia to nie tylko piłkarze, ale też inni pracownicy. Czy szukacie oszczędności poza drużyną?

Na liście płac mamy około dwustu osób, których nie chcemy zostawić na lodzie. Bierzemy pod uwagę różne scenariusze. Ale sądzę, że wszystkie kluby będą unikały strukturalnych cięć.

Sponsorzy Cracovii się wycofali, a czy Comarch wstrzymał finansowanie OSC Lille? (LOSC to wicemistrz Francji, którego sponsorem Comarch został na początku 2019 roku - przyp. red)

Tak, Lille nie sponsorujemy. Cracovii też musieliśmy nieco obciąć budżet. Mało kto to rozumie, ale kiedy nie świadczy się usługi, a kluby w tej chwili nie świadczą usług, to sponsorzy - na bazie kodeksu cywilnego - nie mogą płacić za usługi, które nie są świadczone. Skoro spytał pan o Lille, to oni mają olbrzymi problem, bo kluby Ligue 1 nie dostaną z Canal+ ponad 100 milionów euro. W budżecie Lille pojawi się dziura, której nie da się zakopać.

Mówiliśmy o obniżce wynagrodzeń piłkarzy o połowę. Nasi za marzec dostaną 75 procent pensji, ale i tak mowa tu o grubo ponad milionie złotych, które musimy wypłacić do 10 kwietnia. I skąd to wziąć? Dokonaliśmy cięć, ale tych zaoszczędzonych pieniędzy nie ma. Sponsorzy nie płacą, a jeśli zaczną płacić, to nie wstecz za okres, kiedy liga nie grała, więc te pieniądze nigdy do klubu nie trafią. Większość klubów funkcjonuje w podobny sposób. Konta są puste. Jestem przekonany o tym, że banki nie będą udzielały klubom kredytów na pensje dla piłkarzy, więc niedługo może pojawić się problem z płaceniem wynagrodzeń nawet po obniżce”.

Więcej TUTAJ

Źródło: Sportowe Fakty WP

***

„Sobczak: Idealną sytuacją dla nas będzie dokończenie sezonu”

„Gdybyśmy mieli zakończyć dziś sezon, to Arka Gdynia znalazłaby się w I lidze. W klubach myślą nad rozwiązaniami, a jakie propozycje przedstawiliście wy?

Radomir Sobczak, prezes Arki Gdynia: Dla nas idealną sytuacją będzie możliwość dokończenia sezonu i udowodnienia naszej gry w ekstraklasie na boisku. Czy to się wydarzy? Trudno powiedzieć, kiedy patrzymy na to, w jaki sposób wirus atakuje w skali naszego kraju, więc podawanie jakichkolwiek terminów jest wróżeniem z fusów.

Czy w przypadku zakończenia sezonu istnieje szansa, że Arka się utrzyma?

Rozważanych jest kilka możliwości i jedną z nich jest też taka, że tabela pozostanie bez zmian i nikt nie spadnie. Możliwe jest również, że spadną trzy drużyny. Trudno to dziś określić.

Brak spadków, powiększenie ligi do 19 zespołów będzie ratunkiem?

Jeżeli nie możemy dograć sezonu i nie możemy udowodnić tego w sportowej rywalizacji w ekstraklasie, to tak, oczywiście.

Jak przebiegają wideokonferencje z udziałem przedstawicieli klubów? Wszystkie kluby działają podobnie, współpracują?

Współpracują na pewno, bo to jest podstawa, żebyśmy wypracowali wspólne stanowisko. Działamy w czterech różnych podkomisjach i w każdej z nich padają różne opinie. Mimo różnicy zdań, jest to nadal współpraca.

Arka od kilku tygodni jest wystawiona na sprzedaż. Myśli pan, że w przypadku obniżenia ceny, udałoby się znaleźć nowego inwestora jeszcze przed wybuchem pandemii?

