var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: manutd.com

Bitwa na XI: Czy MU z Ronaldo pokonałby ten z Beckhamem?

Autor: Andrzej Cała
2020-04-07 15:00:30

Naszą kolejną bitwę na jedenastki łączą osoby Aleksa Fergusona i Ryana Giggsa, a dzieli blisko dekada. Dzisiaj na tapet trafia Manchester United triumfujący w Lidze Mistrzów.

Porywający, niezwykły finał w Barcelonie 26 maja 1999 r. z niesamowitą rolą rezerwowych Manchesteru United i trenerskiego nosa Aleksa Fergusona. To spotkanie wspomina się częściej niż “Last Christmas” Whamu co roku w grudniu. Słusznie zresztą, bo przecież to dla takich wieczorów kocha się piłkę nożną, pasjonuje sportem.

Swoją historię ma jednak też decydujące starcie Manchesteru United z Chelsea, które rozegrało się 21 maja 2008 r. Poślizgnięcie się Terry’ego w serii jedenastek, pudło Cristiano Ronaldo, stalowe nerwy Andersona, którego Alex Fergusona wpuścił w 125. minucie (albo jak kto woli, piątej doliczonej do dogrywki). 

 

Dwa wspaniałe teamy sir Aleksa. Ten z sezonu 1998/99 sięgnął po potrójną koronę, ten z rozgrywek 2007/08 po mistrzostwo Anglii i Ligę Mistrzów. Te wspaniałe osiągnięcia dzieliła blisko dekada. Pora przyjrzeć się nazwiskom i spróbować znaleźć odpowiedź na pytanie: która z finałowych jedenastek była lepsza?

***

Peter Schmeichel vs. Edwin van der Sar

Bitwa legend. Rywalizacja największych z największych. Na którego z tej dwójki nie wskażemy, będzie dobrze i źle jednocześnie. Co ciekawe, mówimy o bramkarzach, dla których te zwycięstwa były w pewnym stopniu ukoronowaniem karier. Duńczyk w 1999 roku miał 36, a Holender w dniu finału z Chelsea już 38 lat. Schmeichel po wielkim triumfie odszedł z MU i spokojnie finalizował swoją karierę w mniej wymagających zespołach. Van der Sar trwał na posterunku jeszcze trzy lata. Bramkę Manchesteru United opuścił po czterdziestce, będąc wciąż jednym z najlepszych fachowców na świecie. Ostatecznie do naszej jedenastki wybieramy właśnie jego, ale Bogiem a prawdą najchętniej byśmy wystawili w pierwszej połowie jednego, a w drugiej drugiego.

Nasz typ: Edwin van der Sar

*

Gary Neville vs. Wes Brown

Dwóch wychowanków, wieloletnich reprezentantów Anglii. O ile jednak Neville był przez długi okres kariery zawodnikiem klasy światowej, Brown nigdy powyżej pewnego poziomu nie podskoczył. W obronie nieustępliwi, twardzi, bardzo nieprzyjemni dla rywali. Bramki strzelali od wielkiego dzwonu. Gary był jednak piłkarzem przydatnym również w ofensywie, stąd nie dziwi bilans 35 asyst w karierze w Premier League. Tak, tutaj wybór może być tylko jeden. 

Nasz typ: Gary Neville

*

Ronny Johnsen vs. Rio Ferdinand

Jeśli w przypadku prawego obrońcy wybór był dość łatwy, to teraz jest on łatwy wręcz absurdalnie. Z całym szacunkiem dla solidnego Norwega, który u Fergusona rozegrał łącznie 150 spotkań, przyszło mu w naszej bitwie zmierzyć się z prawdziwą ikoną współczesnego futbolu. 

Przychodząc do Manchesteru United w 2002 r. Rio Ferdinand został jednym z najdroższych zawodników w historii, ale w ciągu kolejnych dwunastu lat spłacił się setnie. O jego pozycji w klubie najlepiej świadczy fakt, że na finał w Moskwie wyprowadzał drużynę w roli kapitana. Jak na środkowego obrońcę był bardzo przyzwoicie wyszkolony technicznie, zawsze zachwycał szybkością podejmowanych decyzji. 

Nasz typ: Rio Ferdinand

*

Jaap Stam vs. Nemanja Vidić

Kolejna rywalizacja, w której nie ma przegranego. Mowa w końcu o piłkarzach, których u szczytu formy chciałoby mieć u siebie stu na stu trenerów. Twardzi jak skała, świetni w pojedynkach powietrznych, zgrabnie rozdzielający piłkę do linii pomocy, nie mający najmniejszego problemu z podłączaniem się do akcji ofensywnych. 

