var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Tomasz Folta / Press Focus

Ekipa na puchary - przynajmniej w ofensywie. Najlepsza XI Zagłębia minionej dekady

Autor: Krystian Porębski
2020-04-06 21:36:57

Włodarze Zagłębia od dawna mówią, że celem klubu są europejskie puchary. I gdyby ekipa z Lubina z taką jedenastką jak poniższa nie walczyła przynajmniej o taki cel, to nie wiemy co by jeszcze musiała zrobić, aby to osiągnąć...

Przypominamy, że bierzemy pod uwagę zawodników od sezonu 2010/11.

BRAMKARZ

Martin Polacek (91 meczów, 31 czystych kont)

To nie był łatwy wybór, bo zwyczajnie w ostatnich dziesięciu latach na pozycji bramkarza w Zagłębiu nie było żadnego pewniaka. Na plusik przy swoim nazwisku zapracowali Forenc i Hładun, lecz ani jeden, ani drugi nie gwarantuje pewności między słupkami. Kolosalną wtopą okazał się natomiast Leciejewski, który przychodził do Lubina jak po swoje, a okazało się, że jego głównym zajęciem było wygrzewanie miejsca na ławce czy nawet trybunach. 

Przy braku numeru jeden z prawdziwego zdarzenia zadaliśmy sobie pytanie – z którym bramkarzem między słupkami w ostatnich 10 latach, Zagłębie radziło sobie najlepiej? No i odpowiedź jest raczej oczywista. To właśnie Martin Polacek strzegł dostępu do bramki, kiedy ekipa Piotra Stokowca walczyła o awans do Ligi Europy. Pamiętny mecz z Partizanem to także jego zasługa. Mamy świadomość, że wystawianie go do takiej jedenastki zakrawa o kontrowersję, ale w Zagłębiu zwyczajnie nikogo lepszego nie było. 

Dwumetrowy Słowak miał wiele gorszych momentów. Bywało tak, że zawalał jedną czy dwie bramki, tylko często robił to w spotkaniach, w których wielokrotnie ratował klub z opresji. Z perspektywy oceniamy pobyt Polacka w Lubinie pozytywnie.

PS. Tak, to najsłabszy punkt tej jedenastki.

OBROŃCY

Djordje Cotra (144 mecze, 3 gole, 20 asyst)

Kolejna delikatna kontrowersja, tym razem nie ze względu na same umiejętności. Serb latem 2017 roku przeszedł z Zagłębia do Śląska i niektórzy mogą mu mieć to za złe. W Lubinie nie było jednak już dla niego miejsca, więc nie jest traktowany w kategoriach człowieka, który uciekł do największego rywala.

A na boisku był ważnym ogniwem. Lider – pod względem mentalnym. Dzierżył opaskę kapitana i wywiązywał się z tej roli całkiem dobrze. Solidnie bronił, potrafił dołożyć coś od siebie w ataku. Zastanawialiśmy się na kogo postawić w tej roli, bo do głowy przyszedł nam jeszcze Costa Nhamoinesu, jednak on takich liczb w Lubinie nie notował. I ostatecznie lepszą karierę zrobił dopiero po odejściu, dziś nadal broni barw Sparty Praga, do której przeniósł się prawie 7 lat temu z Lubina.

Lubomir Guldan (244 mecze, 11 goli, 8 asyst)

Człowiek instytucja w Zagłębiu. Kapitan i szef obrony. Nie żeby ta defensywa w Lubinie była jakoś szczególnie solidna, ale bez Guldana w zasadzie strach wychodzić na boisko. To obrońca pewny, mający wpływ na grę całej formacji, a nawet całego zespołu.

To on pierwszy daje sygnał do ataku. Od zawsze aktywnie angażował się w ofensywę zespołu. Bardzo często rozpoczyna grę krótkimi podaniami pod własnym polem karnym, chętnie zapuszcza się i dalej, a to grając na jeden kontakt z partnerem, a to wdając się w drybling. Przy tym wszystkim trzeba pamiętać, że rzadko zdarzają mu się głupie straty. Jest skuteczny w tym co robi i zaprzecza teorii, że w Ekstraklasie grają same drewniaki. I Zagłębie na tym naprawdę zyskuje.

W Lubinie raczej nie spodziewali się, że ten transfer będzie aż tak udany. Guldan trafił na Dolny Śląsk mając 30 lat na karku. To miał być zawodnik na rok-dwa. A jest tu już siedem lat i nic nie wskazuje, aby ten miał być ostatnim.

 

 

 

Jarosław Jach (78 meczów, 4 gole, 1 asysta)

To że Jach znalazł się w tym zestawieniu, niech najlepiej świadczy o jakości defensywy Zagłębia w ostatnich latach. Oczywiście, kiedy Jarek grał w Lubinie prezentował się z bardzo dobrej strony, ale należy podkreślić, że po prostu nie zabawił długo w pierwszym składzie, a co stało się po odejściu, wszyscy doskonale wiemy.