Jako klub przedstawiliśmy potencjalnym inwestorom faktyczny stan sytuacji finansowej klubu, z czego tylko jeden był tak realnie zainteresowany zakupem, ale czy którykolwiek złożył ofertę - nie wiem. Być może jeden złożył ofertę, natomiast pozostała dwójka na pewno nie.

Czy istnieje inwestor, który jest obecnie zainteresowany zakupem?

Myślę, że w dzisiejszej sytuacji, która związana jest z pandemią, dużą niewiadomą jest zakończenie sezonu i kto będzie grał z ekstraklasie w przyszłym sezonie. To powoduje, że obecnie rozmowy z potencjalnymi inwestorami byłyby bezprzedmiotowe.

Brak nowego właściciela będzie oznaczał koniec Arki Gdynia?

Tak naprawdę jest kilka zmiennych, które o tym zadecydują. Jedną z nich jest potencjalny inwestor.

To może spytam inaczej. Czy spadek do I ligi, będzie de facto spadkiem do ligi IV?

Nie”.

Więcej TUTAJ

Źródło: trojmiasto.pl

***

„Sobieraj: Zgadzamy się na pewne ustępstwa, ale zaległe wypłaty muszą być uregulowane”

„Pojawiły się wówczas m.in. informacje o kłopotach finansowych. Był strach, że przyjdzie moment, w którym wypłaty rzeczywiście nie będzie?

Krzysztof Sobieraj, trener Arki Gdynia: Dochodziły do nas takie sygnały, ale ja, cały sztab trenerski i zawodnicy bardzo mocno wierzyliśmy w to, co mówił nam właściciel. On spotykał się z nami kilkukrotnie i zapewniał, że nic złego się nie dzieje. Staraliśmy się więc odciąć od tych doniesień i grać dalej.

Tutaj muszę być uczciwy i powiedzieć też, że nieprawdą jest, że w tej chwili mamy ogromne zaległości w wypłatach. Nieuregulowany jest tylko miesiąc luty – a i to nie u wszystkich zawodników, bo niektórzy otrzymali pełne wynagrodzenie, a inni część. Ale problemy dopiero nadchodzą.

Co pan ma na myśli, mówiąc o nadchodzących problemach?

Na początku marca prezes Sobczak wezwał nas na rozmowę i jasno zakomunikował, że w klubowej kasie są pustki, a budżet się nie spina. Powiedział, że w tej sytuacji musi zamrozić nasze pensje i będzie wypłacał wszystkim takie same kwoty, żebyśmy mogli dokończyć sezon i żeby klub mógł w miarę normalnie funkcjonować. Było to jeszcze przed tym, jak koronawirus pojawił się w Polsce.

Jak tę informację przyjęli zawodnicy?

Było duże oburzenie, bo właściciel jeszcze kilka tygodni wcześniej twierdził zupełnie coś innego. Mimo to potraktowali tę informację z pełną powagą. Każdy był świadomy, w jakiej sytuacji się znajdujemy.

Kontaktowaliście się z właścicielem, żeby wyjaśnić ten zgrzyt?

Wykonaliśmy telefon do właściciela. Tłumaczył, że miasto zawsze wspierało finansowanie klubu, a po wycofaniu narodziły się problemy.

Pozostając przy kwestii finansów – według rozporządzenia Ekstraklasy kluby mogą obniżyć pensje o 50 procent. Wiecie już jak będzie to rozwiązane w Arce?

W większości przypadków zgadzamy się na pewne ustępstwa. Ale muszę stanąć po stronie zawodników, bo należą im się jeszcze pieniądze za luty i połowę marca. Nie może być tak, że ich nie dostaną, zgodzą się na cięcie pensji, a porozumienia i tak nie będą regulowane z powodu braku pieniędzy.