Stam rozstał się z Manchesterem w niezbyt miłych okolicznościach po trzech sezonach, Vidić został żywą legendą klubu. Dlatego ostatecznie stawiamy na Serba, tym bardziej, że z Ferdinandem stanowili duet, który po prostu grzech byłoby rozdzielić.

Nasz typ: Nemanja Vidić

*

Denis Irwin vs. Patrice Evra

O irlandzkim lewym obrońcy Alex Ferguson powiedział kiedyś, że to jego najbardziej wartościowy zakup w historii pracy za sterami “Czerwonych Diabłów”. Młodsi czytelnicy mogą już go nie pamiętać, a szkoda - był to bowiem piłkarz wspaniały, obdarzony kapitalną szybkością, precyzyjnym uderzeniem z dystansu. Pozycję w składzie utrzymywał ponad dekadę.

Evra tak skuteczny jak Irwin nie był, ale przez lata utrzymywał się na wspaniałym poziomie, zapewniając spokój lewej flance Manchesteru United. Niezwykle szybki, zwinny, bez problemów przechodził od roli obrońcy do skrzydłowego. Doceniamy go niezwykle, również za osobowość, ale jednak do wymarzonej jedenastki Fergusona pewnie on sam wybrałby Denisa.

Nasz typ: Denis Irwin

*

Ryan Giggs vs. Owen Hargreaves

Ta para jest niesamowita i raczej nikt się jej nie spodziewał. 

Ryan Giggs na prawej stronie? Ano, tak wyszło - w finale Ligi Mistrzów w Barcelonie nie mogło wystąpić dwóch środkowych pomocników MU - Keane oraz Scholes. Ferguson niesamowicie się nagłówkował i nominalnego prawego skrzydłowego Beckhama zepchnął na środek, w roli lewoskrzydłowego wystawił Szweda Jespera Blomqvista, a Giggsa wrzucił za Becksa. 

Owen Hargreaves? Zawodnik, którego nieodłącznie w przypadku Manchesteru United kojarzy się z kontuzjami oraz środkiem drugiej linii? No cóż, w pierwszym sezonie u Fergusona jeszcze grał regularnie, zaliczając 34 ze swoich 39. ogółem (przez cztery lata) spotkań dla “Czerwonych Diabłów”. Szkocki trener postawił na niego kosztem Naniego oraz Giggsa, a Cristiano Ronaldo wystawił na lewej stronie. Owen miał przede wszystkim stopować ofensywne poczynania Maloudy oraz Ashleya Cole’a. 

Niezły galimatias, prawda? Wybór mógł być jednak tylko jeden.

Nasz typ: Ryan Giggs

*

David Beckham vs. Michael Carrick

Carrick to wzorowy box-to-box, facet z blisko pięciuset meczami w barwach Manchesteru United, ale jednak postać z cienia. A już na pewno zestawiając go z Beckhamem, który w 1999 roku w temacie prawoskrzydłowych na świecie o palmę pierwszeństwa rywalizował z Figo. Na karierę Becksa często niesłusznie patrzy się przez pryzmat celebryctwa, zapominając o jego czysto piłkarskich walorach. My nie mamy wątpliwości, kto w naszej bitwie wygrywa.

Nasz typ: David Beckham

*

Nicky Butt vs. Paul Scholes

Niewiele zabrakło, żebyśmy zobaczyli tutaj rywalizację Scholesa ze Scholesem, ale o czym napomknąłem wcześniej, rudowłosy pomocnik na finał w Barcelonie się niestety wykartkował i do składu Ferguson wstawił Butta. Nicky był bardzo solidnym zawodnikiem, zawsze gotowym do walki i poświęcenia, co pozwoliło mu wystąpić blisko 400 razy w diabelskich barwach. 

Scholes to jednak zupełnie inny rozmiar kapelusza. Być może najbardziej niedoceniany piłkarz ery Aleksa Fergusona. Szczególnie przez polskich kibiców, którzy najmocniej wspominają go ze strzelenia gola ręką w meczu reprezentacji wiosną 1999 r. To jednak o Scholesie Zidane powiedział, że był najtrudniejszym rywalem w całej jego karierze. To również Anglika wielu uważa za symbol MU. Ba - on tym symbolem po prostu jest i tutaj nie ma żadnego pola do dyskusji.

