var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Youtube

Tego dnia w futbolu… Wielki Widzew gorszy od Juventusu Bońka

Autor: Marcin Łopienski
2020-04-06 16:30:36

Dziś z rozrzewnieniem wracamy do chwil sprzed 37 lat, bo wielki ówcześnie w kraju Widzew Łódź grał z równie znaczącym, tylko w Europie, Juventusem. I to nie w rywalizacji o puchar Bałut, ale o finał Pucharu Europy.

Kluczowa dla tej opowieści jest naturalnie osoba Zbigniewa Bońka. Prezes PZPN-u podczas gry w Widzewie wypłynął na głębokie wody zarówno w piłce klubowej jak i reprezentacyjnej. Właśnie z Bońkiem w składzie widzewiacy uporali się przecież z Juventusem w listopadzie 1980 roku, sensacyjnie eliminując Włochów w Pucharze UEFA. Wtedy zaczęła się legenda Wielkiego Widzewa i charakter widzewski zaczął wiele znaczyć nie tylko w polskiej, ale i europejskiej piłce.

Wiosną 1983 roku realia były już jednak inne. Teraz Włosi byli zdecydowanie mocniejszym zespołem, naszpikowanym gwiazdami mundialu w Hiszpanii i Bońkiem właśnie, który grał w Turynie pierwsze skrzypce. Widzew natomiast też nie wypadł sroce z ogona i nie znalazł się przypadkiem w półfinale Pucharu Mistrzów (odpowiednik dzisiejszej Ligi Mistrzów). Oddajmy na chwilę głos ówczesnemu liderowi reprezentacji Polski: - Widzew grał znakomicie z Liverpoolem, oglądałem ich w rewanżu i zrobili duże wrażenie. Mimo to byłem pewien, że wygramy, po Juve miało po prostu znacznie mocniejszy skład. Miałem jedynie nadzieję, że spotkamy się dopiero w finale. Gdyby Widzew trafił wtedy na Real Sociedad, mógłby znaleźć się w finale. Hiszpanie byli najsłabsi z całej czwórki – czytamy w książce „Wielki Widzew” Marka Wawrzynowskiego. 

Po latach szef naszej centrali twierdził, że gdyby wówczas grał w łódzkim klubie, to Widzew przeszedłby Włochów. Dziś można już tylko gdybać, ale faktem jest, że zespół Władysława Żmudy musiał zmierzyć się z takimi nazwiskami jak: Zoff, Cabrini, Gentile, Scirea, Platini, Tardelli, Bettega, czy Rossi. A sam Widzew był już inną drużyną, mniej uzależnioną od jednej gwiazdy, z odpowiedzialnością rozłożoną na pozostałych zawodników. Nie bez powodu Mirosław Tłokiński, który odżył po odejściu Bońka, nazywał ten zespół Wielkim. 

Obecność Zibiego we włoskiej drużynie na pewno przydała się Giovanniemu Trapattoniemu, trenerowi Juve, który wiedząc o problemach Polaków z grą w ataku pozycyjnym cofnął swoją drużynę do defensywy i liczył na błyskawiczne kontrataki. Drużyna Widzewa zagrała ambitnie, ale to Juventus imponował konsekwencją w grze i szczelnością obrony i chociaż trzeba zaznaczyć, że widzewiacy przesądzili o swoim losie, tracąc głupią pierwszą bramkę, to Włosi byli lepsi. Łodzianie co prawda narzekali na pracę sędziego, który ich zdaniem nie pozwalał na twardą grę i nieuczciwie wręczał żółte kartki, ale nie zmienia to faktu o przewadze „Starej Damy”. 

„Dziennik Łódzki” w wydaniu z dnia 7 kwietnia 1983 roku dał tytuł: „Mistrz Polski przegrał w Turynie. Włoskie catenaccio zastopowało Widzew”. Jak widać dziennikarz nie silił się na wyszukane hasła, ale w poszukiwaniu sensacji i skandali znów należy zajrzeć do książki „Wielki Widzew”. Drużyna Żmudy problemy miała bowiem nie tylko na boisku w Turynie, ale również po powrocie na lotniku w Warszawie. Piłkarze zostali oskarżeni o podwójny przemyt. Jeden z zawodników próbował w walizce nielegalnie wwieźć futro z lisa, a do kraju pogrążonego jeszcze w stanie wojennym przyjechało za dużo sprzętu niż powinno. 

Ostatecznie piłkarzom upiekło się, w końcu wszyscy w kraju byli pod wielkim wrażeniem gry Widzewa i wyeliminowania Liverpoolu. Na nieszczęście widzewiaków nic sobie z tego nie robili gracze Juventusu, którzy w rewanżu wywalczyli cenny rezultat 2:2, dający im przepustkę do finału w Atenach.

Źródła: Interia, Dziennik Łódzki, "Wielki Widzew"


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się