Myślę, że jesteśmy na tyle inteligentnymi ludźmi, że znajdziemy porozumienie z zarządzającymi klubem. Zawodnicy na pewno zgodzą się na duże ustępstwa w trakcie pandemii, ale muszą dostać zaległe pieniądze sprzed jej początku, które im się należą”.

Więcej TUTAJ

Źródło: sport.tvp.pl

***

„Hateley: Mój najlepszy moment w karierze przyszedł tuż po najgorszym”

„Chciałbyś zostać w Gliwicach?

Tom Hateley: Tak, zdecydowanie. Bardzo doceniam czas spędzony w Polsce – najpierw udane lata we Wrocławiu, a teraz w Gliwicach. Polska liga pasuje mi bardziej niż szkocka, w której grałem wcześniej. Poprzedni sezon był moim najlepszym karierze. Mistrzostwo z Piastem to niezwykłe osiągnięcie, szczególnie, że pierwsze w dziejach klubu. Bardzo lubię grać w Gliwicach i jestem wdzięczny za to, że dostałem tu szansę. Mam nadzieję, że chociaż trochę się odwdzięczyłem. Stworzyliśmy kawałek historii.

Poprzedni sezon był dla was wszystkich niezapomniany. Często porównywano was do Leicester City, pisano o Piaście nawet w Anglii. Jak czuła się szatnia, kiedy zmierzaliście po taki sukces?

Było zabawnie. Na początku nie myśleliśmy o tym. Przegraliśmy z Cracovią pierwszy mecz po przerwie zimowej, a później przez długi czas wygrywaliśmy. Z każdym tygodniem zbliżaliśmy się do czołówki, słyszeliśmy różne opinie, ale nadal wszystko traktowaliśmy jak w tej nudnej piłkarskiej mantrze: „Skupiamy się tylko na następnym meczu”.

Dopiero po spotkaniu w Warszawie, w którym pokonaliśmy Legię w grupie mistrzowskiej (1:0) pomyślałem: „naprawdę możemy to zrobić!”. Wcześniej co najwyżej wygłupialiśmy się z chłopakami – w szatni z Gerardem Badią i udawaliśmy, że ćwiczymy podnoszenie trofeum i to był taki nasz żart. Ale jeśli masz pewny siebie zespół i kilka rzeczy pójdzie po twojej myśli, zaczynasz mocno wierzyć. Większość pewnie powie, że wygrany w końcówce mecz z Jagiellonią tydzień później u siebie był takim momentem, w którym poczuliśmy, że mistrzostwo jest nam pisane, że to nasz rok. Wtedy dopiero zaczęła się presja, by w końcówce sezonu tego dopilnować. Na szczęście się udało i nigdy tego nie zapomnę.

Indywidualnie to też był dla ciebie bardzo dobry sezon – strzeliłeś najwięcej goli w karierze.

Grałem w pomocy z Patrykiem Dziczkiem, który bardziej zostaje z tyłu. Wiedziałem, że „Dziku” dobrze czuje się jako szóstka, trzyma się środka boiska. To pozwoliło mi częściej ruszać do przodu. Wiem, że mam możliwości, by strzelać bramki i asystować. Potrafię pomóc drużynie również w ofensywie. W poprzednim sezonie znalazłem balans. Niestety w tym sezonie jeszcze nie strzeliłem gola, ale liczę, że jeśli uda się go wznowić, to tym razem też coś mi wpadnie.

A jak oceniłbyś trenera Waldemara Fornalika?

To bardzo dobry fachowiec. Lubię dla niego grać. Wiem o tym, że pracował z waszą reprezentacją, trafił na trudny, przejściowy moment i nie poszło mu za dobrze, ale to nadal dobry trener. Pod kątem taktycznym doskonale wie, czego chce od swojej drużyny i jak piłkarze mają to osiągnąć. Dużo pracujemy nad ustawieniem, tym, gdzie powinniśmy być, kiedy to rywal jest przy piłce, przechodzeniem do ofensywy. Powiedziałbym, że jesteśmy bardzo dobrze zorganizowanym zespołem. Sztab szkoleniowy bardzo duży nacisk kładzie na analizę wideo, a na treningu sporo czasu poświęcamy na stałe fragmenty. Przyjemnie pracuje się z trenerem Fornalikiem. Rozumiem, dlaczego mówi się o nim, że to trener pasujący do pracy w klubie, ale myślę, że gdyby znów mógł poprowadzić reprezentację Polski, poradziłby sobie”.