W Lubinie wiele nauczył się od Guldana. Podłapał te ofensywne wyjścia, polubił się z piłką. Okazało się, że potrafi również bić stałe fragmenty, choć niestety w klubie nie miał zbyt wielu szans na udowodnienie tego. Kto wie co by się stało, gdyby został w Zagłębiu jeszcze na kilka miesięcy? Był w obrębie zainteresowań Adama Nawałki, ale zdecydował, że to najlepsza pora na transfer... I teraz w Rakowie musi się odbudowywać. Czy jeszcze kiedyś przeskoczy ponad poziom, który prezentował kilka lat temu w Lubinie? Mamy nadzieję, że tak.

 

 

 

Alan Czerwiński (77 meczów, 2 gole, 14 asyst)

Jeden z najlepszych transferów Zagłębia w ostatnich latach. Wyciągnięcie go z GKS-u było istnym majstersztykiem. Okazało się, że w 1. lidze można znaleźć kogoś więcej niż solidnego ligowca.

Czerwiński jest szybki i niesamowicie wytrzymały. Potrafi masakrować rywali na prawej flance przez całe spotkanie. Jeśli ma swój dzień, to naprawdę przeciwnik ma spory problem. A tak się składa, że Alan rzadko miewa jakieś większe wahania formy. Gra stabilnie i wiemy czego się po nim spodziewać.

Zapewne dawno by już go w Lubinie nie było, gdyby nie urazy. Po sezonie (choć obecnie zabrzmieć może to ironicznie...) przeniesie się do Poznania. Lech powinien mieć z niego sporą pociechę. My zapamiętamy go z tego, że poruszył prawą stronę Zagłębia i wprowadził nową jakość w klubie. Bo choć ofensywnych obrońców nie brakowało, to żaden z nich z Czerwińskim dynamiką się nie równał.

 

 

 

POMOCNICY

Szymon Pawłowski (152 mecze, 40 goli, 36 asyst)

Zawodnik, który zmieściłby się w szerokim Topie zawodników Zagłębia – ogółem. Nie tylko jeśli chodzi o ostatnią dekadę. Bo Pawłowski grał w Lubinie od 2007 do 2013 roku i spisywał się świetnie. Do klubu dołączył w mistrzowskim sezonie i miał zapewnić mu kolejne sukcesy, które jednak nie nadeszły.

Ale Pawłowski jest ostatnim, którego byśmy za to winili. Miewał gorsze momenty, ale był liderem ofensywy, jak miał swój dzień, to potrafił uprzykrzyć życie każdej defensywie. Ogromny potencjał, mamy wrażenie, że nie do końca wykorzystany. Zawsze zdeterminowany na boisku, dynamiczny i ze świetnym dryblingiem. Gdyby Zagłębie miało więcej takich zawodników, na pewno gra w europejskich pucharach (no dobra, w eliminacjach) czy walka o mistrzostwo nie byłyby jednorazowymi wyskokami.

Szymon odszedł za darmo do Lecha, gdzie jeszcze zdążył napsuć krwi kibicom swojego byłego klubu.

Bartłomiej Pawłowski (68 meczów, 12 goli, 13 asyst)

Nie nagrał się za długo w tym Zagłębiu, ale efekty po sobie pozostawił. Początkowo trudno się patrzyło na jego grę. Tradycyjnie był chimeryczny, ale od początku nie brakowało mu pewności siebie. Próbował, liczył na swoje umiejętności od początku, aż wreszcie odpalił.

Okej, miał momenty, kiedy pudłował na potęgę. Momentami kibice mogli mieć go dość. Ale w Lubinie wielu zawodników z taką jakością zwyczajnie nie było. Pozostaje żałować, że trafił do Zagłębia na tak krótko, bo ofensywa z Boharem, Zivcem, Pawłowskim i Starzyńskim mogłaby być zabójcza dla każdego rywala. 

Sam Bartek Turcji póki co nie podbił, więc kto wie... ma 27 lat i nie zdziwilibyśmy się, jakby jeszcze kiedyś do Zagłębia wrócił. Żeby się ponownie odbudować. Zwłaszcza że pozostawił po sobie bardzo dobre wrażenie. 

Filip Jagiełło (98 meczów, 5 goli, 10 asyst)

Tutaj mieliśmy spory problem, aby wytypować uzupełnienie pomocy. Mieliśmy w głowie kilku zawodników, w tym Jarosława Kubickiego czy Łukasza Piątka. Dlaczego taki a nie inny wybór? Kubicki już w Lubinie w pewnym momencie, zaczął walić głową w sufit. Mamy wrażenie, że przespał swój moment na transfer, na jakościowy przeskok. I musiał zadowolić się przenosinami do innego ligowego klubu. Piątek? Solidny, na pewno dobrze pamiętany.