Nasz typ: Paul Scholes

*

Jesper Blomqvist vs. Cristiano Ronaldo

Szwedzki skrzydłowy to wielki pechowiec, ale i szczęściarz jednocześnie. Do Manchesteru trafił po przeciętnych sezonach w Milanie i Parmie, podpisując kontrakt na 3 lata. Rozegrał w tym czasie dla angielskiego hegemona niespełna czterdzieści meczów, wszystkie w pierwszym sezonie. Wystąpił w finale Ligi Mistrzów, ale grał tylko do 67. minuty. Potem doznał fatalnej kontuzji, która na dobrą sprawę zakończyła jego poważną karierę. Summa summarum więc zawodnik z lekko przegraną karierą, ale… potrójną koroną za 1999 r.!

No a Cristiano Ronaldo to Cristiano Ronaldo. 2008 r. był pierwszym rokiem, za który otrzymał Złotą Piłkę. W finale Ligi Mistrzów strzelił gola i przestrzelił karnego w konkursie jedenastek. Gdyby Terry się nie pośliznął i pokonał van der Sara, portugalski skrzydłowy byłby wielkim przegranym moskiewskiej batalii. 

No ale Terry się pośliznął, Ronaldo triumfował i w naszej jedenastce ma murowane miejsce, chociaż rzecz jasna wymienilibyśmy go i Giggsa skrzydłami. 

Nasz typ: Cristiano Ronaldo

*

Dwight Yorke vs. Wayne Rooney

Reprezentant Trynidadu i Tobago to był świetny zawodnik, idealnie uzupełniający się z Andym Colem w napadzie. Jego pierwsze dwa sezony w czerwonej koszulce zamknęły się liczbą 53 goli! Zresztą to był najlepszy okres w całej jego karierze, która ostatecznie nie potoczyła się chyba do końca zgodnie z oczekiwaniami.

Rooney w 2008 r. był u szczytu formy. Na nim utrzymywał się zresztą długo, ale to temat na inne opowiadanie. Oczy nie zawsze były zwrócone na niego, ale taki to już urok grać z Ronaldo w drużynie. Wkładu w sukces drużyny, wpływu na to, że Manchester United bronił się już na połowie rywala, nie sposób mu po prostu odebrać. 

Nasz typ: Wayne Rooney

*

Andy Cole vs. Carlos Tevez

No i ostatnia zagwozdka, naprawdę sroga. Nazwiska, przy których pojawia się kilka znaków zapytania. Czemu Andy Cole nie zrobił kariery reprezentacyjnej, do jakiej bez wątpienia był predestynowany? Czy Carlos Tevez na pewno spełnił się jako piłkarz w stu procentach? Czy Cole dawał Manchesterowi tyle, co Tevez i na odwrót? Czy Anglik sprawdziłby się w innej lidze niż angielska? 

Nie ma tutaj łatwych odpowiedzi, a wyboru pomiędzy nimi można by było dokonać rzucając monetą - byłoby tak samo uczciwie i sprawiedliwie, jak teraz, gdy próbuje się ich porównywać. Smaczku dodaje fakt, że gole dla MU w finale Ligi Mistrzów w 1999 roku strzelali rezerwowi napastnicy, już po zejściu Cole’a z boiska. 

Za Tevezem przemawia większa mobilność, a przede wszystkim elastyczność. O ile Cole był zabójczym egzekutorem, argentyński zawodnik często cofał się do drugiej linii, schodził do skrzydła. Miał świetny drybling, potrafił też precyzyjnie przymierzyć ze stałego fragmentu. Dlatego też ostatecznie to Tevezowi dajemy miejsce w składzie.

Nasz typ: Carlos Tevez

***

Manchester cudem wygrywający w Barcelonie vs. Manchester z deszczowej Moskwy 4:7, ale to przecież tylko zabawa. W dodatku w przypadku aż czterech bitew o podstawową jedenastkę, moglibyśmy spokojnie wskazać drugie nazwisko i byłoby tylu samo bijących nam brawo, co narzekających.

Fakty są zaś takie, że Alex Ferguson potrafił zbudować na przestrzeni kilku dekad nie jedną i nie dwie wspaniałe drużyny, często sięgając po nazwiska nieoczywiste. Budował ekipy, które charakteryzował gen zwycięstwa, często w niewiarygodnych okolicznościach. Manchester wygrywający w 1999 r. w niewiarygodnych okolicznościach, bez kapitana i drugiego środkowego pomocnika w składzie, golami dwóch rezerwowych. MU, które w 2008 r. nie pozwoliło Barcelonie w półfinale na strzelenie choćby jednej bramki w półfinałowym dwumeczu. 

“Football, Bloody hell”... 

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się