Więcej TUTAJ

Źródło: newonce.sport

***

„Sowiński: Początki w Kielcach były trudne”

„Za Tobą intensywny rok - zdobycie z kolegami tytułu mistrzowskiego w rozgrywkach CLJ U-18, później rozpocząłeś treningi z pierwszym zespołem i grę w trzecioligowych rezerwach, a następnie przyszły występy w Młodzieżowej Lidze UEFA przeciwko Realowi Saragossa. Jak podsumowałbyś te ostatnie 12 miesięcy?

Mateusz Sowiński: To był szalony okres, aczkolwiek bardzo pozytywny z wieloma fajnymi chwilami. Pojawiło się także kilka trudniejszych chwil, ale jednak cały ten rok trzeba uznać na plus. Jednym z najmilszych momentów, który wspominam do dziś, był mecz ze Śląskiem Wrocław, podczas którego zapewniliśmy sobie tytuł mistrzowski w Centralnej Lidze Juniorów do lat 18.

Dla Ciebie większy przeskok stanowiło przeniesienie się z zespołu juniorów do drużyny rezerw, czy jednak różnica pomiędzy III ligą a treningami z ekstraklasowym zespołem?

Ciężkie pytanie, ponieważ mamy tutaj wiele aspektów, których nie można porównywać ze sobą. W III, IV lidze gra jest zupełnie inna, stawia się dużo więcej na fizyczność niż ma to miejsce w rozgrywkach juniorskich. Natomiast w CLJ więcej było grania piłką, tak samo jest w pierwszej drużynie, gdzie tempo gry jest dużo szybsze niż w niższych ligach seniorskich.

Wracając do Twoich początków w Koronie, opowiesz w jaki sposób trafiłeś do Kielc?

Wszystko zaczęło się bardzo dawno, kiedy będąc uczniem pierwszej klasy szkoły podstawowej pojechałem na zgrupowanie kadry wojewódzkiej do Kluczborka. Wówczas naszym trenerem był Marcin Buras i po turnieju zapytał mnie, czy nie chciałbym grać w Koronie. Wtedy było oczywiście na to za wcześnie, poczekałem aż skończę podstawówkę i potem podjąłem decyzję o przenosinach do Kielc. Początki były trudne - aklimatyzacja w nowym mieście, dojazdy ze szkoły do internatu, czy powroty do rodzinnego Sandomierza dla młodego chłopaka, który musiał nosić torbę większą od siebie, na pewno nie były łatwe.

Przed Tobą ważny okres, jakie więc stawiasz przed sobą cele, zarówno pod względem sportowym jak i prywatnym?

Głównym celem piłkarskim jest debiut w Ekstraklasie, a co będzie dalej, zobaczymy. Nie stawiam przed sobą też nie wiadomo jak wysoko wygórowanych zadań, ponieważ też nie wszystko zależy ode mnie. W życiu prywatnym skupiam się przede wszystkim na zbliżającej się maturze, chcę ją napisać jak najlepiej, a później zobaczymy co los przyniesie”.

Więcej TUTAJ

Źródło: Korona Kielce

***

„Marx: dwa tygodnie z zamkniętymi oczami… Koronawirus jest przerażający!”

„Jak się pan czuje?