Ale to na Jagielle Zagłębie nieźle zarobiło, a do tego zanim odszedł, zrobił dla zespołu w środku pola dużo dobrego. I niesamowicie się rozwinął. Głośno zrobiło się o nim wiele, wiele lat temu. Już jako nastolatek miał trafić do szkółki Juventusu. Ostatecznie nic z tego nie wyszło.

Jagiełło był uznawany za zawodnika kreatywnego, który w przyszłości może pokierować grą. Ktoś taki w Lubinie już jednak był, mowa oczywiście o Starzyńskim. W środku pola Zagłębie potrzebowało kogoś pracowitego, kto będzie łatał dziury, a przy okazji pomoże w prowadzeniu gry. Choć początkowo były z tym pewne problemy Jagiełło idealnie się w tym odnajdywał i nie robiło mu różnicy, czy występował bliżej własnej bramki, czy za plecami napastników.

Filip Starzyński (131 meczów, 35 goli, 35 asyst)

On tu się zwyczajnie musiał pojawić. Jeśli płacisz za zawodnika 500 tysięcy euro w warunkach Ekstraklasy i okazuje się strzałem w dziesiątkę, to oznacza, że ryzyko się opłaciło.

Figo miał swoje wzloty i upadki... i nadal je miewa. Tu problemy z kontuzjami, tam gorsza forma. Ma tendencję do przechodzenia obok meczu. To absolutne przeciwieństwo takich piłkarzy jak choćby Jagiełło czy Czerwiński. Starzyński czasami człapie, szwęda się po boisku. Ale on nie jest od walki.

Kiedy trzeba znajduje się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie. I robi swoje. Wielokrotnie było tak, że Filip mógł być traktowany jako pierwszy do zmiany... po czym nagle odmieniał losy meczu. Tu jakiś rzut wolny, tam niesamowity strzał z dystansu. To facet z umiejętnościami ponad Ekstraklasę i gdyby tylko był to w stanie dźwignąć mentalnie, notowałby jeszcze lepsze liczby... i dawno by na naszych boiskach nie grał. A tak, Zagłębie zapewne jeszcze kilka lat będzie miało z niego pociechę.

Damjan Bohar (65 meczów, 22 gole, 11 asyst)

Skoro do naszej 11 załapał się Bartek Pawłowski, to zbrodnią byłoby pominąć Damjana Bohara, który robi jeszcze większą furorę w Lubinie. Bo Bohar w formie to zdecydowanie jeden z najgroźniejszych i najlepszych zawodników w Ekstraklasie.

Oczywiście, podobnie jak Starzyński miewa przestoje. Ze Słoweńcem jest jednak tak, że niewiele trzeba, aby nagle się nakręcił. Jeden udany drybling, jedna udana akcja i obrona rywali nie ma życia, bo Bohar w momencie wskoczenia na obroty szybko się nie zatrzymuje. Świetny drybling, niezłe uderzenie i bardzo dobra współpraca z innymi zawodnikami. Zwłaszcza Sasą Zivcem, z którym rozmontował już wiele ekip, mimo tego, że wcale długo razem nie grają. Jeśli pozostanie w Lubinie na dłużej, to nie zdziwi nas, jeśli przebije statystyki Szymona Pawłowskiego.

 

NAPASTNIK

Jakub Świerczok (25 meczów, 17 goli, 3 asysty)

Idealny przykład na to co się dzieje, kiedy zawodnik przerasta ligę. Zagłębie pozyskało z Tych za 100 tys. euro zawodnika, w którego niewielu już chyba wierzyło. A ten pokazał, że takie myślenie było błędne. I to dobitnie.

Pół roku później Świerczok przeniósł się do Łudogorca za 850 tysięcy euro. W Lubinie zapewne żałowali tak niskiej klauzuli odstępnego. Kiedy wreszcie na Dolnym Śląsku pojawił się napastnik z prawdziwego zdarzenia, szybko trzeba było się z nim żegnać.

Choć pograł mało, to w ostatnich 10 latach nie było lepszego napastnika. Krzysztof Piątek powiecie? Oczywiście, patrząc przez pryzmat dzisiejszej kariery jednego i drugiego. Ale porównując dokonania jednego i drugiego w Zagłębiu... no cóż. Nasz reprezentant nie grał w Lubinie choć po części tak dobrze, jak Świerczok. Piątek rozpędził się dopiero w Cracovii. A Świerczok zaliczył tu najlepsze pół roku w swojej karierze.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się