Joachim Marx, były piłkarz między innymi Ruchu Chorzów: Coraz lepiej. Koronawirus jest już praktycznie za mną. Znalazłem się w szpitalu, zrobiono mi wszystkie badania i przekazano diagnozę. Szczęściem w tym wszystkim jest fakt, że wirus nie zaatakował płuc. Schudłem siedem kilogramów! Ale w moim wieku, nie jest to najważniejsze. Nie mogłem nic jeść. Przez dwa tygodnie praktycznie tylko spałem w domu.

Silny organizm pomógł?

Wydaje mi się, że tak. Trudno mówić o leczeniu, bo zaleceniem jest przyjmowanie paracetamolu. To pomaga w zbiciu gorączki i pozbyciu się bólu mięśni. Kryzys mnie nie ominął, bo jednego dnia miałem temperaturę 41,2. Wtedy do domu przyszedł lekarz, zrobił analizę krwi i trafiłem do szpitala. Wzięto mnie w obroty, ale już o drugiej w nocy z powrotem wypisano mnie do domu. Od tamtego momentu jest lepiej z dnia na dzień. Spokojnie przespałem nawet dwie noce i nabieram sił, choć… Koronawirus odbiera wszystkie siły. Ma się nogi jak z waty. Gdyby żona zrobiła przeciąg w mieszkaniu, to wystarczyłoby to do powalenia na podłogę. Nie ma siły, by utrzymać się wtedy na nogach.

Brzmi przerażająco.

To choroba, na którą brakuje słów. Jest przerażająca i odbija się na całym świecie. Najlepiej pokazuje to fakt, że wszystkiego brakuje. Początkowo mówiono, że maski nas nie chronią, że nie są potrzebne, a teraz uważa się, że wszyscy powinni je nosić. Priorytetem są szpitale i ludzie, którzy nam pomagają. Są niedobory środków ochronnych: kombinezonów, rękawiczek czy żelu dezynfekującego. Ale to nie dziwne. Nikt nie był gotowy na epidemię w takiej skali.

Przez dwa tygodnie leżałem i nie mogłem otworzyć oczu. Dziesięć–piętnaście sekund spojrzenia na sufit i… powieki opadały. Szczęśliwie jest już coraz lepiej, zaczynam nawet pomagać żonie w domu. Inna sprawa, że pójście do łazienki, ogolenie się, wciąż wymagają sił. Muszę się potem położyć i odpocząć. To wykańcza organizm. Może wysportowany organizm z czasów kariery pomógł się uratować?

Ma pan podejrzenie, gdzie mógł się mieć styczność z koronawirusem?

Zanim zabroniono wychodzenia z domów, ludzie ruszyli do sklepów, gdzie ograniczono liczbę wpuszczanych osób. Też poszedłem zrobić zakupy. Półki były już w dużej mierze puste. Kupowałem rzeczy, których być może nigdy w życiu bym nie kupił. Powiedziałem żonie, że nie wiem co to jest, jak smakuje, ale wychodzić nie musimy. Dało się dostrzec we Francji wielką panikę.

Może złapałem koronawirusa w sklepie? 13 marca byłem zaproszony na uroczysty obiad przez władze stadionu w Lievin. Unikaliśmy już kontaktu, podawania rąk. Francuzi całują się na powitanie, ale nikt tego nie robił. Każdy starał się zachować dystans. Rozmawiałem potem ze wszystkimi z tej grupy i nikt nie był chory. Tylko mnie dopadł koronawirus. Byłem też na rutynowej wizycie u lekarza, gdzie nikt nie nosił masek. U niego usłyszałem o symptomach wskazujących na wirusa. Zalecono mi branie pigułek i odpoczynek w domu, ale z dnia na dzień zaczęło się pogarszać. Dwa tygodnie z zamkniętymi oczami… Do tego dochodził zmieniony węch oraz smak, choć nic nie chciało się jeść. Teraz mam wielką przyjemność z pewnej rzeczy...”

Więcej TUTAJ

Źródło: sport.tvp.pl


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się